Dobra, kobietki moje kochane! Oto uruchamiamy nasze najczulsze kobiece struny i instynkty i podziwiamy…. buty! A jakże! Jak tylko je zobaczyłam, stwierdziłam, że jednak i we mnie tkwi jakieś odwieczne w-butach-zakochanie. No bo jak tu się nie zauroczyć takimi butami?!
Doprawdy, nie widziałam piękniejszych!
Butik firmowy marki Rachel Simpson mieści się w Birmingham, w Wielkiej Brytanii. Nie jest więc to aż tak odległa historia, jeśli tylko akurat nie panuje pandemia… W każdym razie to właśnie w Birmingham powstają projekty, które tworzy sama Rachel. Jest doświadczoną projektantką obuwia, a jej misją jest kreować oryginalny design, tworzyć piękne buty i oferować wyjątkową obsługę. Rachel stawia na tradycyjne rzemiosło, które łączy z nowoczesnym projektowaniem. Jej buty powstają w manufakturze w Alicante w Hiszpanii, a noszą je kobiety, w szczególności panny młode na całym świecie.
Bo tak właśnie, są to buty ślubne. No ale same powiedzcie – czyż nie nadają idealnie na jakieś milion innych okazji?
I znowu Orientana zaskakuje! I znowu jest to bardzo pozytywne zaskoczenie! A ileż w nim letniej energii, której tak brakuje nam w nasze zimy i jesienie!
Poznajcie nowe balsamy i peelingi do ust Orientany!
Tak w ogóle, to czy one nie wyglądają po prostu słodko? Jak jakieś orientalne cukiereczki. A zaiste, pełne są słodyczy!
Przybyły do mnie niedawno w najsłodszej przesyłce pod słońcem. Z resztą, sami zobaczcie!
Zachwyciły mnie więc już na samym początku. A potem zabrałam się za próbowanie…
Bo co my tu mamy?
Mamy po dwa balsamy i dwa peelingi, każdy w wersji różowej i pomarańczowej. I jeśli ja miałabym wybierać ten lepszy kolor, od razu powiem – zakochałam się tych drugich właśnie, określanych mianem Energy. Jej, jak one pachną! Energetycznie, cytrusowo! I doprawdy chce się je mieć na ustach. Non stop!
Różowy zapach jest słodszy. Subtelniejszy, kobiecy, także niezwykle przyjemny, choć tych cytrusowych aromatów nie przebija. Oba jednak kolorki cechują się tym samym – balsamy cudownie nawilżają i zabezpieczają usta, a scruby delikatnie je przy tym złuszczają. Są idealne jako wieczorny zabieg pielęgnacyjny, zwłaszcza teraz, kiedy nasze usta wymagają szczególnej dbałości. Warto więc trzymać je w łazience i wieczorkiem, albo też rano – jak wolicie, delikatnie pomasować takim peelingiem usta. Nie dość, że złuszczy i wygładzi nam spierzchniętą skórkę, to jeszcze przy okazji mocno ją odżywi. A cukrowy nacisk lekko pobudzi krążenie i wymasuje nam usta, które jakże chętnie będą potem chciały być całowane!
Zarówno balsamy, jak i peelingi, wypełnione są naturalnymi olejami i woskami, które to właśnie mają za zadanie pielęgnować nasze usta. Do scrubów dodano jeszcze po prostu sporą dawkę cukru trzcinowego – może więc być pewni, że usta po takich zabiegach będą… słodkie!
Dodam jeszcze jedno, tak na wszelki wypadek, żeby nie zmyliły Was kolorki. Balsamy nie barwią ust, kolor na nich nie pozostaje. Ot, znika. Sprawia jednak wrażenie używania prawdziwych słodyczy!
Zwróćcie uwagę jeszcze na jedną rzecz – na opakowania. Balsamy i peelingi zamknięto bowiem tubkach, które spodobały mi się ogromnie! Są w dużej części papierowe i zadrukowane pięknymi wzorami, które przywodzą na myśl tropikalne wakacje. Jednocześnie mam wrażenie, że są też bardzo eleganckie, a już na pewno – idealnie wpisują się w obecne trendy.
Balsamy cudownie uzupełnią codzienną torebkę, a peelingi staną się ozdobą łazienki!
Temat kobiecości i naszej kobiecej energii, jak wiadomo, wciąż na czasie. Pomyślałam więc, że nawiążę do tej naszej babskiej siły i podrzucę Wam kilka pozytywnych, motywujących inspiracji.
