NapisałaAdriana Sadkiewicz

La Dynia

Kiedy moja siostra spytała, czy zrobię coś z dynią na bloga, olśniło mnie! Bo czemu sama na to wcześniej nie wpadłam? Nie mam pojęcia. Dynia jest bowiem niezwykle wdzięcznym przedmiotem artystycznych jesiennych wizji. Nie koniecznie musi kojarzyć się z Halloween, choć i takie wersje lubię. Przeglądając internet co rusz natykam się na cudne dyniowe pomysły. Kilka z nich postanowiłam zaadoptować na własne potrzeby. Wyszło pstrokato, nierówno i nie do końca zgodnie z zamysłem… ale co mi tam! Moją własną pierwszą w życiu pokolorowaną dynię uwielbiam! Stoi sobie na stole i się do mnie codziennie wdzięczy!
Poza tym stanowczo trzeba wykorzystać fakt, że takie dynie kosztują teraz 4zł i są w większości hipermarketów. Nie wspomnę już nawet o tym małych ozdobnych dynieczkach, które urzekają same w sobie. Gdybym miała dom, miałabym też ganek, a na ganku jesienią miałabym całe mnóstwo dyń. I małych i dużych. I może nie takich białych – bo to jest wersja de luxe, do wnętrza, ale najprostszych pomarańczowo-brązowo-burych. W ogóle nie tkniętych moimi wizjami 🙂
Do wykonania La Dyni wykorzystałam białą farbę akrylową do drewna i metali. Pomalowałam nią dynię wieczorem pędzelkiem. Nazajutrz była sucha i gotowa do ozdabiania. Wtedy do ataku ruszyły małe kolorowe farbki akrylowe, ja, Róża i cała masa różnych pędzli. Bardziej uzdolnionym polecam bardziej skomplikowane wzory. Ja pozostałam przy kropeczkach, a i tak zbyt okrągłe to nie wyszły 🙂

W roli głównej: Coslys Przeciwłupieżowy szampon z ekstraktem z bluszczu

Bluszszszszczy się do Was! Dzisiejsza gwiazda  pełna zielonego dobra! W roli głównej wystąpi Coslys Przeciwłupieżowy szampon z ekstraktem z bluszczu!

Tym razem zacznę od słów producenta: „Kombinacja przeciwbakteryjnych i przeciwgrzybicznych właściwości bluszczu i brazylijskiego olejku copaiba pomagają przywrócić skórze równowagę. Aby zredukować łupież dodaliśmy również również olejek z orzechów brazylijskich oraz aloes aby chronić skórę głowy.” Brzmi dobrze? Wybrałam ten szampon z oferty marki Coslys, bo niestety borykam się od czasu do czasu z problemem łupieżu. Zwalczam go zazwyczaj szamponem leczniczym, ale przyznam, że moje włosy wolałyby coś łagodnego, naturalnego i skutecznego. 
Szampon jest certyfikowany ekologicznie i posiada dobry skład. O właściwościach przeciwłupieżowych bluszczu słyszałam już dawno. Tutaj odnalazłam jeszcze nowość dla mnie – ekstrakt z wiązówki błotnej (!). Nie słyszałam też niestety wcześniej o olejku (balsamie) copaiba. Okazuje się, że ma silne właściwości przeciwgrzybicze i antyseptyczne, do tego przeciwbólowe i przeciwzapalne. Stosuje się go często w leczeniu problemów dermatologicznych. Przy okazji też zmiękcza skórę.
Minusy? Jest to jednak jeden z tych naturalnych szamponów, którymi ciężko domyć gęste i przetłuszczające się włosy. Jest bardzo delikatny, prawie się nie pieni i pewną trudność sprawia mi rozprowadzenie go po całej głowie. Cóż… włosów to ja zawsze miałam bardzo dużo… Potrzebuję go więc dosyć sporo na jedno mycie, przez co opakowanie 200ml szybko się kończy. Szampon ma subtelny, lekko ziołowy zapach  i konsystencję żółtawego żelu.
Plusy? Oczywiście jego przeznaczenie. Zaczęłam go stosować w momencie, kiedy zauważyłam, ze szykuje się powrót łupieżowej zmory. I wiecie co – wcale nie nastąpił. Jestem prawie pewna, że to za sprawą szamponu, bo znam już swoją główkę nieco. Polecam więc jako świetną alternatywę dla aptecznych leczniczych produktów. Sam producent pisze, że po ustąpieniu problemu należy stosować go zamiennie z codziennym szamponem, według potrzeb. I o to mi chodziło 🙂

Szampon dostępny w sklepie MINT.

