NapisałaAdriana Sadkiewicz

O czym warto pamiętać projektując pokój dziecięcy – pokój Róży

Niesamowite, jak  można wyciągnąć coś komuś z głowy i jeszcze piękniej to pokazać!

Miałam mały problem z pokojem Róży w naszym nowym mieszkaniu. Bo niby całość była wymyślona (pokazywałam Wam TUTAJ), ale zupełnie nie wiedziałam, jak to się faktycznie rozmieści, czy wszystko będzie pasowało, czy starczy miejsca. Wiecie jak to jest – coś tam w głowie siedzi, ale gdy brakuje zaplecza, przygotowania i twardszego stąpania po ziemi, to wyobrażenia mogą nie sprostać rzeczywistości.

I wtedy na pomoc przyszła mi Aga z pracowni projektowej JOOKA!

Wypytała o moje pomysły, sprawdziła wymiary i stworzyła całkowicie cudowny pokoik dla naszej prawie 7-letniej córeczki. Nie mogę przestać na niego patrzeć!

Głównym jego elementem jest różowa ściana ze złotymi, naklejanymi kółeczkami. Wymyśliłam ją dawno i choć podsuwałam po drodze Róży i inne pomysły, piękne tapety i kolory, to ta ściana jednak każdorazowo wygrywała. I dobrze! Kiedy Róży przejdzie okres różowo-księżniczkowy, po prostu ją zamalujemy na inny kolor.

Nie bardzo za to wiedziałam, co zrobić z przeciwległą częścią pokoju. Tutaj Aga wraz z koleżankami z pracowni podpowiedziały bardzo proste rozwiązanie, na które sama pewnie bym nie wpadła – wstawiły regał-szafkę modułową Besta z Ikei. Dzięki temu zmieści się nam też spokojnie wymarzona huśtawka-hamak!

Muszę stwierdzić, że takie wizualizacje są nieocenioną pomocą w projektowaniu wnętrz. Ich wartość odczułam, kiedy zrobiliśmy projekt łazienki. O ileż łatwiej było zdecydować się na rozmieszczenie i wybór kafelek, kiedy miało się całość przed oczami!

Tak samo tutaj! I choć może trochę to potrwa, zanim wszystko stanie się równie idealne jak na obrazkach, właśnie do takiego efektu będziemy dążyć. Do pokoiku marzeń małej dziewczynki, która wkrótce wkroczy w nowy, szkolny świat, ale głowę wciąż ma w chmurach i w baśniowych krainach.

Ach, muszę jeszcze dodać, ze na wizualizacjach nie widać szafy ubraniowej, bo po prostu cała ściana na przeciw okna nią jest! To będzie duża biała szafa wnękowa z przesuwnymi drzwiami.

 

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 

Przy okazji poprosiłam Agę o kilka słów na temat tego, o czym warto pamiętać, projektując pokój dziecięcy. Są to te najistotniejsze podstawy, bez których ani rusz. Mam nadzieję, że się i Wam przydadzą!

 

O czym warto pamiętać projektując pokój dziecięcy

1.

Przede wszystkim warto zastanowić się nad realnymi potrzebami dziecka, nad tym jak ono lubi spędzać czas, jakie aktywności lubi, jak chcielibyśmy kształtować te zachowania? W jakich godzinach siada do biurka? Czy to będzie środek dnia i przyda się bezpośredni dostęp do okna? Czy nie obejdzie się bez komputera? Telewizora? Czy przyjmuje się przyjaciół dziecka? Czy oni nocują i czy można im zorganizować większy komfort tego noclegu? Czy dziecko z koleżanką/ kolegą raczej gra w piłkę czy raczej bawi się w skupieniu klockami? Odpowiadając sobie szczerze na te pytania tworzymy „program funkcjonalny” dziecięcej przestrzeni i już mniej więcej wiemy co musi ona pomieścić i w jakiej konfiguracji.

2.

