NapisałaAdriana Sadkiewicz

Aż chciałoby się zjeść…

Kochani,

Zobaczcie jakie smakowite mydełka znalazłam w sieci. Produkuje je amerykańska manufakturka glicerynowa z dużą fantazją – SOAPYLOVE. Może trzeba pomyśleć o sprowadzeniu ich do sklepu, hmmm…? Na pewno dzieci oszalałby na widok takich lizaków! I nie tylko one…

Afrodyzjaki – słowem wstępu

Kochani,
Prowadzę czasem warsztaty kosmetyki naturalnej. Jednym z tematów, o których mówię i wokół których skupione są nasze wyroby, są afrodyzjaki! Podczas takiego warsztatu tworzymy niezwykłe miłosne rytuały. Przygotowujemy się do spędzenia wyjątkowego wieczoru z najbliższą osobą! Panie stają się doprawdy bardzo kreatywne! A magiczne preparaty, które wyrabiamy, z pewnością dodają odrobinę pikanterii do każdego związku:)
Chciałabym i wam przybliżyć temat sztuki afrodyzji i od czasu do czasu jakąś ciekawostkę podrzucić. O afrodyzjakach już było na tym blogu. Zapraszam do zapoznania się z postem o afrodyzjakach w aromaterapii oraz tym zawierającym kilka miłosnych przepisów! Tymczasem zacząć należy chyba od początku…
Samo słowo “afrodyzjak” pochodzi od imienia bogini miłości Afrodyty i oznacza to coś, co rozbudza miłosne żądze. Znalazłam, już dawno temu (i dodałam coś od siebie), podział afrodyzjaków, który doskonale ukazuje ich naturę. Mało kto wie bowiem, jak wiele z produktów, które nas otaczają na co dzień za takowe się uważa! Ale jak je rozpoznać..? Oto podstawy:
  • afrodyzjaki analogiczne – to takie, które posiadają kształt, teksturę, konsystencja itp. przypominające narządy płciowe. Zaliczamy tu np. ostrygi, żeń-szeń, korzeń mandragory czy nawet pomidory.
  • afrodyzjaki skojarzeniowe (choć ja nazwałabym je raczej tradycyjnymi) – czyli takie, które wywodzą się z pradawnych wierzeń i praktyk seksualnych. Są to tak naprawdę relikty przeszłości, które w zasadzie nie mają żadnego realnego działania, np. zając poświęcony Afrodycie, czy podłużne bochenki chleba uznawane niegdyś za przymiot boga płodności. Zaliczę tu także pokarmy symbolizujące od zawsze płodność np. orzechy czy ziarna.
  • afrodyzjaki kanibalistyczne – to te najbardziej obrzydliwe:) – tradycja niegdyś prawiła o tym, że konsumowanie narządów płciowych jurnych zwierząt poprawia znacznie siłę i potencję. Dzięki temu zajadano się niegdyś np. jądrami baranów, członkami byków czy, o dziwo, grzebieniami kogutów (choć nie wiem jaki ma to związek…)
  • afrodyzjaki terapeutyczne lub esencjonalne – to substancje, które wpływają na organizm w sposób podniecający. Zawierają stymulujące, czasem narkotyczne składniki. Mogą to być napoje, czy pokarmy, które zażywa się w różny sposób – wdycha, zjada lub stosuje zewnętrznie. Zaliczamy tu np. muchę hiszpańską czy johimbinę.
  • afrodyzjaki wrażeniowe – to z kolei są czynności zwiększające podniecenie poprzez swoje oddziaływanie na różne zmysły człowieka i znacznie wzmacniające doznania. Do tego typu afrodyzjaków należy zatem masaż, literatura i filmy erotyczne, gry miłosne itp.
  • afrodyzjaki wyrafinowane – są to dobra i pokarmy niedostępne nam na co dzień, drogie, luksusowe, na które pozwolić sobie możemy bardzo rzadko lub wręcz wcale, np. trufle, kawior, prawdziwy szampan.
  • afrodyzjaki zdrowotne – czyli wszystkie pokarmy i napoje, zawierające bogactwo składników mineralnych bezpośrednio wpływających na narządy płciowe i poprawiających ich sprawność. Do najważniejszych składników tych pokarmów należą cynk, selen, mangan, beta-karoten, witaminy E, C i z grupy B oraz białka, a dokładniej arginina.
To tyle na początek. Mam nadzieję, że rozbudziłam waszą ciekawość! Wkrótce ciekawostki ze świata afrodyzji…
Zdjęcie pochodzi z Pinterest, via Abby, oryginalnie love-notesx.tumblr.com

Ocet czereśniowy – do włosów, kąpieli i… sałatek!

