Balsamy nabłyszczające w kostce Shining Stars

Każdy czasem musi nieco zabłysnąć! A jeśli dojdzie do tego jeszcze naturalna pielęgnacja, to zapewne każda kobieta znajdzie się w siódmym niebie. W niebie… z gwiazdkami nabłyszczającymi Shining Stars! Bajka!
Gwiazdki są wspaniale nawilżającymi i odżywczymi balsamami w kostce, wzbogaconymi o błyszczący pył gwiezdny czyli delikatną mikę. Efekt nabłyszczania nie jest bardzo nachalny, dzięki czemu możecie je stosować właściwie na co dzień! Dodadzą Wam z pewnością blasku! 
Do wykonania nabłyszczających Shining Stars przygotujcie:
  • 25g masła kakaowego
  • 20g masła shea
  • 15g wosku pszczelego bielonego
  • 30g oleju morelowego
  • 15g oleju jojoba
  • opcjonalnie 3 kropelki witaminy E
  • ulubiony olejek zapachowy
  • łyżeczkę miki snowflakes (kolorowka.com)
  • foremki silikonowe w kształcie gwiazdek na pralinki czekoladowe lub muffinki

W kąpieli wodnej należy rozpuścić najpierw wosk pszczeli, następnie dodać do niego masełka, a gdy i te już przyjmą płynną konsystencje – dolać oleje. Całość dokładnie wymieszajcie i zdejmijcie z ognia. Pozwólcie mieszaninie chwile ostygnąć, po czym dolejcie do niej witaminę E oraz kilkanaście kropelek olejku zapachowego – tak, aby natężenie zapachu Wam odpowiadało. Do tego dosypcie mikę i wszystko delikatnie wymieszajcie. Masełka przelejcie do foremek i pozwólcie im zastygnąć. Możecie wstawić je na godzinkę do lodówki. Po tym czasie wyciągnijcie je z foremek i delikatnie z wierzchu obsypcie szczyptą miki. W zależności od wielkości foremek wyjdzie Wam 5-8 gwiazdek. Przechowujcie je w zamkniętych pudełeczkach lub zawinięte w folię, w chłodnym i suchym miejscu. 
Gwiazdki wspaniale rozsmarowują się pod wpływem ciepa dłoni. Wystarczy je więc po kawałeczku odrywać i masującymi ruchami nakładać na ciało!

Podpatrzone: Zapachy do szafy z wtopionymi roślinkami

Zobaczyłam i od razu wiedziałam, że je Wam pokażę! Bo są śliczne. I chyba nie takie trudne do zrobienia. I oryginalne. I muszą pięknie pachnieć. I w ogóle – ktoś miał świetny pomysł! Bo sama nie wymyśliłabym woskowych zapachów do szafy z wtopionymi suszonymi roślinkami! Chyba:)
Zawieszki pochodzą ze sklepu Terrain. Tam też wyszczególniony jest skład – lawenda, plastry pomarańczy, brzozowe patyczki, kwiaty, olejki eteryczne i zapachowe oraz wosk. Domyślam się więc, że suszone roślinki zalane zostały mieszaniną roztopionego wosku i aromatycznych olejków. Zadbano także o zrobienie małej dziurki, przez którą, po stwardnieniu, przełożono rzemyk. Dzięki temu pachnące zawieszki można w łatwy sposób powiesić np. w szafie.

Świetne, czyż nie? Spróbujecie zrobić?

Zdjęcia Terrain

Po-Weekendowe Cuda no17

Zacznę od zaproszenia! Na Prolog Festiwalu PROGRESSteron w  Krakowie w Empiku! Będzie to bezpłatne spotkanie ze mną (i nie tylko), niejako przedsmak warsztatów festiwalowych. Opowiem Wam o tym od czego zacząć, jeśli planujecie dopiero Waszą przygodę z kosmetyką naturalną! Wpadajcie:) Szczegóły TUTAJ! A… i zapraszam ponownie na warsztaty (szczegóły TUTAJ)!