Nadać charakter. Świetnym pomysłem jest tworzenie pokoju razem z dzieckiem. Umożliwienie mu zindywidualizowania jej poprzez wykorzystanie ulubionej kolorystyki, dodanie motywu z ulubionej bajki, fototapety z mapą świata/ kosmosem czy dinozaurami. Cech, które sprawią, że dziecko poczuje się współautorem. Dajmy możliwość wyrażania siebie. Rodzi to odpowiedzialność za efekt końcowy, za utrzymanie porządku, za to jak ta przestrzeń funkcjonuje w praktyce. Jak już jesteśmy przy porządku:

3.

Wszystko powinno mieć swoje miejsce. Zaplanowane. Czytelne. Łatwe do segregacji, z łatwym dla dziecka dostępem. Wspólnie ustalone. Wiadomo, że zależnie od wieku dziecko ma różne umiejętności w zakresie utrzymania tego porządku. Na pewno jednak możemy zrobić wiele by te działania wspierać.

 

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

4.

Wygoda, inaczej zwana ergonomią. Wszystkie elementy wyposażenia pokoju dziecięcego MUSZĄ być dostosowane do rozmiarów dziecka. Dobra wysokość krzesła, wysokość blatu biurka, długość materaca, dostępność rzeczy na półce, w szafce. Nie chodzi tu o komfort, chodzi o kształtowanie zdrowych nawyków zdrowego organizmu, rzecz priorytetową.

5.

Ponadczasowość. Warto zadać sobie pytanie- na ile lat ta przestrzeń ma spełniać potrzeby dziecka? Znam dwie skrajne postawy. Są rodzice, którzy nie organizują dziecku pokoju zanim nie pójdzie ono do szkoły. Bo wcześniejsze meble kilkulatek i tak zniszczy, ściany porysuje a poduszki poplami. Dziecko tkwi więc w całkowicie przypadkowym zestawie przedmiotów, które nie pasowały nigdzie indziej w całym domu. Czego to uczy? Na pewno nie szacunku do przedmiotów ani też szacunku do siebie samego.

Są też rodzice, którzy niemowlakowi kupują zestaw mebli z pastelowymi misiami na frontach i już po trzech latach te meble są nieaktualne…

Dobrze jest zbudować neutralną „bazę”. Takie elementy, które zachowamy na dłużej. Pamiętajmy, że o wiele łatwiej jest przemalować ścianę, zmienić tapetę, uchwyty czy lampkę niż- szafę, komodę i łóżko. Jest to też rozsądniejsze finansowo 😉

 

 

Jeżeli nie czujemy się na siłach by zaprojektować czy zrealizować pokój dziecięcy, zwróćmy się o pomoc do architekta wnętrz.

Zapraszam oczywiście do naszej pracowni JOOKA.PL. Chętnie dzielimy się tu pasją i wieloletnim doświadczeniem w projektowaniu wnętrz.

 

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

 – Kliknij w obrazek, aby go powiększyć! –

Mydełka ametysty w dwóch wersjach

Już dawno temu zakochałam się w mydlanych kamieniach. W sumie nie wiem czemu tak późno zabrałam się sama za tworzenie takich właśnie mydełek. Bo zabawa to przednia! I nawet nie trzeba przejmować się, że coś nie wyjdzie, coś się zleje lub zmiesza – tu właśnie o to chodzi! Im bardziej nieregularne wnętrze takich kamieni, tym prawdziwiej wygląda! Fajnie, prawda?

Zabawę więc zaczynamy od… ametystów!

A jakże – jedne z najpiękniejszych kamieni i niezwykle wdzięczny mydlany temat. Są dosyć popularne na Zachodzie i trudno się temu dziwić! Jestem pewna, że każdy stworzy z łatwością ich własną wersję – może bardziej fioletową, może bardziej przeźroczystą, może nieco bardziej będą się mienić. Ważne, że efekt taki fajny! Ważne, że pięknie poziomkowo pachną. Ważne, że aż się chce nimi myć – a wręcz w wodzie stają się bardziej przejrzyste i jeszcze piękniejsze!

Mam też coś ekstra!

Przy produkcji naszych właściwych ametystów pozostaje cała masa ametystowych ścinków. Nie będziemy ich przecież marnować, prawda? Wykorzystamy je w najlepszy możliwy sposób! Zatopimy je w mydlanej ziemi!

Cóż, do dzieła!