Trzymajmy się razem :*
Plakat „GIRL POWER” – Plakat dla kobiet, które szanują i wspierają inne kobiety. Dla kobiet, które dobrze życzą innym kobietom. Które wierzą w ideę sisterhood. Dla dziewcząt, które mówią „nie”, bez wyrzutów sumienia. Dla wszystkich wojowniczek, dzikusek i czarownic. Dla kobiet, które mają żar w spojrzeniu i wielkie, dzikie serce. Dla emancypantek, feministek i buntowniczek. Dla tych, które lubią wyzwania, mają swoje zdanie i odwagę w sercu. Dla tych, które kochają ludzi i zwierzęta, ale nie dają sobie wejść na głowę. Dla kobiet, które mają w sobie tajemnicę / Pan Lis
Kartka „siłaczka” – Projekt studia Rifle Paper Co., z ilustracją autorstwa Anny Bond / Rzeczownik
Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet, Favilli Elena , Cavallo Francesca, Wyd. Debit – Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek, historie stu bohaterskich kobiet od Elżbiety I po Serenę Williams, to nowe wersje bajek stworzone, by zainspirować wszystkie dziewczynki. Książka, zilustrowana przez sześćdziesiąt artystek ze wszystkich zakątków świata, to najhojniej finansowana oryginalna publikacja w dziejach crowdfundingu. Wsparli ją czytelnicy z ponad siedemdziesięciu pięciu krajów świata. Prawa do tytułu sprzedano do dwudziestu ośmiu krajów i liczba ta stale rośnie! Wszystkie historie są utrzymane w konwencji bajki i każda składa się z jednostronicowego tekstu oraz portretu. „Każda z tych stu historii dowodzi, że wierząc w coś całym sercem, zyskujemy siłę, by zmieniać świat” – czytamy w przedmowie. Ten zbiór zainspiruje nie tylko najmłodszych, ale i nieco starszych do tego, by wierzyli we własne siły, marzyli odważnie i pielęgnowali w sobie wewnętrzną siłę / Empik
Skarpetki SIMPLY THE BREAST – Kobieca strona skarpetek klarownie podpowiada, gdzie jest jasna strona mocy. Wywinięte na lewo przynoszą szczęście w walce o wolność wyboru. Ciało mówi, że pozytywnie jest mieć taki wzór, bo każdy czuje w nich przypływ dobrej energii spod znaku błyskawicy / Many Mornings
GIRL POWER Opowieści dla dziewczyn które chcą zdobyć świat, Caroline Paul, wyd. Papilon – Dziewczyny! Odważcie się na życie pełne przygód. Zdobywajcie świat i nie dajcie się strachowi i nieśmiałości! Ta książka jest dla WAS! A w niej: ekscytujące historie, przygody pełne odwagi, porywające opowieści, historie inspirujących kobiet, zadania do zrobienia i praktyczne triki. Wszystko to spisane przez odważną kobietę, lubiącą wyzwania, aby zainspirować Was do życia pełnego przygód, radości, pewności siebie i fascynacji / Znak.com.pl
Zegarek S.T.A.M.P.S. – Girl Power – wymieniaj tarcze, bransoletki dopasowując je do swojego nastroju za pomocą ramek i ich prostego systemu „klik i zmiana” / Karkosik
Kawa ODIJA Girl Power 2020 – Kobieco, rześko, z energią. Kawa została stworzona z myślą o kobietach. Jest to 100% arabika, blend kaw z Brazylii i Gwatemalii. To ziarno do espresso świetnie sprawdzi się w ekspresie ciśnieniowym oraz w kawiarce. Jest łagodna, aromatyczna, bardzo dobrze komponuje się z mlekiem. / Sklep Uno Espresso
Złe rzeczy się dzieją, straszno i smutno na świecie. Całym sercem jestem dzisiaj z Wami wszystkimi, którzy wyjdziecie na stołeczne ulice, bronić naszych przekonań. I aż dziwnie w takich czasach pisać o czymś tak przyziemnym, jak… jedzenie.
No, ale jeść też trzeba. I kiedy takie zawieje i smutki, to właśnie pyszny obiad może choć na chwilę pokrzepić!
Spieszę więc z czymś, co na pewno chociaż trochę poprawi Wam nastrój! Szybko się je robi (choć trzeba chwilę wcześniej się przygotować), a efekt… no… pycha!
Bo w zasadzie od razu wiadomo, że jak się połączy bakłażana z mozzarellą to musi być pysznie, prawda?
