NapisałaAdriana Sadkiewicz

Zabierz świeczkę na wycieczkę

Co powiecie na mały pomysł na bardzo fajne, kreatywne, pachnące, wakacyjne DIY? Na pewno powiecie TAK, prawda?

Robimy zatem super słodkie i jakże praktyczne świeczki w modnych słoiczkach o trzech cudownych, eksplodujących latem zapachach! Robimy świeczki do zabrania na wakacyjną wyprawę!

Zmieszczą się w każdym plecaku, w każdej torbie, nawet tej najmniejszej. A kiedy już dotrzecie do celu, nad jezioro, na działkę, na piknik, do domku nad morzem, kiedy przygotujecie już kolację, którą będziecie smakować pod gołym niebem, bo tak najlepiej, kiedy gwiazdy zaczną zaglądać do talerzy, a ciepły wiatr delikatnie zacznie muskać włosy – wtedy to zapalacie świeczkę i cieszycie się chwilą!



Świeczki zamknęłam w uroczych słoiczkach po znanych i lubianych, a zwłaszcza często widywanych na Instagramie, dżemikach Bonne Maman. Tych małych, 30-gramowych. Pospieszcie więc do sklepu, dżemy zjedzcie z rogalami, a potem koniecznie dobrze wymyjcie słoiczki. Przydadzą się! I to wielokrotnie!

Jak pachną?

Wybrałam im trzy chyba najbardziej wakacyjne i dobrze nastrajające zapachy! Mamy więc orzeźwiającą i niemal uzależniającą białą herbatę, mamy soczyste lody wiśniowe (mmmmmm!), a na dokładkę – mamy naturalny miks, który określiłabym aromatem letnich uniesień, czyli połączenie energetyzującej cytryny i limonki z euforycznym ylang ylang. Zapewniam, że pachnie cudnie!



Świece wakacyjne w słoiczkach


Składniki na 3 świece

  • 3 słoiczki po dżemach Bonne Maman
  • wosk sojowy – po roztopieniu 90 ml
  • 3 knoty do świec
  • olejki zapachowe – biała herbata i lody wiśniowe
  • olejki eteryczne – cytrynowy, limonkowy i ylang ylang


Większość moich składników pochodzi ze sklepu ZielonyKlub.pl i tam polecam Wam kupować olejki zapachowe – bo faktycznie pachną tak jak mają pachnieć. A zwłaszcza owa biała herbata i lody wiśniowe pachną pięknie. Naturalne olejki eteryczne znajdziecie choćby w sklepach zielarskich.

Słoiczki myjemy i osuszamy. Wosk sojowy roztapiamy w kąpieli wodnej, dopasowując jego ilość do pojemniczków. W naszym przypadku każdy ze słoiczków przyjął 30 ml roztopionego wosku, czyli zadbałam o to, aby w zlewce na pewno znalazło się 90 ml roztopionego wosku (dosypując w miarę roztapiania).



Na dnie słoiczków, na środku ustawiamy knoty, przytrzymujemy je za pomocą np. przełamanych patyczków do szaszłyków (jak na zdjęciach). Do słoiczków przelewamy wosk. Do jednego słoiczka wlewamy 25 kropelek olejku o zapachu lodów wiśniowych, do drugiego 25 kropelek olejku o zapachu biała herbata, do trzeciego – 10 kropelek olejku cytrynowego, 10 kropelek olejki limonkowego i 5 kropelek olejku ylang ylang. W każdym słoiczku delikatnie mieszamy wosk z olejkami za pomocą np. patyczka do szaszłyków. Upewniamy się, że knoty trzymają się po środku i odstawiamy słoiczki na godzinę do zastygnięcia. Po tym czasie odcinamy nożyczkami nadmiar knotu.

Miłych wypadów wakacyjnych! Nie zapomnijcie o swoich świeczkach!


Wnętrzarskie inspiracje 04

Mam dla Was nową porcję wnętrzarskich, przepięknych inspiracji, czyli moich ostatnich znalezisk w sieci. Ale też garść zdjęć wnętrz, które chwyciły mnie za serce!

No, same cuda!


Zaczynamy od totalnego boho! Czyli fragment wnętrza z bloga Jungalow Justiny Blakeney, które mnie tak bardzo zauroczyło!

To połączenie granatowych kafli ozdobionych ptakami, te kształty i tekstury prosto z natury, no i jeszcze te szalone fotele do tego. No cudo!

Całe wnętrze na Jungalow!


Przenosimy się w czasie i przestrzeni… Choć może raczej po prostu – przenosimy się do Australii, do Melbourne, aby podziwiać całkowicie fantastyczny dom Alex McCabe!

Mi szczególnie spodobała się ta zjawiskowa kuchnia i zaplecze gospodarcze.

