Posts Tagged‘robienie mydła’

Z pasji: Ministerstwo Dobrego Mydła

Uwielbiam podglądać ludzi, którzy tworzą i żyją z pasją! Anię i Ulę podglądam od bardzo dawna, na Facebooku. Najpierw z ciekawości, bo ktoś udostępnił, zaglądałam i podziwiałam babeczki do kąpieli. Potem dziewczyny zaczęły ewoluować! I to jak! Kształciły się, działały, czarowały! Co jakiś czas zdawały relację z kolejnych etapów zamian. Byłam więc na bieżąco z Ministerstwem Dobrego Mydła. I za każdym razem, za każdą zmianą, przy każdych trudnościach, miałam wrażenie, że jestem z nimi w ich wędrówce i trzymam kciuki za realizację ogromnego marzenia o wspaniałej mydlarni! 
Dziewczyny są już na końcu długiej drogi przygotowań, a na początku jeszcze ciekawszej przygody z działającą mydlarnią. Sprzedaż ruszyła, strona będzie za chwilę. Nie mogłam o nich nie napisać! Zwłaszcza, że ogromnie podoba mi się ich szata graficzna, zdjęcia i pomysł na siebie!
Poznajcie Ministerstwo Dobrego Mydła oraz jego twórczynie – Anię i Ulę!
Skąd pasja?

Właściwie od zawsze interesowały nas klimaty eko. Dobrego jedzenia, dobrych kosmetyków. 10 lat temu kupowałyśmy ekologiczne kremy niemieckich marek za kosmiczne, uskładane miesiącami pieniądze.
Ja już wtedy mieszkałam w Warszawie, wynalazłam kilka sklepów z mydłami krojonymi na wagę. Wszystko było zawijane w papier, rafię, z dodatkiem naturalnych składników. Znów odkładane pieniądze, ale cieniutkie plasterki drogiego mydła cieszyły, że mamy coś dobrego w łazience. Do momentu w którym nie przeczytałyśmy składu ze zrozumieniem. Okazało się, że to najzwyklejsze mydła toaletowe, zrobione z prefabrykatu, obarczone wysoką marżą. Wściekłe zaczęłyśmy szukać w google jak zrobić mydło samemu. W Polsce panowała w tym temacie cisza absolutna, ale trafiłyśmy na jakieś pojedyncze przepisy rodem z USA. Później, po nitce do kłębka, objawił nam się cały mydlany świat. Kolory, zapachy, dodatki, glinki, zioła, oleje i masła, techniki i metody.

Robienie mydła jest genialne. Jest połączeniem miliona różnych czynności, a efekt finalny zależny jest od sumy czynników. Praca nad mydłem nigdy się nie nudzi. Jest recepturowanie – twarda wiedza o olejach i masłach, liczenie, kombinowanie, porównywanie i ustalanie proporcji. Gryzienie ołówków, przesuwanie przecinków. Każdy olej ma swoje właściwości, każdy inaczej się zmydla, trzeba lat pracy, zrobienia dziesiątek prób mydełek jednoolejowych i obserwowania ich przez miesiące, porównywania jak się pracuje z każdym z nich i jakie efekty daje; potrzeba lat żeby umieć przewidzieć jak będzie wyglądało mydło którego skład olejowy mamy tylko na papierze.

Jest projektowanie wyglądu mydła: koloru, formy, pieczęci, rodzaju zdobień. Można stosować rozmaite techniki, łączyć barwy, kontrastować, dodawać faktury, peelingi, kontrolować pojawianie się białego osadu który jest naturalną dla mydeł rzeczą, ale przy odrobinie wiedzy można manipulować jego ilością, gęstością. 
Aromaterapia – jeśli się tylko chce warto poznać całą tę gałąź wiedzy i potem wykorzystywać ją przy tworzeniu mydeł. Zielarstwo – które zioła najlepiej macerować, które dodawać w całości, co z czym łączyć, o czym w ogóle nie myśleć. Design opakowań, tworzenie marki, sprzedaż, dystrybucja, pozyskiwanie surowców – trzeba odnaleźć w roli mikroprzedsiębiorcy. Tymi zadaniami można by obdzielić co najmniej kilka osób.

Mydło ma milion stron! Żeby dobrze je wytwarzać, trzeba być na maksa elastycznym, mieć zapał zarówno do stania przy garach jak i klikania komputerową myszką. Mydło jest również zagadką! Ciągle uczymy się czegoś nowego, to potwornie wciągająca i pasjonująca rzecz. Strasznie miło robić coś fajnego i cieszyć się, kiedy klienci piszą z zadowoleniem, że niczym innym się już nie myją. Miło jest zasypiać myśląc nad tym jak będą wyglądały lawendy i budzić się kombinując skąd ściągnąć dobre masło kakaowe. Mydło to niekończąca się inspiracja.

