Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9466

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9474

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9479

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9485

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9495

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9498

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9518

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9523

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9544

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9551

Amalfitańskich myśli kilka

Wpadłam wczoraj w tę pułapkę, o której dobrze wiem, przed którą staram się bronić, ale wpadam i wpadam w nią ciągle…

Wpadłam wczoraj w pułapkę social mediów. Internetów tak w ogóle!

Najpierw zaszyłam się na trochę na Pintereście. Głowę moją zalał jakiś milion inspiracji, pomysłów, kierunków i wszystkie chciałam naraz i zaraz wypróbować.

Potem było gorzej… Potem wlazłam jak ta mucha w lep do Instagrama… I wpadłam w te wszystkie piękności, które śledzę i które mi algorytmy podpowiadają. I utknęłam na dłużej na profilu przewspaniałej ilustratorki, której podoba mi się naprawdę każda praca, każda współpraca, każde dzieło, które znalazło swoje miejsce na opakowaniach, materiałach, ubraniach, witrynach. No po prostu talent ogromny. I pomyślałam, ze chciałabym rysować dokładnie tak jak ona. I że nigdy tak nie dam rady…

I wtedy przyszło otrzeźwienie. Wymknęłam się z tych pułapek akurat na czas. Bo jeszcze chwilę i musiałabym chyba kupić pojemnik lodów czekoladowych i rzucić to wszystko w cholerę.

Przecież wiem, że nigdy nie będę tam malować jak ta niezwykła dziewczyna. Po pierwsze dlatego, że ona tak już tworzy i to jest JEJ. Po drugie – bo ja mogę robić, to co MI w duszy gra. I mogę to robić inaczej. I wciąż być dumną z efektów.

A wiecie pewnie, że wciąż i wciąż się uczę tej mojej grafiki. Wciąż szukam swojej ścieżki. Wciąż drążę, robię kursy, siedzę nad filmikami, kombinuję. Żeby było po mojemu. Wiem też, że aby stworzyć swój styl, trzeba przejść przez style innych. Uczymy się naśladując. Byle trzymać się po tej właściwej stronie cienkiej granicy pomiędzy inspirowaniem a kopiowaniem.

Nie poddaję się więc! Profilu tej wspaniałej ilustratorki nie polubiłam, żeby się nie stresować i nie za bardzo… zainspirować 🙂 Na wszelki wypadek. 🙂

A w ramach chwil odrobinę spokojniejszych zadaję sobie samej zadania. Właściwie tematy. Ot, na przykład – Amalfi. Miasteczko, które odwiedziłam niegdyś, a które wisi mi tu obok na ścianie. I tworzę coś w ramach praktyki, co powinno oddawać ten klimat.

Efekty moich małych zadań wraz z tymi, które tworzę dla moich klientów, znajdziecie na instagramie Lili Creative – @lilicreative.pl – zapraszam do śledzenia!

Tymczasem podrzucam kilka amalfitańskiech grafik!

I uczę się dalej!!!

Jesieniara

Jesień płacze rzewnymi łzami. Zalewa nas nostalgią i przemijaniem. Łaskawa jeszcze nie była. Oj, nie. Wdarła się wręcz bez ostrzeżenia, jakby nagle, spowijając nas są swą wilgotną aurą i zmuszając do zamknięcia się w domach. Jeszcze niedawno całe nasze osiedle wrzało od gwaru dzieci w wieku wszelakim, rozmów dorosłych, wygrzewania się na schodkach z kawą, szaleństw psów i kotów. I nagle pustka. I nagle katar, kaszel i nieustające infekcje. I inflacja…

Czy narzekam?

Tak, narzekam! Nie da się nie narzekać! Ten wrzesień nie ma nic ze swego normalnego uroku.

I tylko płakać razem z tą jesienią…

No dobra, płakać nie będę! Będę OSWAJAĆ!

