KategorieUncategorized

WYNIKI + W roli głównej: Eostra Delikatny organiczny peeling do twarzy dla skóry suchej

Kochani, zaczynamy dzisiejszy dzień od wyników konkursu z Phenomé! Dziękuję za wszystkie wpisy! Uwielbiam czytać Wasze odpowiedzi, zawsze robi mi się jakoś tak… przyjemniej 🙂 Wybrałam jednak niestety tylko dwie, do których autorów powędrują nagrodowe zestawy. Szczęśliwcami są:
Patrycja Pieguska
Magdalena M
Nagrodę pocieszenia z losowania wygrała
ukika
Gratuluję i proszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl.
Mam też dobrą wiadomość – jeszcze dzisiaj ruszymy z nowym konkursem!!
Tymczasem, poznajcie naszą najnowszą gwiazdkę, która pręży się i wdzięczy, żeby się Wam zaprezentować – Eostra Delikatny organiczny peeling do twarzy dla skóry suchej!
Zacznę od małej nagany dla produenta… Bo kto, no kto to widział taką malutką tubeczkę na peeling. Jest w niej wprawdzie 40g produktu, ale mam wrażenie, że jest to opcja podróżna. I że za chwilkę się skończy. I pomimo tego, że wcale aż tak szybko się nie zużywa, już mi go szkoda 🙂 Bo jest to kosmetyk bardzo przyjemny!
Sam peeling ma konsystencję lekkiego białego puszystego kremu lub bitej śmietany. Dobre jest to, że na całą buzię wystarczy go naprawdę niewiele. Dokładnie tyle ile normalnego nawilżającego kremu. Ukryły się w nim nieliczne drobinki zmielonego bambusa, przez co złuszcza bardzo delikatnie, ale za to dokładnie oczyszcza skórę. Używam go więc na co dzień do mycia twarzy i tu sprawdza się idealnie.
Bo nie tylko myje, ale jednocześnie subtelnie pielęgnuje. Oleje ze słonecznika i słodkich migdałów oraz masło shea odzywiają i nawilżają. Zapach kosmetykowi nadają olejki z lawendy, liści gorzkiej pomarańczy, goździka i palmarosy. Mam wrażenie, że całość pachnie bardzo naturalnie. Wręcz… hmm… łąką ze świeżo skoszoną trawą. Tak rześko i ziołowo.
Peeling jest certyfikowany ekologicznie i posiada 100% składników pochodzenia naturalnego. Opakowanie jest praktyczne i estetyczne. Poza oczywiście jego wielkością, nie mam mu nic do zarzucenia. Jeśli zależy Wam na porządnym złuszczaczu, to sięgnijcie po inne peelingi. Ten polecam do cer wrażliwych, suchych i dojrzałych. Do codziennej pielęgnacji.
Peeling dostępny w sklepie MINT.

Po-Weekendowwe Cuda no50

Ojej ojej to już 50 raz! Niesamowite! Oby do setki 🙂

Jesienne urodziny? Takie jadalne dekoracje w kształcie piór (1) idealnie przyozdobią tort! W dodatku przygotowane z dbałością o ekologiczny skład. Dla mnie bomba 🙂
Jedna z najładniejszych, bardzo kobiecych jesiennych sesji kolekcji sklepu odzieżowego (2) 🙂 Autorstwa Brandona Kidd dla Ruche, kolekcja Greeting Autumn.
Ponoć hit. Już kilka razy widziałam, jak go chwalono w internecie. Ktoś próbował? Krem BB 5w1 od SO’BIO (3). Tutaj z ecoKraina.
T-shirt idealny dla mnie (4) 🙂 Z Decobazaar, projektant: Studio Agama.
Cudowne roślinne printy –  malowany od Katie Vernon (5) oraz vintage z LEIF (6).
Do zrobienia jesienią  – chyba sama się skuszę! Dynia w koronce! Ozdoba zarazem delikatna i mocna 🙂 Z Allyson Baked Design (7).
Jak nie zgubić przepisu na dobre ciasto? Już wiem! Sprawić sobie formę z gotowcem 😛 (8).
Jedna z ciekawszych instalacji jakie widziałam. A do tego świetna reklama restauracji Rayen w Madrycie. Autorstwa grupy Fos (9).
Kochani, mam też dla Was dwa filmiki, które ostatnio codziennie nam towarzyszą 🙂 Odkąd mąż mój pokazał mi w Strumykach po raz pierwszy „lisa”, jestem pod ogromnym wrażeniem i zachwytem dla poczucia humoru norweskich braci z grupy Ylvis.