Co takiego jest w mydłach

Nasze mydła od sklepowych różnią się właściwie wszystkim. Zresztą to, co często kupujemy w marketach nie jest właściwie mydłem a syndetem- syntetyczną kostką myjącą. A jeśli już jest mydłem to zazwyczaj składającym się głownie z oleju palmowego i kokosowego z dodatkiem tłuszczu zwierzęcego (Sodium Tallowate). Olej palmowy i kokosowy, a także łój zwierzęcy, dają mydło twarde i dobrze pieniące się, ale nadmiernie wysuszające skórę. W tradycyjnym rzemiośle mydlarskim nie stosuje się tych olejów więcej niż do 30% receptury. Nasze mydła nie zawierają tłuszczów zwierzęcych, zawierają za to mnóstwo oliwy z oliwek, oleju rycynowego, masła kakaowego i masła shea. Ich receptury są tak pomyślane, by w finalnej kostce pozostawało 3 do 6% niezmydlonych tłuszczów które chronią skórę podczas mycia i sprawiają, że się nie przesusza. Do tego zero emulgatorów, SLSów, Bisfenoli, Triclosanu, EDTA, sztucznych barwników i innych szkodliwych dodatków. Jedyną sztuczną substancją jaka w niektórych przypadkach trafia do naszych mydeł jest aromat. Trzymamy stronę ekologii, ale czasem pozwalamy sobie na zapach czekolady. Szukamy wtedy atestowanych, świetnych aromatów kosmetycznych.

Zawsze zaczynamy od zaplanowania funkcji mydła. Potem kombinujemy nad kolorem, zapachem, wyglądem. Bardzo wymagające są Ananasy – musimy je ręcznie wykrawać i stemplować – to wymaga mnóstwa czasu. Długo walczyłyśmy z brązowymi warstwami w orkiszach żeby ładnie się oddzielały, nie traciły koloru i oblekały się typowym dla mydła białym nalotem. Obecnie pracujemy nad mydłem dla osób aktywnych fizycznie. Ma ono być idealne do mydelniczki tych, którzy pływają, chodzą na fitness czy uprawiają sport zawodowo. Kombinujemy z oczyszczającą glinką ghassoul, z odżywczą cytryną i takim zestawem olejków eterycznych, by mydełko miało silne właściwości antybakteryjne i antygrzybiczne, a jednocześnie świeżo i energetycznie pachniało. Mieszamy, mieszamy i nie możemy dojść do porozumienia (śmiejemy się;)))

Zawsze śmiejemy się, że tego trzeba po prostu spróbować. Wiele osób opowiada nam, że odkąd umyły się naszym mydłem zrozumiały, czym dobre mydło w istocie jest. I że nie chcą się już myć niczym innym. To dla nas największy komplement. 

Na jakim etapie jest Ministerstwo

W chwili obecnej Ministerstwo znajduje się w punkcie do którym marzyłyśmy od lat. Niemal roczna walka o otwarcie pracowni została zakończona sukcesem. Rwałyśmy sufity, kaflowałyśmy ściany, kładłyśmy wykładziny – teraz wszystko jest idealnie. Odbiór sanitarny nasza pracownia przeszła (jak powiedziały panie z Sanepidu na 6 :)) . Wdrożyłyśmy standardy GMP – dobrej praktyki produkcji. To oznacza, że wytwarzamy w środowisku idealnie zgodnym z bardzo restrykcyjnymi normami UE, posiadamy też pełną dokumentację tych standardów. Nasze mydła pomyślnie przeszły również testy mikrobiologiczne w Koszalinie, każda receptura została też zatwierdzona przez tzw. Safety Assessora czyli osobę zajmującą się oceną bezpieczeństwa kosmetyku. To czasochłonne i bardzo kosztowne procedury konieczne jednak do legalizacji produktu i przede wszystkim pewności, że jest on bezpieczny dla konsumenta.

Przy pomocy genialnego Łukasza Hendzla z www.parishendzelstudio.com udało nam się, po roku prób, stworzyć spójną i czystą identyfikację – Łukasz opanował wszystkie nasze szaleństwa i umieścił je w etykietach, opaskach na mydło, pieczęciach i naklejkach, które mówią o nas więcej niż same umiałybyśmy powiedzieć. Możemy też pochwalić się znakiem – dwiema falami oraz kamieniem jako, że jesteśmy dwoma siostrami które urodziły się, dorastały i pracują w Kamieniu Pomorskim. Mydła przez nas sprzedawane widnieją również w europejskiej bazie kosmetyków CPNP.  Jesteśmy rzetelnie przygotowane do uczciwej sprzedaży.