Kochani,

Sezon czereśniowy dogonił już ten truskawkowy! Nie wiem jak wy – ja czereśnie po prostu uwielbiam i zjadam garściami! Zwłaszcza te prosto z drzewa! A gdy są takie dojrzałe, ciemne, czyste, stanowią piękno w swej najprostszej postaci:) No cudo! Zauważyłam jednak, ze ludzie dzielą się na dwie kategorie – tych od truskawek i tych drugich – od czereśni! Ja skłaniam się w moim uwielbieniu jednak ku czereśniom! A wy jak?
A skoro czereśnie, to i mały przepis czereśniowy! Słowem wstępu tylko dodam, że owoce te mają mnóstwo witamin – w tym A, C, K oraz składników mineralnych, takich jak potas, wapń, fosfor czy kwas foliowy. Wyciąg z czereśni ma silne właściwości antyoksydacyjne, co oznacza, że działa przeciwstarzeniowo. Do tego jest przeciwzapalny i wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. 
Wyciąg z owoców bardzo dobrze działa na włosy – odmładza, ujędrnia i wzmacnia ich cebulki. Do tego pobudza ich wzrost i regenerację. Z pestek owoców pozyskuje się olej o dobroczynnych właściwościach pielęgnacyjnych, a z ich ogonków wytwarza się herbatkę, pomagającą leczyć choroby układu moczowego. A wszystko ukryte w takim uroczym owocku!
Ja mam dla was dzisiaj, podpatrzony na stronie Whole Living, przepis na ocet czereśniowy! Wykorzystacie go na kilka sposobów! Po pierwsze taki ocet dodany do kąpieli zmiękczy wodę i wyrówna poziom pH skóry. 
Zabiegi na bazie octu polecane są szczególnie do skóry tłustej i problematycznej. Możecie na jego podstawie wykonać tonik czereśniowy – wystarczy rozcieńczyć dwie łyżki octu szklanką czystej wody, hydrolatu lub naparu ziołowego i przemywać twarz płatkiem kosmetycznym dwa razy dziennie.
Ocet polecam wykorzystać także jako płukankę do włosów! Zmiękczy je, nada im blask i delikatnie odżywi! Wystarczy przepłukać octem zwilżone włosy, odczekać chwilę i ponownie przepłukać je wodą.
Ale do rzeczy… Przygotujcie:
  • pół kilograma czereśni
  • ocet winny
Wsypcie czereśnie do słoika i zalejcie je octem, tak, aby wszystkie były zakryte. Tak przygotowany słoik odstawcie w chłodne, spokojne miejsce na tydzień. I gotowe! Wystarczy teraz tylko odcedzić owoce. Ocet możecie przechowywać w lodówce do trzech miesięcy. Nie wyrzucajcie tez czereśni – możecie je wykorzystać np. jako dodatek do sałatek, mięs czy innych potraw!
Zdjęcie pochodzi z Martha Stewart – Whole Living.

Tonik cytrynowy

A taki tonik ostatnio zrobiłam… cytrynowy! Jest świetny! Lekko niweluje przebarwienia, łagodzi małe ranki i zapobiega niedoskonałościom! Delikatnie złuszcza i odmładza… A czemu? Bo ma taki skład:

  • pół cytryny
  • 2-3 łyżki wody mineralnej
  • 3 malutkie kapsułki witaminy E (dostępne w każdej aptece)
  • 4 kropelki olejku lawendowego
Cytrynę wyciśnijcie do małej szklaneczki. Do tego dodajcie wodę, witaminę z kapsułek oraz olejek lawendowy. Całość dokładnie wymieszajcie i przechowujcie w chłodnym miejscu.
Tonikiem przemywajcie twarz rano i wieczorem. Uważajcie tylko, aby bezpośrednio po jego użyciu nie wystawiać buzi na słońce! Serdecznie polecam!

Facebook