o!figa

Do marki o!figa mam stosunek mocno sentymentalny i subiektywny. Serce moje całe jest z nią od samego jej początku. Dobrze bowiem wiecie, że o!figa przyobleczona jest w moją grafikę. Niemniej jednak potrafię też całkiem surowym okiem spojrzeć na kosmetyki – ich skład i działanie. Tylko czy jest się w zasadzie tu do czego przyczepić?


No doprawdy – długo trzeba by było szukać!

Pisałam Wam już o o!fidze wielokrotnie – tutaj o jej pierwszym produkcie, tutaj o samej identyfikacji, a całkiem niedawno – tutaj – o aktualnościach zawodowych i nowości marki. Mam to szczęście, że z racji ciągłej współpracy – tworzenia grafik, zdjęć i tych szalonych kolaży, jestem na bieżąco ze wszystkimi produktami marki. Mam też swoich bezsprzecznych ulubieńców. Ale od początku…

Patrycję, twórczynie marki znam już od wielu lat. Poznałyśmy się w świecie internetu, kiedy Patrycja prowadziła jeszcze swój blog o tworzeniu kosmetyków. Wiem więc dobrze, ile w niej pasji, umiejętności, samozaparcia i uporu. Jak dobrze jest przygotowana do tego, co robi i… jaki ma fantastyczny dostęp do szalenie ciekawych, nieznanych lub po prostu rzadkich składników kosmetycznych. Patrycja jest też genialną klientką – pozwala mi w pełni wyżyć się twórczo, projektując te zwariowane wzory i etykiety. Bo nie może być nudno, prawda?

o!figa jest wciąż jeszcze młodziutką marką, zdążyła już jednak podbić niejedno serce i szturmem zdobywa coraz to nowsze sklepy. I trudno się dziwić – produkty, które tak pieczołowicie dobiera i kreuje Patrycja warte są szczególnej uwagi. Nie ma w nich nic zbędnego. Od samego dna buteleczek po ich samą górę wypełnione są, a wręcz przesycone, dobroczynnymi składnikami, aktywnymi substancjami, które pozwalają nam cieszyć się piękną i promienną skórą.

Z czym ja polubiłam się najbardziej?

W pełni zakochana jestem w trzech produktach – są to Esencja Taka Tonka, Żel hialuronowy Piękna Trójca i najnowszy – Żel pod oczy Uwaga! Granat!

Czemu?



Może zacznę od tej małe, niepozornej nowości. Ten żel to istny granat! I od razu przyznam się bez bicia, że stosuję go nie tylko pod oczy, ale czasem też wymiennie z esencją Taka Tonka – jako serum na twarz.

A że tyle w nim dobra i tak ładnie pisze o tym Patrycja, zacytuję:

„Nazwa jest nieprzypadkowa: to prawdziwa bomba składników aktywnych, które doskonale wpływają na skórę wokół oczu. Główną rolę w kosmetyku gra – a jakże – owoc i pestki granatu w formie ekstraktów.

Produkt bazuje na 1,5% żelu hialuronowym, dobrze znanym fanom o!figi. Nie zabrakło oczywiście oleju z opuncji figowej, który – ponownie – pełni funkcję “naturalnego botoksu” i doskonale wpływa na delikatną, szczególnie narażoną na starzenie, skórę wokół oczu.

Olej z nasion marchwi jest doskonałym antyoksydantem, pomaga też chronić skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV. Dodatkowo ma świetne działanie zmiękczające i wygładzające, wynika to z bardzo wysokiej zawartości fitosteroli, które są odpowiednikiem naturalnych steroli występujących w skórze. Wielką zaletą tego oleju jest ponadprzeciętna zawartość kwasu omega-9, dzięki któremu olej bardzo dobrze się wchłania i sprzyja wnikaniu składników aktywnych, których w Uwaga! Granacie! nie brakuje. Również zapach kosmetyku jest zasługą oleju z nasion marchwi – ziołowy, lekko korzenny, słodkawy. Aż chce się go wypić 🙂

Ekstrakt z nasion granatu to gwiazda wieczoru! Pozyskiwany metodą ekstrakcji nadkrytycznym dwutlenkiem węgla, zachowuje wszystkie, cenne właściwości rośliny. Jest to jednocześnie tzw. ekstrakt całkowity, co znaczy, że zawiera w składzie wszystkie rozpuszczalne w tłuszczach składniki, które udaje się pozyskać tą metodą. Granat jest unikalną rośliną – bogaty w rzadkie niezbędne kwasy tłuszczowe Omega 5 jest jedynym znanym źródłem botanicznym sprzężonego kwasu linolenowego, znanego również jako kwas punicynowy (73,3%), jeden z najsilniejszych antyoksydantów dostępnych we współczesnej nauce oraz naturalny fitoestrogen (estrogen pochodzenia roślinnego), który wspomaga równowagę hormonalną i zdrowie skóry zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.

