KategorieUncategorized

W chmurach

Co rusz ostatnio natykam się na chmury… W różnej postaci. Te prawdziwe też wyjątkowo zwracały na siebie kilka dni temu uwagę. Sam motyw chmury jest doprawdy bardzo wdzięczny – uroczy, prosty i pasuje do wielu sytuacji. Nie wiem czy pamiętacie Przyjęcie Wesołej Chmurki z okazji pierwszych urodzin mojego dziecięcia – TUTAJ? Polecam wszystkim – odrobina papieru i nożyczki, a chmury same się tworzą!
Kiedyś, dawno temu, chmury tak bardzo mi się spodobały, że postanowiłam zostać klimatologiem i rozpoczęłam studia geograficzne. Wszystko więc przez bujanie w obłokach! Do teraz trzymam w domu atlas chmur, co jakiś czas zaglądam, a potem staram się nazywać te, które akurat suną w nieboskłonie. Ja po prostu bardzo chmury lubię!
Muszę więc i Wam pokazać kilka z ostatnio napotkanych chmur! A przy tej okazji, na końcu malutki pochmurny, piankowy przegląd! Kosmetyki w formie pianki zawsze kojarzyły mi się z chmurami 🙂
Mój hit – cloud pet czyli chmura jako zwierzątko towarzyszące na co dzień pewnej dziewczynie 🙂 Więcej zdjęć Michaela Casker znajdziecie TUTAJ!

Zdjęcia
 1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 / 9 / 10

1. Pianka do układania włosów z granatem i owocem goji Eco Cosmetics 

Formuła wzbogacona o owoce goji chroni i wzmacnia włosy przez cały dzień. Dają się one łatwo formować, pozostają jedwabiste, błyszczące i pełne witalności.
Nawilżająca i relaksująca, o delikatnym zapachu lawendy i tymianku.
Stworzona na bazie miodu, wyciągu z głogu, kocanki włoskiej, lawendy i
malwy nawilża, oczyszcza i odświeża.  
Cena: 46,90zł
Delikatna pianka oczyszczająca na bazie innowacyjnego botanicznego kwasu
hialuronowego. Pektynowy wyciąg z jabłek wysubtelnia wygląd
skóry i zapewnia jej zdrowy i świeży wygląd.
Cena: 82zł
Dwufazowa pianka do mycia twarzy oczyszcza skórę w delikatny sposób, jednocześnie ja pielęgnując . Łagodne substancje myjące nie podrażniają zmienionych zapalnie partii skóry.
Cena: 35,30zł
Z mięta i granatem. Hydrolat miętowy działa wzmacniająco oraz stabilizująco. Włosy zyskują dodatkowej objętości i dają się łatwo układać.
Cena: 29,90zł

Chmurka Today I am choosing happiness

 

Jej Świat: Paulina Stępień

Jestem przekonana, że bardzo wiele z Was śledzi lub choć raz odwiedziło Kotlet.TV lub Domowa.TV. Dwa wyjątkowe miejsca w sieci, z których aż tchnie ciepło, radość i życzliwość. Prowadzi je Paulina Stępień wraz z mężem. Mnie zauroczyła swoją… normalnością! Jest przesympatyczną, zawsze uśmiechniętą dziewczyną, która robi rzeczy niezwykłe, choć często bardzo zwyczajne. Które chce się oglądać i próbować i podziwiać. 
Poznajcie zatem świat Pauliny jej własnymi słowami! A potem czym prędzej wpadnijcie i do Kotlet.TV i na Domowa.TV! To co dzisiaj gotujemy?

Bez czego nie mogę żyć?

