Pomysł na prezent: Magia świec Green Dragonfly

Potrzebujecie prawdziwej magii? Ja czasem potrzebuję. Bardzo. Zapalam wtedy jedną ze świec od Hani z Green Dragonfly. I od razu robi się cieplej, przytulniej, bardziej kolorowo. I nie chodzi tu o sam płomień. W Hani świecach jest cały ogrom pozytywnej energii samej Hani. Nigdy się nie widziałyśmy na żywo, znamy się „internetowo” i telefonicznie. A po każdej rozmowie z Hanią uśmiecham się przez pół godziny. Co najmniej. Taką ma dziewczyna moc. I w jakiś niesłychany sposób umieszcza ją w swoich dziełach.

Tym razem przeszła samą siebie tworząc świece Little Elegance! Ułożone równo w pudełeczku wyglądają jak czekoladki. Bardzo elegancko, kobieco. Każda mała świeczucha jest dziełem sztuki – wygląda wspaniale i jeszcze piękniej pachnie. Mój lawendowy zapach relaksu koi zmysły. I wywołuje wielki uśmiech.

Polecam Wam bardzo świece sojowe Green Dragonfly, jeśli chcecie sprawić komuś na Gwiazdkę prawdziwą radość. Taką… niebanalną, dopieszczoną. Hania dba o każdy szczegół, dzięki czemu całość – i pudełeczko, i etykieta, płótno, świeca, no całość sprawia niezapomniane wrażenie.

Na zdjęciach znajdują się świece Little Elegance Zapach relaksu i świeca In Velvet zapach optymizmu.

SONY DSC

SONY DSC

świece12

SONY DSC

świece11

SONY DSC

Pozostaje nam… Enjoy the little things!

Nie, to wcale nie jest tak, że sami decydujemy o swoim życiu. Chcielibyśmy, aby tak było. Ale tak nie jest. Owszem, mamy ogromny wpływ na to kim jesteśmy, co robimy, kto jest wokół nas. Kształtują nas nasze własne wybory. Ale przypadek czy los, jak kto woli, a nawet konsekwencje wspomnianych wyborów z nawet zaprzeszłych czasów, realnie odbijają się na naszym życiu.

No bo jak tu przewidzieć, że kiedy w najlepszym nastroju, w pełni szczęścia, z otwartym sercem i duszą, wybierasz się w piątkowy wieczór na koncert, ktoś inny w tym samym czasie planuje najgorsze zło, które zmieni twoje życie diametralnie. Lub wręcz je zabierze. No jak?

To oczywiście jedna z tych sytuacji ekstremalnych, którą żyjemy teraz wszyscy. Wróćmy jednak do tu i teraz. Do codzienności. Czy znajdujecie się w tym miejscu w swoim życiu, w którym chcieliście być? W którym wymarzyliście sobie, że będziecie? Nawet ciężko pracując, konsekwentnie realizując swoje pomysły, wytrwale wierząc, że dąży się do upragnionego celu, on wciąż bywa bardzo daleko. Wiem coś o tym. Chwile załamania przychodzą często.

Albo inny przykład. Często teraz z Różą jesteśmy same. To nie jest tak, że tego chciałyśmy. W naszej sytuacji najlepszym rozwiązaniem (tak przynajmniej nam się wydaje) jest praca mojego męża daleko. Wyjeżdża więc, raz na krócej, raz na dłużej. I chociaż staram się często z Małą wychodzić, kogoś odwiedzać, coś organizować, to jednak także często spędzamy popołudnia i wieczory same, razem. I aby nie było nam wtedy smutno, celebrujemy je w specjalny sposób.

Bo, moi drodzy, jeśli nie możemy do końca ogarnąć tego wszystkiego, w całości, skupmy się na drobiazgach, które poprawiają humor. Które lubimy, które wywołują uśmiech, podczas których łapiemy oddech i zastrzyk energii. Cieszmy się chwilami. Odkrywajmy dobre strony poszczególnych momentów.

I tak, odkryłam chociażby, że uwielbiam wieczorem, kiedy Róża ogląda dobranocki, a ja skończę ogarniać kuchnię, przysiąść w niej, z herbatą lub kawą (tak pijam wieczorami kawę, zwłaszcza kiedy szykuje mi się jeszcze trochę pracy nocnej), przed oknem, z włączoną głośno muzyką. I albo tak siedzieć i wpatrywać się w przestrzeń, w ludzi, w szumiące drzewa. Albo przeglądać nowe Elle czy biedrnkowe przepisy po kuchni hiszpańskiej. Albo zadzwonić do kogoś bliskiego i przegadać pół godziny o głupotach. Albo wymyślać jakieś nowe przepisy na kąpielowe babeczki. No, uwielbiam te chwile.