Kolejnym świetnym nawilżaczem jest fitokolagen, czyli po prostu kolagen roślinny pozyskiwany z drożdży, które zachowują jego naturalną strukturę i właściwości. Substancja ta zatrzymuje wilgoć w skórze, dzięki czemu opóźnia objawy procesu starzenia się skóry.

Na koniec zostawiam Wam prawdziwą petardę, tytułowy „granat!” 🙂 Mianowicie: unikalny kompleks pod oczy, w skład którego wchodzi lizat ze sfermentowanej bakterii lactobacillus, ekstrakt z liści zielonej herbaty, ekstrakt z owocu granatu oraz kofeina. Badanie in vivo prowadzono przez okres trzech tygodni, celem zbadania wpływu kompleksu na skórę wokół oczu. Wyniki pokazały, że kompleks jest w stanie znacząco zmniejszyć zarówno worki, jak i cienie pod oczami. Badania wykazały również, że substancja silnie poprawia metabolizm komórkowy, posiada właściwości anti-aging, liftingujące i przeciwzmarszczkowe.”

Przyznajcie, że Patrycja zadbała o to, aby opis powiedział nam wszystko! Nic dodać, nic ująć. Żel jest genialny i tyle. Jedynie to, to mógłby mieć mniej lejącą konsystencję, ale wybaczam mu to!



Szczególną uwagę polecam też zwrócić na Esencję Taka Tonka. Jest to ten rodzaj kosmetyku, o którym nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jest nam potrzebny i jak nam z nim dobrze. Do pierwszego użycia… Potem ciężko się z nim rozstać.

Taka Tonka to kosmetyk dwufazowy, w składzie którego znajdują się niezwykle rzadkie i ekskluzywne składniki. W produkcie ponownie ważną rolę odgrywa olej z nasion opuncji figowej, jednak na pierwszy plan wysuwają się wyjątkowe biofermenty i filtraty.

Niezwykle ważnym składnikiem Takiej Tonki jest… bioferment z tonkowca wonnego🙂 Izolowane polifenole, które się w nim znajdują, pozwalają „chwytać” moc promieni UV (które zazwyczaj uszkadzają naszą skórę) i wykorzystują je do emitowania światła w zakresie widzialnym, zwiększając luminescencję naszej skóry. W rezultacie nasza skóra wydaje się jasna i mniej pomarszczona. Polifenole pomagają ujednolicić odcień skóry, jednocześnie maskując niedoskonałości i zapewniając ochronę antyoksydacyjną przed zewnętrznymi uszkodzeniami.”

Po ciekawostki dotyczące pozostałych składników esencji, odsyłam Was na stronę. Dodam tylko, że esencja faktycznie działa. Sprawia, że buzia staje się miękka i promienna, wyciszona i ukojona.



Zwłaszcza, że zazwyczaj łączę ją z dodatkową porcją nawilżenia w postaci dawki Żelu hialuronowego Piękna Trójca. Po prostu łączę po trzy porcje jednego i drugiego kosmetyku na dłoni i to wklepuję w skórę. Czasami nakładam jeszcze na to krem, czasami nie. Patrycja bardzo poleca łączyć esencję z olejkiem Dzika Figa – też super, choć jak dla mnie raczej na chłodniejsze dni. No a żel hialuronowy z samą Dziką Figa też idealnie współgra.

Bo wiecie co jest najlepsze – to my sami decydujemy jak i co tutaj można łączyć, co najbardziej odpowiada naszym potrzebom, ci daje na naszej skórze najlepsze efekty. Bo i ze skwalanem Sama Słodycz żel swoją robotę zrobi dobrze. A może wolicie najpierw spryskać się Wonną Różą (swoją drogą – cudowny hydrolat!), a na to nałożyć kilka kropel olejku Dzika Figa?

Znajdźcie swój sposób na o!figę! Ale wypróbujcie ją koniecznie!

I równie koniecznie – zajrzyjcie na stronę o!figa i wczytajcie się w opisy kosmetyków. Warte są tego!



Na koniec wspomnę jeszcze tylko o kolejnej nowości – Demaskatorach! Przyznam, że trzymam je jeszcze na potrzeby zdjęć dla o!figi, ale dobre duszki zdążyły mi już donieść, że świetne z nich zmywaczki!

