NapisałaAdriana Sadkiewicz

Marsz na ciuchy

Przyznam się Wam skrycie, że uwielbiam chodzić na ciuchy! Już kiedyś nawet o tym wspominałam. Za żadne w sumie pieniądze można zaopatrzyć swoją szafę w coś naprawdę ciekawego, nieraz unikatowego, z dobrą metką, świetnej jakości. No…świetna sprawa!

Poza oczywistą zaletą, jaką jest możliwość znalezienia czegoś ładnego, dodać tu jeszcze trzeba instynkt łowczy jaki się przy tym włącza. Jest to ponoć ten sam mechanizm, który odczuwamy choćby zbierając grzyby. Poszukujemy, polujemy, wybieramy, a jak już coś dorwiemy to oblewa nas przyjemne poczucie satysfakcji i dumy. Tak… dokładnie takie poczucie mam, kiedy wychodzę z moich osiedlowych ciuchów z czymś „nowym”. Znacie to uczucie?

SONY DSC

Tak naprawdę dopiero niedawno przekonałam się do takiej „grzebaniny”. Dosyć długo siedziała we mnie niechęć do przeszukiwania stosów używanych ubrań, nie znosiłam tego charakterystycznego zapachu, nigdy też wcześniej nie umiałam sobie nic fajnego znaleźć. Przekonały mnie dopiero miejsca, w których większość rzeczy wywieszona jest na wieszakach, tzw. wycena – z metką z już ustaloną ceną. Przypomina to zwykły outlet, ale wybór jest dużo ciekawszy. W mojej dzielnicy większość towaru pochodzi z Wielkiej Brytanii, mamy więc całą masę ubrań z metką Atmophere, Dorothy Perkins, Top Shop, Monsoon, H&M, Marks & Spencer, Zara, itp. Często są tu rzeczy nowe, ometkowane. Poza ubraniami mamy sporo angielskiej porcelany i ceramiki, dzięki czemu tworzę sobie swoja własną porcelanową kolekcję. Są zabawki, drobiazgi, lampy, stolnice, firanki, tapety i czego tam jeszcze nie ma! Instynkt szperacza i poszukiwacza staroci można w pełni zaspokoić!

SONY DSC

SONY DSC

Staram się trzymać kilku zasad w moich ciuchowych poszukiwaniach. Nic wielkiego, ale zapewne większość z Was zgodzi się ze mną, że…

  • na ciuchy nie chodzimy zbyt często, bo i tak nie ma sensu. Nowe dostawy są raz na tydzień czy dwa i to wtedy najlepiej znaleźć chwilę na zakupy;
  • dzieci i psy pozostawiamy w domu! Bo o ile pies jeszcze nawet może poczekać, to jęczące, znudzone dziecko raczej nie ułatwia nam sprawy. Szkoda męczyć i je i siebie 🙂
  • wybieramy tylko te rzeczy, które wyglądają jak nowe, nie są sprane, podziurawione, podniszczone;
  • wszystko mierzymy! Nawet jeśli coś jest tanie i wygląda na to, że się chyba zmieścimy, to w domu może okazać się, że jest zgoła inaczej. Szkoda nawet tych 10 zł!
  • Nie patrzymy bezkrytycznie na metkę z rozmiarem. Rozmiarówki na świecie bywają doprawdy różnorakie. Zamiast z góry odrzucić coś, co opisane jest dziwnym rozmiarem, mierzymy!
  • nie kupujemy „na siłę”, tylko dlatego, że jest „nawet nawet”, pomimo, ze gdzieś tam odstaje czy się marszczy. Nie ma co – po co nam ciuchy, w których nie czujemy się dobrze na 100%? Poczekajmy jeszcze tydzień czy dwa, z pewnością w końcu znajdzie się coś ekstra!

Zgadzacie się ze mną? A może macie swoje własne zasady, których się na takich polowaniach trzymacie? A może nie lubicie chodzić na ciuchy?

