Ogłaszam nadejście najgorszego okresu w roku… Ciągnie się on od połowy stycznia do końca marca. Trwa i trwa w nieskończoność. Zawsze wtedy wpadam w marazm i zwyczajnie – smutnieję. Nie ma słońca, jest za to gęsty, trujący smog. Jest zimno, ciemno, co chwilę pada śnieg z deszczem… z resztą – co będę mówić, wiecie przecież doskonale.
Przydałoby się zapaść w sen zimowy lub wyjechać gdzieś w ciepłe kraje na długo. A jako, że i jedno i drugie niestety nierealne, trzeba przezimować nieco inaczej.
Znalazłam więc Wam kilka pięknych zimowych pomocników – zimoumilaczy. To takie specjalne rzeczy, które powinny pomóc nam dotrwać do wiosny.
Otulamy się zatem wszystkim co piękne i przytulne, wpadamy kiedy tylko możemy w tryb domowo-piżamowy, sięgamy po zapachy i herbaty i cóż… jakoś to będzie!
MISS HÉDONISTE Kimono w kolażowy wzór – kimono-podomka uszyte z wysokiej jakości, przyjaznej dla skóry tkaniny wiskozowej, której wzór został zaprojektowany przez moją ulubioną artystkę Aleksandrę Morawiak / MISS LIBERTÉ
Kivvi, Yellow Plum Body Marmalade – cudownie słodki zapach śliwek zapewnia dobry nastrój, a skóra zyskuje efekt wygładzenia dzięki specjalnej mieszance cennych olejów / Ecco Verde
1918 Linen Spray – mgiełka zapachowa do tkanin – kwiatowa kompozycja, która łączy nuty konwalii i mimozy z zielonym aromatem liści fiołka przypominającym zapach świeżo skoszonej trawy / Glyk Company
God food. Boska kuchnia Malki Kafki, Malka Kafka, wyd. Znak – Malka Kafka przekona, że bezwarunkową miłość można okazać, zapraszając bliskich do wspólnego stołu. Zainspiruje do wykorzystania sprawdzonych receptur zrodzonych na styku wielobarwnych kultur, w kolebce najpotężniejszych religii. Pokaże praktyczne sposoby na przygotowanie doskonałych roślinnych posiłków. / Znak
Wiem, wiem… dawno nie wrzucałam tutaj wnętrzarskich inspiracji… Ale sami dobrze wiecie – Święta zaabsorbowały mnie w pełni!
Nadrabiam więc dzisiaj! Spieszę do Was z garścią pięknych pomysł na wnętrza i równie pięknych dodatków, które możecie wykorzystać we własnych domach.
Same cuda znowu znalazłam!
Zaczynamy od jednej z najpiękniejszych kuchni, jakie widziałam. Urzekły mnie w pełni te geometryczne brudnoróżowe kafle i złote uchwyty. Idealnie współgrają z białymi prostymi frontami i szklanymi półkami.
Jest to kuchnia w Los Angeles, w miejscu stworzonym do organizacji przyjęć i wesel. Jego autorką jest Sarah Sherman Samuel i to na jej stronę zapraszam Was po więcej!
Przecudne gwiezdne kafle w bieli czyli Astronomy z Trove collection dla New Ravenna
I kolejne Astronomy – w czerni – sama nie wiem, które piękniejsze / New Ravenna
AMAM mirror – z The MASQ collection – czyli dzieło duetu Ana Milena Hernández Palacios i Christophe Penasse ze studia Masquespacio dla duńskiej marki Lucie Kass
Choć właściwie podoba mi się całe mieszkanie słynnej Garance Doré! Stworzyła je znana nam już z pierwszego tu linku Sarah Sherman Samuel. Zobaczcie koniecznie całość, bo zachwycają wszystkie pomieszczenia!
To tylko mała część całkowicie niezwykłych wnętrz IL PALAZZO experimental – hotelu usytuowanego w weneckim pałacyku Ca Molin. Projekt autorstwa Dorothee Meilichzon ze studia CHZON urzekł mnie w pełni. Łączy w sobie klasykę i nowoczesność, elegancję i poczucie humoru, styl włoski z ruchem Memphis.