Taki mamy czas teraz szary, ponury, listopadowy. Jest to jednak genialny czas na celebrowanie drobnostek. Powoli bowiem zbliżają się Święta. I chociaż wiele z Was uważa, że to jeszcze za wcześnie, że to wszystko marketing, ja doceniam to, że tak powolutku, bardzo niespiesznie, możemy wprawiać się w nastrój, który uwielbiam. Bo najgorzej, to w ostatnim momencie, w całej tej okropnej gorączce latać spoconym po przepełnionych galeriach i kupować co tam wpadnie pod rękę. Jak to się ma do Świąt? Nijak!

Mam zatem dla Was kilka pomysłów. Mam też ogromną nadzieję, że razem spędzimy ten ciepły, wspaniały czas!

W tym roku więc:

  • Przygotuj koniecznie kalendarz adwentowy. Czy to dla dzieci, czy dla innych bliskich osób. To jest dopiero synonim radosnego oczekiwania i cieszenia się każdą chwilą, w której odkrywa się codziennie nową niespodziankę.
  • Przy najbliższej okazji, będąc w sklepie, zakup pachnące przyprawy – laski cynamonu, goździki, gwiazdki anyżku, kardamon czy laski wanilii. Dodawaj je do kaw, herbat i czekolady na gorąco. Nic tak nie wprawia w dobry nastrój i jednocześnie rozgrzewa od samego środka!
  • KONIECZNIE upiecz pierniczki. Zwłaszcza z dziećmi. I KONIECZNIE urządź wspólne ozdabianie ich. Jeśli nie z dziećmi, to zaproś przyjaciółki!
  • W tym roku ubierz choinkę wcześniej. No, nie już teraz. Ale też nie w samą Wigilię! Wierz mi – przed Świętami, kiedy ich oczekujemy, choinka i jej ciepłe światełka, cieszą bardziej.
  • Wybierz się na świąteczny kiermasz. Ale na spokojnie. Nie przejmuj się tłumami. Spaceruj wzdłuż straganów i sklepików, wypij grzane wino, zjedz oscypka z grilla. Kup sobie nową bombkę w dziwnym kształcie, np. żaby 😀 A co!
  • Spraw, aby kupowanie prezentów dla bliskich było przyjemnością, a nie obowiązkiem. Nie rób tego na ostatni moment. Zastanów się lub poproś o napisanie listu do Mikołaja. Obdarowywanie to naprawdę mocno energetyzująca sprawa, jeśli tylko nie podchodzi się do tematu na siłę. A czasu mamy jeszcze sporo.
  • Zaopatrz się w olejki eteryczne o świątecznych zapachach – pomarańczowy, cynamonowy, goździkowy i aromatyzuj nimi dom. Wieczorem zapal świece.
  • Już z początkiem grudnia umieść w domu świąteczne akcenty. Nic na siłę, ale odrobina jemioły, gałązki świerku, figurka uśmiechniętego renifera zrobią robotę!
  • Inspiruj się świątecznie! Przeglądaj internet, blogi, zaglądaj do Lili! No, obowiązkowo!

Ale jeśli nie chcesz, to nie rób nic z powyższej listy. Ważne, żeby to co robisz, cieszyło Ciebie!

Enjoy the little things!

W roli głównej: NAFFI Nawilżający krem z olejem awokado IOSSI

IOSSI ma wszystkie znamiona klasycznej manufaktury. Markę tworzy ciepła, sympatyczna dziewczyna z ogromną pasją. Zgłębiła tajniki naturalnej biochemii i całą swoją wiedzę przeobraża w małe cuda. Sama, ręcznie, tradycyjnie. Jak to się niegdyś robiło. Swoje dzieła zamyka w szkło – ciemne buteleczki i przezroczyste słoiczki, typowo manufakturowe. Dokleja nie zawsze równo przycięte etykiety. A potem całe to dobro wysyła w świat. Co akurat cieszy mnie bardzo, bo mogę czerpać z ich mocy.