Kliknij poniżej, aby zobaczyć więcej (z przepisem!)

Rzeczy fajne

Mam dla Was trochę rzeczy po prostu fajnych. Coś z rodzaju uroczych, coś z tych niezwykłych, coś niecoś pięknego i inspirującego. A wszystko warte, oj warte pokazania! Czyli dokładnie to, co w Lili lubimy najbardziej!

 

1.Niezwykła, całkowicie oryginalna i wprost urocza dekoracja na ścianę! / Mandi Smethells

2. Coś dla wielbicieli syrenek –  miętowo-złoty ogonek-naszyjnik / Modern Mud

3. Zabawna herbaciana przypinka / Justine Gilbuena

4. Jedna z najfajniejszych doniczek, jakie widziałam! / Two Hold StudiosTictail

5. Cudowna ilustracja Mii Charro „We are one” / Mia Charro

6. Album na zdjęcia „latarnia morska” – ma białe, samoprzylepne strony pokryte ochronną folią, do przechowywania fotografii, biletów z podróży czy pocztówek. Piękny, prawda? / Rzeczownik

7. Odlotowa kosmiczna pszczoła! Zawiesiłabym 😀 / Emillie Ferris

8. Obrazek na drewnie, który pokocha każde dziecko. Idealny do małych pokoików! / Fox in the Mist

9. W głębinach oceanu, tekst i ilustracje: Anouck Boisrobert, Louis Rigaud, wyd. Dwie Siostry – niesamowita książka typu pop up, coś i dla dzieci i dla dorosłych. Sama ostatnio oglądałam i oglądałam z największą przyjemnością. To co? Wiecie, co skrywają głębiny? / Wydawnictwo Dwie Siostry

W roli głównej: Szafranowe nowości Orientana

Miałam przeczucie. Nie wiem nawet czemu i skąd. Od razu jednak, kiedy tylko zobaczyłam nowości Orientany, wiedziałam, że mi się spodobają. I choć nie bardzo potrafiłam na początku wymówić kumkumadi, zaprzyjaźniłam się mocno z szafranowymi kosmetykami. I kumam teraz to kumkumadi bez problemu!

Ale od początku…

Nasza rodzima marka Orientana, którą znam jeszcze od czasów, kiedy sama milion lat temu prowadziłam sklepik z kosmetykami, a która bazuje na azjatyckich składnikach i recepturach, wypuściła niedawno ajurwedyjskie nowości. W zasadzie dosyć często je wypuszcza, co osobiście cieszy mnie bardzo, bo trzymam za nią kciuki. Ale to właśnie te cztery nowości najmocniej mnie zaintrygowały. Może dlatego, że bazują na szafranie i kurkumie, a sama mam do nich słabość i cenię ogromnie ich silne działanie antybakteryjne i antyoksydacyjne. Co to za nowości? Dwa bogate kremy i dwie żelowe hydrokuracje – Turmeric z kurkumą i Kumkumadi – z szafranem (spokojna głowa – i tutaj znajdziemy sporo kurkumy!).

Swoją przygodę rozpoczęłam od szafranu i choć nie miałam okazji wypróbować tych kurkumowych kosmetyków, przy szafranie już pozostanę. Czemu? Bo całkowicie i w pełni mi odpowiada!

 

 

Mamy więc dwa uzupełniające się produkty. Chciałoby się rzec – dla każdego coś dobrego. Sama jednak znalazłam dla nich pewien mój własny, wyjątkowy sposób – leciutki, pomarańczowy żel stosuję jako… serum. Nakładam na oczyszczoną buzię, która przez krótką chwilę staje się kolorowa, ale barwa ta zaraz znika, żel się wchłania i pozostaje jedynie miłe uczucie lekkości i nawilżenia. Na to nakładam, a właściwie wklepuję warstwę bogatego kremu. I właśnie wtedy czuję, że skórze jest dobrze… Jest jej miło i miękko. Jest nawilżona i odżywiona. Zaznaczam jednak, że tak robię teraz i teraz mi się to idealnie sprawdza. Teraz – czyli w zimie i przedwiośniu, kiedy to moja skóra jest przesuszona, podrażniona i poszarzała po tych długich zimnych miesiącach. Dostarczam jej więc indyjską kurację, trochę południowego słońca i zastrzyk energii. Myślę, że w lecie sama hydrokuracja sprawdzi się świetnie.

