Pielęgnacja skóry jesienią & odkrycie – Saisona

Lato minęło już całkiem dawno. Zima puka do drzwi (niemal dosłownie). Wraz z nadejściem jesieni zmienia się i aura i potrzeby naszej skóry. O tej porze roku konieczne jest szczególne podejście do codziennej pielęgnacji. Musimy sprawić, aby skóra nabrała blasku i energii, a jednocześnie przygotować ją na nadejście zimy.

Minione lato pozostawiło nam zapewne nie tylko przebarwienia, ale też suchą skórę, pogłębione zmarszczki, czy jej matowy odcień. Nawet naskórek, walczący z intensywnym promieniowaniem słonecznym stał się twardszy i trudniejszy w pielęgnacji. Jak więc przywrócić jej blask i zdrowy wygląd?

Zaczynamy od peelingów! Złuszczenie zrogowaciałego naskórka sprawia, że skóra najzwyczajniej odżywa! Staje się miękka, elastyczna, z łatwością wchłania aktywne składniki nakładane na nią w późniejszym etapie. W ten sposób pobudzamy ją do regeneracji. Peeling pomoże także rozjaśnić skórę i wyrównać jej koloryt. Warto sięgnąć tutaj po owoce tropikalne, takie jak papaja czy ananas, zmiksować je i nałożyć na twarz na 10 minut. Zawarte w nich naturalne enzymy delikatnie złuszczą i spulchnią skórę. Polecam też łagodne peelingi mechaniczne, najlepiej ze zmielonych płatków owsianych, orzechów czy migdałów. Wystarczy dodać do nich odrobinę oliwy lub miodu i lekko masować twarz.

Skóra po lecie wykazuje mocne oznaki przesuszenia, a suchość skóry objawia się jej szybszym starzeniem. Słońce bowiem bezpośrednio wpływa na niszczące działanie wolnych rodników. Stawiamy więc na intensywne nawilżenie i odżywienie. I to nie tylko od zewnątrz. Pijemy dużo wody, dbamy o bogatą w mikro i makroelementy dietę. Na twarz nakładamy nawilżające maseczki przynajmniej dwa razy w tygodniu, a codziennie wieczorem kremy o silnym działaniu zarówno odżywczym, jak i nawilżającym. Możemy wzmocnić je naturalnymi masłami i olejami, które świetnie sprawdzą się także w pielęgnacji całego ciała. Polecam tutaj proste olejowe sera, zawierające witaminy C i E, z olejów z dzikiej róży, papai, acai, żurawinowego, z pestek kiwi czy innych wakacyjnych owoców.

Im chłodniej na zewnątrz tym mocniej odżywiamy skórę i chronimy ja przed czynnikami zewnętrznymi. Warto wtedy sięgnąć bo gęstsze – masło shea, olej z krokosza czy czarnuszki. Pozostawiają one warstwę ochronną na skórze, tzw. film, który nam ją zabezpiecza i utrzymuje odpowiedni poziom wilgotności. Przypominam tylko, że czyste masła i oleje najlepiej nakładać na zwilżoną skórę, np. tuż po prysznicu. W przeciwnym wypadku mogą mieć działanie wręcz wysuszające.

Aby nadać skórze promienny blask, podkreślić kolor jej letniej opalenizny, usunąć objawy zmatowienia i poszarzenia musimy jeszcze postawić na kosmetyki o działaniu rozjaśniającym. Taki efekt rozświetlenia zapewnią nam preparaty zawierające witaminę C, kofeinę czy kwasy owocowe. Idealnie sprawdzą się tutaj wspomniane już wyżej maseczki z owoców tropikalnych.

SONY DSC

Osobiście polecam jednak sięgnąć po moje ostatnie odkrycie – kosmetyki Saisona – z seriami dostosowanymi do potrzeb skóry w konkretnej porze roku!

