Wprost nie można nie pozachwycać się coraz częstszym nawiązaniem marek modowych do jakże ciekawych lat zeszłego stulecia. Wciąż i wciąż napotykam cudowne nawiązania do lat 60-tych i 70-tych. Serce mocniej bije na ich widok! Stanowczo!
Nie mogło więc zabraknąć tych pięknych modowych inspiracji i w Lili!
Nawiązania do dawnych czasów są tu bardzo widoczne, wszystko jednak płynnie wpisuje się we współczesność. Mamy więc szalenie kobiece ubrania i akcesoria w łagodnych kolorach ziemi, czasem z mocnymi wzorami, efektem szylkretu czy charakterystycznym akcentem. Wszystko piękne!
Mobile Earrings – Kolczyki wykonane ze srebra oraz nieregularnych naturalnych pereł / KOPI
FEMI Nawilżająca Śmietanka do demakijażu – pielęgnacja cery śmietanką zasobną w wodę różaną i olej z oliwek oraz wyszukane ekstrakty roślinne, przynosi łatwo osiągalne efekty szybkiego nawilżenia i wygładzenia skóry, łącząc niezwykłą skuteczność z przyjemnością, niezależnie od pory w jakiej się ją stosuje / FEMI
Pierścionek wykonany ręcznie ze złota żółtego 8K (333), ozdobiony pięknym, naturalnym turmalinem / Dawid Pandel
Make Up! Naturalna pomadka i róż 02 z wyciągiem z borówki – czyli nowość Make Me Bio, wzbogacona olejkami z arganu, jojoby i malin – które odżywiają i zmiękczają usta / Make Me Bio
PANTER SCARF – Apaszka z autorskim nadrukiem, zaprojektowanym przez Natalię Kopiszka – KOPI / KOPI
Za dużą częścią manufaktur kosmetycznych, z którymi miałam do czynienia, stoją wspaniałe, pełne zaangażowania i pasji, a co równie ważne, ogromnie sympatyczne dziewczyny. Tak jest i w tym przypadku!
Marika ma też specjalny dar. Potrafi zakląć dobrą energię w małych słoiczkach i buteleczkach. Kiedy bowiem tylko się je otwiera, zaczarowują nas, wywołując uśmiech na twarzy, wprawiając w dobry nastrój i chęć do działania.
Albo po prostu Marika umie dobrze komponować olejki eteryczne, które to właśnie tak wpływają na nasz organizm.
Tak jest i w tym przypadku.
Ale od początku! O marce W Organics pisałam Wam już kiedyś. Wtedy jeszcze nazywała się Willow Organics i to Willow bardzo mi się podobało. Niestety jednak, z różnych nieznanych mi względów, których mogę się tylko domyślać, pozostało samo „W”. Przynajmniej bardzo charakterystyczne jest to „W”. Zajrzyjcie więc najpierw koniecznie do tamtego wpisu – TUTAJ. Znajdziecie tam więcej informacji o marce, o tym, jak bardzo podoba mi się jej identyfikacja wizualna, a także pozostałe jej kosmetyki.
A teraz skupmy się na nowości o bardzo smakowitej i modnej (kaktusy są bardzo na topie) nazwie – Cactus Smoothie!
Jest to Serum Rewitalizujące, w którym nie można się nie zakochać! A właściwie nie można się od niego nie uzależnić! Rano działa lepiej od kawy! A wieczorem cudownie poprawia humor. Bo jak to pachnie! Totalnie energetyzująco, choć wcale nie jest to bardzo oczywisty zapach. Jest to połączenie olejku eterycznego z grejpfruta z olejkiem z drzewa różanego. Połączenie, które nie przyszłoby mi chyba do głowy, a jakże jest genialne. Dla samego tego zapachu można serum w ciemno kupować!
