W roli głównej: Lavera Korektor z Miętą

Jedna z moich pozostałości sklepowych, którą w końcu postanowiłam porządnie wypróbować i… okazała się strzałem w dziesiątkę! Dziś przed Wami Korektą z Miętą od Lavery!

Okazało się jakimś cudem, że korektor ten ma po prostu idealną dla mnie barwę! Niestety dostępny jest tylko w jednym odcieniu, co wydaje mi się być dużym minusem. Ogólnie mam jasną cerę, ale po lecie przybiera ona nieco cieplejszy wygląd i własnie teraz taki korektor był mi potrzebny.
A jak on cudnie pachnie! Zawiera w sobie miętę i to ona nadaje mu delikatny orzeźwiający zapach. Dzięki temu używa się go z czystą przyjemnością. Poza tym schowany jest w bardzo estetycznym i eleganckim opakowaniu. Wygląda doprawdy jak szminka i spokojnie można go nosić na przykład w torebce.
A co najważniejsze – bardzo dobrze kryje niedoskonałości, a przy tym nie zapycha skóry! Dzięki zawartości olejków z mięty właśnie i z drzewa herbacianego, działa dodatkowo antyseptycznie i łagodzi podrażnienia. Pomaga też po prostu je zaleczyć.
Korektor jest częścią wycofywanej już niestety serii Lavery – Young Faces do cery młodzieńczej. Oznacza to, że wkrótce pewnie już nie będzie dostępny. A szkoda. Na pocieszenie tylko powiem, że Lavera ma kilka nowości, które młodej skórze bardzo mogą pomóc, w tym kurację na pryszcze 2w1!
Na koniec, dla zainteresowanych, skład : olej rycynowy, masło shea*, wosk candelila, wosk pszczeli*, olej
rzepakowy, olej jojoba*, wosk jojoba, lecytyna, glicerydy sojowe,
uwodniony olej roślinny, białko roślinne, wit. E, olej kokosowy*, olej
migdałowy*, olej z drzewa herbacianego*, olej z mięty pieprzowej*,
ceramidy (lipidy z powinowactwem do skóry), wit. C, naturalny alkohol
etylowy, trójglicerydy (mieszanka roślinna), (+/- brokat, dwutlenek
tytanu, tlenki żelaza)

Polecam!

Zdjęcie mięty: http://colekcolek.com/2012/09/18/mouthwash-natural-ingredients/

Bomba do kąpieli do zadań specjalnych

Szykuje Wam się jakaś impreza lub specjalne wieczorne spotkanie? Chciałybyście zabłysnąć? Dosłownie? Mam dzisiaj dla Was przepis na bombę do kąpieli do zadań specjalnych, bo z delikatnym brokatem, który nada Waszej skórze blasku. I jeszcze z olejem z pestek brzoskwini. Nawilżającym i odżywczym. Do tego dochodzi zapach kokosa i mango, który pozwoli Wam zrelaksować się przed szaloną nocą. Do działa zatem!

Do wykonania Bomby do kąpieli do zadań specjalnych przygotujcie:

  • 80g sody oczyszczonej
  • 40g mleka w proszku
  • 20g mąki ziemniaczanej
  • wodę w spryskiwaczu
  • łyżkę oleju z pestek brzoskwini
  • kilkanaście kropelek olejku zapachowego kokos-mango
  • 1ml miki/pigmentu mineralnego – tutaj kolor Gemtone Emerald z Allegro
  • kilka szczypt brokatu – tutaj kolor Pinky z Allegro
  • foremka silikonowa

 Zmieszajcie dokładnie sodę, kwasek i mąkę. Do tego dodajcie mikę, olej i olejek i ponownie wymieszajcie. Całość spryskajcie wodą i ugniatajcie niczym ciasto. Kiedy będzie miało konsystencję piasku do budowania zamków, kiedy ściśniecie je w dłoni i pozostanie Wam jej kształt, mieszanina gotowa jest do wypełnienia foremki. Najpierw jednak na jej dno wsypcie nieco brokatu. Foremkę napełnijcie mieszaniną, dokładnie ją ubijcie i odstawcie całość na całą noc do stwardnienia. Bombę wrzućcie do wanny z wodą i rozkoszujcie się przyjemnym musowaniem i brokatowym blaskiem  na ciele.