Bo jak już gdzieś kiedyś zza ciężkich chmur wyjdzie promień słońca, to tak pięknie oświetla kolorowe już liście na drzewach. Bo może i dzieci chore, ale można je tulić na kanapie i razem oglądać bajeczki. Bo pies po kolejnym (drogim) zabiegu, ale za to już w pełni naprawiony i będzie mogła spokojnie chodzić na stare lata. Bo prognozy pokazują, że październik będzie już dla nas dobry, ciepły i słoneczny. A ja zamówiłam sobie poniższe kimono-kurtkę i już się jej doczekać nie mogę.

I tego się trzymajmy!

A tymczasem, w ramach oswajania, mam dla Was moje jesienne znaleziska i inspiracje!



  1. Kurtka ocieplana kimonowa Boho Love – dla wielbicieli modnych teraz pikowanych kurtek ii to jeszcze w kimonowym wydaniu! Piękna! / Naoko
  2. Fable England ENAMEL DORMOUSE – kolczyki myszki emaliowane – coś innego, uroczego i zaskakującego / Zalando
  3. Nowa pomarańczowa seria marki Hagi – idealna na jesienno-zimowe czasy, a wśród niej Regenerujący balsam do ciała Korzenna Pomarańcza. W tubce znajdziesz energetyzujący zapach soczystych i dojrzałych pomarańczy oraz ciepłe nuty przypraw korzennych, które zapewnią Ci rozgrzewający, aromatyczny rytuał pielęgnacyjny.  Zapach pochodzi z naturalnych olejków eterycznych – pomarańczy, goździka, mandarynki oraz cynamonu. / Kopalnia-Zdrowia.pl
  4. Etui na telefon NKN NEKANE – chyba najładniejsze, jakie widziałam! / eobuwie.pl
  5. Sinsay Komplet pościeli – ogromnie mi sie ta pościel spodobała, jak tylko internety mi ją gdzieś tam podsunęły. Idealna na jesień! / Sinsay
  6. Aroma Lab – CZUŁOŚĆ naturalny olejek eterycznyMieszanka 100% naturalnych olejków eterycznych, która łączy w sobie ciepłe korzenne nuty z aromatami cytrusów. CZUŁOŚĆ otuli Cię ciepłym aromatem niczym puszysty sweter, poprawi nastrój tak skutecznie, jak nowa, idealnie skrojona sukienka. Ten zapach, będzie doskonałym tłem, dla długich wieczorów we dwoje, czy relaksującej kąpieli. / Pakamera
  7. Your Candle Świeca sojowa Śliwka w kompot – Wpadła śliwka do kompotu i narobi zaraz tłoku. Bursztyn, piżmo i maliny robią miejsce dla jeżyny. Goździk z cedrem już obwieszcza, ale będzie tu imprezka! Na sam koniec dymi buk, bo szklaneczki już Puk Puk.. Taki morał z wiersza jest, że tę świecę musisz mieć! / Pakamera
  8. Torebka NKN NEKANE – do jesiennych stylizacji / eobuwie.pl
  9. Femi Stories Kurtka techniczna z kapturem ELVAR – jestem szczęśliwą posiadaczką podobnej kurtki softhsellowej z poprzedniej kolekcji, zakupionej ostatnio na wyprzedaży i muszę powiedzieć, że jest po prostu super! Ciepła, piękna, oryginalna, nosze teraz cały czas. Ta tutaj też śliczna! Kurtka Elvar z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom pieszych wędrówek. Softshell uchroni nas przed wiatrem, a polarowe wykończenie sprawi, że nie odczujemy dyskomfortu w razie trudnych warunków pogodowych. / Femi Stories
  10. Fable England kolczyki ptaszki emaliowane – czy nie urocze?? / Zalando
  11. FIGGLE Puzzle 1000 Jesienne Szczęścia. Ilustracja: Przemek Sokołowski – Poczuj błogość ciepłego, jesiennego lasu. Rozsyp puzzle i zanurz się w świecie, który na pewno uprzyjemni Ci popołudnie. Czas płynie tu wolno i spokojnie. Nikomu nigdzie się nie spieszy. / Pakamera
  12. IUNO Cosmetics Paleta cieni wegańskich – wydała mi się idealna na jesień. I w sumie na cały rok 🙂 / Pakamera
  13. OKEE Jesienna Kurtka – Żuki w Ogrodzie – ja nie wiem, czy można przejść obojętnie obok takiej kurtki 🙂 Cudowne zestawienie jesiennych barw w bardzo praktycznej formie softshellowej kurtki z wielkim kapturem. Polecam sprawdzić na stronie inne kolory kurtek – masa pięknych wzorów i duża rozmiarówka! / OKEE
  14. Plecak HERSCHEL In Bloom – przyznajcie, że te kwiaty już takie jesienne 🙂 Plecak z pewnością poprawia nastrój! / eobuwie.pl