Choć nie sam zapach mi się tu tak bardzo spodobał. Moja skóra ma na bakier z samymi olejami. Stosuję je więc bardzo rozważnie, w niewielkich ilościach. To jednak kaktusowe smoothie przyjęła zdumiewająco dobrze. Zaznaczam jednak, że zawsze stosuję je z połączeniu z kwasem hialuronowym, które to połączenie jest dla mnie najlepszym z możliwych. Zawsze też później nakładam nieco kremu nawilżającego. Serum stosuję zazwyczaj na noc, ale i często na dzień. Nie ma żadnego problemu z nadmiarem oleju czy ze świeceniem, skóra za to staje się bardzo miękka i dobrze przyjmuje makijaż.
Zacytuję teraz ze strony co nieco informacji o składzie serum:
„Cactus Smoothie bazuje na oleju z opuncji figowej – jednym z najpopularniejszych i najbardziej drogocennych olejów anty-aging! W składzie znajdziesz również olej z owoców dzikiej róży, wyjątkowo bogaty w witaminę C, która wspomaga usuwanie zmian pigmentacyjnych. Olej z dzikiej róży zmiękcza, poprawia jędrność skóry i wzmacnia naczynia krwionośne.
W serum wykorzystaliśmy właściwości napinające i wygładzające oleju z
nasion malin, a także olej ryżowy, który jest źródłem gamma-oryzanolu –
silnego antyutleniacza, neutralizującego wolne rodniki i chroniącego
skórę.
Ekstrakt z żeń-szenia poprawia ukrwienie, rewitalizuje i stymuluje regenerację tkanek. Naturalne funkcje odnowy skóry pobudza również ekstrakt z granatu. Z kolei olejki eteryczne zostały dobrane pod kątem właściwości aromaterapeutycznych – poprawiają nastrój i przywracają równowagę.
Jedną z głównych substancji aktywnych jest koenzym Q10, który wpływa na zmniejszenie głębokości zmarszczek i zapobiega skutkom fotostarzenia. Jest silnym antyutleniaczem i dociera do głębszych warstw skóry. Działa w symbiozie z witaminą E, która również zapobiega przedwczesnemu starzeniu i powstawaniu zmarszczek oraz wspomaga ochronę przed promieniami UV. „
A cały skład wygląda tak: Olej z opuncji figowej, Olej z dzikiej róży, Olej z nasion malin, Olej ryżowy, Olej słonecznikowy, Witamina E, Ekstrakt z żeń szenia, Ekstrakt z jagód Goji, Koenzym Q10, Ekstrakt z granatu, Ekstrakt z rozmarynu, Olejek z grejpfruta, Olejek z drzewa różanego.
Jest więc naturalnie, prosto i starannie. Prawdziwy koktajl dla skóry i zmysłów (zapach!). Coś, co każda kobieta w okolicach 30-stki powinna mieć w swojej łazience. Ot, małe rozpieszczenie dla siebie i zastrzyk jędrności dla cery. Serum w połączeniu z kwasem hialuronowym pozostawiają skórę tak przyjemną w dotyku, że cały czas chce się ją głaskać. Widocznie też wpływają na jej regenerację i napięcie.
I jeszcze raz muszę napisać – jak to pachnie!
Mamy więc kosmetyk, którego używanie to doprawdy najczystsza przyjemność! Bardzo polecam!
Natknęłam się na jedną z ich realizacji gdzieś w internecie i od razu wiedziałam, że muszę odnaleźć stronę i przyjrzeć się temu, co robią.
I nie zawiodłam się!
Studio BOWER mieści się w Nowym Jorku, a tworzą go Danny Giannella, Tammer Hijazi i Jeffrey Renz. Trójka ta projektuje przedmioty użytkowe, z głównym naciskiem na lustra.
Lustra doprawdy niezwykłe! Tworzące iluzję, sprawiające wrażenie głębi, nowego wymiaru, przestrzeni. Zamieniają się w centralne punkty wnętrz, przyciągają uwagę, pobudzają wyobraźnię.
W studio powstają także niebanalne meble, lampy i akcesoria. O nieoczywistych liniach i przeznaczeniu. Wszystko w pełnej zgodzie z trendami, a zapewne wręcz – sami je kreują.
