NapisałaAdriana Sadkiewicz

Moringa Post

Mała podróż. Choć daleka. Do Indii, Pakistanu. Przystaniemy u podnóża Himalajów, skąd wywodzi się jedno z cenniejszych i bardziej niesamowitych drzew – moringa. Nawet zwane bywa „drzewem cudów”. Tak dużo ma w sobie dobra i tak wszechstronne zastosowanie. A jego ogromne możliwości przystosowania się do trudnych warunków sprawiły, że rozsiało się od wysp Azji Południowo-Wschodniej, przez Afrykę, aż po Meksyk.
Może znane Wam będzie pod nazwą drzewo chrzanowe? Tak nazywają je Amerykanie, ze względu na chrzanowy posmak. Na całym świecie różnie na nie wołają. Skierujmy się więc ku uniwersalnej łacinie – Moringa oleifera, czyli moringa olejodajna. Daje bowiem cudowny olejek.

Wytwarza się go z nasion. Choć i inne części drzewa wykorzystuje się na wszelkie możliwe sposoby, głównie do jedzenia. Jest niesamowicie odżywcze, dostarcza witamin, węglowodanów, białek, tłuszczy, aminokwasów i wielu składników, których nazw już nie powtórzę. Pozostańmy jednak przy nasionach.

Niepozorne, małe, o smaku orzeszków ziemnych. Znane są z tego, że posiadają zdolność uzdatniania wody. Usuwają jej mętność, glinę oraz szkodliwe bakterie. Szczególnie jest to cenne, jeśli zwrócimy uwagę na obszar uprawy drzewa. Ich równie ważne zastosowanie to produkcja oleju.
Olej moringa nie jełczeje, jest bezpieczny dla skóry nawet bardzo wrażliwej i posiada dużą zdolność pochłaniania substancji zapachowych. Zawiera ogromną ilość antyoksydantów, zmniejszających skutki starzenia się skóry, a także sterole, które pomagają w walce z chorobami skórnymi. Olej istotnie zmiękcza, wygładza. Warto sięgnąć po niego w przypadku nadmiernej suchości i pękania naskórka. 
Moringa przyspiesza regenerację podrażnionej skóry, rozświetla ją, reguluje wydzielanie sebum, zapobiega powstawaniu zaskórników, oczyszcza, działa antyseptycznie i przeciwzapalnie. Dobrze i szybko się wchłania. Nie pozostawia uczucia tłustości na skórze, a jedynie przyjemny orzeszkowy aromat. Bardzo przyjemny!
Polecam olej moringa do stosowania jako serum. Wieczorem, kropelka, dwie, pod krem. Idealnie sprawdza się jako olej bazowy do masażu i półprodukt do wyrobu kosmetyków. Zapobiega zbyt szybkiemu ulatnianiu się olejków eterycznych, dzięki czemu ich zapach towarzyszy nam dłużej. Lubię smarować nim paznokcie i skórki wokół nich. Zmiękcza je i odżywia. Ceniony jest także jako środek pielęgnujący włosy. Zamiast odżywki, do olejowania.
Na rynku dostępne są gotowe kosmetyki, zawierające olej moringa. Na zdjęciach mamy przykład jednego z nich. Jest to certyfikowane ekologicznie masełko do ciała Bioturm. Jego zaletą jest niezwykle przyjemny, subtelny zapach. Konsystencją przypomina raczej balsam, niż masło. Dosyć długo też  się niestety wchłania. Jeśli jednak poczekamy tą chwilę, kosmetyk odwdzięczy się nam miękkością i elastycznością skóry, bez zbędnego bagażu tłustej warstwy.
Polecam Waszej uwadze drzewo moringa, olejek z jego nasion i kosmetyki, które go wykorzystują. Otwieramy się na nowe!

Olejek moringa z BliskoNatury.pl
Masełko Bioturm z Green Line

Zauroczona: Ziołowy Zakątek

Są takie miejsca… No właśnie… takie miejsca, gdzie od razu widać, że warto zaglądać, że będzie sympatycznie, że będzie interesująco, ciepło, kolorowo i z pomysłem. Może część z Was zna już Ziołowy Zakątek. Reszcie bardzo polecam, bo sama jestem wręcz zauroczona.
W Klaudynie widać pasję, szczerą radość życia i odkrywania. Czym wyróżnia się Ziołowy Zakątek? Jest to miejsce, w którym odnajdziecie i przepisy kulinarne i kosmetyczne i porady dotyczące tradycyjnego przygotowywania mięs, serów czy nalewek, ciekawostki ziołowe, inspiracje ogrodnicze i jeszcze wiele wiele innych różności. Wszystko opatrzone jest pięknymi fotografiami oraz, co chyba tutaj najważniejsze, naprawdę porządną dawką wiedzy. Autorka bowiem przykłada dużą wagę do rzeczowej, ale też możliwie interesującej informacji.
A ja Klaudynie zazdroszczę! Muszę się Wam grzecznie tu przyznać. Spełnia ona właśnie jedno z moich marzeń – kończy pisać książkę o kosmetykach naturalnych! Cudownie, prawda? Z tego, co podczytuję, będzie to naprawdę wartościowa pozycja. Trzymam więc kciuki, zazdroszczę dalej i już nie mogę się doczekać premiery.

