NapisałaAdriana Sadkiewicz

Jak przestawić się na kosmetyki naturalne?

Pisałam niedawno tekst do Endorfiny. Miał to być króciutki poradnik – 5 kroków do kosmetyki naturalnej. Zapraszam do jego lektury TUTAJ. Materiał ten zbiegł się w czasie z kilkoma mailami od Was, Czytelniczek, które chciałyby stosować naturalne kosmetyki, ale nie wiedzą od czego zacząć. Najwyższa więc pora na bliższe spojrzenie na naturalno-kosmetyczne początki, ale tym razem nie tylko od strony domowej produkcji. Tym razem pomogę Wam przestawić się na naturalną pielęgnację w ogóle – również tą markową!
Czemu w ogóle się przestawiać? Pytanie podstawowe i mam wrażenie, że praktycznie nie wymagające odpowiedzi. Bardzo się bowiem głośno zrobiło, już od dłuższego czasu, o wszechobecnej chemii, której w kosmetykach drogeryjnych jest całkiem sporo. Wbrew zapewnieniom producentów może ona mieć bardzo negatywny wpływ na stan naszej skóry. Ba… całego naszego zdrowia! Uważa się, choć 100-procentowego potwierdzenia naukowego nie widziałam, że niektóre ze składników kosmetyków mogą odkładać się w organizmie i powodować nowotwory. Nie mówiąc już o wywoływaniu alergii, toksyczności czy po prostu wyniszczaniu naturalnych funkcji skóry, pozostawianiu na niej nieprzepuszczalnego filmu, który nie pozwala jej oddychać, zapychaniu jej, nadmiernemu ścieraniu i zmywaniu, itp.
Czemu ja przestawiłam się na kosmetyki naturalne? Powyższe argumenty jak najbardziej miały tu swoje znaczenie, decydujący był jednak fakt, że mam trudną, problematyczną, mieszaną cerę. Dopiero kiedy całkowicie przeszłam na produkty naturalne, zaczęła ona jako tako wyglądać! Zaznaczam jednak, że stało się tak faktycznie wtedy, kiedy wszystkie moje kosmetyki pielęgnacyjne zostały wymienione. Nie polecam więc mieszania z drogeryjną kosmetyką, chyba, że mamy wyjątkowo łagodne produkty.