Roladki z bakłażana z mozzarellą, migdałami i szałwią
Składniki:
2 bakłażany
mozzarella – jedna duża kulka lub 4 małe
garść migdałów
puszka pomidorów krojonych
olej
sól, pieprz, cukier
listki świeżej szałwii
kilka piórek cebuli (użyłam czerwonej)
2 ząbki czosnku
suszone lub świeże oregano i tymianek
Bakłażany myjemy, odcinamy końcówkę i kroimy na cienkie plastry ok 5-8 mm. Przekładamy je na dużą tackę i porządnie solimy z każdej strony. Odstawiamy całość na godzinę, aby bakłażany puściły soki i straciły goryczkę. Po tym czasie dokładnie je myjemy i osuszamy ściereczką lub ręcznikiem papierowym.
Bakłażany grillujemy z każdej strony na patelni grillowej z niewielką ilością oleju, do miękkości. Solimy do smaku (uwaga, mogło pozostać nieco soli po zasoleniu).
Przygotowujemy szeroką blachę. Na jej spód lejemy około 2 łyżki oleju. Na to wylewamy puszkę pomidorów, posypujemy całość solą, pieprzem, odrobiną cukru, oregano i tymiankiem. Rozkładamy równomiernie niedużą ilość piórek z cebuli i drobno pokrojone ząbki czosnku.
Mozzarellę kroimy na mniejsze kawałki lub odrywamy je ręcznie. Migdały kroimy na drobne kawałeczki.
W każdy plasterek bakłażana zawijamy kawałki mozzarelli i przekładamy całość na blachę z pomidorami. Gotowe roladki posypujemy migdałami (oj, one robią robotę), pozostałymi kawałkami sera i szałwią. Ja jeszcze z boku zawsze kładę te boczne kawałeczki bakłażana, które także zgrillowałam. Szkoda mi ich, a nie da się ich zawinąć w roladki.
Roladki zapiekamy około 15 minut w temperaturze 200 stopni z termoobiegiem. Ser ma się roztopić, a całość lekko zarumienić. Podajemy udekorowane listkami szałwii.
Czy to kolejna gwiazdka na Lili niebie? Och, stanowczo! Coś, co aż chce się polecać! I to tak bardzo cieszy – ta radość dzielenia się zachwytami!
Bo dzisiaj w roli głównej Naturalny Krem Odżywczy z Gardenią i Rabarbarem Hagi!
Hagi znam, oczywiście, że znam od dawna. To jedna z tych marek, które się po prostu zna. Choć ja śledziłam ją chyba od jej samych początków. I z nieukrywanym podziwem śledzę dalej i obserwuję jej ciągły rozwój. Jakże profesjonalna, jakże światowa się staje! Jak trafnie podąża za trendami i potrzebami konsumentów. A już najbardziej zachwycam się grafikami jej nowym produktów – żeli do mycia ciała, całego zestawu Momenty czy serii dziecięcej opatrzonej w urocze holograficzno-pastelowe zwierzaczki. I jest to doprawdy jakieś niedopatrzenie, że Hagi nie miało jeszcze swojego specjalnego miejsca w Lili! Już zatem nadrabiam!
Przygodę z marką postanowiłam rozpocząć od kremu. Mam wrażenie, że to kremy są bowiem takim największym sprawdzianem dla marek. Świadczą dosyć mocno o jakości i działaniu produktów. Zamówiłam więc Naturalny Krem Odżywczy z Gardenią i Rabarbarem Hagi. Czemu? Przejrzałam sobie skład i opis wszystkich trzech kremów marki i ten wydał mi się dla mnie najlepszy. Poza tym, sami rozumiecie, mało co tak przemawia do wyobraźni, jak to soczyste połączenie rabarbaru i aromatycznej gardenii. Poszukiwałam też czegoś treściwego i kojącego na jesienno-zimowe noce. Wybór był oczywisty!
Marka tak opisuje swój krem: Przyszedł czas na ożywienie. Przyszedł czas na trening Twojej skóry. Naturalny krem do twarzy o działaniu odżywczo-nawilżającym powstał z potrzeby pielęgnacji suchej skóry, której brakuje blasku. Zawiera kompleks z korzenia rabarbaru, który działa jak trener aktywizujący własne mechanizmy ochronne. Codzienna pielęgnacja uruchomi procesy tworzenia odpowiedniego nawilżenia i natłuszczenia. Ponadto starannie dobrane składniki odżywcze: olej z awokado, z orzechów makadamia i słodkich migdałów, masło mango, olej monoi, skwalan utrwalają dobrą kondycję zarówno młodej, jak i dojrzałej skóry. Woda różana, sok z aloesu i ekstrakt z zielonej herbaty wzmacniają działanie nawilżająco-odżywcze. Kwiatowy zapach róży damasceńskiej i gardenii thaitańskiej daje poczucie komfortu naturalnej pielęgnacji.