SONY DSC

Odkrycie dla mnie niemal epokowe, bo dawno nie zachwyciłam się aż tak bardzo kosmetykami. Ale zacznijmy od początku, od przedstawienia Wam samej marki.

Saisona jest to pierwsza marka fitokosmetologiczna, która dba o piękno kobiety o każdej porze roku i w każdych warunkach klimatycznych. Stworzona została w 2006 roku przez Charlotte Béraud. Wszystkie kosmetyki marki powstały przy współpracy Laboratorium Saisona, doświadczonego dermatologa (Dyrektora wydziału dermatologii Szpitala Uniwersyteckiego) i przy wsparciu Francuskiej Agencji Innowacji. Marka posiada szeroki asortyment produktów zaprojektowanych do ochrony i uwydatnienia piękna skóry przez wszystkie cztery pory roku.

Produkty Saisona to nie tylko francuskie, organiczne i certyfikowane kosmetyki, ale to przede wszystkim: innowacja w pomyśle, składnikach i produktach.

  • Innowacja w pomyśle: Laboratorium Saisona przeprowadziło szereg badań dotyczących powiązań między kondycją skóry, a surowymi czynnikami klimatycznymi oraz zmianami w pogodzie. Badania te umożliwiły zdiagnozowanie i zdefiniowanie kondycji skóry o każdej pory roku, a zarazem potwierdziły konieczność dostosowania pielęgnacji do poszczególnych pór.
  • Innowacja w składnikach: Saisona wykorzystała aktywny składnik stewii, jako główny element formuły nawilżającej. Stosuje go we wszystkich produktach liftingujących przeciwko starzeniu się skóry. Badana kliniczne potwierdziły funkcje nawadniające stweii, a także blokujące – co oznacza, iż ogranicza ona niewyczuwalną utratę wody, a co za tym idzie odwodnienie skóry. Wyjątkowe właściwości napinające sprawiają natomiast, iż stewia jest niezwykłym składnikiem aktywnym opóźniającym procesy starzenia.
  • Innowacja w produktach: Saisona stworzyła formułę Aktywnej Wody. Bogata w aktywne składniki, wstępnie nawilżająca, sprawia, że zewnętrzna warstwa skóry jest bardziej przepuszczalna i chłonna.

 

SONY DSC

Zaintrygowani marką? To bardzo dobrze! Sama cały czas trwam w zachwycie nad produktami stworzonymi do pielęgnacji skóry jesienią. Jest to seria Naprawa, skupiająca się na nawodnieniu, odnowie komórek i działaniu przeciwko starzeniu się skóry. Jest to też seria o silnym efekcie rozjaśniającym i przywracającym skórze idealną kondycję. Tak właśnie kosmetyki te zadziałały w moim przypadku. Już po 2-3 dniach stosowania widać wspaniałe efekty – buzia jest promienna, odżywiona, miękka, prawie nie powstają na niej niedoskonałości, uregulowane jest wydzielanie sebum. Cóż – nie mogę nie być zachwycona!

W serii jesiennej znajdziemy Rozjaśniającą piankę złuszczającą, Aktywną Wodę dla zmęczonej skóry, Krem regeneracyjny przeciwko ciemnym plamom oraz Regenerujący olejek do ciała. Sama nie wiem, który z tych kosmetyków jest najlepszy, bo najlepsze są po prostu stosowane jako cała linia.

SONY DSC

Zachwyćmy się więc najpierw złuszczającą pianką, która na początku wydaje się być bardzo delikatna, lekka, pięknie pachnąca. Jej właściwe działanie odkryjemy, pozostawiając ją na twarzy na kilka chwil. Zawiera bowiem złuszczający składnik, łagodniejszy od kwasów owocowych, który eliminuje martwe komórki, nie uszkadzając skóry. Efekt wybielający potęguje także ekstrakt z paproci wodnej oraz woda jeżynowa (!) i wyciąg z hibiskusa. Wierzcie mi – zakochacie się. Pianka idealnie oczyszcza i peelinguje, a jej stosowanie to czysta przyjemność.