„Demaskator to trzy rodzaje mięciutkich jak kaczuszka „poduszeczek” wykonanych z mikrofibry, które pomagają zmyć makijaż samą wodą – żadnych chemikaliów, żadnych szorstkich włókien. Demaskator jest hipoalergiczny i doskonały do delikatnej, wrażliwej cery. „

Raz jeszcze – odsyłam po więcej na stronę o!figa!


Zabierz świeczkę na wycieczkę

Co powiecie na mały pomysł na bardzo fajne, kreatywne, pachnące, wakacyjne DIY? Na pewno powiecie TAK, prawda?

Robimy zatem super słodkie i jakże praktyczne świeczki w modnych słoiczkach o trzech cudownych, eksplodujących latem zapachach! Robimy świeczki do zabrania na wakacyjną wyprawę!

Zmieszczą się w każdym plecaku, w każdej torbie, nawet tej najmniejszej. A kiedy już dotrzecie do celu, nad jezioro, na działkę, na piknik, do domku nad morzem, kiedy przygotujecie już kolację, którą będziecie smakować pod gołym niebem, bo tak najlepiej, kiedy gwiazdy zaczną zaglądać do talerzy, a ciepły wiatr delikatnie zacznie muskać włosy – wtedy to zapalacie świeczkę i cieszycie się chwilą!



Świeczki zamknęłam w uroczych słoiczkach po znanych i lubianych, a zwłaszcza często widywanych na Instagramie, dżemikach Bonne Maman. Tych małych, 30-gramowych. Pospieszcie więc do sklepu, dżemy zjedzcie z rogalami, a potem koniecznie dobrze wymyjcie słoiczki. Przydadzą się! I to wielokrotnie!

Jak pachną?

Wybrałam im trzy chyba najbardziej wakacyjne i dobrze nastrajające zapachy! Mamy więc orzeźwiającą i niemal uzależniającą białą herbatę, mamy soczyste lody wiśniowe (mmmmmm!), a na dokładkę – mamy naturalny miks, który określiłabym aromatem letnich uniesień, czyli połączenie energetyzującej cytryny i limonki z euforycznym ylang ylang. Zapewniam, że pachnie cudnie!



Świece wakacyjne w słoiczkach


Składniki na 3 świece

  • 3 słoiczki po dżemach Bonne Maman
  • wosk sojowy – po roztopieniu 90 ml
  • 3 knoty do świec
  • olejki zapachowe – biała herbata i lody wiśniowe
  • olejki eteryczne – cytrynowy, limonkowy i ylang ylang


Większość moich składników pochodzi ze sklepu ZielonyKlub.pl i tam polecam Wam kupować olejki zapachowe – bo faktycznie pachną tak jak mają pachnieć. A zwłaszcza owa biała herbata i lody wiśniowe pachną pięknie. Naturalne olejki eteryczne znajdziecie choćby w sklepach zielarskich.

Słoiczki myjemy i osuszamy. Wosk sojowy roztapiamy w kąpieli wodnej, dopasowując jego ilość do pojemniczków. W naszym przypadku każdy ze słoiczków przyjął 30 ml roztopionego wosku, czyli zadbałam o to, aby w zlewce na pewno znalazło się 90 ml roztopionego wosku (dosypując w miarę roztapiania).



Na dnie słoiczków, na środku ustawiamy knoty, przytrzymujemy je za pomocą np. przełamanych patyczków do szaszłyków (jak na zdjęciach). Do słoiczków przelewamy wosk. Do jednego słoiczka wlewamy 25 kropelek olejku o zapachu lodów wiśniowych, do drugiego 25 kropelek olejku o zapachu biała herbata, do trzeciego – 10 kropelek olejku cytrynowego, 10 kropelek olejki limonkowego i 5 kropelek olejku ylang ylang. W każdym słoiczku delikatnie mieszamy wosk z olejkami za pomocą np. patyczka do szaszłyków. Upewniamy się, że knoty trzymają się po środku i odstawiamy słoiczki na godzinę do zastygnięcia. Po tym czasie odcinamy nożyczkami nadmiar knotu.

Miłych wypadów wakacyjnych! Nie zapomnijcie o swoich świeczkach!


Wnętrzarskie inspiracje 04

Mam dla Was nową porcję wnętrzarskich, przepięknych inspiracji, czyli moich ostatnich znalezisk w sieci. Ale też garść zdjęć wnętrz, które chwyciły mnie za serce!

No, same cuda!