Po więcej zajrzyjcie na Camille Styles!


Pięknie, prawda?

Pora na kilka moich małych znalezisk!


  1. Przepiękne mosiężne mobile, idealne do współczesnych boho wnętrz / Corie Humble
  2. Parawan z rattanu Aine marki Nordal / Westwing
  3. Taboret rattanowy Monet Antique / Somproduct
  4. Krzesło rattanowe Isabell White Dots / Somproduct
  5. Stołek barowy Simone White Dots / Somproduct
  6. A może trochę inaczej? Fogliame-zielone liście-płytki ceramiczne od Artkafle / Pakamera
  7. Urocza Lampa EYE z frędzlami Madam Stoltz / Mili Home
  8. Wysoki wazon z modną twarzą / H&M
  9. Pościel z najmodniejszym teraz wzorem Lastroko od Zoria / Pakamera
  10. Genialna szafka nocna z szufladami w stylu Mid Century z Pokojscy Studio / Pakamera

I znowu przenieśmy się do pięknego wnętrza! Znowuż to właśnie kuchnia, ale w połączeniu z jadalnie tak mną zawładnęły!

Mamy tu jakże trafne połączenie stylu mid century i tradycyjnego „farm house” rodem z USA. Tym razem króluje biel, ale w połączeniu ze skrupulatnie dobranymi dodatkami.

Więcej u Emily Henderson!



Za spokojnie?

W takim razie zabieram Was w podróż do królestwa kolorów! Totalnie szalonego kalifornijskiego wnętrza, które uwielbiam! I podziwiam od pierwszych inspiracji, które pojawiły się na blogu Kelly Mindell (uwielbiam i ją!).

Więcej znajdziecie na Studio DIY!


A na koniec… jeszcze jedna fantastyczna kuchnia!

Znowuż od Emily Henderson!


3 x architektura & sztuka

Tkwię ostatnio w pewnym nowym zauroczeniu…

Wyjść bowiem mi z głowy nie chcą prace stanowiące swego rodzaju połączenie architektury i sztuki.

Nie zawsze są to tradycyjne formy, zawsze jednak poruszają tę jedną czułą strunę w głowie i sercu. Wciągają w swój świat – barwny labirynt linii i motywów czysto architektonicznych, w figury geometryczne, w ślepe zaułki, w kąty, w nieoczywiste połączenia schodów i powierzchni.

Zabieram Was więc te niezwykły świat. Zapatrzcie się przez chwilę!


1.

Alexis Christodoulou


Alexis Christodoulou jest samoukiem, artystą 3D, pochodzącym z Południowej Afryki. Stworzył kolekcję wizualizacji architektury wprost z wyobraźni, a całość oparł na współczesnej, czystej estetyce.

Więcej znajdziecie na stronie alexiscstudio.com



2.

Charlotte Taylor 


Artystka i architektka wnętrz tworząca w Paryżu i Londynie, współwłaścicielka kreatywnego Dello Studio. Jej prace stanowią fascynujące studium nad światłem i liniami w architekturze.

Więcej na stronie studiocharlottetaylor.com



3.

Massimo Colonna


A dokładniej jego niewielki, choć bardzo ciekawy cykl ( N o n ) G r a v i t à.

Massimo Colonna to włoski artysta – fotograf, którego zafascynowały możliwości obróbki cyfrowej i modelowania 3D. Upodobał sobie abstrakcyjne krajobrazy i surrealistyczne kompozycje, które bywają bliskie, ale i dalekie rzeczywistości. W cyklu ( N o n ) G r a v i t à ukazuje przedmioty, które zostały uwiecznione w momencie, w którym wydawałoby się, że nie podlegają grawitacji, na tle niezwykłych kolorów i cieni tworzonych przez budynki.

Więcej na stronie massimocolonna.com


W blasku słońca

Mam dla Was garść pięknych, kobiecych inspiracji, skąpanych w blasku ciepłego, letniego słońca.

Bo cieszymy się latem! Oby jak najdłużej! Oby jak najpełniej!

Mamy więc tego blasku sporo! Mamy słoneczne, wakacyjne barwy. Mamy bursztyny i muszle, kraby i perły. I mnóstwo złota! Wprost wyjętego z tej niesamowitej złocistej, wieczornej godziny, kiedy słońce powoli postanawia udać się do krain odległych na odpoczynek.