A bogaty krem? O każdej porze roku! Bałam się, że jako „bogaty” będzie po prostu tłusty. Że będzie za tłusty. Nic z tych rzeczy! Po nałożeniu na palec najpierw uwagę zwraca cudny różowy kolor. Potem niezwykły, głęboki, indyjski zapach. Taki z rodzaju tych hipnotyzujących, które się albo kocha, albo nienawidzi. Osobiście uwielbiam, choć Róża niestety nie chce dać się pocałować po ich użyciu 🙂 I kiedy już rozpoczynamy rozsmarowanie kremu, rozumiemy, że co jak co, ale konsystencję to on ma dobrą, wbrew pozorom – lekką. Wchłania się błyskawicznie, wspaniale koi i odżywia. Pozostawia skórę jakby pod kołderką z naturalnego dobra. Nawilża i chroni. Łagodzi i zabezpiecza.

„Jest oparty o masło shea i olejek ze słodkich migdałów wraz z wysoką zawartością między innymi szafranu, ashwagandhy, kurkumy, lukrecji i marzanny indyjskiej. Krem ma treściwą i gęstą konsystencję ze względu na bogaty skład: aż 3 masła roślinne, 6 olejów roślinnych i 7 ekstraktów roślinnych. Krem zawiera cenny składnik – szafran, który jest najdroższą przyprawą świata! Ma silne działanie antyoksydacyjne – zwalcza wolne rodniki będące jedną z głównych przyczyn starzenie się skóry. W istotny sposób zwiększa nawilżenie skóry, ogranicza utratę wilgoci oraz mocno odżywia. Rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt cery dzięki zawartości kwercetyny. „

Wprawdzie tego rozjaśniania i wyrównywania kolorytu nie zauważyłam, ale myślę, że to kwestia nie wystarczająco długiego użytkowania. Jestem jednak pewna, że wkrótce wybiorę się na zakupy i właśnie te kremy staną się ich podstawą!

 

 

Muszę jeszcze powrócić do hydrokuracji, bo jest to kosmetyk, który wzbudza największe zaciekawienie. Barwę ma iście ognistą, niespotykaną. Jak już jednak pisałam powyżej – nie ma się co jej obawiać! Znika po chwili! W tak niezwykłym żelu twórcy zawarli całą masę dobra. Oparty jest na wodzie, wodzie różanej i glicerynie. To wzbogacono aloesem i bogactwem ekstraktów roślinnych – lukrecją, kurkumą, zieloną herbatą, drzewem sandałowym, ogórkiem, gumą kamforową, miętą, brahmi i oczywiście szafranem. Żel ma ten sam intensywny, piękny zapach, co krem. Sama nazwa „hydrokuracja” jest tu trafiona w punkt. Kosmetyk stanowi jakby taki łyk odżywczej wody dla biednej mojej skóry. Będzie idealny na lato, kiedy to właśnie takiej lekkości będę poszukiwać. Teraz także polecam – jako wspomożenie pozimowej pielęgnacji.

Oba produkty dostępne na stronie Orientana.

 

Jej Świat: Haukotella

Dawno nie było wpisów z cyklu Jej Świat. A szkoda, bo bardzo je zawsze lubiłam. Uznałam więc niedawno, że najwyższa pora do nich powrócić i przedstawić Wam kolejne cudowne i inspirujące dziewczyny!

Zaczęłam od zaproszenia Klaudii. Chyba nie mogłabym inaczej. Zwłaszcza dzisiaj – w Dzień Kobiet! Klaudia Halz jest autorką bloga Haukotella, niezwykłą, piękną i porywającą za sobą tłumy dziewczyną. Poznałyśmy się już dosyć dawno, przy okazji sesji z udziałem mojej biżuterii z Lili in the Garden. Już wtedy z chęcią często zaglądałam na jej blog, a potem dołączyłam do grupy facebookowej 365 dni #wspódnicy (choć przyznaję, że sama się nie udzielam, z największą przyjemnością jednak podglądam piękne stroje grupowiczek). Muszę tutaj też dodać, tak tytułem wstępu, że Klaudia została Dziewczyną Roku Glamour 2017!