Pomysł: ciekawe opakowanie

Kochani,

Na blogu Oh, hello friend znalazłam bardzo ciekawy i bardzo prosty pomysł na to, jak w oryginalny sposób przyozdobić prezenty. Wystarczy naprawdę odrobina chęci, humoru i skrawków materiału, żeby nawet najdrobniejszy podarunek przeobraził się w urocze cudeńko! Wycinajmy zatem, pakujmy, wiążmy, piszmy wspaniałe etykiety i dawajmy w prezencie piękne chwile! 

Więcej zdjęć na blogu Oh., hello friend.

Zdjęcia Oh., hello friend.

Magia jesienna

Kochani,

Kolejną kreatywną osóbką, która odpowiedziała na Lili Solne Wyzwanie jest autorka bloga Zakątek Inspiracji. Stworzyła ona smakowite solne ciasteczka, które tylko czekają na kąpielowe schrupanie! Zapraszam Was do podziwiania tego dzieła TUTAJ, a także do udziału w zabawie! Tradycyjne sole też jak najbardziej mile widziane!
Ale do rzeczy… w sesji, w której powstało moje wczorajsze „ja”, pozowałam nie tylko ja, ale także urocze panie liście i jedna panienka pigwa. Razem tworzą niezwykle jesienną magiczną atmosferę!

Ja i mały tutorial na Halloween

Obchodzicie Halloween? Ja do tej pory po prostu nie miałam okazji. Ale tym razem postanowiłam się troszkę zabawić i już teraz przygotować i pokazać Wam moje halloweenowe oblicze! Przy okazji zapraszam do zabawy i Was. 
Wystarczy wybrać swoje zdjęcie, a potem uruchomić bezpłatny program PicMonkey.com i wyobraźnię! Twórcy PicMonkey udostępnili całe mnóstwo funkcji do obróbki zdjęć rodem z horroru. I chociaż nie wychodzi się może po takiej obróbce szczególnie atrakcyjnie, to jestem pod wrażeniem możliwości jakie ten program daje. A na dodatek wszystko jest bardzo proste.
Aby rozpocząć zabawę, wejdźcie na stronę główna picmonkey.com, a następnie kliknijcie „Edit a photo”. Nastęnie wybierzcie zdjęcie, które będziecie zmieniać. Pojawi się Wam ono na środku, a po jego lewej stronie będzie menu z wszystkimi funkcjami dostępnymi w programie. Na samym dole znajduje się wizerunek dyni z napisem „New”. To tam trzeba kliknąć.



Do wyboru macie sześć różnych opcji zabawy – wampiry, zombi, dzień śmierci, czarownice, demony i jeden zabawny „trick or treat”. Każda z opcji pomoże Wam zmienić swoje oblicze według tradycyjnego schematu, utrwalonego głównie dzięki amerykańskim filmom. I tak na przykład, po wybraniu opcji „wampiry”, za pomocą pędzla zmienicie odcień skóry, dodacie cienie pod oczami, wystające żyły, zmienicie wyraz oczu, dodacie kły i krew, przeobrazicie całą kolorystykę zdjęcia na mroczniejszą, wykorzystacie jedną z tajemnych tekstur, a na koniec umieścicie złowrogi tekst. Dla mnie bomba! 
Posiedziałam sobie chwilę bawiąc się możliwościami programu i muszę przyznać, że choć wyszłam upiornie to jestem z siebie dumna:) Czasu do Halloween jeszcze trochę mamy, ale polecam już teraz!
Facebook