Ach, na zdjęciach kilka z moich najulubeńszych ostatnich zdobyczy!

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Owocowy olejek rozjaśniający w lesie schowany

Ukryty pośród traw, głęboko w lesie… No dobra… Może i nie znaleziony w lesie, a zrobiony przeze mnie, ale cudowny na pewno! Jeden z najlepszych olejków jakie kiedykolwiek zrobiłam – owocowy olejek rozjaśniający.

Jeśli Wasza skóra potrzebuje mocnego witaminowego kopniaka, jeśli pojawiły Wam się przebarwienia, np. po słońcu, jeśli macie cerę przygaszoną i poszarzałą, zróbcie koniecznie! Olejek pełen jest najczystszego dobra rodem z owoców! Najwięcej w nim maceratu jagód goji we frakcjonowanym oleju kokosowym. Jest to olejek niezwykle lekki, suchy, szybko się wchłaniający. Sprawił, że całość też jest lekka!

SONY DSC

SONY DSC

Do niego dodałam olej z pestek czereśni, czarnej porzeczki, kiwi i papai. Wszystkie pełne dobroczynnych składników i opóźniające procesy starzenia się skóry. Olej z czarnej porzeczki jest jednym z najbogatszych naturalnych źródeł kwasu gamma-linolenowego (GLA), który jest bardzo ważnym składnikiem dla skóry. Natomiast w olejku z papai skrył się enzym papaina, który naturalnie złuszcza naskórek! Do tak owocowej mieszanki dodałam jeszcze coś, co idealnie nam olej wzbogaciło – olejek cytrynowy. To on sprawia, że wszystko wspaniale pachnie.

Dzięki tak skomponowanej mieszance olejów, dużej ilości witaminy C, z której słyną jagody goji, złuszczaniu papai i olejkowi cytrynowemu, gotowy kosmetyk ma właściwości rozjaśniające przebarwienia. Używa się go z przyjemnością, bo jest naprawę lekki i pięknie pachnie. Koniecznie jednak należy pamiętać, aby stosować go jedynie na noc, pod krem – olejek cytrynowy na skórze, którą wystawimy na działanie promieni słonecznych może ją podrażnić.

Kosmetyk stosowany codziennie, wieczorem, na oczyszczoną, wilgotną skórę, przyniesie wspaniałe rezultaty!

SONY DSC

SONY DSC

Owocowy olejek rozjaśniający

Składniki

  • 30 ml oleju z jagód goji – maceratu we frakcjonowanym oleju kokosowym (ZielonyKlub.pl)
  • 10 ml oleju z pestek czarnej porzeczki (BliskoNatury.pl)
  • 10 ml oleju z pestek czereśni (BliskoNatury.pl)
  • 10 ml oleju z pestek papai (BliskoNatury.pl)
  • 10 ml oleju z pestek kiwi (BliskoNatury.pl)
  • 3 krople witaminy E (ZrobSobieKrem)
  • 10 kropelek olejku cytrynowego (ZielonyKlub.pl)

 

Wszystkie składniki wlewamy do wyparzonej buteleczki i dokładnie mieszamy. Olejek przechowujemy w ciemnym i suchym miejscu. Stosujemy wieczorem, jako serum pod krem, na oczyszczoną, stonizowaną skórę.

UWAGA raz jeszcze przypominam, że olej stosujemy jedynie wieczorem lub za dnia, jeśli nie mamy w planach wychodzenia w domu. Olejek cytrynowy wystawiony na słońce może podrażnić skórę.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

 

Kulinarnie: Ziemniaczane kotleciki z kurkami na rukolowym pesto

Ziemniaczane kotleciki z kurkami na rukolowym pesto – czyli sezonowy rodzinny obiadek nieco inaczej. Uwielbiam kurki! Z resztą – kto ich nie lubi? Postanowiłam więc wykombinować coś do nich. Idealnie sprawdziły się tu proste ziemniaczane kotleciki! Całość podkreśliła zielenina w mocno zmiksowanej postaci, ale o charakterystycznym wyrazistym smaku. Ach… nie mogłoby być też ziemniaków i kurek bez porządnej łyżki gęstej śmietany! Może i mało to wszystko dietetyczne, ale jakie dobre!