Tak, tak, wiem, że większość z Was już to widziała, część nie ogarnia, część uważa za totalny idiotyzm 🙂 Ale co mi tam – uwielbiamy liska, który na końcu zaczyna śpiewać. Kto nie widział, niech włączy głośniki i się uśmiechnie 🙂

Hitem mojego męża jest Stonehange 🙂 – zobaczcie koniecznie TUTAJ!

Wspaniałego tygodnia!

Green Canoe Jesień 2013

Mam dla Was ważną informację weekendową 🙂 Zapraszam na najnowsze wydanie magazynu internetowego Green Canoe, pełne jesiennych inspiracji i dobrej energii. Znajdziecie w nim mój materiał o słodziutkich kosmetykach hand made (s.128). Część już Wam pokazywałam, ale mam nadzieję, że całość prezentuje się dobrze 🙂
Polecam więc przygotować sobie duży kubek kawki i miseczkę czegoś dobrego do chrupania i wejść TUTAJ!

Riesling – Peeling Gronowy rocznik 2013

Zgodnie z zapowiedzią nie opuszczamy jeszcze Strumyków! Mam dla Was trzy bardzo proste, a niezwykłe przepisy – dwa kulinarne, a jeden mój własny, kosmetyczny. Zrobimy więc dzisiaj peeling gronowy ze świeżo zerwanej kiści winogron z odmiany riesling. Zaserwujemy sobie prawdziwą winoterapię!
Owoce rieslinga są niesamowicie słodkie. Przepyszne! Delikatnie kropkowane, bujne, prawie już żółte. Udało nam się spróbować soku z wyciśniętych winogron, już pod wino. Jest cudowny. Nawet Róża prawie od razu wypiła całą szklankę. W naszym peelingu wykorzystamy ten pełen witamin, cukru i antyoksydantów sok!
Do wykonania regenerującego i odmładzającego peelingu gronowego przygotujcie:
  • garść świeżych winogron z odmiany riesling (lub innych słodkich)
  • 8-10 łyżek cukru
  • łyżkę oleju rzepakowego (z okolicznych upraw 🙂 )

 

W moździerzu utrzyjcie winogrona na miazgę. Powstanie Wam w ten sposób potrzebna ilość soku. Należy go delikatnie przelać do miseczki, przytrzymując palcami zmiażdżone owoce. Potrzebne nam będą 2-3 łyżki takiego soku. Do niego dodajemy cukier i olej i całość dokładnie mieszamy, przygotowując taką konsystencję, jaką najbardziej lubimy. To nic, że cukier lekko się rozpuści – i tak na skórze będzie się w sam raz brylował. 
Peelingiem masujemy całe ciało pod prysznicem, a następnie zmywamy je ciepłą wodą. Należy zużyć go tego samego dnia lub nazajutrz, po nocy w lodówce. Prawdziwie zmysłowa ta winoterapia 🙂

W roli głównej: Femi Krem Macrobiotic na noc

Co wieczór wpatruję się w kobiecą twarz na etykiecie i wiem, że zadba o mnie z należna atencją. Bo ma w sobie coś opiekuńczego i silnego zarazem. Dzisiaj więc zaprezentuje się gwiazda – Femi Krem Macrobiotic na noc!