Neonowe wiszące (na ścianie) wazoniki w kształcie serca (1), skradły serce moje:) Baaardzo pozytywne!
Na torebki BagMe by Smola (2) natknęłam się niedawno na Facebooku. I jedno Wam mogę powiedzieć – ich twórczyni ma talent! Torebki są cudowne, oryginalne i praktyczne! I coś czuję, że się niedługo na jakąś skuszę:) Szczególnie spodobała mi się taka mała… fioletowa…
Kolejne odzieżowe (po zeszłotygodniowych nawilżających spodniach) cudo (3)! Cytuję: Manolo Blahnik stworzył we współpracy z Marią Patmos, projektantką
ekologicznych tkanin, kolekcję letniego obuwia, wykonanego z w pełni
ekologicznych materiałów.(źródło). Wszystko ok, tylko cena doprawdy zawrotna, bo kosztują do 1000 dolarów za parę! Ale to w końcu Manolo Blahnik 🙂
Moje marzenie! Stół do fotografowania i do pracy kreatywnej (4)! Cudowny, idealny! Blisko dziennego światła. Duży. Mobilny. Wspaniały! Należy do Lii Griffith autorki Ellinée Design House.
Urzekły mnie zdjęcia koni z The Horse Photographers (5). Widać prawdziwą miłość i pasję do tych zwierząt!
Ale bardziej wkręciłam się w japan style (6)… Oj… Kilka dni przesiedziałam na Allegro wyszukując kolejne urocze szmatki:) Jeśli nie wiecie co to ten japan style to wyjaśniam, że jest to azjatycki styl, kojarzony z modą uwielbianą przez Japonki. Dosyć charakterystyczny – nieco słodki, nieco zabawny. Najgorsze jest jednak to, że jak już się zdecydowałam coś niecoś zamówić, to okazało się, że w Chinach świętują akurat chiński nowy rok. Tak… przesyłka idzie bezpośrednio w tym przypadku z Chin… A w związku z uroczystymi obchodami wszystkie fabryki przestały produkować i wstrzymały wysyłki… Musiałam więc zmienić nieco kolor zamówienia, ale co gorsze – będę czekała na nie chyba z miesiąc… Mam nadzieję, ze warto 😀 Japan style ma jeszcze jedna wadę – wiele z tych ubrań szyte jest na drobne Azjatki, więc nie do końca pasują na moje europejskie wymiary:)
Na koniec marzenie… wiosna (7)!! Przyszła wiosna z całym swym splendorem. Ze wszystkimi ptakami i z całym rozkwitem, ze wszystkimi kwiatami i liśćmi i trawami…

W roli głównej: Organiczny Samoopalacz BIO2YOU

Czekał sobie ten samoopalacz grzecznie w szafce w łazience i czekał… Na dobre czasy, na moje chęci, na późną zimę i szarość… I się doczekał! I się Wam dziś pokaże, bo wart jest tego! Oto Organiczny Samoopalacz BIO2YOU!

Czego potrzeba mi najbardziej o tej porze roku? Słońca! Jasnego i ciepłego. Otulającego skórę swoimi promieniami i poprawiającego nastroje w naszym smutnym społeczeństwie. Ale skoro słońca nie ma, a poszarzała i całkowicie blada skóra go pożąda, trzeba znaleźć chwilowy zamiennik! Najlepiej- naturalny!
Zaczęłam więc używać Samoopalacza BIO2YOU. Co najważniejsze – organicznego i szczerze poleconego. Markę BIO2YOU znam i cenię od dawna. Uważam, że są to jedne z najlepszych ekologicznych kosmetyków na naszym rynku, choć niestety bardzo drogie. Przyszło mi jednak mieć przyjemność wypróbowania i kilku i za każdym razem byłam zachwycona.
To samo tyczy się także rokitnika, na którym marka się opiera. Wielokrotnie już Wam pisałam, jak pełny jest dobroczynnych i pielęgnacyjnych składników (zapraszam TUTAJ). W samoopalaczu także się znajduje. I nie tylko on, bo także wyciąg z orzechów i marcheweczka, i aloes, i wiele innych naturalnych ekstraktów oraz olejów. 
Samoopalacz jest skuteczny. Ma jednak pewne wady. Po pierwsze – zapach jest dosyć specyficzny, ale nie bardzo drażniący. Po drugie – niestety barwi ubrania. Polecam zatem używanie go na noc i ubieranie piżamki na całe ciało. Jeśli Was to nie zraziło, to będziecie w pełni zadowoleni. 
Buteleczka i spryskiwacz umożliwiają łatwą aplikację na ciało. Warto potem jeszcze rękami rozsmarować preparat, a same ręce potem umyć. Po kilku użyciach skóra wygląda jak muśnięta słońcem. A co najważniejsze – samoopalacz dodatkowo pielęgnuje skórę! Olejki ją odżywiają i regenerują. Wierzcie mi, efekty są naprawdę przyjemne!
Na koniec, dla ciekawych, podaję skład:

Składniki (INCI): Aqua, Dihydroxyacetone, Polyglyceryl-4 Caprate,
Glycerin, Erythrulose, Citrus Aurantium Dulcis Water*, Aloe Barbadensis
Gel*, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract*, Juglans Regia
(Walnut) Shell Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopheryl Acetate,
Hippophae Rhamnoides Oil*, Lactic Acid, Lonicera Caprifolium Extract,
Lonicera Japonica Extract Citrus Aurantium Dulcis Oil, Sodium
Dehydroacetate, Limonene, Citral, Linalool.
* z plantacji ekologicznych

Facebook