Kolejnym krokiem w codziennej pielęgnacji jest Aktywna woda, czyli niezwykły tonik na wodzie jeżynowej z dodatkiem stewii, gliceryny, ekstraktów z alg i hibiskusa. Pachnie zabójczo! Dzięki temu, że jest dosyć gęsty, mogę zmywać nim także makijaż. Wspaniale odświeża i tonizuje, lekko nawilża. Pozostawia bardzo przyjemne uczucie na buzi.

Zwieńczeniem rytuału jest magiczny wręcz krem. Na początku zdziwiło mnie to, że w składzie, tuż po wodach (z jeżyn, a jakże!), jest kwas mlekowy! Do tego dodano m.in. olej z orzechów makadamia, z pestek winogron, ekstrakt z dzikiego akantu, alg – paproci wodnej, oczywiście stewię, hibiskus i olej słonecznikowy. Krem doskonale odżywia, reguluje i zapobiega niedoskonałościom. Najważniejsze, że mocno nawilża i widocznie rozjaśnia. Jest lekki, ale pozostawia delikatną warstwę na skórze. Idealny i na dzień i na noc.

SONY DSC

SONY DSC

Ostatnim kosmetykiem serii jest Regenerujący olejek do ciała. Pierwszy plus należy się tu za opakowanie – atomizer bardzo ułatwia rozprowadzanie produktu na ciele. Olejek jest lekki, suchy, co zawdzięczamy dużej ilości frakcjonowanego oleju kokosowego. Do niego dołożono odżywcze oleje – słonecznikowy, makadamia, sacha inchi, konopny, z owoców dzikiej róży i arganowy. To z kolei uzupełniono ekstraktem ze stokrotki i olejkami may chang, geranium, z drzewa sandałowego i mandarynkowym. Całość pachnie cudnie, lekko i orzeźwiająco. Olejek szybko się wchłania, pozostawia skórę miękką i elastyczną.

Tak przygotowane ciało może z promienną dumą wkroczyć w jesień!

Bardzo polecam – produkty dostępne na stronie Saisona.

SONY DSC

SONY DSC

Post powstał we współpracy z marką Saisona.

Zauroczona: Magia i globusy Bellerby & Co Globemakers

Tak się jakoś składa, że ostatnio często trafiam w internecie na globusy. Przeznaczenie? A może po prostu zwracam na nie specjalną uwagę? Miłość? Niedawno pokazywałam Wam ich trochę. Tym razem również nie mogłam się oprzeć i musiałam udostępnić nieco tej totalnej magii!

Nie wiem, czy może być bardziej romantycznego dla geografa, niż pracownia globusów. No powiedzcie! Całość jakby żywcem przeniesiona z bajki! Zakochałam się więc w Bellerby & Co Globemakers – w ich globusach, w ich pracowni, w tym niezwykłym sposobie na życie.  I zastanawiam się, jakby to było całymi dniami tworzyć ręcznie globusy, wędrować palcami i pędzlem z klejem przez wszystkie kontynenty i morza. Czarować coś tak niezwykłego, tak niespotykanego w naszym świecie. Ach…

Zdjęcia Bellerby & Co Globemakers – Instagram

Więcej na stronie Bellerby & Co

405-tile

Pomysł na jesienne pieczone ziemniaki z bakłażanem, boczkiem i bryndzą

To jeden z tych przepisów, które jesienią po prostu trzeba wypróbować! Nie będzie to danie lekkie, na pewno nie dietetyczne, ale jakże potrzebne, kiedy za oknem szaro-buro!

Pieczone ziemniaczki… mmm… ulubione od dzieciństwa! W wersji nieco bardziej bogatej, niż tradycyjnie – z masłem i solą. Moje comfort food w tym sezonie. Spróbujcie koniecznie!