Kosmetyka naturalna ma swoje dwa oblicza. Po pierwsze, sami możemy w domowym zaciszu produkować własne cuda i stosować je na co dzień. Ale wystarczy tylko zajrzeć do oferty jednego z licznych sklepów z kosmetykami naturalnymi, aby przekonać się, jak dużo jest teraz kosmetyków markowych. Wiele certyfikowanych ekologicznie, wiele z zagranicy, choć coraz więcej naszych rodzimych. Mam wrażenie, że zwolennicy kosmetyki naturalnej dzielą się na dwa obozy, nieco sobie wrogie. Co zatem wybrać?
Otóż, osobiście uważam, że najlepiej praktykować i jedno i drugie. Zawsze powtarzam, że podobnie jest z majonezem. Tak, tak – z majonezem. Czemu? Domowy majonez zapewne jest i zdrowszy i znacznie lepszy, ale ile z nas ma czas i ochotę, aby za każdym razem ukręcać go sobie samemu w kuchni? Niewiele. Sama uwielbiam tworzyć kosmetyki, wymyślać przepisy, wypróbowywać je. Niektóre pokochałam, inne robię okazjonalnie, część w ogóle odstawiłam. Nie potrafię się jednak na tyle zmobilizować, żeby tworzyć je za każdym razem, za każda potrzebą. 
Sięgam więc po te tak zwane gotowce. Czasem  droższe, czasem o ciekawszym składzie, którego bym i nie wymyśliła i nie powtórzyła. Cóż, w wirze codziennych spraw powinniśmy się cieszyć, że ktoś tworzy coś naprawdę wartościowego i nam to udostępnia. Nie zmienia to faktu, że około trzecia część zapasów kosmetycznych jest dziełem moich rąk. Raz więc serum zrobię, innym razem wypróbuję nową markę. Do kąpieli mogę sobie stworzyć musującą babeczkę, ale z ogromną ciekawością dodam też coś z firmową etykietą. Czasem wieczorem zastąpię drogi krem najzwyklejszym olejem ze słodkich migdałów czy nieco bardziej esencjonalnym arganowym lub z czarnuszki. Bo nic na siłę! 
Wybierzcie więc swoją własną drogę. Kierujcie się potrzebami własnej skóry i zmysłów. Zapach przecież gra tu ogromną rolę. Miło jest kiedy kosmetyk cieszy oko, a nie odpycha wizualnie. Musi Wam odpowiadać konsystencja, łatwość używania, praktyczność. Dobre jest to, że jeśli akurat zabraknie toniku czy maseczki, wystarczy pójść do kuchni i samemu zrobić. Ot, po prostu.
Wiele z Was to jeszcze młode dziewczyny i często piszecie, że ogromne znaczenie ma cena. Kosmetyki ekologiczne niestety są droższe. I nie wynika to jedynie z mody i strategii marketingowej marki. Składniki, które zostały wykorzystane do produkcji naturalnych i organicznych kosmetyków kosztują więcej, bo same często pochodzą z ekologicznych upraw, które wymagają większych nakładów pracy. Zwróćcie też uwagę chociażby na fakt, że główną składową kosmetyków drogeryjnych jest zwykła woda, podczas gdy w kosmetykach naturalnych zazwyczaj zastępuje się ją znacznie cenniejszymi wodami kwiatowymi – hydrolatami lub naparami. I wiele jest podobnych przykładów. To musi kosztować więcej.
Ale, ale… Nie jest to zła inwestycja! Kosmetyka naturalna lubi się z minimalizmem pielęgnacyjnym. Warto więc zredukować swoje zapasy, przynajmniej na początku, do minimum. Zakupić mniej za więcej. Dzięki temu skóra nauczy się sama regulować swoje procesy. Lub przynajmniej się o to postara. Łatwiej Wam też będzie zaobserwować, na co reaguje lepiej, a na co gorzej i ewentualnie odstawiać szkodliwe produkty. Pamiętajcie też, że zawsze wszystko może uczulić. Nawet kosmetyki naturalne, które wydają się bezpieczniejsze.
Postawcie więc przede wszystkim na oczyszczanie, ale to łagodne, bez detergentów, tonizowanie i nawilżanie. Dostosujcie pielęgnację do pory roku i stanu skóry. Zimą stosujcie tłustsze kremy, latem żele lub lekkie emulsje. Zaprzyjaźnijcie się z literaturą, zaopatrzcie się w chociażby jedną książkę o tematyce kosmetyki naturalnej lub poszperajcie w internecie w poszukiwaniu ciekawych przepisów i porad. Nie stosujcie wszystkiego na raz. Powtórzę raz jeszcze – minimalizm! 
Cierpliwości! Nie od razu zauważycie efekty. Ba.. Na początku może być wręcz nawet gorzej. Skóra musi się odzwyczaić. Słyszałam nawet, że ponoć potrzebuje ona około tygodnia, aby w pełni usunąć nieprzepuszczalną warstwę oleju mineralnego, który zawarty jest w większości drogeryjnych kremów. Proces przestawiania się trwa. Brak natychmiastowych efektów może rozczarowywać, ale nie zrażajcie się. W dłuższej perspektywie zauważycie widoczną poprawę.
Warto uzupełnić naturalną pielęgnację o zrównoważony, zdrowy styl życia. Chyba nie muszę tu pisać, jak ważne jest zbilansowane ożywianie i ruch. Musimy dostarczyć skórze niezbędnych składników, witamin i minerałów także od środka. Ruch wpływa pozytywnie na jędrność, usuwa toksyny i poprawia samopoczucie. Zauważcie, że im Wy jesteście szczęśliwsze tym Wasza skóra piękniej wygląda! To wszystko jest ze sobą połączone.