Mamy swój fanpage na fejsbuku https://www.facebook.com/ministerstwodobregomydla, mamy swój instagram #ministerstwodobregomydla, mamy też własny sklep internetowy www.ministerstwodobregomydla.pl (rusza już we wtorek). Można nas również zakupić na pakamera.pl, decobaazar.pl i na allegro, a już niedługo zasilimy grono rzemieślników wystawiających swoje produkty na dawanda.com. W kolejce do realizacji czeka kilka nowych projektów. Po cichu możemy powiedzieć, że już niedługo nasz asortyment solidnie się poszerzy:))


Praca była i nadal jest kosmicznie wielopolowa. Od recepturowania, testowania nowych pomysłów, wymyślania designu produktów, prac nad opakowaniami, stroną legislacyjną, przez poszukiwanie nowych surowców, księgowość, prace nad social media i współpracę z mediami aż po codzienne wytwarzanie, pakowanie i wysyłanie produktów. Gdyby przydzielono nam dodatkową dobę na każdy dzień pracy na pewno rozdysponowałybyśmy ją w całości;)

To, co przyświeca nam od pierwszego wytworzonego 6 lat temu mydła, jednocześnie utrudniając i uprzyjemniając nam życie, to bezkompromisowy sposób realizacji założonych celów. Mydło ma zły kolor, nie tak pachnie, coś nie wyszło jak trzeba – nie sprzedajemy. Tracimy. Zatrudniłyśmy 8 grafików zanim udało nam się wypracować identyfikację, którą pokochałyśmy. Wydałyśmy na to pieniądze za które równie dobrze mogłybyśmy kupić fajne używane auto. Ale uparłyśmy się, że ma być tak, jak wymarzyłyśmy. Odkładamy każdą złotówkę żeby zamawiać świetne, certyfikowane surowce. Nasze receptury składają się z dużej ilości oliwy z oliwek, a obok tańszych olejów takich jak kokosowy czy palmowy (które fantastycznie utwardzają mydło dając mu obfitą pianę) zawierają też nierafinowane masło shea, nierafinowane masło kakaowe, olej rycynowy i olej ze słodkich migdałów. To oleje bardzo drogie, ale nie wyrzucimy ich z receptury, bo to one sprawiają, że nasze mydło różni się od innych.

Jest mnóstwo obszarów, w których strasznie sobie życie utrudniamy. Długofalowo zawsze jednak okazuje się, że było warto. Że stojąc za stoiskiem z naszymi mydłami nie musimy schylać głów pakując towar klientom. Możemy dużymi literami pisać składy, odpowiadać na pytania i cieszyć się, że ludzie do nas wracają.

Plany

Tak wielu mydeł jeszcze nie zrobiłyśmy! Nie skończyłyśmy prac nad recepturą mydła do golenia, nie zaczęłyśmy nawet prac nad mydłem dla psów, wciąż pracujemy nad mydełkiem różanym. Testujemy możliwości mydła miętowego z mentholem, chciałybyśmy mieć czas na dopracowanie mydeł solnych w których 70% kostki to sól morska – doskonały i delikatny peeling. Wprowadzanie wciąż nowych receptur, to nasze wyzwanie na najbliższe miesiące:)