To jeden z najlepszych kremów, jakie do tej pory używałam. Tak dobrze wpływa na moją skórę, że jestem w stanie całkowicie darować mu jego niedoskonałości. Jakie? Tradycyjnie w przypadku kosmetyków Femi nie podoba mi się zapach… Choć trzeba mu przyznać, że nie jest odpychający. Zupełnie to jednak nie moja bajka. Po drugie, jeśli skóra jest nieco podrażniona, po nałożeniu kremu na twarz, przez chwilę piecze. Uczucie to mija po około 30 sekundach, ale jednak powoduje pewien dyskomfort.
Pomimo tego uwielbiam ten kremik. Przeznaczony jest do skóry problematycznej i jednocześnie dojrzałej. Jest to dosyć ciężki specyfik, stricte na noc. Idealny jesienią i zimą, zwłaszcza jeśli mamy centralne ogrzewanie. Świetnie nawilża i mocno odżywia skórę. Choć gęsty, łatwo i szybko się wchłania. Od razu pozostawia przyjemne uczucie gładkości.
Co najważniejsze jednak to to, że sprzyja regeneracji i działa antybakteryjnie. Głównymi wodnymi składnikami są hydrolaty z lawendy i róży. Połączenie bardzo uniwersalne i jednocześnie bardzo skuteczne pielęgnacyjnie. Ekstrakt z koniczyny, wysycony antyutleniaczami zwalcza procesy starzenia się skóry. Znowuż ekstrakt z lukrecji „zaleca się celu zwiększenia regeneracji tkanek, w produktach o charakterze przeciwzapalnym i gojącym.” Do tego dodano moc antyseptycznych i regulujących olejków eterycznych – z szałwii, ylang ylang, manuka, wetiwerowy i geranium. Ach, i jeszcze łagodzący aloes!
Tak, tak, wiem, że kosmetyki Femi do najtańszych nie należą. Trzeba im jednak przyznać, że jakość jest wysoka, a składy bardzo dobre. Polecam!
Krem dostępny jest TUTAJ

Strumyki, winobranie i coś da Was!

Był taki film z Keanu Reevesem, o winnicy, gdzieś w Kalifornii. I o miłości też oczywiście. Pamiętam taką scenę… nastała bardzo zimna noc, pierwsze przymrozki. Trzeba było ratować winogrona przez zamarznięciem. Rozpalono wtedy ogniska i za pomocą delikatnych płacht, wyglądających jak skrzydła rozprowadzano ciepłe powietrze na owoce. Pomiędzy tym Keanu i główna bohaterka w niezwykle romantycznej pozie.
Z tym kojarzy mi się winnica. I jeszcze z innymi filmami, już z południa Europy. I z wyjazdami w te regiony, choć winorośl podziwialiśmy zawsze z daleka. Tak bardzo więc ucieszyłam się z zaproszenia na winobranie, z ukrytego gdzieś na końcu świata, za Poznaniem, gospodarstwa Strumyki. Od Kasi i Michała. I jeszcze od małej Emci.

Domu pilnuje pies. Choć może pies to mało powiedziane. Niedźwiedź raczej. O sercu tak dobrym i ciepłym, że dzieci go uwielbiają. Tylko pierwsze wrażenie jest przerażające, kiedy to wilczur Bruno skacze do okna samochodu z zamiarem, którego pewnym być nie można. Do czasu aż się go pozna. Potem Bruno śpi pod drzwiami pokoju. Bo lubi być blisko ludzi. I co rano przesyła psie dzień dobry.
Śniadanie to bajka. Wszystko świeże, wszystkiego dużo. Przepyszne sery i twarożki. Pierwszy raz jadłam ser smażony – pyszny. Po śniadaniu obowiązkowe celebrowanie kawy. Z torcikiem czekoladowym lub aromatycznymi biscotti. A potem… co tylko w duszy gra – słońce, las, wieś, spokój święty. Grzyby. Dużo grzybów. Oj, bardzo dużo grzybów. Bo grzybiarzy to tu chyba zbyt wielu nie ma. I pola rzepaku i słoneczników. I spacery długie polną drogą do wsi. A jeśli dalej, to też jest gdzie – choćby do Olandii – skansenu w folwarku dawnych Olendrów. 
A jak się tu śpi! Przeszliśmy w rytm Róży, z drzemką w trakcie dnia. Wieczorem cisza i ciemno i gwiazdy. Idealna sceneria na ognisko. Takie z kiełbaskami i ziemniakami. Jakże te ziemniaki smakowały! I rozmowy o wszystkim. O tym co tutaj, co było, co będzie. Bo Kasia i Michał mają ogromne marzenia i wiele pasji. I pewnie dlatego tacy są otwarci.
Dom wybudowali rodzice Michała. Pokochali to miejsce dawno temu. Co roku tu wracali. Miłość tą również w synu widać. Dom jest przepiękny. Widać w nim artystyczną duszę właścicieli. Większość obrazów i grafik porozwieszanych na ścianach wykonali sami. W zasadzie – prawie wszystko wykonali sami. Dbałość o szczegóły miesza się tu z kreatywnością i sztuką.