Na koniec wrócę jeszcze do kwestii finansowej. Jestem przekonana, że wiele z Was sądzi, że kosmetyki naturalne kosztują fortunę. A krem za 100zł to standard, więc nie warto nawet się rozglądać, bo i tak nie możecie sobie na niego pozwolić. Otóż nie! Jest bowiem wiele wartych polecenia marek, które są cenowo dostępne dla każdego. Może produkty te nie będą aż tak tanie, jak te w drogerii, ale warto zainwestować. 
Swoją przygodę możecie rozpocząć od odwiedzenia najbliższego sklepu zielarskiego i odkrywania jego oferty. I nie chodzi mi tu nawet o kosmetyki stricte ziołowe, ale o polskie marki, które szczycą się swoją ekologicznością, a cenowo są bardzo konkurencyjne. Poszukajcie produktów Sylveco, AA Eco (powinny być też w aptekach, cudny krem z rokitnikiem!) czy linii eko Laboratoium Ava. Świetna, choć już nieco droższa jest Orientana. Ach, i w Rossmanie przecież znajdziecie tak lubianą na blogach Alterrę!
Z zachodnich kosmetyków w dobrej cenie polecam Marilou Bio, Neobio czy Skin Blossom. Dobry kremik powinien tu kosztować około 20zł. Odrobinę więcej zapłacicie za produkty Lavera, Logona, Absolute Organic, Eco Cosmetics, Sante, Anthyllis, Italchile, Eubiona czy Weleda. Ceny kremów kształtują się tu pomiędzy 30 a 50zł. Spośród wymienionych osobiście najbardziej lubię Laverę, za szeroką gamę dobrej jakości produktów.
Nasz rynek zdobywają bardzo tanie kosmetyki naturalne z Rosji i Indii. Nie mam wśród nich dokładnego rozeznania. Próbowałam na razie jedynie jeden szampon, który, i owszem, przypadł mi do gustu. Wiem też, że różnie to tutaj z tymi składami bywa, ale z pewnością są to pozycje warte wypróbowania. Zadbajcie więc o włosy z indyjskimi kosmetykami Khadi czy Hesh. A potem wybierzcie się na wschód z takimi markami jak: Organic Shop, Organic Therapy, Planeta Organica, Receptury Babuszki Agafii, Baikal Herbals, Bioluxe, Fitocosmetic czy Natura Siberica. Ciekawa jestem wrażeń z tej Waszej podroży!
Życzę Wam powodzenia. Konsekwencji, wytrwałości i cierpliwości. Bo naprawdę warto!

Post sponsorski: Promoszop.pl

Tym razem nieco inaczej. Tym razem nie będzie to uroczy sklepik z kosmetykami naturalnymi czy nowa ich linia. Tym razem zostałam poproszona o pokazanie Wam pewnego bardzo przydatnego narzędzia. Choć właściwie… portalu! Poznajcie PromoSzop.pl!

Ot, taki sympatyczny szop pokazuje się, jak tylko odwiedzimy portal. Czym dokładnie jest PromoSzop.pl? Jest to platforma, na której znajdziecie szereg kuponów rabatowych do bardziej lub mniej znanych sklepów czy marek. Pozwolą Wam one zakupić ulubioną książkę, bluzkę czy kosmetyk taniej, z darmową przesyłką lub dzięki niemu otrzymacie gratis do zamówienia. Fajne, prawda?
Mnie oczywiście najbardziej zainteresowały rabaty kosmetyczne. Za pierwszym razem, kiedy je sprawdzałam, było znacznie więcej okazji do sklepów z kosmetykami naturalnymi. Znikają, bo są czasowe, więc nieraz trzeba zrealizować kupon rabatowy dosyć szybko. Warto się tu rozejrzeć. Promocje w Pat&Rub kuszą mnie najbardziej, ale zaopatrzyć się można także te do największych sieciowych drogerii.
W następnej kolejności zajrzałam na ciuchy, do księgarń i na sklepy dziecięce. No… trzeba przyznać, że teraz, zanim wybiorę się np. do Empiku, przejrzę empikowe rabaty! To samo tyczy się ubrań i w sumie wszystkiego dla Róży. I książek oczywiście – 25% zniżki na wszystkie książki w Matrasie kusi! 