1. Rodzina. Może to dla wielu takie oklepane, ale dla mnie to najważniejsza część świata. Odkąd mamy dziecko ten nasz świat jest jeszcze weselszy 😉 Uwielbiam spędzać czas z moim mężem i synkiem,  szczególnie podczas wspólnych wyjazdów. Wtedy możemy cieszyć się sobą jeszcze bardziej. Wiem też, że mogę polegać na rodzicach moich i Michała.
2. Bardzo lubię też podróże. Im więcej podróżujemy tym bardziej wzrasta mój apetyt. Bardzo chciałabym powtórzyć naszą dwumiesięczną podróż sprzed dwóch lat po Europie. Tym razem w większym składzie i
może kamperem? Póki co na krótszych trasach udowadniamy, że dziecko to nie koniec świata a wspólne podróżowanie jest naprawdę możliwe 🙂
3. Uwielbiam gotować. A w szczególności piec ciasta. Miłość do gotowania zaszczepiła we mnie babcia, a potem mama i tata, a ja z czasem zaczęłam to rozwijać w swoją pasję i sposób na życie. Lubię częstować bliskich i gości swoimi specjałami, najlepszym krytykiem jest mój mąż a także metoda dokładki. Jeśli ktoś chce więcej to znaczy, że było świetne 🙂
4. Trudno mi wyobrazić sobie swój świat bez iPhona. Wiem to straszne, ale pozwala mi być w sieci, móc odpowiadać na komentarze i przyznam się, że świetnie nadaje się do takich codziennych szybkich zdjęć. Nie
sądziłam, że to kiedyś powiem, bo jestem miłośniczką dobrej fotografii a Michał analogowych zdjęć, ale niestety (stety) to takie wygodne 🙂
5. Uwielbiam sukienki. Żałuję, że lato w Polsce jest takie krótkie, bo zimą jakoś nie umiem się do nich przekonać i wybieram cieplejsze, wygodne jeansy 🙂 Ale lato mogę przechodzić w sukienkach całe, najbardziej lubię proste lub te o kroju szmizjerki.
6. Jestem kociarą. Uwielbiam koty, mamy trzy, wszystkie przygarnięte i są cudowne. Zawsze zatrzymuję wzrok przy informacjach o kotach.
7. Bardzo lubię czytać książki, po których coś zostaje mi w głowie, ale jednocześnie takie, które są lekkie. Z przyjemnością czytam podróżnicze przygody Beaty Pawlikowskiej czy Wojciecha Cejrowskiego. Mam też słabość to książek z motywem kulinarnym, gdzie jakaś historia podszyta jest historią związaną z jedzeniem.
8. Lubię rzeczy hand madę, sprawia mi radość robienie jakiś domowych kosmetyków czy biżuterii, czasem jestem zła na siebie, że trochę to zarzucam, bo potem, gdy do tego siadam czuję się bardzo zrelaksowana. Cenię też ludzi, którzy tę swoją pasję przekuli w biznes, cały czas patrzę co gdzie ktoś uszył lub zrobił. Z chęcią sama bym takie osoby wspierała 🙂

Inaczej: Urban Aquarium

Podwodny świat zawsze mnie przerażał. Ryb do teraz boję się dotykać i nie lubię jeść. Meduzy natomiast przyprawiają mnie o ciarki. Choć muszę przyznać, że jest w nich coś magicznego, tajemniczego i nie z tej ziemi. Pomimo tego świat, który stworzyła Sayuri całkowicie mnie zauroczył…
Stworzyła ona ogromną instalację pełną meduz z materiału… z tiulu, organzy… I jakimś cudem tchnęła w nie życie! Są tak delikatne, tak subtelne, że przestają być straszne. Stały się sztuką, którą aż chce się podziwiać. Całe to niesamowite akwarium ulokowane zostało w przejściu na lotnisku, w miejscu, które z morzem nie ma nic wspólnego. I właśnie dlatego staje się tak wyjątkowe. Jestem pewna, że przechodnie patrzą w zdumieniu, oglądają i na chwilę przenoszą się gdzieś zupełnie indziej. I na tą chwilkę problemy przestają być istotne. Zwyciężają meduzy!

Więcej o instalacji Urban Aquarium znajdziecie u Sayuri!

Zdjęcia SAYURI’S WORLD

W roli głównej: Pasta do zębów z olejkiem z czarnuszki bez fluoru Eco Cosmetics

Moja miłość do czarnuszki ostatnio nabrała jeszcze większej mocy i rumieńców! A to za sprawą naszej dzisiejszej gwiazdy! Odsłoni dzisiaj przed Wami swoje tajemnice i liczy na to, że i Wy ją pokochacie! W roli głównej dzisiaj Pasta do zębów z olejkiem z czarnuszki bez fluoru Eco Cosmetics!

Uwielbiam olejek czarnuszkowy… ba… uwielbiam samą czarnuszkę i bardzo często dodaję ję do gotowanych potraw czy do serów. Ucieszyłam się więc bardzo, kiedy odkryłam pastę do zębów z czarnuszką. Mamy w niej i olejek i ekstrakt czarnuszkowy! I co jeszcze! Nieco herbatki i szałwii i oczaru i echinacei! Samo dobro!
Pasta nie zawiera fluoru ani mięty, ale przyjemnie lekko miętowo pachnie. Nie jest to jednak tak intensywny i ostry zapach jak w pastach drogeryjnych. Kolor też zupełnie od nich ostaje. Jest raczej szaro-beżowy. I chociaż nie wygląda specjalnie zachęcająco, to pasta jest naprawdę warta wypróbowania.
Po pierwszym użyciu miałam wrażenie, jakby moje zęby zostały potraktowane balsamem niczym ciało po kąpieli. Były takie… jakby… nawilżone… bo natłuszczone to złe słowo. Wrażenie w każdym razie bardzo przyjemne. Przyzwyczaiłam się ju z do tego efektu, więc nie zwracam już na niego uwagi. I szkoda 🙂
Pasta łączy w sobie dwie szalenie ważne zalety – skutecznie myje zęby i jest bezpieczna! Posiada bowiem ekologiczne certyfikaty, nie zawiera syntetycznych środków barwiących, zapachowych czy konserwujących, 100% składników jest pochodzenia naturalnego, a 98,94% składników roślinnych pochodzi z kontrolowanych upraw ekologicznych.
Jest też bardzo wydajna – standardowe 75 ml wystarcza na bardzo długo. Warto zainwestować zatem 18zł w odpowiednią i zdrową higienę jamy ustnej.
Zacytuję jeszcze producenta w kwestii czarnuszkowej 🙂
Czarnuszka (Nigella Sattiva), inaczej czarny kminek – zwany też złotem faraonów – jest niezwykłą substancją naturalną, znaną od tysiącleci ze swych leczniczych wartości. Egipcjanie, słynący ze stosowania wysokorozwiniętych metod leczenia, od zawsze bardzo cenili sobie małe, czarne nasiona owej rośliny. Obecnie stosowanie czarnuszki w celach leczniczych i kosmetycznych przeżywa prawdziwy renesans. Olej z czarnuszki, otrzymywany z tłoczenia nasion czarnuszki siewnej, pełni rolę przeciwutleniacza, który stabilizuje i chroni nienasycone kwasy tłuszczowe i fosfolipidy, wchodzące w skład błon komórkowych, przed uszkodzeniem ze strony wolnych rodników. Zawierającemu ponad 100 różnych substancji aktywnych olejkowi przypisuje się między innymi działanie: przeciwbólowe, przeciwzapalne, antybakteryjne, antywirusowe, przeciwgrzybicze, rozkurczowe, przeciwobrzękowe, odtruwające, uspokajające i immunostymulujące. W paście do zębów eco cosmetics stosowany jest najwyższej jakości olej z czarnuszki, pochodzący z kontrolowanych upraw ekologicznych. 
 