Pasja, mydła i Veggie Bubbles

Tak się miło składa, że co jakiś czas mam okazję poznawać dziewczyny pełne pasji i pomysłów. Z kosmetycznym nastawieniem oraz wielkimi planami, do których dołącza ogrom wiedzy i umiejętności. Dziewczyny powoli dążą do spełniania swoich marzeń. Może nie od razu, może nie na szybko, ale konsekwentnie. Jeszcze pewnie nie raz o wielu z nich usłyszymy, bo kiedyś nagle się okaże, że nasza łazienka wypełniona jest cudami przez nie stworzonymi.
Chciałabym Wam te dziewczyny przedstawiać. Co jakiś czas. A zaczynamy od Uli.
Ula robi mydła. Ale jakie! Jakiś czas temu dostałam od niej maila, że chciałaby mi kilka tych swoich mydełek przesłać. Cóż, oczywiście, że się zgodziłam. Dawno to było, ale mydełka nie zniknęły gdzieś w czeluściach szafki łazienkowej. O nie! One sprawiły naprawdę dużo radości, bo musicie wiedzieć, że są to jedne z najlepszych mydeł, jakie używałam. Bardzo bardzo przyjemnie tłuściutkie, całkowicie naturalne i cudownie pachnące. Najbardziej urzekło mnie to o zapachu pomarańczy z cynamonem. Boskie.
Na mydła padło całkiem przypadkiem! Od dawna nie kupuję kosmetyków
testowanych na zwierzętach, więc eksperymentowałam z kremami domowej
roboty, peelingami, balsamami do ust, oliwkami do ciała i w końcu
sięgnęłam po receptury mydlane. Mydła to wyjątkowa dziedzina kosmetyki,
która jest połączaniem wypiekania łakoci, majsterkowania, domowego
laboratorium i tworzenia domowej sztuki – więc jest to mega przyjemne
kombo, ale, uwaga, bardzo silnie uzależniające!! Jeśli ktoś nie chce
oszaleć na punkcie domowych mydeł, nie powinien w ogóle zaczynać
wyrabiać ich samodzielnie 🙂 Zapewniam jednak, że warto dać się
ponieść, ponieważ mydło daje nieskończone możliwości tworzenia! 
Nie
przypadkiem natomiast padło na taki skład moich mydeł. Wszystko co wyrabiam
musi być jak najmniej szkodliwe dla skóry, zdrowia i środowiska.
Naturalnym więc kierunkiem stały się składniki, które wyrosły na
drzewach, krzakach, łodygach – wykiełkowały gdzieś z ziemi, bądź
powstały z niej – mam tu na myśli glinki kosmetyczne. Absolutnie odcinam
się od wyzysku zwierząt i dewastowania ich domów! Moje mydła są wegan
friendly, cruelty free i palm oill free (nie zawierają oleju palmowego w
żadnej postaci)!!! W tej dziedzinie w Veggie Bubbles nie ma
kompromisów! Surowce i półprodukty pochodzą od dostawców nie testujących
na zwierzętach. Tyczy się to absolutnie wszystkich składników, od
olejów bazowych, po zapachy i koloranty. 
I tu jest cały FUN! Składniki
roślinne są przepiękne, ale i kapryśne, lubią płatać figle i nie
przejmować się założeniami twórcy. Krojąc każdą porcję mydła tak
naprawdę nie wiem co znajdę w środku, jaki wzór, jak się pomieszają
kolory, jakie one będą po tym jak mydło dojrzeje.  
Jest jeszcze jeden aspekt, który bardzo przywiązuje do tego hobby – przy
mydłach się chodzi, jak przy pisklętach… Po wyrobieniu trzeba na nie
czekać kilka tygodni aby “dojrzały”, w tym czasie się je waży, przewraca
z boczku na boczek, dogląda czy mają dość powietrza, aby mogły równo
schnąć, czy nie leżą w miejscu zbyt jasnym, zbyt ciepłym, co mogłoby
zniszczyć kolor i zapach. Takie nasze trochę dzieci 🙂 
Mydła wyrabiane
ręcznie są po prostu cudowne!!! 
Gdyby ktoś mnie zapytał o marzenia, to musiałabym wygłosić swoisty
banał: marzę o tym, aby ludzie zaczęli czuć się elementem przyrody,
delikatnego łańcucha życia – a nie jej panami. Banał… Ale to jest moje
prawdziwe duże marzenie! Małym marzeniem jest to, że może uda mi się
jakoś do tego przyczynić, chociaż w ułamku procenta 🙂 Kiedy ktoś nie
zdający sobie sprawy z tego, jak podle działa przemysł kosmetyczny, ten
duuuuuży, reklamujący się w TV, poza którym niekiedy nie widać innych
rozwiązań, otrzyma taki produkt jak moje mydła i zacznie czytać: nie
testowane na zwierzętach, bez oleju palmowego, bez sztucznych
kolorantów, bez syntetycznych zapachów – to może uruchomi to w danej
osobie myślenie o tych arcyważnych sprawach. 
W przyszłości chciałabym
opowiedzieć troszkę więcej o składnikach których używam i dlaczego nie
używam innych, dlaczego kolorowe zioła i glinki, zamiast chemicznie
pozyskiwanych proszków? Ponieważ produkcja współczesnych pigmentów jest
ogromnie szkodliwa dla środowiska, wód gruntowych i dla nas samych.
Chciałabym aby choć jeden “ktoś” zatrzymał się w chwili refleksji, a
potem zaczął szukać informacji na temat tego, jak nas przemysł
kosmetyczny (i spożywczy) truje i robi w balona za nasze własne
pieniądze.

Dziękuję za cierpliwość i zapraszam do nas na www.facebook.com/VeggieBubbles
Całuję Was mocno!
Ula 
Facebook