Migdałowe ciasteczka do peelingu twarzy


Mam dla Was pomysł na coś, co Wasza skóra pokocha!
A przynajmniej moja pokochała!

A może tak samo jak ja uwielbiacie ciasteczka migdałowe? Kiedyś nawet wrzucałam tutaj przepis na moje ulubione 🙂

Dzisiaj bowiem zamienimy moje migdałowe uwielbienie w ciasteczka zaiste wyjątkowe! Dzisiaj stworzymy urocze, pachnące kusząco migdałami, kokosem i pomarańczą ciasteczka do… peelingu twarzy! Wracamy zatem do moich ukochanych słodyczy kosmetycznych!

Dlaczego migdały? W swej zmielonej postaci mogą stać się naprawdę delikatnym, a przy tym bardzo łagodnym peelingiem do każdego typu cery!

Skóra po użyciu takiego ciasteczka jest oczyszczona, mięciutka, wygładzona i odżywiona. Składniki sprzyjają jej regeneracji, ale też niosą pozytywny ładunek dobrej energii naszym zmysłom! No, czysta przyjemność! Dosłownie 🙂



Migdałowe ciasteczka do peelingu twarzy


Składniki:

  • 50 g zmielonych migdałów
  • 10 g białej glinki
  • 30 g oleju kokosowego nierafinowanego
  • 20 kropelek olejku pomarańczowego

Wszystkie składniki przekładamy do miseczki i wyrabiamy ręcznie do uzyskania jednolitej, zwartej konsystencji. Olej kokosowy pod wpływem ciepła rąk lekko się roztopi i ułatwi tworzenie migdałowego ciasta. Całość przekładamy do foremek silikonowych lub ręcznie formujemy małe ciasteczka lub kuleczki. Jeżeli wybraliśmy foremki silikonowe, odstawiamy je na pół godziny do zamrażalnika, dzięki czemu nasze ciasteczka będzie łatwo wyjąć. Jeżeli sami formułowaliśmy kuleczki, wystarczy odstawić je w chłodne miejsce, aż olej kokosowy stężeje. Ciasteczka przekładamy do zamykanego pojemniczka, aby zabezpieczyć je przed dostawaniem się wilgoci w łazience.

Ciasteczek nie musimy przechowywać w lodówce (a wręcz nie polecam, bo są za twarde). W temperaturze pokojowej są miękkie, ale mają stałą formę. Nie należy ich natomiast trzymać w bardzo ciepłym miejscu, mogą się roztopić. No i oczywiście, jeśli dostanie się do nich wilgoć, jeśli nie zamkniemy pojemniczka, może nam na nich coś wyrosnąć… Wtedy od razu je wyrzucamy!

Aby użyć ciasteczka, bierzemy je w dłoń i rozrabiamy lekko z wodą. Masujemy nim wilgotną twarz przez dłuższą chwilę, a następnie zmywamy łagodnym żelem do mycia twarzy.

A potem cieszymy się gładką, mięciutką i taką przyjemną w dotyku skórką.

A ileż przyjemności w tym pomarańczowo-kokosowo-migdałowym zapachu!


Jeżeli chcecie zorganizować warsztaty tworzenia słodyczy kosmetycznych i kosmetyków naturalnych w swojej firmie czy organizacji – zajrzyjcie na moją stronę LiliGarden.pl :* Bardzo polecam!