Pokazywałam Wam niedawno na FB olejki IOSSI. Już wiem, ze są genialne. Dzisiaj jednak nie o nich. Dzisiaj o ich gęstszym koledze – kremie NAFFI. Żółciutkim, słonecznym, takim wręcz… optymistycznym!

Spodziewałam się większego tłuściocha. Takie wrażenie sprawiał na zdjęciu w sklepie. Tymczasem NAFFI to, wbrew pozorom, całkiem lekki i natłuszczacz i nawilżacz. Przyjemnie kremowy, ale lekki. Pełen dobroczynnych olejów, ale lekki. Nałożony na skórę, znika w niej bardzo szybko. Pomimo tego pozostawia dobrze wyczuwalną, ale w ogóle nie przeszkadzającą warstwę ochronną. Delikatną tarczę chroniącą nas przed wiatrem, chłodem i smogiem. Skóra przyjmuje go bardzo chętnie i niemal natychmiast staje się bardziej elastyczna, miękka i odżywiona. Pozostaje niestety widoczny efekt świecenia, ale nie jest to sprawa mocno problematyczna. Z pewnością jest to idealny produkt na okres jesienno-zimowy, kiedy tak bardzo potrzebujemy mocnej dawki i ochrony i odżywienia.

SONY DSC

Zapach… dosyć charakterystyczny dla kosmetyków naturalnych, które wykorzystują zbawienne właściwości olejków eterycznych. Bardzo ziołowy. Mamy tu i olejek lawendowy, i palmarozę, i geranium, i cytrynę, drzewo sandałowe, tymianek czy kadzidłowiec. Czyli bardzo dużo pachnących elementów, tworzących tą charakterystyczną mieszankę. Głęboko wierzę, że wielu z Was taki właśnie aromat może się spodobać. Nie jest drażniący, ale jednak nie są to moje nuty. Niemniej jednak bardzo sobie cenię taką mieszankę olejków, za ich wpływa na skórę.

W kremie znajdziemy też moją ulubiona wodę różaną, a pierwszym w składzie z olejów, jest także jeden z moich ulubionych – olej krokoszowy. Poza tym mamy tu wspaniały, mocno odżywczy olej awokado, a także oleje z zarodków pszenicy, pachnotki, ogórecznika i rokitnikowy (oj, też uwielbiam!). Wszystkie opisane są świetnie na stronie IOSSI – odsyłam Was więc TU. A od siebie dodam, że wszystkie znam i wszystkie są bardzo wartościowe pod względem pielęgnacyjnym.

Pozostaję więc w zachwycie, a marce IOSSI życzę samych sukcesów. Wiem, że nie jest łatwo tak małym manufakturom na naszym rynku. Ich mocą jest jednak wysoka jakość, niekonwencjonalne podejście i całe to serce wkładane w przygotowanie każdego z produktów. Bo to serce czuć.

Krem dostępny na stronie IOSSI.

SONY DSC

W co się ubrać na świąteczne okazje

Tak, wiem, do Świąt jeszcze cała masa czasu. Ale to się tylko tak wydaje. To minie w okamgnieniu. No i chyba nie chciałybyście, dziewczyny, aby nagle okazało się, ze nie macie w co się ubrać na te wszystkie świąteczne okazje? Jak w koszmarze sennym!

Dzisiejszym postem w zasadzie rozpoczynamy świąteczną serię. Bardzo powoli, ale będę się w Lili rozkręcać. Uwielbiam ten magiczny okres, uwielbiam się nim cieszyć. Chciałabym, abyście towarzyszyli mi w nim także w tym roku. Zapraszam Was serdecznie. Obiecuję, że będzie ciekawie, ładnie i w stylu Lili!

Tymczasem, zobaczcie kilka moich propozycji i pomysłów na to, żeby w te Święta wyglądać wyjątkowo!