SONY DSC

Jesienne pieczone ziemniaki z bakłażanem, boczkiem i bryndzą

Składniki

  • 4 bardzo duże ziemniaki
  • 1 niewielki bakłażan
  • 1 mała cebula
  • 4 paski wędzonego boczku
  • 1 opakowanie bryndzy 80g
  • 150 ml gęstej śmietany 18%
  • łyżeczka czarnuszki
  • łyżeczka suszonych pomidorów w formie przyprawy
  • olej do smażenia
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie
  • świeży rozmaryn, małe marchewki

 

SONY DSC

Bakłażana kroimy na plasterki, zasypujemy solą i odstawiamy.

Ziemniaki myjemy i wstawiamy do piekarnika na 200 stopni na około 60-85 minut – aż będą miękkie, ale skóra nie stanie się jeszcze chrupiąca.

Zasolonego bakłażana dokładnie myjemy z goryczki i osuszamy ściereczką lub ręcznikiem papierowym. Kroimy na kostkę, wraz z cebulą. Całość przesmażamy na oleju, dodając czarnuszkę, suszone pomidory, zioła, sól i pieprz. Kiedy bakłażan lekko zmięknie dolewamy pół szklanki wody i dusimy, aż do całkowitego odparowania i zmięknięcia, co chwilę mieszając.

Miękkie ziemniaki wyciągamy z piekarnika do ostygnięcia. Nożem wyżłabiamy w nich otwory na nadzienie. Wnętrze solimy.

Boczek kroimy na małe, cienkie paski i wkładamy równomiernie na dno otworów w ziemniakach. Na to nakładamy potrawkę bakłażanową. Gotowe ziemniaki dekorujemy z wierzchu bryndzą.

Wkładamy je ponownie do piekarnika, między nimi kładąc zroszone olejem, przecięte na pół marchewki i gałązki rozmarynu. Zapiekamy, aż ser się zarumieni, a skóra ziemniaków będzie chrupiąca.

Pozostałą bryndzę ucieramy ze śmietaną, solą i pieprzem (do smaku) na jednolity sos.

Gotowe ziemniaczki podajemy z sosem śmietanowo-bryndzowym i solą do smaku.

Smacznego!

SONY DSC

Jesienią w szafie w kolorach jesieni

Pomimo tego, ze cały czas tkwię w czymś, co określiłabym mianem żałoby po lecie, doceniam całe piękno jesieni, które ostatnio uderzyło ze zdwojoną mocą. Mamy jej najpiękniejszy okres, kiedy to zwykły spacer z dzieckiem kojarzy mi się z obrazkami z Paryża jesienią. Tak, jesień jest malownicza i aż prosi się, żeby ją…. nosić. Całkiem więc naturalnie i pomimo wyskakujących co jakiś czas trendów, jesienne ubrania przyjmują stosowane, ciepłe, zgaszone kolory – coś między szarościami, żółciami, rudościami, nieco brązu i bordowych akcentów.

Uwielbiam takie klimaty, więc bardzo się ucieszyłam przechodząc się niedawno po sklepach. Całkiem sporo mamy w tym sezonie ładnych rzeczy. Poniżej i Wam przesyłam trochę inspiracji.

jesienia1

Gdybym miała wskazać sieciówkę, której asortyment stanowczo najbardziej mi się podoba, wybrałabym Promod. To właśnie z jej look booka pochodzi zestaw z jesienną kurteczką we wzory. No i właśnie zaczęły się tam promocje 🙂 / Promod

Kurteczka-płaszczyk z klapami. Na baranku – jak to fajnie opisano na stronie. / Zara

jesienia2

Podoba mi się połączenie tradycyjnej zielonej parki z plisowaną spódnicą i szarym sweterkiem. / Mango

Na cieplejsze dni – czarna, lekka parka. Prosta, praktyczna, ale ma coś w sobie. / H&M