Jesienna polecajka: Pasieki Rodziny Sadowskich


Takie mam jedno dziwne hobby, że lubię podglądać, jak rozwijają się firmy, które w jakiś sposób mnie urzekły. Często jest to pełen zachwyt, czasem tylko lekkie zainteresowanie, zdarza się też, że piękny rozwój w pewnym momencie kończy się mniej lub bardziej spektakularnie, co i bywa wielką nauką. Ale nie o tym teraz…

Teraz o jednej z tych marek, którą podziwiam! Pasieki Rodziny Sadowskich śledzę sobie od dawna. Jak tu ich nie śledzić? Wspaniałe pomysły, coraz to ciekawsze nowe produkty i te wyjątkowe opakowania! Etykietki, którymi przyozdobione są wszelkiej maści miody i cała armia innych wokół-miodowych produktów zachwycają dobrą energią, radością życia i bijącym od nich uśmiechem. Podziwiam okiem pasjonatki dobrych opakowań i designu.

Do tej pory kupowałam tylko zestawy miodkowe na prezenty – swoją drogą są świetne, sprawdźcie! Tym razem jednak, kiedy jakaś szalona infekcja dorwała u nas w domu każdego, postanowiłam kupić moim mniejszym i większym chorutkom miodek malinowy do herbatek, które pijaliśmy hektolitrami. I żeby nie było – wszystko zakupiłam sama osobiście, post nie jest w żadnej mierze sponsorowany 🙂

A jak już zdecydowałam się na miodek to…

  • wybrałam ten w wersji dziecięcej – Miodziś z malinami z misiem na etykiecie, który oczarował obie moje córeczki. Tym bardziej, że do dziecięcych miodków dodawane są takie urocze zestawy naklejek, którymi podzieliły się moja 11-latka z 1,5-rocznym bąblem 😀 Obie zachwycone 🙂 Sam miodek – cudo! Choć miałam nadzieję, na bardziej wyczuwalny smak malin. Niemniej jednak sprawdza się i do herbat, i do naleśników, kanapek i wyjadania łyżką. Następnym razem wezmę też ten z jagódkami! A miś Miodziś został przyjacielem rodziny!
  • Miodogryzki – jak tylko zobaczyłam na Facebooku tę zupełną nowość w ofercie marki, wiedziałam, że trzeba będzie wypróbować! No bo powiedzcie – czy nie wyglądają smakowicie? I czy nie są aby świetnymi przekąskami dla dzieciaczków? Są to zmiksowane i wysuszone owoce z miodkiem. W każdym słoiczku znajdziemy różne smaki – różne miksy. Każdy opatrzony uroczą naklejką. Moim dziewczynom najbardziej smakowały te z malinami, truskawkami, borówkami i mango. Gruszka jakoś nie podeszła, więc spokojnie mogłam zjeść ją sama 🙂 W każdym razie super pomysł i pyszna przekąska!
  • Miodziś naturalny kremik ochronny dla dzieci – mogłabym go kupić dla samej etykiety, bo ten misio jest przeuroczy! Ale tak naprawdę kupiłam, bo to jest zacna mieszanina naturalnych masełek z maceratem nagietkowym i odrobinką miodu. Całość pachnie subtelnie, ale smakowicie jagódkowo. A dzięki tej etykietce i zapachowi, dzieci same chcą się nim smarować! Idealny kremik na poranne jesienno-zimowe spacery do żłobka.
  • Pszczeli pył – naturalne mydło z pyłkiem pszczelim i miodem – wzięłam, bo uwielbiam mydełka, a jeśli mają na sobie odbitą pszczółkę, a w sobie i pyłek i miodek, to trzeba wypróbować! Mydełko pachnie przyjemnie, lekko i świetnie spełnia swoją funkcję. Skóra go lubi w każdym razie. I to pudełeczko! Od razu przejęła je młodsza córa i zaczęła wkładać do niego różne rzeczy, a potem wyciągać… I tak w kółko… 🙂

Polecam więc Waszej uwadze tę miodkową manufakturę – znajdziecie ja na stronie PasiekiSadowskich.pl


Wrześniowe tapety na telefon

Czy to już pora zamienić wakacyjną tapetę w telefonie na nową?