Po-Weekendowe Cuda no51

Prosty i uroczy pomysł na miseczki na biżuterię z gliny (1). Chyba spróbuję kiedyś stworzyć coś podobnego. Autorstwa Claire Zinnecker.
Naturalne biało-drzewne stoliki do rustykalnego wnętrza (2). Cudne! Z Kolorum.
Na wieczór – peeling cukrowy o zapachu cista dyniowego (3) – w sam raz na późny październik. Autorstwa With Lovely.
Pomysł na recykling i świetną zabawę dla małej księżniczki – korona z plastikowej butelki (4). Zrobię kiedyś taką Róży! Z Funkytime.
Bluza jesienna (5)? Czemu nie! Z ONE MUG A DAY.
Już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu otworzą H&M Home w Krakowie. Kuszą mnie te wszystkie poduszki i jasieczki (6) 🙂
Niezwykły pomysł na sztukę – kamienie ze szkłem (7). Jestem pod wrażeniem! Autor Ramon Todo.
Do zrobienia – dynie botaniczne, dekorowane liśćmi (8). Wyglądają wspaniale i wcale nie są takie trudne do zrobienia!
Jesienne słówko od Alberta Camus (9).
Czytaliście już nowy e-magazyn Zmiana, do którego piszą blogerki, które z pewnością znacie lub kojarzycie? Jeśli nie, to zajrzyjcie koniecznie TUTAJ.
Chciałabym Wam też pokazać piękny filmik, który promuje magazyn:

With Lovel
With Lovely

Akwarelowe tutoriale

Taki mam nowy zamiar i pomysł, żeby w wolnych chwilach (jak jakimś cudem czasem się zdarzą) zabrać się za malowanie farbkami. Nic wielkiego, żadnych dzieł sztuki tworzyć nie będę. Granice swoje i umiejętności mniej więcej znam. Marzą mi się za to proste, roślinne obrazki akwareami. Może jakiś widoczek. Może coś ciekawego do wykorzystania na blogu. Może coś w ramkę kiedyś oprawię i powieszę sobie ku pamięci na ścianie. Czuję po prostu, że muszę dać ujście moim artystycznym zapędom. Świetną ku temu platformą jest blog, ale ciągnie mnie do klasyki. Do spędzenia wolnego popołudnia, kiedy nie ma dziecka i męża… nie przed ekranem, nie w internecie… ale przy ogromnym stole, gdzieś przy dużym oknie z widokiem na zieleń, z całym zapasem czystych kartek, arsenałem różnych pędzelków i kubkiem gorącej herbaty z sokiem malinowym. O ile jeszcze o farbki i pędzle nie tak trudno, to gdzie ja znajdę taki stół z takim oknem? Hmm?
Przy tej okazji natknęłam się ostatnio na 4 nie duługie tutoriale, które mnie całkowicie zauroczyły! Serdecznie polecam wszystkim początkującym (jak ja), każdej młodej mamie, która potrzebuje odskoczni, osobom zapracowanym i zestresowanym, które poszukują relaksującego zajęcia, no – wszystkim, którzy nie aspirują do grona zacnych artystów. 
Wpadajcie do Alison i zróbcie kilka prostych ćwiczeń akwarelami. Ja sobie już rezerwuję niedzielę. Jeśli wyniki będą choć trochę zadowalające, to się pochwalę 🙂 A może za kilka tygodni dopiero…
Kto się ze mną pouczy?
Tutoriale dostępne w The Alison Show.

Zdjęcia The Alison Show.

Ptaszkowe wyniki + W roli głównej: Phenomé Pumeks do stóp z zieloną herbatą i miętą FRESH MINT

Nadszedł czas na rozstrzygnięcie ptaszkowgo konkursu! Jeśli ktoś ptaszków, które robi Kasia ze Strumyków jeszcze nie widział – niech wpada koniecznie TUTAJ – na chwilę uciec na wieś, na winobranie i po trochę słońca 🙂 A ptaszyny cudowne wylosowała…
Łucja z Agulkowego Pola
Łucjo – poproszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl 🙂 I gratuluję, bo ptaszyny przeurocze!
Po części oficjalnej, przechodzimy do występu gwiazdy! W roli głównej dzisiaj prezentuje się godnie Phenomé Pumeks do stóp z zieloną herbatą i miętą FRESH MINT!