Musze sobie podobne buty sprawić. Jeszcze nie wiem czy wybiorę ciepły brąz – CLARKS Marquette Wish / Sarenza czy zamszowe szarości – TOMMY HILFIGER / Mivo

jesienia3

Ta torebka przykuła moja uwagę, kiedy ostatnio robiłam zakupy w Tesco. / F&F

Do zestawu z bordową koszulą i szarym płaszczem / Promod

jesienia5

Czy do nie jest cudowne połączenie kolorów? Karmelowy z szarościami! No i idealne połączenie peleryny ze swetrem. Całość wspaniała / Zara

jesienia4Nie mogłam przejść obojętnie obok jesiennych nowości Oysho! Zakochałam się w tej kracie! / Oysho

Przepis na lekki puder oczyszczający

Lekki, delikatny, łagodny. Ale to nie wszystko. Najważniejsze, że w swej lekkości, jest też skuteczny. Albo inaczej – pomimo swej lekkości, sprawdza się bardzo dobrze nawet w przypadku trudniejszych, problematycznych cer. Nasz dzisiejszy puder oczyszczający bardzo łatwo i szybko zrobić. Warto więc spróbować – pierwszy raz według mojego przepisu, a kolejny – modyfikując go według własnych potrzeb i… zaopatrzenia Waszej kuchni!

Puder oczyszczający to nic innego jak dobroczynny proszek, który rozrabiamy w dłoni z wodą na nie za gęsta papkę, a następnie masujemy nim twarz. Dzięki swoim składnikom kosmetyk wspaniale oczyszcza cerę ze wszelkich zanieczyszczeń. Biała glinka absorbuje nadmiar sebum, płatki owsiane i migdały odżywiają, soda wygładza skórę, a bergamotka ją reguluje, działa antyseptycznie i wprawia w dobry nastrój.  Warto pozostawić go na buzi na 10 minut, jako glinkową maseczkę.

 

SONY DSC

SONY DSC

Lekki puder oczyszczający

Składniki:

  • 2 łyżki białej glinki
  • 2 łyżki zmielonych migdałów łuskanych
  • 2 łyżki zmielonych płatków owsianych
  • 2 łyżki sody oczyszczonej
  • 15 kropelek olejku bergamotowego

 

Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i zamykamy w czystym pojemniczku. Aby długo nam posłużył, dbamy o to, aby nie docierała do niego wilgoć. Około łyżki pudru, jak już wyżej wspomniałam, rozrabiamy w dłoni z wodą na papkę i masujemy nim twarz. Całość zmywamy wodą, choć najlepiej pozostawić go na skórze jeszcze na 10 minut. Na koniec przemywamy twarz tonikiem (najlepiej sprawdzi się tu taki kwaśny z dodatkiem octu) i nakładamy krem. Polecam!

 

SONY DSC

Kiedy nic nie wychodzi + wyniki konkursu

Taki był piękny plan. Wymyśliłam sobie post: „dzień z życia prowadzącej warsztaty kosmetyki naturalnej”. Wczesna jesień jest na to świetnym czasem – to sezon na wszelkiego typu wyjazdy i spotkania integracyjne w firmach, a właśnie podczas takich eventów najczęściej prowadzę warsztaty. Postanowiłam wykorzystać idealną, zbliżającą się okazję, wykorzystując przy okazji fantastyczny plener – warsztaty w pięknym hotelu w Bieszczadach. Zaraz po nich wybieraliśmy się z przyjaciółmi na weekend w Pieniny.

No i wszystko zaczęło się psuć.