Was natomiast odsyłam do Ziołowego Zakątka. Poniżej mała zachęta.

Podpatrzone: Peeling różany

I chociaż w planach go nie było… Chociaż miałam właśnie pisać Wam innego posta… to nie mogłam się oprzeć! Po prostu całkowicie i totalnie zauroczyło mnie zdjęcie. A za nim niezwykle prosty przepis, który, jestem tego pewna, przypadnie do gustu każdej pięknej pani! I to nic, że dzisiaj mamy już drugi scrub. Poranny był markowy, ten zrobicie w domi sami!

Dzisiaj podpatrujemy OH SO PRETTY i cudowny, a prosty peeling różany.

To jedno z ładniejszych zdjęć, pokazujących ręcznie robione kosmetyki, jakie widziałam. Podoba mi się jego czystość, jego kompozycja i kolorystyka. Podoba mi się ten minimalistyczny romantyzm i spokojna kobiecość. I podoba mi się pomysł na peeling.
Wystarczy do niego bowiem zmieszać sól (autorka wykorzystała sól zwykłą i różowa himalajską), olej jojoba i olejek różany. W proporcjach dowolnych. Aby wyszedł nam peeling ulubiony, w konsystencji dopasowanej do naszych preferencji. Nic trudnego, a zwala z nóg. Gwarantuję Wam, że różany zapach jeszcze długo będzie Wam towarzyszył. A olej jojoba, który doskonale wchłania skóra i którą sam doskonale odżywia, zadba o odpowiednią pielęgnację. Jest to jeden z moich najulubieńszych olejów (choć właściwie to płynny wosk), który bardzo Wam polecam.
Ale to nie wszystko – autorka przygotowała dla Was także etykiety do ściągnięcia i wydrukowania (TUTAJ). Zróbcie więc ten różany solny scrub, część wykorzystajcie sobie sami, a część zapakujcie do słoiczka dla kogoś bliskiego. 

I śnijcie kolorowe różane sny!

Zdjęcia i przepis: OH SO PRETTY

W roli głównej: Clochee Odżywczy peeling cukrowy

Gwiazda jakich mało. Błyszcząca jasnym blaskiem i zalewająca nas niemalże dosłownie swym urokiem. A dopiero wschodzi… Przed Wami dzisiaj w roli głównej Clochee Odżywczy peeling cukrowy.
Pisałam Wam już niedawno o marce Clochee. Przy okazji serum silnie nawilżającego, TUTAJ. Nie będę się zatem specjalnie powtarzać. Poza tym, że życzę marce samych sukcesów, bo podoba mi się ich pomysł na same kosmetyki, ale także na marketing, szatę graficzną i sposób komunikacji z klientem. No tak… prawie mi się podoba, bo przyznam, że opakowanie tego peelingu, to, co jak co, ale zupełnie do całości nie pasuje. Szary plastikowy pojemniczek wydaje się raczej mieć coś wspólnego z przemysłem niż z pielęgnacją. Zawartość jednak wynagrodziła mi to… zewnętrze. 
Bo wewnątrz mamy ukrytą prawdziwa ucztę dla zmysłów. Pierwsze spojrzenie nie zwiastowało tej magii. Zwłaszcza, że przywędrowało to to do mnie wraz z miłym panem kurierem prosto z chłodu zimowego dnia. Przez to, jak to w przypadku naturalnych tłuszczy bywa, konsystencję miało strasznie twardą. Dopiero więc kiedy wieczorem zdecydowałam się na kąpiel, odkryłam, że peeling jest mięciutki. Co więcej, jest idealnie ciasteczkowy!
Scrub ten bowiem cechuje się dużą zawartością cynamonu. Pachnie cynamonem intensywnie. Ale nie takim sproszkowanym, wypłowiałym, a smakowitym połączeniem laski cynamonu z cukrem, które wróży słodką ucztę przy kawie i ciasteczku. Z tym, że tutaj serwujemy ją ciału. Ot, różnica.
Jest to jeden z tych tłuściutkich peelingów, który jednocześnie złuszcza, oczyszcza i odżywia nam skórę, dzięki dużej zawartości naturalnych olejów i maseł. W głównej mierze chodzi tu o masełko shea, ale dodano do niego także olej ze słodkich migdałów i kokosowy. Pomimo tego jest, o dziwo, dosyć lekki i nie pozostawia bardzo tłustej warstwy na ciele.
Minusy? Stanowczo za duże bywają w nim kawałki cynamonu. Wolałabym mniejsze. Kosmetyk niestety dosyć mocno brudzi wannę. Trzeba więc uważać z za dużym rozbryzgiem pod prysznicem, albo poświęcić chwile na zmycie brązowych śladów.
No dobrze… możemy na to przymknąć oko, bo sama przyjemność z używania jest naprawdę duża! Cynamonowe ciacho relaksuje, koi, łagodzi. Ciało i umysł!