Powyższe zdjęciowe rabaty to tylko te, które sama wybrałam, aby Wam pokazać. To także te, którymi i ja jestem zainteresowana. Mam nadzieję, że PromoSzop.pl i Wam się przyda!
Na koniec jeszcze tylko słówko od miłego szopa o tym, jak z portalu korzystać: 
Na stronie PromoSzop.pl znajdziesz listę kuponów i kodów rabatowych. Po
tym, jak zdecydujesz, z jakiej promocji chcesz skorzystać, kliknij
przycisk “Pokaż kupon”. Zostanie on wyświetlony, a jednocześnie otworzy
się w osobnym oknie strona sklepu, w którym chcesz dokonać zakupu. Po
dodaniu produktów do koszyka, kiedy będziesz już “przy kasie”, wystarczy
że wpiszesz lub wkleisz skopiowany kod kuponu w odpowiednie okno, a
cena Twoich zakupów zostanie pomniejszona o wartość kuponu rabatowego.
Oprócz tego, na stronie PromoSzop.pl znajdziesz zawsze aktualne
informacje o niesamowitych przecenach i wyprzedażach. W takim wypadku
nie potrzebujesz żadnego kodu! Po kliknięciu na wybraną promocję,
zostaniesz automatycznie przekierowany na stronę ze zniżkami. Nie ma nic
prostszego niż korzystanie z promocji, które znajdziesz na stronie
PromoSzop.pl! 

Zauroczona: Lamps & Co.

Ja bardzo przepraszam, ale jak tylko zobaczę coś tak cudnego, to ja muszę to Wam pokazać! Bo ja bardzo lubię młode kreatywne kobietki, które mają wspaniałe pomysły i wypełniają tą naszą krajową szarą jeszcze rzeczywistość odrobiną koloru. I to jaką! Rozjaśniającą każde wnętrze! Dziewczyny, które założyły Lamps & Co. stworzyły całą serię niesamowitych, przepięknych lamp – do dzieci i dla mamuś. I nie tylko – są też piękne narzuty, pufy i poduszki. A wszystko jest takie… zachodnie… I cudowne! Jestem pod całkowitym zauroczeniem. A kiedy w końcu dorobimy się jakiegoś własnego kąta z pewnością taką lampkę i pościel Róży sprawię!
Chciałabym Wam jeszcze zacytować fragment tekstu ze strony Lamps & Co., bo doskonale odzwierciedla to o czym wyżej pisałam:
Lamps & Company to nowa marka na polskim rynku, która powstała z tęsknoty za kolorami, barwami i radosnym designem dla dzieci. Jako młode mamy urządzając pokoje dla swoich Pociech doświadczyłyśmy, jak trudno jest znaleźć ciekawe i dobre jakościowo oświetlenie do pokoju dziecięcego, a także dodatki, które będą stanowiły spójną całość. Starając się wypełnić tę pustkę na rynku, postanowiłyśmy stworzyć piękne lampy o jakich zawsze marzyłyśmy – nowoczesne, ale klasyczne w formie, doskonałej jakości i o oryginalnym designie.

Przez wiele miesięcy starannie dopracowywałyśmy każdy szczegół, aby finalny produkt zachwycił oko Rodziców i Dzieci. Projektowałyśmy elementy składowe lamp, selekcjonowałyśmy i testowałyśmy różnorodne materiały, kolory i wzory abażurów. I tak oto dziś Wy Drodzy Rodzice i wasze Maluchy możecie zobaczyć efekt końcowy – lampy, które ozdobią każdy pokój.

Więcej – Lamps & Co.

Spójrzcie na te nóżki lamp! Cudne!

Wish List: Do rąk

Źle, oj źle traktuję swoje dłonie. Notorycznie zapominam o rękawicach podczas mycia naczyń czy podłogi. Za rzadko nawilżam, pielęgnuję… W zasadzie uwagę zwracam głównie na paznokcie. Błąd duży. Bo o dłonie dbać trzeba. Bo wtedy pozostaną piękne i miękkie. Spójrzcie więc na moją listę życzeń do rąk!