Poznajcie więc Klaudię, przedstawi się Wam swoimi słowami.

A potem koniecznie zajrzyjcie na blog Haukotella!

 

Piękne zdjęcia to dzieło Joanna Zawiślan Siuda z Elite Wedding.

 

Kim jesteś?

Jestem romantyczką – chyba to sformułowanie opisuje mnie najlepiej. Jestem kobietą – kobiecość jest dla mnie ważną wartością oraz takim “hasłem przewodnim” mojego bloga. Jestem Hauką! To skrót od nazwy mojego bloga – haukotella – ale też prawdziwe przezwisko. Trochę jak źle zapisana “chałka” (którą uwielbiam!). Ale też istnieje takie słowo po fińsku i oznacza “ziewanie”. To cała ja! Mam w sobie słodycz i trochę rozleniwienia – jak sobotni poranek ze śniadaniem w łóżku..

Jak i kiedy odkryłaś, co chcesz tak naprawdę w życiu robić?

Myślę, że cały czas odkrywam – dlatego tworzę nowe projekty i myślę o kolejnych. Traktuję pracę jako wyzwanie i przygodę. Zawsze wiedziałam, że lubię działać, wymyślać, tworzyć nowe rzeczy. Uwielbiam współpracować z innymi ludźmi. Jestem typową ekstrawertyczką, która nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Praca na etat nigdy się u mnie nie sprawdzała, dlatego działam jako freelancer. W tej chwili zajmuję się pewnymi rzeczami (blogowaniem czy stylizowanie sesji), ale mam głowę otwartą na nowe pomysły. I to jest piękne!

Wspólnym mianownikiem moich działań jest piękno, kobiecość i romantyczność. To takie słowa-klucze w całym moim życiu. Dlatego mój blog musi być uroczy, a moje sesje – dopieszczone. Obojętnie, czym się będę zajmować, chcę czynić świat choć trochę lepszym miejscem.

Co Cię motywuje?

Inni ludzie! Ich radość i satysfakcja, gdy możemy wspólnie coś osiągnąć. Uwielbiam działać z innymi i dla innych. Nie lubię rywalizacji, ale współpracę. I na pewno nie mam motywacji finansowych. Jasne, chcę godziwie zarabiać, ale nie to jest najważniejsze.

Co Cię inspiruje?

Inspirują mnie rzeczy, które inni mogą uznać za drobnostki. Krótki cytat znaleziony w książce, scena w filmie, obraz, zdjęcie. Uwielbiam chodzić sama do kawiarni i obserwować otoczenie. To źródło mnóstwa ciekawych obserwacji! Kiedy przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł i zaczynam powoli rozpisywać go na czynniki pierwsze, potrafię totalnie zapomnieć o rzeczywistości. Niektórzy nazywają ten stan flow, ja czuję wtedy coś w rodzaju przyciągania: jakby dobre pomysły same do mnie przychodziły.

 

Co zaprzątało Ci głowę dzisiaj rano?

Skuteczne sposoby walki z przeziębieniem! Niestety, u schyłku zimy dopadło i mnie. A jest to ważne, ponieważ moje myśli zaprząta kolejne spotkanie uczestniczek mojego projektu – 365 dni #wspódnicy. Widzimy się już w niedzielę, chcę, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Czym się w życiu kierujesz?

Wierzę, że będąc dobrym dla siebie i innych, przyciągamy dobre rzeczy i zdarzenia. Jeśli podejmuję jakąś decyzję, staram się, aby była ona dobra nie tylko dla mnie, ale także dla moich bliskich. To nie jest tak, że nie myślę o sobie – ale chcę się także liczyć z innymi. Uważam, że taka harmonia w relacjach jest bardzo cenna.

Co robisz, kiedy tracisz zapał i chęci do działania?