Peeling z Clochee.

Po-Weekendowe Cuda no66

No, trzeba przyznać, że taki oto wieloryb wrażenie robi (1)! Sam naszyjnik z koralikami może do końca w moim guście nie jest, ale zwierzątko nadaje mu tego czegoś!
Kilka rzeczy zauroczyło mnie w sklepie West Elm. Po pierwsze niesamowite morskie butelki (2), które już widzę na moim parapecie. A do tego dwa idealne pudełeczka na biżuterię – kolorowe geometryczne (3) i z kryształem (4).
Do mojego przyszłego domu marzeń – kosze ze ScandiConcept (5) oraz przecudowna patera w kształcie żyrafy, w której jestem całkowicie zakochana, z A Fabulous Fete (6).
Te mydła-kamienie (7) już kiedyś, dawno, Wam pokazywałam. Natknęłam się jednak na nie ostatnio znowu i nie mogłam tak po prostu przejść dalej… 🙂
Marzy mi się lektura Kinfolk Table (8), który to już i u nas można zakupić w White Loft oraz wypróbowanie wody perfumowanej Fridge by Yde between words (9). Wyjątkowo spodobał mi się pomysł na buteleczkę, a nuty jaśminu, pieprzu i mandarynki, doprawione drzewem cedrowym i lotosem brzmią kusząco.
Niezwykła kolekcja morskich obrazków, notatników i pocztówek (10). Nieco retro, z poczuciem humoru i słonym posmakiem morskiej wody.
Ten pomysł na świece i dekorację domu jest cudowny (11)! Nie wiem tylko czy odważyłabym się go sprofanować zapaleniem ich…
Zauroczyła mnie marka południowoafrykańskich naturalnych i ręcznie robionych kosmetyków Lulu & Marula (12). Podobają mi się proste, a jednocześnie oryginalne i czyste składy oraz pomysł na logo i etykiety. W Polsce ich zdaje się jeszcze nie ma.
Na koniec świetne torby chłodzące z Biomanii (13). Pora zacząć myśleć o majowych piknikach, a te torby wydają się na nie wprost stworzone. Albo po prostu – na wózek, do zabrania czegoś do przekąszenia na spacer z dzieckiem. Tylko nie wiem, którą miałabym wybrać…

15 sukienek na romantyczną randkę + wyniki

Przyszły Walentynki, a i owszem. Mąż tylko nie dojechał… Przyjedzie do nas, po dwóch tygodniach nieobecności, dopiero jutro, a tymczasem mam dla Was kilka propozycji sukienek na idealną, bardzo romantyczną i najlepiej pierwszą randkę!
Jeśli romantycznie, to i kobieco. Odrobina kwiatów, koronki, lejące materiały. Róże, kokardy, plisy. Kolory jasne, ciepłe, pastelowe. Lub drobne urocze akcenty – motyle, rośliny, a nawet… arbuz? Tak, arbuz mnie całkowicie urzekł, więc nie mogłam go pominąć 🙂

1. Asos, cena: 104,18 euro
2. Azjatycki Styl, cena: 83,29zł
3. Asos, cena: 262,52 euro
4. Benetton/Zalando, cena: 239zł
5. Top Secret, cena: 49,99zł
6. PULL&BEAR, cena: 139,90zł
7. Zara, cena: 199zł
8. Azjatycki Styl, cena: 84zł
9. Molly Bracken/Zalando, cena: 269zł
10. Click Fashion, cena: 69,90zł
11. Azjatycki Styl, cena: 54,99zł
12. Click Fashion, cena: 89,90zł
13. Bershka, cena: 139zł
14. stylownia24, Decobazaar, cena: 329zł
15. Samodobro/ DaWanda, cena: 190zł

Mam też dla Was wyniki konkursu, w którym do wygrania były zestawy baz kosmetycznych z BliskoNatury.pl!

Powędrują one do:
Aleksandra K. – Ojla
Lady Lukrecja
Endrietta24
Karina M
domikrol@
KAmila Barczak

 Gratuluję i proszę o adresy do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl!

Cudownych walentynek Kochani! Nawet jeśli po prostu w domku, z przyjaciółmi lub komedią romantyczną!

Facebook