I Provenziali Krem do rąk z masłem karite
Krem mocno nawilżający, odżywczy. Z działaniem przeciw wysuszaniu się skóry. Chroni skórę dłoni. Bogaty w naturalną glicerynę.
ItalBioEco, cena: 34,99zł

Delikatny krem do rąk z bio aloesem i olejkiem z oliwek NEOBIO
Intensywnie pielęgnuje skórę rąk, nawilża ją, odżywia i chroni. Zawiera cenne składniki organiczne: bio aloes, bio olejek z oliwek oraz masło shea.
ecoKraina, cena: 12zł

Alphanova Natural Repair – Organiczny Krem do Rąk
Krem ma zastosowanie kompleksowe: chroni i nawilża. Nietłusta konsystencja dobrze się wchłania i nie przykleja się.
ekoMaluch, cena: 29zł

KIVVI Odżywczy krem do rąk z Wiśnią i olejem z pestek Winogron Jedna z moich ulubionych marek. Krem zawiera odżywczy kompleks Kivvi- olej z rokitnika, pestki wiśni, orzecha macadamia, z nasion kiwi i winogron
BeeEco, cena: 76zł

Planeta Organica Krem do rąk Rokitnik
Najbardziej mnie ciekawi! Krem do rąk na bazie olejku z rokitnika arktycznego – dostarcza odżywczych i nawilżających składników skórze dłoni.
Iwos, cena: 11zł

Absolute Organic Organiczny krem do rąk
Organiczny krem do rąk bogaty w wyciąg z Gorysza (Imperatoria) – roślinę pochodzącą z Alp Szwajcarskich, znaną ze swoich niezwykłych właściwości leczenia i przeciwdziałania stanom zapalnym.
NaturaiJa, cena: 23,99zł

Po-Weekendowe Cuda no47

Przygotowując post o bransoletkach (TUTAJ) natknęłam się na sklepik Vezzi.pl i przepadłam. W ofercie posiada on bowiem bardzo dużo, bardzo ładnej (choć pewnie chińskiej) biżuterii w naprawdę niskich cenach. I tak mnie wzięło, że zrobiłam zamówienie, które dzisiaj doszło. Zachwycenie moje trwa nadal – obsługa sprawna, błyskawiczna, sympatyczna (z odręcznym podziękowaniem i gratisową bransoletką). Wybrałam m.in. jeden z powyższych naszyjników (1), ten beżowy. Naprawdę jest taki ładny! I oczywiście polecam bransoletki – te za kilka złotych są doprawdy urocze. Musiałam więc polecić!
Na Facebooku natomiast moje oczy przykuła Dekopaka w Szafie (2). Jest to jedna z tych młodych polskich kreatywnych marek odzieżowych dla dzieci, które tak ładnie teraz podbijają rynek. Z tym, że ta chyba najbardziej mi się podoba! Uwielbiam jej jesienne kolory i zwierzęce motywy. Tunika z kominem w ptaszki i ocieplacze na nogi byłyby wprost idealne dla Róży!
Pozostając w temacie dzieci… Widzieliście już może to cudo (3)? Nazwya się to to The NüRoo Pocket i wydaje się być znacznie fajniejsze od standardowej chusty. Przynajmniej jak dla mnie. Do zwykłej chusty się nigdy nie przekonałam – mieliśmy dwa nosidełka, w tym jedno materiałowe. W każdym razie – świetny pomysł.
Bardzo spodobała mi się kolekcja wiosenna na 2014 rok od Orla Kiely (4) zaprezentowana na London Fashion Week. Tchnie brytyjskim zdobywaniem dzikiej Afryki czy tajemniczych Indii. Super!
Pomysł na proste, a zachwycające aranżacje, idealne na wczesną jesień (5)! Od Marie Nichols, znalezione na Heart Hand Made UK.
Kolejny cudowny sklepik, wart polecenia! Zakupów wprawdzie jeszcze nie robiłam, ale może się niedługo na coś skuszę. Bo tu wszystko kusi! Zobaczcie White Loft (6).
W sobotę odbyło się spotkanie blogerów BAM – Bloggers and Authors Meet Up (7) organizowane przez Edytę z Life Skills Academy. Było wspaniale, inspirująco, radośnie. Doszkoliliśmy się nieco z kreatywności i social media. Wypiliśmy przepyszną kawę. No i poznałyśmy się troszeczkę bliżej! Oby więcej takich imprez w Krakowie!
Znajdziecie mnie na zdjęciu?
I na koniec – Ekotarg.pl podesłał mi bardzo ciekawy gadżet do każdej torebki, każdej kobietki, dbającej o jakość kosmetyków. Chodzi o karty zdrowej wiedzy „Szkodliwe składniki kosmetyków” (8). O tyle fajne, że bardzo poręczne, praktyczne i w foli, więc można taką kartę spokojnie zabrać na zakupy. Trzy z nich rozlosuję spośród osób, które zgłoszą się na Facebooku – TUTAJ! Zapraszam!

