NapisałaAdriana Sadkiewicz

W roli głównej: BIOFFICINA TOSCANA Antyoksydacyjna emulsja do twarzy

Taka kobieca, szczupła i elegancka. Trochę niepozorna… Ale zamierza wyjść na światło dzienne. Ujawnić się, zaprezentować i grzać w cieple błysków fleszy! Przed Wami w roli głównej BIOFFICINA TOSCANA Antyoksydacyjna emulsja do twarzy! 
Ale, ale… nie dajmy się zwieść! Emulsja? Czyli co? Krem, moi drodzy, krem po prostu, ale o bardzo delikatnej konsystencji. I bardzo przyjemnej, bo wchłania się błyskawicznie. Emulsja jest lekka i nie pozostawia tłustego śladu na skórze. Z powodzeniem nadaje się i pod makijaż i na noc, jest to bowiem preparat uniwersalny, całodobowy.
Zapach ma ciekawy. Mi kojarzy się ze świeżymi ziołami. Ze świeżo skoszoną łąką. Może to przez wyciągi z  głogu, ostu, nostrzyka i czarnej porzeczki. A może nie… A może faktycznie jest to opisywany zapach neroli i bergamotki 🙂
Nazywa się antyoksydacyjna. Spodziewać się zatem można licznych pożeraczy wolnych rodników, które tak źle wpływają na stan naszej skóry. I rzeczywiście są, ale ukryte pod bardzo mądrymi nazwami opatentowanych składników, które po prostu zacytuję:
  • Phytaluronate®: naturalna alternatywa dla syntetycznego kwasu hialuronowego i kolagenu. Powstaje z nasion drzewa karobowego, czyli z tzw. chleba świętojańskiego. Zapobiega utracie wody, pomaga utrzymać elastyczność i napięcie skóry, aktywnie przeciwdziałając jej starzeniu się i powstawaniu zmarszczek.
  • Uviox®: wyciąg ze skórek czerwonych winogron. Dzięki bogactwu zawartych w nich biofenoli ma silne działanie przeciwutleniające i przeciwzmarszczkowe; chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego.
  • Oleox®: bio-ekstrakt ze świeżych oliwek o silnym działaniu przeciwutleniającym. Zwalcza wolne rodniki i wzmacnia systemy ochronne skóry, działa jak naturalny filtr przeciwsłoneczny.

Prawda, ze mądrze brzmi? Może trochę za mądrze, jak na nasze codzienne możliwości.  Nie zmienia to jednak faktu, że krem na moją skórę działa faktycznie bardzo dobrze. Jest odpowiednio napięta, nienawilżona, odżywiona. I… ukojona!

Polubiłam ten kremik. Tą jego smukłość i dyskretną estetykę opakowania. Lubię jego praktyczny dozownik. Lubię jego ekologiczność potwierdzoną certyfikatem ICEA. I lubię to, jak moja cera na niego reaguje!
Emulsja z Lavendic.pl.

Olejek wygładzający zbliznowacenia po trądziku

Pogoda skutecznie uniemożliwiła mi dzisiaj dwie planowane sesje… w tym tą olejku wygładzającego zbliznowacenia po trądziku. Zamiast tego mała grafika! A treść ta sama!
Czasem niestety zostają takie nie ładne zbliznowacenia. Troszkę męczące. Polecam więc wykonanie prostego olejku, który przyspieszy regenerację skóry, a także pozwoli zapobiegać dalszym zmianom i niedoskonałościom. Muszę zaznaczyć, że olejek zaczynamy stosować, kiedy walkę z trądzikiem już wygrywamy. Kiedy najgorsze za nami i chcemy przywrócić skórze dobrą kondycję. Polecam go jednak także do walki z innego rodzaju bliznami czy rozstępami. Ważna jest regularność i konsekwencja. 
Do wykonania olejku potrzebujecie:
  • 3 łyżki oleju z kiełków pszenicy, np. Olvita , który znajdziecie TUTAJ, jest on znany ze swych właściwości przyspieszających regenerację, wspomaga gojenie się ran, łagodzi podrażnienia skóry i uszkodzenia podskórnych naczyń krwionośnych. Pełen jest witaminy E, która jest silnym antyutleniaczem.
  • 10 kropelek olejku lawendowego – wspomaga wygładzanie zbliznowaceń, łagodzi, koi, przyspiesza wzrost zdrowego naskórka, działa antybakteryjnie.
  • opcjonalnie albo 5 kropelek olejku geraniowego – równoważącego wydzielanie łoju, czyli zapobiegającego powrotowi trądziku oraz stymulującego układ limfatyczny do oczyszczania organizmu z toksyn.
  • lub 5 kropelek olejku neroli – który również istotnie wspomaga organizm do tworzenia nowych zdrowych komórek.
  • lub 5 kropelek olejku bergamotowego – o silnych właściwościach ściągających i bakteriobójczych, a jednocześnie antydepresyjnych, co bywa w tym przypadku zbawienne.
Olej z kiełków pszenicy mieszamy z olejkiem lawendowym i drugim, wybranym. Całość przechowujemy w szklanej, najlepiej ciemnej buteleczce. 
Niewielką ilość olejku wmasujemy w cerę wieczorem, po dokładnym oczyszczeniu buzi. Zamiast kremu albo jako serum, mniej – dosłownie 2-3 kropelki. Przy okazji wykonujemy delikatny, pobudzający automasaż.

Czerwiec

Lubię, uwielbiam czerwiec! Jako wstęp do lata. Za czereśnie, truskawki i moją Różę. Za te dzikie też. I za ciepło.

Za co lubicie czerwiec?

Fragment wiersza  I znowu czerwiec. I wiatr, i ty Jarosława Iwaszkiewicza.

Po-Weekendowe Cuda no33

Ogromnie mi się spodobała nowa pozycja pośród cudnych wyrobów BagMe by smola (1) – letnie plecaki! Takie kobiece, subtelne, nienachalne, praktyczne i na co dzień!
Lampy inspirowane naturą – żołędziowe i grzybowe (2) – CUDNE!! A dokładniej –  Terho & Tatti Lamps by Maija Puoskari!
Świetny pomysł na wnętrze-zewnętrze – obrazy roślinne lub inaczej – ogrody wertykalne (5) 🙂
Kolejne fotele, które ostatnimi czasy skradły moje serce (6). I znowuż szaleńczo kolorowe!
Czyż nie jest to przeurocza podstawka na biżuterię (7)??!! 
Inspiracja na przyjęcie dla dzieci – kapelusikai w pastelowych barwach farb wodnych (8). Śliczne.
Osiem bardzo trafnych i prostych rad dla blogerów o fotografowaniu (9)! Podane w niezwykle przystępny sposób (choć po angielsku). Polecam.
A teraz coś, nad czym ostatnio bardzo ubolewam… 🙁 Niestety, choć chciałabym szaleńczo, nie mogę wpaść na zbliżające się Targi Dizajnu (10) w sobotę, bo będę wtedy w Warszawie na warsztatach… Żal serce ściska…. Ktoś się wybiera??

Zauroczona: Natura w oczach Dietlind Wolf

To niesamowite, w jak piękny sposób można pokazać to co nas otacza. Odrobina fantazji, wyobraźni, duża dawka talentu i zamiłowanie do tego co naturalne i autentyczne doskonale opisują dzieła Dietlind Wolf, niemieckiej fotografki, designerki i ilustratorki. A ja przepadłam i zauroczyłam się całkowicie. I chciałabym na chwilę znaleźć się w jej świecie!.
Polecam Wam portfolio Dietlind Wolf oraz jej blog.

Facebook