Ale i tak najwspanialsze było winobranie. Winniczka duża jeszcze nie jest. Dopiero pokazuje swoje możliwości. Dopiero wina się kształtują, a winiarze uczą. Winogrona są cudownie słodkie. Samo ich zrywanie nie wydaje się nawet pracą. Jest czystą przyjemnością. Z widokiem na jezioro, w promieniach ciepłego październikowego słońca nabiera romantycznego wydźwięku. Przy uśmiechach, radosnych krzykach dzieci, podjadającym owoce prosto z krzaka psie-niedźwiedziu, bawiliśmy się wspaniale. A jeśli wino będzie smakowało choć trochę tak dobrze jak sok ze świeżo wyciśniętych gron rieslinga, to podbije świat!

Kasia także ma niezwykły artystyczny dar. Tworzy w swojej kolorowej pracowni cudowne ptaszki. Wierzcie mi – niesamowite. Misternie dekorowane, pomysłowe, miękkie, dodające pozytywnej energii. Mój własny, z dzwoneczkiem, wisi już nad biurkiem i radośnie na mnie zerka. Ptaszkami ozdobiona była zeszłoroczna choinka. A i na te święta ponoć szykuje się ptaszkowa ofensywa. Kasia chciałaby otworzyć sklepik, jeszcze przed świąteczną gorączką. Trzymam za nią kciuki bardzo mocno.

  

Dwa z nich chciałaby podarować jednemu z Was. 
Zestaw cudny! Ten ze zdjęcia poniżej. Ptaszek zawieszka do każdego wnętrza oraz ptaszek zakładka do najbardziej porywających książek. Może ktoś przyjmie i zaopiekuje się ptaszętami?
Napiszcie proszę w komentarzu pod tym postem, w jaki sposób najbardziej lubicie spędzać czas na wsi.  Może coś i nas zainspiruje? 
Spośród wszystkich propozycji wylosuję jedną, do której autora powędruje ptaszkowy zestaw. 
Wpisujcie się do środy 16 października 2013 roku, do północy. 
Wyniki losowania ogłoszę na blogu. W konkursie można wziąć udział tylko raz. Wysyłka na terenie Polski, a na adres czekam 10 dni od ogłoszenia wyników. Mam nadzieję, że ptaszki sprawią komuś tyle radości ile mi mój!
Polecam Wam bardzo Strumyki. Wrócimy jeszcze do nich, w kolejnych postach, z przepisami, które mnie najbardziej zaczarowały – na miodek mniszkowy i orzechowo-pomarańczowe biscotti. A ode mnie – na świeży peeling winogronowy.
Warto wiedzieć, że Strumyki zapraszają na ciekawe warsztaty. Organizują je sami lub przyjmują grupy z trenerami. Warunki są tu idealne – ogromne przestrzenie, natura, salka szkoleniowa z kominkiem, ogromne nowocześnie wyposażone pokoje. Do tego wspaniała pachnąca kuchnia Kasi i Michała. Tak szkolić można się codziennie!
Więcej znajdziecie na stronie Strumyków, do której odsyłam Was z największa przyjemnością TUTAJ.

PS Jeśli chcielibyście ptaszki zakupić, to napiszcie koniecznie do Kasi maila. Z pewnością Wam zrobi!

Facebook