Zacznę może od małego zawodu. Bardzo liczyłam na zapachowe kwiatowe uniesienia, bo po prostu kocham zapach gardenii thaitańskiej w oleju monoi. A tu jeszcze miała być połączona z aromatem róży. I bardzo, ale to bardzo mi szkoda, że tego połączenia właściwie nie czuć… Krem owszem, pachnie delikatnie i całkiem przyjemnie, ale tych kwiatów tam nie wyczuwam. Jestem jednak mu to skłonna wybaczyć. Czemu?
Po pierwsze – zawsze bardzo doceniam kremy, w których fazy wodnej nie stanowi sama woda, a hydrolat. Tutaj skład rozpoczyna woda różana, co już jest wielkim plusem. Potem mamy całą wyliczankę naturalnych olejków i maseł, które właśnie mają mi tę moją umęczoną jesienią skórę w nocy odżywiać i regenerować. Do tego dochodzi łagodzący aloes i ekstrakty roślinne z herbatki, rabarbaru i owej gardenii. Połączenie najwyraźniej bardzo trafne.
Wszystkie te składniki twórcy zamienili w bielutką, kremową, gęstą, ale przy tym wciąż lekką konsystencję. Powstał kosmetyk idealny na noc, ale spokojnie można go używać także na dzień. Wchłania się bowiem sprawnie i szybko, pozostawiając skórę mięciutką i gładką. W nocy działa natomiast jak kojący kompres!
Krem sprawdził się przy mojej mieszanej cerze, ze skłonnościami do przesuszeń. Zapewnił jej odpowiednie nawilżenie, dzięki czemu funkcjonuje ona po prostu lepiej. Mam też wrażenie, że dzięki takiej mocnej dawne olejków, jest ona chroniona przed zewnętrznymi bodźcami czy jesiennymi zanieczyszczeniami.
Tak więc wiosenny rabarbar będzie mi towarzyszył także w zimnych miesiącach. I całkiem mi z tym dobrze!
Krem Hagi i inne kosmetyki marki znajdziecie w perfumerii Douglas – przychodzą wtedy do Was do domu w tym uroczym niebieskim pudełku!
Ach, mydełka też cudne! Jedne z najlepszych, jakie miałam!
Wpis powstał w ramach bardzo miłej współpracy z perfumerią Douglas.
Zaczęłam przygotowywać ten wpis, tę ilustrację, jeszcze wtedy kiedy mimo wszystko świat wydawał się lepszy. Chciałam podnieść nas wszystkich na duchu w trudnym czasie pandemii. Chciałam, aby te drobne, ciepłe obrazki sprawiły, że i Wasza jesień odzyska blask i uda się dostrzec jej piękno.
No i trach… zaczęło się….
Jak już pisałam Wam na Instagramie, jestem w ciąży. Kiedy Trybunał ogłosił swój wyrok, czekałam na wyniki badań prenatalnych. A potem nic, tylko ryczeć mi się chciało… I serce wyrywało się do protestujących, ale rozum nakazywał wspierać jedynie z domu.
Wyniki otrzymałam dzisiaj. Dobre. Na szczęście. Może się jeszcze dużo wydarzyć, ale, jak się zapewne domyślacie, kamień spadł mi z serca.
Przesyłam Wam więc jednak moje jesienne przesłanie, moje jesienne zachwyty na ten tym bardziej ciężki czas. Mam nadzieję, że przyniosą odrobinę ciepła i otuchy.
Może ozdobią Wasze telefony. Może Wasze małe galerie motywacyjnych obrazków. A może pokusicie się na wydruk i będzie cieszyć nimi oczy w ten jesienny czas gdzieś na biurku czy przypięte do lodówki. Są dla Was!
Zrobiłam też małą wersję strajkową. Bo i ta piękna jesień ma swoje zawieje i ciemne oblicze. Korzystajcie, jeśli macie ochotę :*
Dziewczyny, bądźmy dla siebie dobre, szanujmy się, wspierajmy. Całym sercem jestem z Wami!