Mam dzisiaj dla Was nowy pomysł! Jakże apetyczny! Dzisiaj robimy kąpielowe tartaletki cynamonowe z cudownym mleczno-cytrynowym kremem!
Chciałoby się zjeść, prawda?
A tymczasem nasz cynamonowy spód będzie nam wspaniale w wannie z wodą musował, a krem pełen mleka i masła shea ukoi i wypielęgnuje skórę. No i jak to pachnie! Mamy tu całkowicie naturalne zapachy – aromatyczny cynamon i świeża cytryna. Połączenie jednocześnie relaksujące i energetyzujące!
I wcale, a wcale nie są trudne do zrobienia!
Kąpielowe tartaletki cynamonowe z kremem cytrynowym
Składniki / na 10 sztuk:
50 g masła shea rafinowanego
4 cytryny
100 g sody oczyszczonej
50 g kwasku cytrynowego
30 g skrobi ziemniaczanej
2 łyżki cynamonu
9 łyżek oleju ryżowego lub z pestek winogron
100 g mleka w proszku
opcjonalnie: 20-30 kropelek olejku cytrynowego
odrobina wody do spryskiwania
do przybrania – gałązki rozmarynku lub skórka z cytryny
DZIEŃ I
Pierwszego dnia robimy spody tartaletek i macerujemy cytrynę w maśle shea, aby pięknie cytrynowo pachniało.
Do zrobienia spodów:
Przygotowujemy miskę, do której wsypujemy sodę, kwasek, skrobię i cynamon. Dolewamy 2 łyżki oleju np. ryżowego. Wyrabiamy ręką „ciasto” na tartaletki, co chwilę lekko spryskując wodą (może być butelką ze spryskiwaczem lub po prostu po kilka kropelek z ręki). Jeśli dodamy za dużo wody, mieszanina zacznie mocno musować. Musowanie gasimy palcami i wciąż wyrabiamy całość, do uzyskania jednolitej konsystencji. Ciasto musi być na tyle zwarte i wilgotne, że jeśli zamkniemy jego część w dłoni i ją otworzymy, pozostanie nam zbity kształt. Coś podobnego jak piasek do budowania zamków.
Gotowe ciasto przekładamy do 10 silikonowych foremek na muffinki, do około 1,5-2 cm wysokości, wyrównujemy palcami. Niewielkim okrągłym przedmiotem odciskamy kształt tartaletki. Ja użyłam opakowania na posypki cukrowe. Mocno dociskałam nim nasze ciasto w foremkach, dzięki czemu powstało zagłębienie na krem. Foremki odkładamy na całą noc do stwardnienia.
W między czasie obieramy woskową część skórki z dwóch cytryn. Przekładamy je do ceramicznej miseczki, dodajemy masło shea i odstawiamy do kąpieli wodnej do podgrzewania na bardzo małym ogniu. Pozostawiamy tam na 2-3 godziny, nie dopuszczając do zbytniego podgrzania masła. Po tym czasie odstawiamy miseczkę na noc. (Polecam przy okazji posmarować sobie usta takim cytrynowym masełkiem).
DZIEŃ II
Spody tartaletek wyciągamy z foremek. Masło ponownie przekładamy do kąpieli wodnej, aby się roztopiło.
Do miski wsypujemy mleko w proszku. Na tarce ścieramy skórkę z dwóch cytryn i przekładamy całość do miski z mlekiem. Przelewamy roztopione masło, uważając, aby skórki cytryn nie wpadły do miski. Dolewamy też 7 łyżek wybranego oleju. Jeśli uznamy, że zapach jest za słaby, dodajemy olejek cytrynowy. Mieszamy całość intensywnie, do uzyskania jednolitej konsystencji kremu do tortów.
Krem przekładamy na nasze cynamonowe spody. Dekorujemy według uznania i odkładamy na pół godziny do stwardnienia.