Po więcej odsyłam Was na stronę – zajrzyjcie koniecznie. Wenecja jest piękna!
Na koniec polecam Wam kolejne niezwykłe projekty Katarzyny Jasyk z Happy Barok.
Są to dwa dosyć proste wezgłowia – ROLL i Plum 5, które jednak dodają tego specjalnego akcentu sypialniom. W kolekcji znajdują się też inne piękne kolorowe wezgłowia, które już kiedyś Wam pokazywałam. Ostatnio jednak zachwycam się tymi. Przyznajcie, że szczególnie na tych wizualizacjach prezentują się wyjątkowo!
Spieszę do Was z kolejną nowością w moim portfolio – sesja kreatywną marki Oleiq!
Oleiq to nowość na naszym rynku, której mottem jest prosta pielęgnacja. Oferuje oleje i hydrolaty do pielęgnacji twarzy i ciała, zamknięte w pięknych staroświeckich buteleczkach. Pisałam Wam już o nich w jednym ze świątecznych wpisów.
Wszystkie produkty dostępne są już na stronie marki matki – Sylveco, znajdziecie je także w Hebe, a jak sądzę – niedługo w znacznie większej ilości miejsc!
Dla Oleiq zrobiłam produktową sesję kreatywną, której fragment Wam tutaj niniejszym prezentuję.
Noworoczne zauroczenia stanowczo otwiera Sekundär! Jestem bowiem pewna, że zauroczycie się tą młodą berlińska marką biżuterii tak samo jak ja!
Sekundär tworzy Chen Wen-Ting, która swoje doświadczenie i wykształcenie zdobywała na Tajwanie i w Niemczech. Ostatecznie to właśnie w Berlinie zainicjowała swoją własną markę, która oferuje biżuterię i akcesoria z prawdziwych kwiatów. Stara się uchwycić piękno i historię każdej rośliny, ukazując tym samym wyjątkowość i unikalność przyrody.
Idea marki oparta jest na podstawach taoizmu – chińskiego tradycyjnego systemu filozoficznego. Jego istotą jest wiara w to, że wszystko na świecie funkcjonuje na równych zasadach i jest ze sobą harmonijnie powiązane. Marka nie utożsamia się ze współczesnym pędem i materializmem świata mody. Ceni unikalność, chce być inna, stawia przede wszystkim na artystę, który potrafi ożywić duszę tworzywa.
Mnie całkowicie urzekły te bajeczne wręcz kolczyki, broszki czy spinki, w których zaklęto piękno roślin i kwiatów. Jest w nich coś magicznego, coś hipnotyzującego. A może to coś tkwi w samej ich autorce – Chen, w którą można wpatrywać się jak w obraz? Sami zdecydujcie!
Mam wrażenie, że cały ten ostatni czas przepełniony świętami wszelakimi był jakby… nierealny. Ja wiem, że to taki czas specjalny, czekam na niego, doczekać się nie mogę, ale w tym roku doceniam go jakby bardziej.
W całym tym strachu o przyszłość, w tych zmianach, którym tak trudno zapobiec, w tej ludzkiej obojętności, pośród tego natłoku informacji o strasznych rzeczach, które dzieją się może i na drugim końcu świata, ale, no kurcze, świat jest naprawdę maleńki i to wszystko naprawdę dzieje się tuż obok… W tym wszystkim staram się szczególnie i specjalnie pielęgnować, a zwłaszcza doceniać to, co mam tutaj. Przeżywać te darowane spokojne chwile w pełni i świadomie. Przytulać, mocno, najmocniej przytulać to dziecko moje, dawać jej dzieciństwo beztroskie, wypełnione magią i dobrocią. Spędzać czas z najbliższymi, z rodziną, przyjaciółmi, celebrować te chwile wspólne, pełne śmiechu, tańca i ciepła. Staram się nie bać.