Wyłączam komputer i odłączam się od internetu. Idę do rower, na kawę, na spacer. Pozwalam sobie na beztroskę, nie tworzę presji i daje sobie możliwość “zmarnowania” całego dnia. To jest wspaniałe uczucie, gdy po takim wolnym dniu pomysły i chęć działania zaczynają spływać na nowo.

Czego nauczyłaś się ostatnio?

Przez ostatni rok w związku z projektem 365 dni #wspódnicy nauczyłam się, jak wielką moc ma tworzenie społeczności. Tyle pięknych rzeczy wydarzyło się w związku z tym projektem, że nie jestem w stanie nawet tego zliczyć. Sama nauczyłam się bardziej doceniać i komplementować siebie. To, ile jesteśmy w stanie same sobie dać, jest nieporównywalne z tym, co dostajemy od innych. To ma prawdziwą wartość. To chyba najcenniejsza lekcja, jaką ostatnio uzyskałam.

Szybkie – ulubione!

zapach: dzika róża, ale uwielbiam też zapach herbaty earl grey

kosmetyk: mgiełka różana z Make me Bio

książka: Ania z Zielonego Wzgórza

film: Piknik pod wiszącą skałą

rzecz w domu: maszyna do pisania olivetti z lat 60

rzecz w szafie: sukienka vintage z kolorowych nastrojów

blog: ostatnio w zasadzie czytam tylko bloga Joanny Glogazy i chętnie zaglądam do My Pink Plum

miasto: kocham Kraków, ale bardzo lubię również Gdynię

jedzonko/napój: chałka i kakałko

cytat: Be daring, be different, be impractical, be anything that will assert integrity of purpose and imaginative vision against the play-it-safers, the creatures of the commonplace, the slaves of the ordinary. Cecil Beaton

Raz jeszcze zapraszam na blog Haukotella!

 

Na koniec mam dla Was jeszcze specjalne zaproszenie na pierwszą gdańską edycję targów Ekocuda!

Warsztaty, wykłady, a przede wszystkim możliwość przetestowania, powąchania i zakupienia szerokiej gamy kosmetyków naturalnych – to wszystko i jeszcze więcej czeka na miłośników eko podczas Targów Kosmetyków Naturalnych Ekocuda, które 17 i 18 marca br. po raz pierwszy odbędą się w Gdańsku w Centrum Stoczni Gdańskiej.

Udział  w wydarzeniu jest bezpłatny.

Będziecie? Dla mnie z Krakowa trochę za daleko, ale bardzo kibicuję organizatorom!

 

 

Wnętrzarskie aktualności i zachwyty 03

Podjechałam wczoraj na budowę naszego nowego mieszkania. I wiecie co? Pewnie już wiecie, bo trąbiłam o tym na Facebooku i Instagramie… Ale jeśli jeszcze nie wiecie, to Wam powiem – odebrałam klucz! Na razie tak nieoficjalnie, roboczo, aby móc się dostać do środka na pomiary itp. Ale jednak – klucz jak nic – jest. Są drzwi, doprawdy piękne drzwi, jest już prawie wszystko! Czekamy na ocieplenie, kiedy to deweloper położy kostkę, zrobi drogę i kilka innych jeszcze drobiazgów wykończy i będzie można ruszać z pracami!

No, nie mogę się doczekać!

Jest jest we mnie tyle samo radości i ekscytacji, co obaw i przerażenia. Damy radę, co? Wszyscy jakoś dają!

Kiedy już ten klucz odebrałam, kiedy pouzgadniałam jeszcze kilka rzeczy, zostałam na dłuższą chwilę w mieszkaniu. Takim pustym i zimnym. Byłam dłużej niż zawsze, na spokojnie, sama. Chodziłam po pokojach i wpatrywałam się w ściany. Mierzyłam sobie coś niecoś, wgapiałam w widok za oknem.Wyobrażałam sobie wszystko po kolei. I porobiłam trochę zdjęć, które niniejszym tu załączam – w ramach wnętrzarskich aktualności!

Zaczynamy więc wpis tym, co się dzieje teraz na budowie, ale polecam także ostatnie moje zachwyty i polecenia, meble i dodatki – na końcu.