Przyzwyczaiłam się do tej letnio-cytrynowej. Bardzo ją lubiłam! Ozdabiała mój telefonik odkąd i Wam ją udostępniłam w lipcu. Ale czas na coś bardziej… wrześniowego!

Spieszę więc do Was z dwoma wrześniowymi projektami, które ostatnio stworzyłam! Na moim telefonie pięknie już się prezentują grzybki i zwierzątka! Już je też uwielbiam! Ale może wybierzecie tę drugą? Nieco bardziej nostalgiczną, sentymentalną, jak wrzesień właśnie?

Tak czy tak, mam nadzieję, że umilą Wam te nadchodzące jesienne słoty!


Aby użyć tapet, musicie je pobrać, klikając w poniższe przyciski i ustawić na swoim telefonie wedle uznania! Może się przewijać, może byś statyczna.

Buziaki!

Sesja kosmetyków Wow

Kosmetyki inne niż wszystkie! Bo dla nastolatków i bardzo… fluo 🙂

A tak na poważnie, kochani, podrzucam Wam fragmenty jednej z moich ostatnich sesji produktowych! Nieco innej, trochę bardziej szalonej i miejmy nadzieję – młodzieżowej!

Bo kosmetyki Wow zostały stworzone właśnie z myślą o młodzieży! A stworzyła je marka Sylveco!
Sama młodzieżą już nie jestem, ale mam córcię, która całkiem niedawno weszła w wiek młodzieżowy i można już o niej śmiało mówić – nastolatka. Brzmi to bardzo dumnie, ale wiąże się z całą masa nowych problemów i zagadnień, którym stawiamy czoło. Jednym z nich jest kapryśna cera…

Kosmetyki WOW znamy od prawie samej ich premiery. Córa moja już się ich sporo naużywała. Cieszy się nimi od początku, są to w końcu takie pierwsze całe jej produkty do pielęgnacji. A ja? Ja oczywiście wszystkiego też musiałam spróbować i powiem Wam, że i dla mojej cery są świetne!

W serii znajdziemy cztery podstawowe kosmetyki (niedawno wyszedł jeszcze żel pod prysznic) do pielęgnacji twarzy. Jest więc kremik, tonik i dwa kosmetyki oczyszczające – emulsja i żel myjący do twarzy. Marka więc już na samym początku uczy nas, jak ważne jest oczyszczanie! Czy lepsza emulsja czy żel? Nie wiem, sami zdecydujcie. Mi osobiście podobają się oba kosmetyki!

Ale serce skradł mi tonik! „Przywraca odpowiednie pH, działa łagodząco, nawilżająco i regulująco, pozostawiając uczucie ukojonej, gładkiej skóry.” I to prawda! Zawiera sporą dawkę soku z brzozy oraz ekstrakty z tymianku, lipy i szałwii. Dzięki temu naprawdę skutecznie pielęgnuje nam młoda kapryśną skórę. I moją też… Pierwszy raz to ja podbieram córce kosmetyki 🙂

Wspomnę jeszcze o kremie. Jest leciutki, ale treściwy. Dobry i na noc i na dzień. Naprawdę łagodny, ale czuć od niego pielęgnującą moc czarnuszki. U nas czarnuszka rządzi, więc i w kremiku dobrze ją odbieramy. I znowuż mamy sok brzozowy i betulinę czyli to, czym Sylveco stoi.

Na młodej skórze naprawdę widać zalety używania tych kosmetyków. Jeżeli więc zastanawiacie się od czego rozpocząć przygodę z codzienną pielęgnacją, zwłaszcza, jeśli jest już widoczna potrzeba, sięgajcie śmiało po Wow!

Zwłaszcza, że mają naprawdę świetne etykietki!

Wszystkie kosmetyki znajdziecie na stronie Sylveco.pl i w drogeriach.

Ja tymczasem pozostawiam Was z moimi zdjęciami i nieustająco zapraszam do portfolio:

LiliCreative.pl


Facebook