  1. Big amber necklace – idealny naszyjnik z bursztynami / KOPI
  2. Artystyczne kolczyki z kolekcji Maris – przybrały formę muszli św. Jakuba pochodzących z egzotycznego Mauritiusa / Orska
  3. Słoneczna tunikowa sukienka z miękkiej żakardowej tkaniny / H&M
  4. Claré Blanc pędzel do makijażu Foundation Brush – stworzony z myślą o łatwej i przyjemnej aplikacji podkładu mineralnego zarówno w formie sypkiej jaki i prasowanej / Minti
  5. Grounded UNICORN GLOW PINK SHIMMER OIL – Olej do ciała – odrobina blasku na skórze prosto z bajki / Zalando
  6. Najmodniejsza gumka do włosów Yellow Flower / Kaaskas
  7. MÁDARA Fluid tonujący do twarzy SUN FLOWER – nadaje kolor, rozświetla i wygładza koloryt skóry. Ekstrakt z owoców róży i naturalne pigmenty natychmiast nawilżają skórę i poprawiają jej wygląd / Minti
  8. Uoga Uoga, Naturalny puder mineralny nr 637 AMBER SAND – matujący, antybakteryjny oraz chroniący przed promieniowaniem UV. Pozwala oddychać skórze, nie powoduje zatykania porów, powstawania zaskórników, zawiera dodatek sproszkowanego bursztynu / Ekomaluch
  9. Naszyjnik Summer Blush złocony – zawieszkę możecie dobrać sami, ale ten krab skradł moje serce! / Animalkingdom
  10. Piękne kolczyki Hello Summer złocone / Animalkingdom
  11. Pełna blasku torebka Double Bag – ledowa geometria / Mięta
  12. Spinka big pearl – z mosiądzu oraz perły naturalnej / KOPI
  13. Topshop sandały SABRINA BLOCK HEEL / Zalando

Zupa krem z pieczonych buraków i ziemniaków

Wymyśliłam niedawno taką pyszną zupę, że muszę się z Wami nią podzielić.

Jest to bardzo w sumie prosta zupa, więc prawdopodobnie nie tylko ja ją wymyśliłam, ale nie czepiajmy się szczegółów! Ważne, że jest pyszna, wręcz przepyszna, prosta i efektowna.

Zrobimy dzisiaj, moi drodzy, gęsty krem z pieczonych buraków i ziemniaków w mundurkach, przesycony aromatem rozmarynu i tymianku. Podawany z prażonymi pestkami, aby coś przyjemnie chrupało. Sycący, aromatyczny, no, nie można przestać jeść 🙂



Zupa kram z pieczonych buraków i ziemniaków

Składniki:

  • 10 średnich buraków
  • 6 średnich ziemniaków
  • łyżka rozmarynu
  • łyżka tymianku
  • ok.2-2,5 l bulionu warzywnego
  • 2 serki topione bez dodatków (prostokątne kostki)
  • olej (używam z pestek winogron)
  • sól, pieprz
  • do podania – mix pestek (dyni, słonecznika, sezam, siemię lniane)


Moje kremy zaczynam od przygotowania bulionu – tradycyjnie przez dłuższy czas na małym ogniu gotuję warzywa na rosół, aż stanie się on wypełniony smakiem, a warzywa zmiękną.

Buraki obieramy, kroimy na ćwiartki. Ziemniaki myjemy i także kroimy na ćwiartki (bez obierania). Całość rozkładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Polecamy lekko olejem, posypujemy solą i hojnie rozmarynem. Wstawiamy do piekarnika na 200 stopni, aż warzywa zmiękną i przyrumienią się z wierzchu (ok. 40 minut).

Gotowe przekładamy do garnka i zalewamy całość bulionem (można też wrzucić z jedną marchewkę z rosołu). Jego ilość dopasujcie do własnych preferencji co do gęstości kremów. Całość gotujemy przez ok. 15 minut. W między czasie przyprawiamy tymiankiem, solą i pieprzem, a na końcu dodajemy serki topione. Ściągamy z ognia i miksujemy na krem.

Na patelni podrażamy pestki. Krem podajemy posypany pestkami.


Turcja 2019

Tak i wybraliśmy się na wakacje do Turcji. Widzieliście już na Facebooku lub Instagramie, prawda? Mam nadzieję, że tak!

Jak to w naszym przypadku od wielu lat bywa, zarówno termin jak i destynacja wakacyjna nigdy nie są pewne. Nasze prace nie pozwalają nam planować, często więc o wyjeździe decydujemy na 1-2 tygodnie wcześniej.

Tym razem zdecydowaliśmy się zapolować na last minute do Turcji właśnie. Czemu? Bo oboje bardzo lubimy te klimaty, ludzi, jedzenie, widoki, a i ceny całkiem przystępne mają.

Wybraliśmy wybrzeże Morza Egejskiego, które odwiedziliśmy już w 2013 roku, z 2-letnią wtedy Różą. W TYM wpisie – relacji z tamtych wakacji pisałam: „Polecam Turcję. Wrócę do niej. Nie wiem kiedy. Kiedyś na pewno…”

No i wróciłam. Sześć lat później. I wrócę ponownie!