A ostatnio to jeszcze staram się wrócić do normalnego trybu pracy, do mojej codzienności. Wszyscy zapewne doskonale wiecie, że nie jest to łatwe, ale się staram. Nie ma w sumie wyjścia, bo już czeka na mnie kilka wyzwań, do których muszę się przygotować. Już mam też całkiem sporo rzeczy, które Wam tutaj chciałabym pokazać. Sporo pięknych internetowych znalezisk, bo zachwycać nie tylko można, ale i trzeba codziennie! Mam kilka projektów, które sama ostatnimi czasy robiłam (bo mimo wszystko coś niecoś ostatnio pracowałam). Mam w końcu też kilka pomysłów, które czekają na realizację, kilka postanowień i zwyczajnie – konieczności, jak choćby porządek w moich blogowych zakładkach.
W najbliższym czasie czeka mnie prawdziwa objazdówka po kraju z moimi warsztatami. Będzie Kołobrzeg, potem Karpacz, Olsztyn, Władysławowo i Rzeszów. Będę więc często w trasie, co jest z jednej strony naprawdę fajne, ale z drugiej zawsze napawa mnie lękiem (polscy kierowcy są STRASZNI!). Cieszę się jednak, że zobaczę miejsca mi nieznane i powrócę do tych, które już kiedyś dane mi było odwiedzić.
Zamierzam się też sporo uczyć! To jedno z moich najważniejszych postanowień. Niedawno rozpoczęłam sobie mały kursik kreatywnego rysowania, czeka też już na mnie sporo graficznych tutoriali, które na bieżąco dodaję w zakładki, a potem zazwyczaj o nich zapominam… Nie tym razem!
Budzę się więc z tego świątecznego snu. Snu wypełnionego dobrymi marzeniami, z ciągle jednak czyhającym na mój goryszy nastrój koszmarem. Koszmarem, z którego boje się, kiedyś ciężko nam się będzie przebudzić.
Wzywa jednak to tu i teraz. Nastawiam się więc pozytywnie, kumuluję dobra energię i taką właśnie zamierzam Wam ponownie przekazywać.
Już niedługo!
Ach, zdjęcia pochodzą z naszego krótkiego wypadu w poszukiwaniu śniegu. Wybraliśmy się bowiem raz specjalnie w tym celu jakieś 45 minut jazdy na południe od Krakowa i poszaleliśmy jak wariaty. A najbardziej szalał pies! Misia, jak tylko widzi śnieg, dostaje psiej głupawki. Kochana 🙂
Wigilię, jak zawsze, będziemy spędzać u rodziców i teściów. Przyznam, że jeszcze nie wyobrażam sobie, aby było inaczej. Jednak rok temu rozpoczęliśmy pewną małą tradycję – pierwszego dnia Świąt zapraszamy rodzinę z obu stron do nas, na obiad. Szykuję się więc już na to wydarzenie, menu ustalone, zakupy robi dzisiaj mąż, coś tam nawet zamierzam posprzątać 🙂 Myśli moje krążą także od dłuższego czasu wokół samego stołu i tego, jak będzie wyglądał.
Spieszę dzisiaj więc do Was z moim pomysłem na stół świąteczny. Pomysłem takim jak ja – czyli nie będzie idealnie, nie ma za dużo kompletów, jest za to kolorowo, eklektycznie i jest też nieco natury.
Bo czemu nie mielibyśmy się pobawić konwencją? Czemu nie ustawić różnych talerzy, czemu sztućców nie włożyć po prostu na luzie do kubka, czemu nie dodać czegoś całkowicie swojego?
Moje kolorowe talerze zbieram od dawna. To taki rodzaj kolekcji, ale użytkowej – jemy na nich na co dzień i od święta. Większość, razem z tymi uroczymi filiżankami, wyszperałam na ciuchach. Naprawdę!
Ustawiłam więc te moje talerze, tę moją ukochaną angielską porcelanę. Na każdym położyłam proste lniane serwetki, które przewiązałam zwykłym sznurkiem i dzwoneczkiem. Na środku wylądowała drewniana tacka z leśnymi znaleziskami – mchem, szyszkami i korą, dorzuciłam nieco żurawiny i dwie grube świece, które zapalę w Święta. W wazony o różnych kształtach włożyłam iglaste gałązki, które stworzyły świąteczną atmosferę. Wszystko dopełniły moje ukochane kolorowe kieliszki.