Przypominam, że wszystkie wpisy z cyklu znajdziecie tutaj:

Nasze Miejsce

 

 

Na początek – widok na kuchnię z salonu. Już Wam kiedyś wspominałam, że na przekór wszystkiemu zdecydowaliśmy się na pół-otwartą. Postawimy więc ściankę, która zakryje kuchnię do połowy. W ściance tej znajdą się szafki, zabudowany piekarnik i moje wymarzone cargo. A z drugiej strony powstanie mój mały kącik do pracy.

 

Uwielbiam podglądać to wędrujące światło. Przyjeżdżamy na budowę o różnych porach, zawsze jest gdzie indziej. Ciekawa jestem, jak będzie wyglądało na meblach!

Salon mamy otwarty na nasz niewielki ogródek. Tam trochę dalej za oknami pojawi się za czas jakiś inny budynek, ale jakoś nam to bardzo nie przeszkadza 🙂

 

Wpatrywałam się wczoraj długo w to miejsce, w którym wymyśliłam sobie komodę. I tak myślałam i myślałam i wymyśliłam, ze chyba jednak bardziej tam akurat pasowałaby duża biblioteczka z witrynką. Tylko co z tą wymarzoną komodą, co? Albo się zmniejszy i postawi na ścianie obok, albo pomysł przepadnie…

Jeszcze trochę mam więc do przemyślenia…

 

Sypialnia! Już niedługo będzie granatowa! W sypialni stanie też biurko męża (poniżej), który, jak już jest w domu, to też sporo przy biurku pracuje. No i kończy książkę!  Będziemy więc mieli osobne przestrzenie do pracy, co uważam za rozwiązanie mocno słuszne. A w razie potrzeby, będziemy się wymieniać!

 

Poniżej mały wgląd w przedpokój! Z całkowicie zamarzniętymi drzwiami…

Na tej właśnie ścianie, za czas jakiś rozkwitnie dżungla! Tuż obok lustrzanej szafy wnękowej.

A oto największa zagwozdka – łazienka pełna form przeróżnych. Niczym sztuka współczesna! Formy te to zasługa w głównej mierze schodów do sąsiadów z góry i jeszcze jakiejś rury. Jest wyzwanie 😀

 

 

Jeszcze pusto, ale całkiem niedługo wszystkie te ściany zapełnią się i kolorami i czysta bielą i meblami. Zrobi się przytulnie i domowo!

Tymczasem, spójrzcie na to, co ostatnio znalazłam ciekawego. Nie wszystko jak zwykle do nas, ale wszystko tak mnie zauroczyło, że oczywiście – muszę pokazać!

 

1.A może zamiast dużej komody, coś mniejszego? Rzeźbionego? Komoda Green Garden / Karina Meble

2. Gdybym nieco rzadziej zasiadała do mojego biurka i nie potrzebowała nieco bardziej fachowego krzesła, kupiłabym to! Madam Stoltz – Krzesło bambusowe z pokryciem / More Madam

3. Niezwykły Świecznik GEM z polerowanym agatem Dutchbone / Le PUKKA

4. Czy ten stolik kawowy nie jest prześliczny? No jest, jest! Tylko po pierwsze – potrzebujemy czegoś większego, bo często mamy gości, po drugie – jakoś nie widzę tego szkła przy dzieciach (naszym własnym i tych znajomych). Szkoda… Może kiedyś… Stolik Madam Stoltz / More Madam

5. Lampa stołowa VERSA / Le PUKKA

6. Przepiękna Komoda Muskat drewniana mango / SFmeble.pl

7. Najnowsze pomysły na lampy w salonie – Modern Chic I / SFmeble.pl

8. I większa – Modern Chic II / SFmeble.pl

9. Niezwykłe i oryginalne! Wazony z kolekcji MAR.GO, zdobione 24-karatowym złotem – jasny 32 cm / Vola

10. I większy, ciemny – 40 cm / Vola

11. Niezwykła Biblioteczka/witryna Woodman Avon Woodman / Bonami

12. Wymyśliłam ostatnio, że w moim kąciku do pracy przydałoby się biurko możliwie… lekkie. Aby mi salonu nie przeładowało. To jest całkiem fajne i niedrogie! Biurko Boden / Internum

 

Facebook