A w zasadzie to głównie pogoda. Były to bowiem trzy dni pełne nieustającego deszczu. W piątek wstałyśmy skoro świt – ja i moja siostra, która często podczas wyjazdów warsztatowych pomaga mi jako kierowca i asystentka. I co? I było szaro, buro i mokro. Aparat, który miał nam towarzyszyć od początku schowałam głęboko – szkoda było, żeby zamókł… Cóż, trudno. Około 7 wyjechałyśmy na wschód daleki, nową piękną autostradą. I jechałyśmy. Po zjeździe z autostrady już nie tak szybko, minęłyśmy Rzeszów, mniejsze miejscowości, aż wokół zaczęło się robić pusto. Domy pojawiały się sporadycznie. Stacji, sklepu czy knajpki to już w ogóle przestałyśmy nawet wyszukiwać. Dobrze, że sygnał GPS do nas jakoś w tej głuszy docierał. A musicie wiedzieć, że pomimo pogody, głusza ta była piękna. A może właśnie dzięki niej? Co rusz docierająca do nas, wędrująca po polach i nieckach mgła, lekka mżawka, nisko zawieszone, ciężkie chmury, wilgoć w powietrzu – wszystko to sprawiało, że pogórza, które mijałyśmy otoczone były niezwykłą aurą. Niemal magiczną, bardzo tajemniczą, pełną bólu przemijania i ciekawości rozpoczynającej się właśnie jesieni.

Hotel Arłamów wyłonił się z mgły nagle, wręcz niespodziewanie, tuż za ostro pnącą się w górę, prawie pionową drogą (takie przynajmniej sprawiała wrażenie). Jest ogromny, położony pośród niczego, w miejscu wymarłej wioski Łemków. Byliście tam? A może słyszeliście o tym miejscu – tutaj internowany był Wałęsa? Sama byłam pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Hotel jest nowy, zbudowany z ogromnym rozmachem, bardzo ładny. Szczególnie spodobały mi się wyciągi narciarskie, podchodzące niemal pod samą recepcję. A także olbrzymia sala restauracyjna pod szklanym dachem, służąca także za audiowizualną salę widowiskową. Ponoć z hotelu rozciąga się piękny widok na Bieszczady. Cóż… my widziałyśmy jedynie mocno romantyczną, ale jednak zaburzającą całość obrazu, mgłę…

No dobra… przesadziłam z tym, że nic nie wychodzi. Warsztaty bowiem (oczywiście) wyszły. Zupełnie jednak nie zrealizowałam swojego planu związanego z pokazaniem Wam warsztatowej codzienności. Pozostawiam to więc na przyszłość, może w przyszłym tygodniu mi się uda…

To jednak nie koniec złej passy. Cały weekend, który zapowiadał się tak pięknie – z przyjaciółmi, w Pieninach, w drewnianych domkach – też lało. Znudzone dzieci musiały rozrabiać wewnątrz, zamiast latać z niczego nie spodziewającymi się owcami po halach (choć i tego spróbowaliśmy!). Na dodatek, cały ten wspaniały weekend zakończył się kłótnią z mężem i jakimś okropnym choróbskiem, które musiałam przezwyciężyć do czwartku – do kolejnych warsztatów w Warszawie.

Nie przezwyciężyłam… Do teraz mi źle. Źle mi też, że nie udało mi się zrealizować planów, że przez chorobę mam sporo zaległości, że byłam w stanie realizować tylko najpilniejsze zadania (maile, wysyłki, nieco marketingu dla Blisko Natury), itp., itd…

Ale wiecie co? Przez dwa dni prawie cały czas mogłam sobie spokojnie leżeć i czytać. A akurat trafiła się fajna książka!

Kiedy więc nic nie wychodzi… no… nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czasem trzeba po prostu na chwilę się zresetować.

warsztaty

Jeszcze z jednego powodu mi źle… że Was tak długo przetrzymałam z wynikami konkursu z Lili in the Garden

Już to naprawiam!

Naszyjnik (jeden z moich ulubionych, sama mam podobny na zdjęciu powyżej), wygrywa…

Anna S (AnnaAr)

A dla wszystkich…

15% rabatu

na zakupy w Lili in the Garden, do końca października

z kodem „konkurslili”

Gratuluję i proszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl! Dziękuję wszystkim ciepło za udział!

wgrywa druzy

Facebook