SONY DSC

 

Ziemniaczane kotleciki z kurkami na rukolowym pesto

Składniki

Kotleciki / na ok. 8-9sztuk

  • 800g ziemniaków
  • 2 średnie cebule
  • 2 jajka
  • łyżka mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka czarnuszki
  • łyżeczka białego pieprzu
  • łyżeczka gałki muszkatołowej
  • bułka tarta na panierkę, ok. 1,5 szklanki
  • sól
  • łyżka masła
  • olej do smażenia

Pesto

  • 4 garście świeżej rukoli
  • 2 łyżki oleju np. lnianego
  • ząbek czosnku
  • łyżka obranych migdałów
  • sól, piperz
  • kurki w dowolnej ilości
  • masło, sól
  • sezonowa żółta papryka
  • śmietana 18%

 

Ziemniaki obieramy, kroimy na drobniejsze i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Gotowe odcedzamy i odstawiamy do ostygnięcia. Cebulę kroimy na drobną kostkę i podsmażamy na złocisty kolor. W dużej misce ubijamy dokładnie ziemniaki i najlepiej przeciskamy przez praskę. Łączymy je z cebulą, czarnuszką, pipeprzem, gałką, mąką ziemniaczaną i jednym jajkiem. Solimy do maku. Wyrabiamy jednolita masę. Formujemy z niej niewielkie kotleciki, które panierujemy – najpierw maczamy w rozbitym jajku, a następnie obtaczamy w bułce tartej. Kotleciki smażymy na oleju aż będą złociste z obu stron. Odstawiamy na talerz pokryty ręcznikami papierowymi, które odciągną nadmiar tłuszczu.

W blenderze lub wysokim naczyniu miksujemy rukolę z migdałami, czosnkiem i olejem na jednolitą masę. Dodajemy soli i pieprzu do smaku.

Kurki przekładamy do miski i zalewamy gorącą osoloną wodą, aby się oczyściły. Następnie je odcedzamy i przekładamy na suchą ściereczkę. Smażymy je w całości na sporej ilości masła, lekko soląc, przez nie więcej niż 5 minut – kurki nie lubią długiego smażenia.

Paprykę kroimy na drobną kosteczkę.

Na talerze nakładamy pesto, na to kotleciki i kurki. Całość posypujemy lekko papryką. Można też delikatnie polać masłem spod kurek. Podajemy z łyżką śmietany.

Smacznego!

SONY DSC

W roli głównej: Serum Kuracja SQINIQA

Chociaż uwielbiam lato, musimy powoli zacząć przygotowywać siebie i swoja skórę na nieco chłodniejsze czasy. Już teraz noce są chłodne, wieczory rześkie. Już teraz więc chwytamy naszą dzisiejszą gwiazdę – Serum Kuracja krakowskiej marki SQINIQA. A nie jest to kosmetyk na upały. Oj, nie.

No tak… zacznijmy od tego, jak to się czyta, bo na pierwszy rzut oka mamy mały mętlik. Nazwę trzeba sobie najpierw powoli przeliterować – skinika. Nieczytelność tę uważam za drobny minus. Po chwili jednak się przyzwyczajamy i zauważamy, ze mamy tutaj dosyć modny zbitek anielskiego słowa z łacińskim „q”. Całość całkiem ładnie wkomponowana w logo. Pierwsze koty za płoty, możemy przejść do samego produktu.