Zaczynamy od totalnego boho! Czyli fragment wnętrza z bloga Jungalow Justiny Blakeney, które mnie tak bardzo zauroczyło!

To połączenie granatowych kafli ozdobionych ptakami, te kształty i tekstury prosto z natury, no i jeszcze te szalone fotele do tego. No cudo!

Całe wnętrze na Jungalow!


Przenosimy się w czasie i przestrzeni… Choć może raczej po prostu – przenosimy się do Australii, do Melbourne, aby podziwiać całkowicie fantastyczny dom Alex McCabe!

Mi szczególnie spodobała się ta zjawiskowa kuchnia i zaplecze gospodarcze.

Po więcej zajrzyjcie na Camille Styles!


Pięknie, prawda?

Pora na kilka moich małych znalezisk!


  1. Przepiękne mosiężne mobile, idealne do współczesnych boho wnętrz / Corie Humble
  2. Parawan z rattanu Aine marki Nordal / Westwing
  3. Taboret rattanowy Monet Antique / Somproduct
  4. Krzesło rattanowe Isabell White Dots / Somproduct
  5. Stołek barowy Simone White Dots / Somproduct
  6. A może trochę inaczej? Fogliame-zielone liście-płytki ceramiczne od Artkafle / Pakamera
  7. Urocza Lampa EYE z frędzlami Madam Stoltz / Mili Home
  8. Wysoki wazon z modną twarzą / H&M
  9. Pościel z najmodniejszym teraz wzorem Lastroko od Zoria / Pakamera
  10. Genialna szafka nocna z szufladami w stylu Mid Century z Pokojscy Studio / Pakamera

I znowu przenieśmy się do pięknego wnętrza! Znowuż to właśnie kuchnia, ale w połączeniu z jadalnie tak mną zawładnęły!

Mamy tu jakże trafne połączenie stylu mid century i tradycyjnego „farm house” rodem z USA. Tym razem króluje biel, ale w połączeniu ze skrupulatnie dobranymi dodatkami.

Więcej u Emily Henderson!



Za spokojnie?

W takim razie zabieram Was w podróż do królestwa kolorów! Totalnie szalonego kalifornijskiego wnętrza, które uwielbiam! I podziwiam od pierwszych inspiracji, które pojawiły się na blogu Kelly Mindell (uwielbiam i ją!).

Więcej znajdziecie na Studio DIY!


A na koniec… jeszcze jedna fantastyczna kuchnia!

Znowuż od Emily Henderson!


3 x architektura & sztuka

Tkwię ostatnio w pewnym nowym zauroczeniu…

Wyjść bowiem mi z głowy nie chcą prace stanowiące swego rodzaju połączenie architektury i sztuki.

Nie zawsze są to tradycyjne formy, zawsze jednak poruszają tę jedną czułą strunę w głowie i sercu. Wciągają w swój świat – barwny labirynt linii i motywów czysto architektonicznych, w figury geometryczne, w ślepe zaułki, w kąty, w nieoczywiste połączenia schodów i powierzchni.

Zabieram Was więc te niezwykły świat. Zapatrzcie się przez chwilę!


1.

Alexis Christodoulou


Alexis Christodoulou jest samoukiem, artystą 3D, pochodzącym z Południowej Afryki. Stworzył kolekcję wizualizacji architektury wprost z wyobraźni, a całość oparł na współczesnej, czystej estetyce.

Więcej znajdziecie na stronie alexiscstudio.com



2.

Charlotte Taylor 


Artystka i architektka wnętrz tworząca w Paryżu i Londynie, współwłaścicielka kreatywnego Dello Studio. Jej prace stanowią fascynujące studium nad światłem i liniami w architekturze.

Więcej na stronie studiocharlottetaylor.com



3.

Massimo Colonna


A dokładniej jego niewielki, choć bardzo ciekawy cykl ( N o n ) G r a v i t à.

Massimo Colonna to włoski artysta – fotograf, którego zafascynowały możliwości obróbki cyfrowej i modelowania 3D. Upodobał sobie abstrakcyjne krajobrazy i surrealistyczne kompozycje, które bywają bliskie, ale i dalekie rzeczywistości. W cyklu ( N o n ) G r a v i t à ukazuje przedmioty, które zostały uwiecznione w momencie, w którym wydawałoby się, że nie podlegają grawitacji, na tle niezwykłych kolorów i cieni tworzonych przez budynki.

Więcej na stronie massimocolonna.com


W blasku słońca

Mam dla Was garść pięknych, kobiecych inspiracji, skąpanych w blasku ciepłego, letniego słońca.