Na jedną kąpiel wrzucamy do wanny jedną tartaletkę. Relaksujemy się… 🙂
UWAGA
Tartaletki, a dokładniej cynamon, zapewne zabrudzą nieco wannę. Wystarczy przetrzeć pozostałości gąbeczką.
Jeśli masz wrażliwą skórę, zamiast cynamonu, dodaj kakao.
Wiosna, drodzy moi, wiosna. Wprawdzie mocno przyspieszona światowymi zmianami, ale przyznam, że już jej się doczekać nie mogłam.
I dlatego każda jej oznaka, każdy zwiastun, każdy pączek, wracający ptak czy cieplejszy promień słońca na twarzy, tak bardzo cieszą.
Mam postanowienie.
Nie miałam tych noworocznych, mam za to wiosenne.
Boleję zawsze nad ulotnością wiosny. Tym jej ekspresowym przemijaniem, przeobrażaniem w kolejne stadium, aż w pełnie wybuja nam latem. Uciekają te chwile, te momenty ledwie, kiedy kwitną wszystkie po kolei kwiaty. Kiedy przyroda zmienia się jak oszalała, buzuje, bzyczy, pyłkuje.
Zawsze mam wrażenie, że nie nadążam. Nie nadążam nasycić oczu, nawdychać się zapachu fiołków i kwiatów mirabelki.
Mam więc postanowienie – będę się starać chwytać tę ulotność wiosny. Doświadczać jej każdego dnia. Uważnie i spokojnie. Cieszyć się nią i podarować ją mojej Róży. Aby i ona wszystko mogła zauważyć. Abym ja mogła na nią patrzyć, kiedy i ona doświadcza tej wiosenności.
Jesteście ze mną?
Na początek, jakże ulotne – przebiśniegi.
Już są! Zaraz ich już nie będzie.
Pozostaną tutaj 🙂 Zainspirowały mnie bowiem mocno!
Mam jeszcze dla Was wiosenną, bardzo dobrą zapowiedź!
Zbliżają się kolejne Ekocuda! I to aż w trzech miastach!
Oto kilka słów od organizatorów:
WIOSENNE EKOCUDA JUŻ
WKRÓTCE W TRZECH MIASTACH!
Ekocuda łączą miłośników kosmetyków naturalnych i integrują społeczność branży eco. Dają także przestrzeń do edukacji na temat ważności świadomych wyborów przy zakupie produktów, które stosujemy w codziennej pielęgnacji czy makijażu. W jesiennych edycjach targów wzięło udział blisko 37 tys. odwiedzających – to dotychczasowy rekord, który patrząc na rosnącą popularność kosmetyków naturalnych, przy wiosennej odsłonie ma szansę się powtórzyć. Ekocuda odbędą się bowiem aż w trzech miastach – Gdańsku, Warszawie i Poznaniu.
Eko to nie moda, to styl życia, który wybiera coraz więcej Polaków. O tym, w jak szybkim tempie rozwijają się Ekocuda, świadczy rosnąca z roku na rok frekwencja, przybywa uczestników, a także wystawców. Coraz częściej decydujemy się na produkty wolne od chemii i dodatkowych substancji, zwracając uwagę zarówno na skład, jak i na warunki produkcji oraz opakowania.
Ekocuda to jedyne miejsce, w którym można zapoznać się z tak szeroką ofertą kolorowych i pielęgnacyjnych kosmetyków naturalnych. Wielu producentów dopiero debiutuje na rynku, targi są więc doskonałym miejscem do przetestowania najnowszych trendów w branży. Jeśli zależy nam na zmianie lub poprawie naszego sposobu pielęgnacji, warto dowiedzieć się u źródła, jak powinien przebiegać cały proces. Podobnie jak podczas wcześniejszych Ekocudów, tak i teraz będzie możliwość skorzystania z warsztatów makijażu kosmetykami naturalnymi oraz posłuchania inspirujących wykładów prowadzonych przez ekspertów z branży. Wstęp jest bezpłatny.