W roli głównej: Phenomé Łagodząco-kojąca maska do twarzy z płatkami róż Blossom

Trochę retro, trochę jakby z babcinej spiżarni żywcem wyjęta. Taka jest i wcale się tego nie wstydzi. Ba! Dumna jest, że pozostaje soba i może Wam dzisiaj się zaprezentować. W roli głównej wystąpi Phenomé Łagodząco-kojąca maska do twarzy z płatkami róż Blossom!

Kolejny wart polecenia kosmetyk polskiej marki Phenomé. Trzeba im przyznać, że o jakość i składy dbają. I znowuż, w przeliczeniu na bardzo dużą jak na maseczkę pojemność – 125ml, cena 145zł nabiera nieco lepszego odcienia. Jestem przekonana, że co jak co, ale ten produkt swoją wartość zna. Jest bowiem… cudowny!
Siostra moja, która także maskę próbowała, mówi na nią „dżemik”. Całość ma bowiem coś z babcinej spiżarenki. Ten ciemnobrązowy szklany słój, te charakterystyczne etykiety jakby z XIX-wieczej apteki. A do tego sama maska faktycznie konsystencją przypomina nieco płynny dżem. Jest to bowiem gęsty żel o brązowawo-rudawo-różowym kolorze, z drobinkami płatków róży japońskiej. Pachnie delikatnie suszonymi różami,co przywodzi mi na myśl małe różane manufaktury.
Maska oparta jest na wodzie z róży stulistnej i aloesowej, czyli na prawdziwym kojącym dobru. Zacytuję może pozostałe istotne składniki: sok aloesowy (nawilża i chroni skórę), ekstrakt z aceroli (wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, działa rewitalizująco, przeciwzapalnie i przeciwutleniająco), wyciąg z nawrotu lekarskiego (redukuje pajączki, zmniejsza obrzęki, łagodzi stany zapalne), ekstrakt z nasion kasztanowca (działa wzmacniająco i uszczelniająco na naczynia krwionośne, łagodzi stany zapalne, tonizuje), ekstrakt z róży francuskiej (nawilża i tonizuje), olejek z róży damasceńskiej (odświeża, nawilża, zmiękcza, regeneruje, poprawia napięcie skóry), ekstrakt z nagietka (działa nawilżająco, odbudowująco, gojąco i przeciwzapalnie), wyciąg z kwiatów rumianku (łagodzi, działa przeciwzapalnie), ekstrakty: z żurawiny, borówki, owoców goji (dodają skórze witalności i energii, działają przeciwutleniająco), kwas hialuronowy (optymalnie nawilża, wiąże wodę w naskórku).
Przeznaczona jest do cery naczynkowej, ale moim skromnym zdaniem spodoba się każdemu, komu potrzebne jest ukojenie. Maseczka wspaniale łagodzi skórę, sprzyja jej regeneracji i pozostawia delikatnie napiętą, elastyczną i bardzo miękką. Jest idealna w lecie, kiedy to potrzebujemy pozwolić skórze na chłodny oddech po upalnym dniu.
Osobiście stosuje maskę dwojako – co jakiś czas jako maseczkę, nakładam jej grubą warstwę i po 15 minutach zmywam. Często jednak zastępują nią krem, wklepując niewielką ilość z skórę. Jako posiadaczka cery o nieco skomplikowanym charakterze, bardzo lubię uzupełniać pielęgnację o kosmetyki w postaci żelu. Szczególnie w porze letniej, mam wrażenie, że pozwalają skórze oddychać i nie zapychają tak jak kremy.
Różane ukojenie pozostanie więc mi bardzo bliskie!
Maska dostępna na Phenome.pl

Facebook