KategorieMisz Masz

Fathers

Co rano odprowadzam Różę do przedszkola – głównie ja, bo Stacha teraz na dłużej nie ma. Lubię wtedy podglądać tych wszystkich tatusiów, którzy przyprowadzają swoje dzieci. Zupełnie inaczej się na nich patrzy niż na mamy. Mama to… normalne jest. A jak tata, tuż przed drzwiami sali, bierze synka w objęcia, mówi „kocham cię” i całuje mocno, to każdorazowo się rozczulam.
Lubię męskie spojrzenie na wiele rzeczy, wolę je. Lubię wsłuchiwać się w męskie rozmowy, podczytywać męskie blogi pełne poczucia humoru. Kiedy więc usłyszałam o magazynie Fathers od razu mnie zainteresował. Polubiłam na Facebooku, pooglądałam stronę. Dopiero ostatnio jednak kupiłam sam magazyn (od miłych panów z Fathers na targach z okazji dnia dziecka). Dla Stacha na dzień ojca.
A potem się zaczytałam, zaoglądałam i popłakałam ze wzruszenia 🙂

Zakląć wspomnienia w zapachu & Craft’n’Beauty

Tak to jest, że czasami, kiedy poczujemy jakiś zapach, zamykamy oczy i przenosimy się w myślach zupełnie gdzieś indziej. Nie musi to być przyjemny aromat, musi jednak z czymś się kojarzyć. Nagle znajdujemy się przy stole w kuchni u mamy albo nad Bałtykiem z lat 80-tych. Kiedy indziej wspominamy koleżankę z liceum, która zawsze tak ładnie pachniała albo dom dziadka, w którym nuta pudrowej słodyczy w dziwny sposób mieszała się z panującą wszędzie wilgocią. Tak to właśnie jest z zapachami. Tylko one potrafią w aż tak magiczny sposób przenosić w czasie, przywracają pamięć, wstrzykują dawkę zakurzonych emocji, otwierają zakamarki umysłu, które wydają się być od dawna zamknięte.

Siedzą mi ostatnio w głowie te zapachy. Krążą i nie dają o sobie zapomnieć. Pisałam Wam o książce Kolekcjonerka perfum Kathleen Tessaro. To jedna z tych pozycji, po których wszystko zaczyna pachnieć bardziej intensywnie, a sięgając po perfumy bardzo usilnie stara się człowiek odkryć ukryte w nich aromaty. Coś jak Pachnidło. Kiedy to zapach wychodzi z papieru, krąży w głowie. Wyobraźnia próbuje nadążyć za opisem. A kiedy nie może, dopada żądza wąchania i po prostu trzeba się przejść do perfumerii.

Jest taki fragment w książce, kiedy to główna bohaterka wącha perfumy u zapachu śniegu. Wyobrażacie sobie? No, ja nie niestety. Kiedy tylko je poczuła znalazła się myślami nieopodal swojego domu, dawno, w dzieciństwie. Natomiast perfumiarz, który je stworzył chciał skomponować zapach zimy w czasie wojny w Polsce, kiedy biegł głodny przez zamarznięte pole. Ponoć udało mu się…

Zanim przejdę to tematu ze zdjęć, mam dla Was pewien pomysł. Pomysł, który sama sprawdziłam, o którym już nawet kiedyś wspominałam. Pomysł na te nasze szarobure listopady i stycznie. Pomysł na zaklinanie wspomnień. Pomysł na chwilę uśmiechu w momencie zwątpienia i na gorące promienie słońca w najzimniejszą, najciemniejszą noc.

Pomysł I  Zaklinanie lata

Sprawdzony w 100%!

Z miłości do talerzy x3

O tym, że uwielbiam talerze pisałam Wam nie raz. Pokazywałam Wam też sporo wspaniałej porcelany. Czas na kolejną dawkę talerzykowej miłości! Mam dzisiaj dla Was trzy nowe kolekcje, w których zakochałam się całkowicie, bez pamięci i totalnie. Każda zupełnie inna, w innej stylistyce. A każda przyciąga. I na każdej chce jeść obiadki. I każdą chcę zawiesić na ścianach. Ech…

Zaczynamy od kur!

Kury znalazłam na blogu Miss Moss. Dostępne były niegdyś (jedna została…) w Anthropologie. Autorstwa Holly Frean, zdjęcia Artsy.

Te kurki to moje faworytki!

 

 

Misz Masz przedwyjazdowy

Już drugi raz jadę do Hiszpanii w kwietniu. Dwa lata temu spędziłam kilka dni w Barcelonie i zakochałam się w niej całkowicie! Powrót był jedynie kwestią czasu. Jedziemy więc jutro, tym razem całą rodzinką i nie bezpośrednio do Barcelony, a pod nią, do nadmorskiej mieściny. Nie mogło się więc obejść bez przedwyjazdowego posta! Co akurat cieszy mnie bardzo, bo od 10 dni tylko (no, prawie tylko) tym wyjazdem żyję, a i chciałam Wam przy tej okazji pokazać kilka rzeczy, których Wam jeszcze nie pokazywałam!

Zacznę od samego wyjazdu. Pierwotnie planowaliśmy po prostu wykupić sobie loty Ryanairem i do tego samemu coś zorganizować. Zdecydowaliśmy się jednak na coś innego, co dla mnie jest dosyć sporą nowością (a po turystyce jestem). Znalazł mnie bowiem na Facebooku pewien holenderski, zdaje się portal, TravelBird, który oferuje coś pomiędzy takim samotnym organizowaniem a standardowymi wycieczkami z biur podróży. Wychodzi więc tanio, leci się też Ryanairem, a w pakiecie mamy jeszcze hotel z HB i dojazd do niego. Jeśli wszystko wyjdzie bez problemu, to Wam portal polecę w następnym poście. Na razie, jeśli poszukujecie ekonomicznych wakacji, warto zajrzeć!

Ach… wakacje… Jak to wakacje, trzeba się przygotować. Niezbędne jest więc coś do czytania! Niniejszym więc muszę podziękować, moim wspaniałym Czytelniczkom, bo sięgam właśnie po kolejną książkę poleconą mi i po raz kolejny – zapowiada się świetnie (dziękuję Beatko za tą). Znacie „Kolekcjonerkę perfum”? Ciekawa jej jestem bardzo!

Facebook