Choć nie… jeszcze pociągnijmy wstęp. Marka SQINIQA do tej pory znana była z kosmetyków opartych na maśle shea przeznaczonych do salonów kosmetycznych. Rozwija się jednak, co słuszne, i wprowadza na rynek dwa ciekawe produkty – Serum Kuracja i Serum Regeneracja. Oba niezwykle proste, w zasadzie połączenia shea i olejów, ale właśnie w tym tkwi ich moc. A ja, jako zwolenniczka prostoty w składach, bardzo się z Serum Kuracja polubiłam (drugie jeszcze na mnie czeka).

SONY DSC

Słoiczek prosty, bardziej apteczny niż „naturalny”, ale pasuje do marki. Zawiera 50 ml serum i uważam, że jest to naprawdę sporo, bo mało co jest równie wydajne jak właśnie taki „tłuścioch”. Mamy tu więc czysty tłuszcz, samo roślinne dobro. A z czymś takim bardzo prosto przesadzić (co mi zdarzyło się wielokrotnie w moim życiu). Cały sekret pielęgnacji podobnymi kosmetykami, tkwi w ich bardzo niewielkiej ilości. Nie nakładamy Serum tak dużo jak kremu. Odrobinę. Tak, aby pokryło powierzchnię skóry bardzo cienką warstwą. I to na wieczór, na oczyszczoną, umytą, stonizowaną, jeszcze miękką od wilgoci skórę. Codziennie, konsekwentnie, mało.

Serum to w głównej mierze czyste masło shea. Do niego dodano bogate, odżywcze, zimnotłoczone oleje z awokado, czarnej porzeczki i pestek winogron. Całość uzupełniono antyutleniającą witaminą E i zapachem. Z zapachu sama czuję w sumie masło shea, więc ciężko mi tu powiedzieć, jaki on dokładnie jest. Jeśli znacie zapach masła shea, ten naturalny, to serum pachnie podobnie.

Już nazajutrz od pierwszego zastosowania widzimy efekty – skóra jest odżywiona i miękka. Przy serum nie trzeba stosować kremu na noc. Jeśli nie chcemy z niego rezygnować, dajemy jeszcze mniej serum na twarz. Żeby nie przeciążyć skóry. Kosmetyk koi i regeneruje. Muszę też zauważyć, że jest to produkt wielofunkcyjny – w zasadzie do wszystkiego! Nadaje się równie dobrze do pielęgnacji ust, jak i stwardniałych pięt czy łokci. Przez samego producenta polecany jest dla każdego rodzaju skóry, ale w szczególności do dojrzałej. Bo zwłaszcza dojrzałe i suche skóry potrzebują sporo odżywienia i wzmocnienia przed czynnikami zewnętrznymi.

Polecam! Serum ze SQINIQA

SONY DSC

Inspiracja: flaming

Siedzą mi w głowie te flamingi ostatnio! Są tak urocze, tak zabawne, tak… różowe, że nie można przejść obok nich obojętnie. A do tego tak totalnie, całkowicie wakacyjne! Nie byłaby ta fascynacja jednak aż tak intensywna, gdyby nie to jedno zdjęcie, które już kiedyś Wam pokazywałam, a do którego z największą chęcią wracam – flaming pływający nadmuchiwany. O jeju jeju… no cudo…

Postanowiłam więc zajrzeć do polskich sklepów w poszukiwaniu różowych flamingów!

flaming2

Zdjęcie nadmuchiwanego flaminga – Sugar and Charm

 