Pastę znajdziecie w sklepie EcoKraina
 

Retro roll-on na przebarwienia

No i wyjaśniła się zagadka! W niepozornym roll-onie, kojarzonym zazwyczaj z olejkami zapachowymi, ukryłam tym razem prawdziwe dobro, rodem z babcinej spiżarki! Nie wiem czy wiecie, ale domowym i skutecznym sposobem na przebarwienia skórne jest ocet! Moja propozycja jest więc bardzo octowa, ale z dodatkiem wzmagających jego działanie: cytryny i cebuli. Niech wszystkie przebarwienia, i te potrądzikowe i te posłoneczne i z wiekiem związane, truchleją!
Do wykonania retro płynu przygotujcie:
  • 250ml octu jabłkowego
  • 1 cytrynę
  • 1 średnią cebulę
  • wodę różaną

Zacznijcie od porządnego wyparzenia cytryny. Ideałem byłaby taka z upraw ekologicznych. Cebulę obierzcie i razem z cytryną pokrójcie na paski. W czystym i również wyparzonym słoiku ułóżcie kolejno plasterki cytryny i cebuli, a następnie całość zalejcie octem, tak, aby pokrywał on zawartość. Widelcem delikatnie dociśnijcie cebulki i cytrynki do dna (choć i tak będą nieco wypływać). Słoik zakręćcie i ostawcie na tydzień w ciemne i spokojne miejsce. Codziennie nim potrząśnijcie lub ponownie dociśnijcie widelcem.
Po tym czasie przecedźcie ocet przez sitko o bardzo drobnych oczkach, a najlepiej przez kilka razy złożoną gazę. Cytrynę i cebulę wyrzućcie, a ocet przelejcie do czystej buteleczki lub słoiczka. Jest kilka szkół stosowania takiego octu. Polecam Wam popróbowanie i dostosowanie go do swoich potrzeb. Ocet bowiem należy rozcieńczyć. Ja tu polecam wodę różaną, ale może to być także czysta przegotowana woda lub inny hydrolat. W tonikach do twarzy stosuje się rozcieńczenie 1:10, w tego typu preparatach często 1:2. Osoby w mniej wrażliwej cerze i silnych przebarwieniach mogą spróbować punktowo stosować ocet nierozcieńczony. Sprawdźcie tylko najpierw, jak Wasza skóra na niego reaguje – czy nie szczypie za bardzo, nie zaczerwienia się czy przesusza. Sama dolałam do octu tylko kilka łyżek wody różanej.
Wygodnym sposobem aplikowania płynu jest roll-on. Możecie go dostać np. TUTAJ. Polecam także najzwyklejsze płatki do oczyszczania twarzy. Przemyjcie zmienione miejsca 2-3 razy dziennie, nie zapominając o zwykłej codziennej pielęgnacji – oczyszczaniu i nawilżeniu.

A zatem… unikatowy, jedyny w swoim rodzaju kubeczek – nagroda z TEJ zagadki pojedzie do… milki!!!
Gratuluję i poproszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl 🙂

Zauroczona: Poduchy Iwony Kosickiej

Wszystko mi się w nich podoba! Sam pomysł, wykonanie, momenty uchwycone na zdjęciach, to, jak do siebie pasują, ten ich styl – elegancko, ale z dużą dawka humoru, ta kratka klasyczna z tyłu. Wszystko tu gra, wszystko tworzy całość, a każda z osobna i wszystkie razem są po prostu genialne! Najgorsze jest to, że nie potrafiłabym zdecydować się na jedną konkretną… 

Polecam poduchy Iwony Kosickiej w SO POLISH!

Zdjęcia SO POLISH

Facebook