Jest to kosmetyk z kategorii ciekawych. Zazwyczaj bowiem do stóp stosuje się pumeks tradycyjny, twardy, w kamieniu. Tutaj mamy jego alternatywę. W aluminiowej ładnej tubce ukryła się pasta, która z wyglądu przypomina ciemne, pisakowe błoto.Dosyć… nieatrakcyjne… ale do stóp to akurat pasuje jak ulał 🙂
Kiedy jednak przyglądamy się tej paście bliżej, zaczynamy odkrywać jej zalety. Po pierwsze, pachnie świeżo. Wręcz orzeźwiająco. A zapach ten doskonale komponuje mi się właśnie z pielęgnacją stów. Ponoć zbudowany jest wokół aromatu zielonej herbaty przełamanej miętą. Być może 🙂
Po drugie, w składzie ma istne bogactwo pielęgnacyjnych wód i ekstraktów. Czoło stanowi woda z zielonej herbaty. A resztę zacytuję: wody roślinne: cytrynowa, migdałowa, aloesowa (dostarczają skórze niezbędnych witamin i minerałów), naturalne substancje złuszczające: pumeks oraz migdałowe drobinki ścierne (doskonale usuwają martwy, zrogowaciały, przesuszony naskórek), wyciąg z zielonej herbaty (nawilża, odżywia, działa przeciwzapalnie, napina i poprawia elastyczność skóry, chroni przed wolnymi rodnikami), wyciąg z czerwonej herbaty (odżywia, chroni przed wolnymi rodnikami), ekstrakt z mięty pieprzowej (działa łagodząco, odświeżająco, antyseptycznie), wyciąg z tymianku (działa przeciwzapalnie i ściągająco, łagodzi podrażnienia, tonizuje, odświeża), ekstrakt z melisy lekarskiej (koi, działa przeciwzapalnie i odprężająco). Same cuda!
Peeling-pumeks stosuję w wannie lub po zamoczeniu stóp w misce z np. wodą z solą. Najpierw więc je zwilżam, a następnie masuję pastą. Rzeczywiście skóra na stopach jest miękka, rozjaśniona, wypielęgnowana. Uważam jednak, ze kosmetyk nie zastąpi skutecznie tradycyjnego peelingu, zwłaszcza jeśli skóra na piętach jest mocno zrogowaciała i potrzebujemy dosyć znacznej mocy trącej. Zazwyczaj więc po takim peelngowym masażu dokańczam dzieło kamieniem i dopiero wtedy uznaję, że moje SPA dla stóp jest zakończone. Choć nie… jeszcze kremik się należy!
Tak przeprowadzony rytuał staje się też genialnym pomysłem na chwilę relaksu. Masowanie stóp zawsze pomaga się odprężyć i wyciszyć. A jeśli do tego i one tak dobrze z tego korzystają, nie pozostaje mi nic innego jak kosmetyk polecić 🙂

Pumeks-peeling dostępny jest TUTAJ.

In The Pink – Różowa Sól do Kąpieli

Tak sobie myślę, że w głębi duszy w każdej z nas kryje się dziewczynka, która uwielbia różowy! Odkąd mam córeczkę kolor ten towarzyszy nam na co dzień. Uwielbiam połączenie różu i szarości, co zapewne widać w Lili. A może takie pozytywne in the pink przenieść do łazienki? I to bez barwników! Ani, ani! Za to smakowicie grejpfrutowo różowo?
Zrobimy dzisiaj bardzo różową, prostą i całkowicie naturalną sól do kąpieli.

Do wykonania soli In The Pink przygotujcie:

  • 10 łyżek różowej soli himalajskiej (dostępnej w niektórych supermarketach)
  • 1 łyżkę ulubionego oleju – ja wykorzystałam z pestek moreli
  • 20 kropelek olejku z różowego grejpfruta
Sól himalajska uważana jest ponoć za najczystszą na ziemi. Swój kolor zawdzięcza zawartości żelaza. Im czerwieńsza, tym jest go więcej. Im bielsza, tym bardziej dominuje wapń. Jak głosi etykieta, zawiera ponad 84 minerały i pierwiastki występujące naturalnie w organizmie człowieka. Poleca się ją zarówno do celów kulinarnych, jak i kosmetycznych. No i świetnie komponuje się z różowym grejpfrutem!
Wszystkie składniki wymieszajcie dokładnie w małej miseczce i przełóżcie do słoiczka. Dosypujcie po 2-4 łyżki do relaksującej i dodającej energii kąpieli. Chyba nie muszę dodawać, że może stanowić wspaniały prezent da bliskich 🙂
Facebook