Wyszło wesoło, gwiazdkowo i na luzie. I tak można sobie siedzieć godzinami i tylko co jakiś czas donosić jakieś pyszności!
A propos pyszności… Na moim stole znalazły się genialne boczniaki po kaszubsku, z przepisu Everyday Flavours, który niedawno pojawił się w Lili (TUTAJ). Nie byłabym sobą gdybym nie dodała coś niecoś. W moich boczniakach znalazła się więc jeszcze czarnuszka, miód i nieco więcej ostrej papryki. Wyszły przepyszne! Smak jest niezwykły, wielowymiarowy, bardzo aromatyczny. I wspaniale świąteczny! Bardzo polecam!
Mam też coś fajnego, dla wszystkich, którym tak jak mi – nie po drodze z pieczeniem! Jeśli więc nie jesteście miłośnikami i mistrzami w słodkich wypiekach, a chcielibyście w prosty i szybki sposób zaskoczyć rodzinę – zróbcie moją dwusmakową tartę!
Jest to idealny wypiek, dla wszystkich, którzy chcą zrobić coś samemu, ale nie poświęcić na to zbyt dużo czasu. Choćby dlatego, że skorzystałam tutaj z gotowej masy makowej. Sama stanowczo nie jestem gotowa na tworzenie własnej! Trzeba się jedynie odrobinkę natrudzić z oddzieleniem warstw, ale i to nie jest wielkim problemem. A i wygląda ładnie i smakuje pysznie!
Gwiazdkowa tarta z wiśniami i makiem
Ciasto kruche:
1,5 szklanki mąki pszennej
4 płaskie łyżki cukru drobnego
odrobina soli
140 g zimnego masła
1 jajko
Na wierzchu:
opakowanie mrożonych wiśni 450 g
cukier do smaku
masa makowa (około pół dużej puszki)
cukier puder
kawałek tekturki
Ciasto kruche wyrabiam zawsze w dużej misce. Przesypuję do niej mąkę, cukier, sól, dodaję masło pokrojona na drobniejsze kawałki i jajko. Całość wyrabiam możliwie szybko i energicznie, aż powstanie zwarta kulka. Zawijam ją w woreczek lub ściereczkę i wkładam do lodówki na około godzinę.
W między czasie nastawiamy wiśnie na szybką wiśniową konfiturę. Przekładamy je wciąż zmrożone na patelnię, dodajemy cukru według uznania, dosyć dużo i smażymy, aż puszczą i odparuję sporo soku i przybiorą konsystencję konfitury. Wiśnie odstawiamy do ochłodzenia.
Ciasto wyciągamy z lodówki, rozwałkowujemy i przekładamy na formę na tartę. Wyrównujemy do poziomu formy, odcinając nadmiar ciasta. Nacinamy widelcem w kilku miejscach dno formy i wstawiamy do piekarnika na 200 stopni z termoobiegiem, aż się odrobinę przyrumieni. Gotowy spód wyciągamy. Z pozostałych fragmentów ciasta wycinamy gwiazdki – według uznania.
Na gotowym spodzie linijką lub nożem lekko odrysowujemy linie podziału na 8 małych trójkątów – jak przy podziale pizzy. Te osiem trójkątów będziemy musieli oddzielić tekturką, aby stworzyć odrębne warstwy. Granice pierwszego trójkąta zaznaczamy prostokątnymi kawałkami tektury, dociskając je lekko do brzegów, aby się utrzymały. Wewnątrz nakładamy pierwszą warstwę, np. makową, pilnując, aby nie wyszła poza granice wyznaczone tekturkami. Nakładamy kolejne warstwy, na przemian wiśnie i mak, odgradzając je każdorazowo tekturkami. Kiedy wszystkie będą już ułożone, delikatnie wyciągamy tekturki. Na wierzchu układamy gwiazdki z ciasta i wkładamy tartę ponownie do piekarnika, aż gwiazdki się zarumienią. Gotową tartę oprószamy cukrem pudrem.
Jeden z prezentów, które dzisiaj pakowałam 🙂 Miodki z malinami i kakao z Pasieki Rodziny Sadowskich.