Bo cieszymy się latem! Oby jak najdłużej! Oby jak najpełniej!

Mamy więc tego blasku sporo! Mamy słoneczne, wakacyjne barwy. Mamy bursztyny i muszle, kraby i perły. I mnóstwo złota! Wprost wyjętego z tej niesamowitej złocistej, wieczornej godziny, kiedy słońce powoli postanawia udać się do krain odległych na odpoczynek.


  1. Big amber necklace – idealny naszyjnik z bursztynami / KOPI
  2. Artystyczne kolczyki z kolekcji Maris – przybrały formę muszli św. Jakuba pochodzących z egzotycznego Mauritiusa / Orska
  3. Słoneczna tunikowa sukienka z miękkiej żakardowej tkaniny / H&M
  4. Claré Blanc pędzel do makijażu Foundation Brush – stworzony z myślą o łatwej i przyjemnej aplikacji podkładu mineralnego zarówno w formie sypkiej jaki i prasowanej / Minti
  5. Grounded UNICORN GLOW PINK SHIMMER OIL – Olej do ciała – odrobina blasku na skórze prosto z bajki / Zalando
  6. Najmodniejsza gumka do włosów Yellow Flower / Kaaskas
  7. MÁDARA Fluid tonujący do twarzy SUN FLOWER – nadaje kolor, rozświetla i wygładza koloryt skóry. Ekstrakt z owoców róży i naturalne pigmenty natychmiast nawilżają skórę i poprawiają jej wygląd / Minti
  8. Uoga Uoga, Naturalny puder mineralny nr 637 AMBER SAND – matujący, antybakteryjny oraz chroniący przed promieniowaniem UV. Pozwala oddychać skórze, nie powoduje zatykania porów, powstawania zaskórników, zawiera dodatek sproszkowanego bursztynu / Ekomaluch
  9. Naszyjnik Summer Blush złocony – zawieszkę możecie dobrać sami, ale ten krab skradł moje serce! / Animalkingdom
  10. Piękne kolczyki Hello Summer złocone / Animalkingdom
  11. Pełna blasku torebka Double Bag – ledowa geometria / Mięta
  12. Spinka big pearl – z mosiądzu oraz perły naturalnej / KOPI
  13. Topshop sandały SABRINA BLOCK HEEL / Zalando

Zupa krem z pieczonych buraków i ziemniaków

Wymyśliłam niedawno taką pyszną zupę, że muszę się z Wami nią podzielić.

Jest to bardzo w sumie prosta zupa, więc prawdopodobnie nie tylko ja ją wymyśliłam, ale nie czepiajmy się szczegółów! Ważne, że jest pyszna, wręcz przepyszna, prosta i efektowna.

Zrobimy dzisiaj, moi drodzy, gęsty krem z pieczonych buraków i ziemniaków w mundurkach, przesycony aromatem rozmarynu i tymianku. Podawany z prażonymi pestkami, aby coś przyjemnie chrupało. Sycący, aromatyczny, no, nie można przestać jeść 🙂



Zupa kram z pieczonych buraków i ziemniaków

Składniki:

  • 10 średnich buraków
  • 6 średnich ziemniaków
  • łyżka rozmarynu
  • łyżka tymianku
  • ok.2-2,5 l bulionu warzywnego
  • 2 serki topione bez dodatków (prostokątne kostki)
  • olej (używam z pestek winogron)
  • sól, pieprz
  • do podania – mix pestek (dyni, słonecznika, sezam, siemię lniane)


Moje kremy zaczynam od przygotowania bulionu – tradycyjnie przez dłuższy czas na małym ogniu gotuję warzywa na rosół, aż stanie się on wypełniony smakiem, a warzywa zmiękną.

Buraki obieramy, kroimy na ćwiartki. Ziemniaki myjemy i także kroimy na ćwiartki (bez obierania). Całość rozkładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Polecamy lekko olejem, posypujemy solą i hojnie rozmarynem. Wstawiamy do piekarnika na 200 stopni, aż warzywa zmiękną i przyrumienią się z wierzchu (ok. 40 minut).

Gotowe przekładamy do garnka i zalewamy całość bulionem (można też wrzucić z jedną marchewkę z rosołu). Jego ilość dopasujcie do własnych preferencji co do gęstości kremów. Całość gotujemy przez ok. 15 minut. W między czasie przyprawiamy tymiankiem, solą i pieprzem, a na końcu dodajemy serki topione. Ściągamy z ognia i miksujemy na krem.

Na patelni podrażamy pestki. Krem podajemy posypany pestkami.


Facebook