1.Wieszak Flamingo, Bahabay, MyBaze, cena: 23,20 zł

2. Serwis obiadowy z porcelany Flaming Kristoff, Evergreen, cena: 699 zł/ cały zestaw

3. Flamingi Hard Case iPhone, Be Nobles, cena: 110 zł

4. Torba Mana Neon XL #flamingo rulez, Mana Mana, Pakamera, cena: 200 zł

5. Genialne krzesło Louis Flamingo, Kare Design, cena: 1589 zł

6. Poduszka Medallion Flamingo, Kare Design, cena: 69,90 zł

7. Poduszka we flamingi, Polly Pattern, Pakamera, cena: 80 zł

8. Tapeta Pink Flamingi, eclectic living, MyBaze, cena: 105 zł

9. Pościel z wypełnieniem we flamingi, Le petit cochonnet, Pakamera, cena: 185 zł

10. Uroczy t-shirt, Meowhaus Clothing, MyBaze, cena: 95,20 zł

11. Spodnie dziecięce, Mamatu, Pakamera, cena: 117 zł

12. Bluza Flamingo Sweater, Mr.Gugu & Miss Go, Decobazaar, cena: 199zł

Przepis na orzeźwiająco-odmładzającą maseczkę ogrodową

Zawsze powiadam, że jak już spędzacie choćby popołudnie lub dzień cały w pięknych okolicznościach przyrody, w ogrodzie, na działce czy przy domku letniskowym rodziców, wykorzystajcie to co macie pod ręką i stwórzcie sobie prawdziwie szalony, kolorowy i wspaniały kosmetyk! O maseczkę najłatwiej, prawda? I to latem!

A jeśli lato jest tak upalne, jak to ostatnio doświadczamy, koniecznie musimy pomóc cerze ochłonąć! Musimy ją orzeźwić, aby nabrała blasku i świeżości! Ukoić, odżywić i dodać witamin. A cóż może nas orzeźwić lepiej od zerwanej przed chwilą, świeżej mięty? Z dodatkiem łagodzącego jogurtu? Hmm? I prawdziwej antyoksydacyjnej bomby owocowo-kwiatowej w postaci borówek amerykańskich i kwiatów hibiskusa! Całość niezwykle soczysta i kolorowa. A buzia, po całym dniu na słońcu, w końcu oddycha, jest miękka, oczyszczona i przyjemna w dotyku.

Mamy więc bardzo prosty skład, ale oczywiście możecie modyfikować go według uznania i dostępności ogrodowych darów. Mięta jest tu jednak najistotniejsza. Orzeźwia i skórę i umysł. Lekko chłodzi i stymuluje. Zarówno borówki jak i kwiat hibiskusa pełne są polifenoli i antocyjanów, które zwalczają wolne rodniki i pozwalają nam dłużej zachować młodość. Zawarta w nich witamina C i organiczne kwasy wzmacniają ścianki naczyń krwionośnych, chronią przed powstawaniem „pajączków” i lekko rozjaśniają.

Co ciekawe, doczytałam ostatnio u Hani Sobkowskiej, żeby nie łączyć borówek z mlekiem, bo białko w nim zawarte wiąże polifenole z owoców, zmniejszając tym samym ich działanie antyoksydacyjne. Nie wyobrażam sobie tutaj jednak lepszego ukojenia od tego, które daje nam dodatek jogurtu. Zwłaszcza w takie upały (tak, tak, już się skończyły, ale może powrócą!),

SONY DSC

Orzeźwiająco-odmładzająca maseczka ogrodowa

Składniki:

  • 2 łyżki rozdrobnionych płatków mięty
  • 2 łyżki borówek amerykańskich
  • 2 łyżki rozdrobnionych kwiatów hibiskusa
  • 2-3 łyżki jogurtu greckiego

Całość dokałdnie mieszamy. Najlepiej wszystko zmiksować blenderem na drobna papkę. Ewentualnie można dobrze ugnieść widelcem. Maseczkę odstawiamy na przynajmniej dwie godziny do lodówki, aby składniki się dobrze połączyły, a maska ostygła. Nakładamy ją na oczyszczoną skórę, lekko masując palcami. Pozostawiamy na buzi przez 15 minut, spłukujemy chłodną wodą.

Maskę należy zużyć tego samego dnia. Jeśli nam trochę pozostanie, warto wmasować ją w dłonie lub stopy.

SONY DSC

Facebook