Jedno z najdoskonalszych uczuć, które miałam szansę doświadczyć, dopada mnie, kiedy pływam w ciepłym morzu. To szczęście pełne, totalne, to spełnienie, wzruszenie, radość nie do opisania. Nie trzeba udawać, ba – nie trzeba być nawet sobą. Po prostu – się jest. Chwila trwa, odczuwa się ją każdą częścią ciała, każdym jego zakamarkiem. Mrużę oczy od słońca, język zbiera słony smak morza, włosy rozwiewa egejski wiatr. I tylko dłonie wciąż suną do przodu, aby za chwilę się rozdzielić i znowu połączyć. I wciąż, i wciąż. Ten rytmiczny, spokojny ruch działa kojąco, woda oczyszcza umysł. Kąciki ust nie mogą przestać się podnosić w dziecięcym poczuciu beztroski.

No szczęście pełne. Po prostu.



Polowałam na ten hotel od samego początku tegorocznych poszukiwań. Utkwił mi w głowie i wyjść nie mógł. I udało się. Miał to bowiem być hotel, który nie leży w popularnym kurorcie, który jest na uboczu, ale spacerkiem od niewielkiej miejscowości. Hotel już niemal w lesie, po którym można spacerować, a mąż mój może biegać. Hotel przy morzu, z niewielką plażą. Z animacjami dla dzieci i dobrym jedzeniem.

Na miejscu okazało się, że jest jeszcze lepiej. Hotel stanowił kompleks niewielkich domków, rozstawionych pośród sosen i drzewek oliwnych, porośniętych kwiatami. Chodziło się między tymi domkami jak po labiryncie, jak w małym greckim miasteczku. Uwielbiałam to. Tak samo, jak kolorowe kafelki na tarasach i schodach.


Najwięcej było tam Turków, a i tego, przyznam, poszukiwałam wczytując się w opinie i komentarze. Są to bowiem niezwykle mili i kulturalni ludzie. Na pewno milsi i kulturalniejsi od Polaków na wakacjach. A przy okazji sprawia to wrażenie większej autentyczności.


Na śniadanie jadałam bakłażany, pomidory i sery. Na lunch i obiad w sumie też, ale w połączeniu z innymi tureckimi smakołykami. Łącznie z ogromnymi pochłanianymi ilościami cudownie dojrzałych arbuzów!

No bajka, po prostu bajka.



Wieczorem, już po mini disco dla dzieci i codziennym show dla gości, siadaliśmy na leżakach na plaży, wpatrując się w nocny widok zatoki. Wsłuchując się w dobiegającą z oddali muzykę z knajpek z pobliskiego miasteczka lub w śpiewy muezina. Kiedy jednego wieczoru zostałam sama, bo mąż poszedł już położyć Różę, z tych właśnie leżaków przegoniło mnie przechodzące stado dzików. Potem wróciliśmy z Różą w poszukiwaniu powracających dzików, ale niestety już sobie poszły. To podekscytowanie w oczach dziecka, skrzyżowanie radości i lekkiego strachu i ogromna potrzeba zobaczenia zwierzęcia – ten widok mojej córki długo we mnie pozostanie.

No bajka, po prostu.



Szwendaliśmy po tym niedalekim miasteczku. Po lasach i pagórkach okolicznych. Pojechaliśmy zobaczyć dalsze miasto z ogromnym deptakiem zapełnionych całymi tureckimi rodzinami (oni na wakacje jeżdżą wielopokoleniowo). Raz jednak, kiedy moi wybrali granie w gigantyczne szachy, poszłam sobie w las sama. Było cicho, spokojnie, pachniało igliwiem i morską bryzą. Weszłam w las ledwie widoczną ścieżką, które po jakimś czasie zmieniła się w wąską dróżkę, aby za chwilę całkowicie zaniknąć. Mimo to szłam dalej. Wyżej. Aby zobaczyć co jest z drugiej strony zatoki. Za horyzontem. Światło stało się złote. Wszystko zaczęło się złocić. Gdzieś w oddali majaczyły wysepki. Morze co chwilę wychylało się z zarośli. Znalazłam w końcu miejsce z widokiem na drugą stronę. I stałam tak długą chwilę. Wpatrywałam się jak najmocniej, aby wyryć sobie ten obraz w pamięci. Aby stał się tarczą na nasze lutowe i marcowe szarości.

No bajka. Po prostu.



Wysyłam więc i Wam trochę tej bajki. Tego mignięcia ledwie zwanego wakacjami. Tej chwili krótkiej, która pozostaje w nas najdłużej.


(Wybraliśmy wakacje z biurem Itaka, w hotelu Roxy Luxory Nature, w Akbuku, niedaleko Didymy.)



HOTEL



Wędrówki


Facebook