 

moda1

1. Jedwabna koszula Borko w pięknym kolorze. Showroom, cena: 490 zł

2. Prosta, elegancka. Bluzka Fantine, Aggi, cena: 99,90 zł

3. Cudna spódnica ze złotym ornamentem, Chi Chi London, cena: 269 zł

4. Bluzka z uroczym kołnierzykiem, Mango, cena: 119,90 zł

5. Koszula z kokardą, Simple, cena: 439,90 zł

6. Długa spódnica Decadence, Chi Chi London, cena: 289 zł

 

moda2

7. Czarna sukienka z wełny z asymetrycznym dekoltem, Monika Kamińska, cena: 799 zł

8. Dwuczęściowa sukienka z włoskiej tafty, monnom boutique, cena: 195 zł

9. Złote szpilki, Topshop, cena: 185,40 zł

10. Piękna, granatowa, koronkowa sukienka, Chi Chi London, cena: 369 zł

11. Czerwona sukienka z falbanami, Yoshe, cena: 425 zł

12. Rozkloszowana sukienka z czarnymi kiatami, Yoshe, cena: 425 zł

Moja ulubiona lekka zupa rozgrzewająca

Pierwszy raz podobną zupę zrobiłam, a w zasadzie wymyśliłam, bardzo dawno. Sama już nie wiem czy jeszcze w szkole podstawowej czy w liceum (takie były czasy, że nie było gimnazjum).  Dumna z siebie byłam bardzo, nie powiem. Bo i zupa pyszna wyszła. Od tamtej pory przeszła kilka przeobrażeń, aby ostatecznie przemienić się w to cudo, które dzisiaj Wam prezentuję. I bardzo Wam moją zupę polecam – jest lekka, zdrowa, mocno rozgrzewa i dodaje energii. Idealna na listopad!

SONY DSC

Moja ulubiona lekka zupa rozgrzewająca

Składniki

  • włoszczyzna – 3 marchewki, 2 pietruszki, pół selera, por
  • ćwierć małej kapusty włoskiej
  • 1 papryka, użyłam żółtej
  • łyżeczka ziaren pieprzu
  • 2-3 ziela angielskie
  • łyżka czarnuszki
  • niewielka laska cynamonu
  • cebulka dymka – sam szczypior
  • 1 łyżka oleju ryżowego
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • 2 łyżki miodu
  • 100 g makaronu ryżowego
  • łyżeczka przyprawy garam masala
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz

 

Do garnka wrzucamy obraną włoszczyznę, dwie garście pokrojonej na drobne kawałki kapusty włoskiej i pół pokrojonej w kosteczkę papryki. Dodajemy ziarenka pieprzu, ziela angielskiego i czarnuszki oraz cynamon. Zalewamy ok. 3 litrami wody i na małym ogniu gotujemy wywar. W razie potrzeby, dolewamy wodę. Bulion musi być esencjonalny, a warzywa miękkie. Dolewamy olej ryżowy, ocet, miód, dosypujemy garam masalę i wrzucamy pokrojone na 4 części ząbki czosnku. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Na sam koniec wrzucamy ponownie około garść świeżo pokrojonej kapusty, pół papryki w drobnej kosteczce i 2 łyżki szczypioru cebulki dymki, pokrojonego na cienkie paski. Wyciągamy marchewkę, pietruszkę, selera i pora. 1-2 marchewki kroimy na talarki i ponownie dodajemy do zupy. Wrzucamy do niej suchy makaron ryżowy i odstawiamy z ognia do ostygnięcia i aby makaron zmiękł. Smacznego!

SONY DSC

Przepis na ujędrniające kawowe mydełka – różyczki z luffą

Ot, taka moja wariacja na temat tradycyjnego kawowego peelingu antycellulitowego, który zapewne każda z Was choć raz w życiu w domu zrobiła. Formę pasty kawowej zamieniłam tym razem na… mydełko! Intensywnie ścierające, bo w środku umieściłam luffę – naturalną gąbkę. A gdzie kawa? Ano ukryta pod postacią masełka i olejku kawowego.  Wszystko naturalne. Wszystko mocno, cudownie pachnące! Jeśli więc lubicie aromat kawy, a do zależy Wam na ujędrnieniu skóry, bardzo polecam!

Mydełko dzięki masłu kawowemu przy okazji mycia ciała, przyjemnie odżywia. Kawa wzmaga krążenie krwi i usuwanie toksyn. Jej zapach pobudza i dodaje energii. Intensywny peeling najbardziej newralgicznych miejsc na ciele wykonany trzymanym w dłoni mydełkiem jest genialnym zabiegiem ujędrniającym. Świetnie też przygotowuje skórę do wchłonięcia składników nawilżających z Waszego ulubionego balsamu.

Do dzieła!

SONY DSC

Kawowe mydełka – różyczki z luffą

Składniki na 3 mydełka:

  • 3 około 2-centymetrowe fragmenty gąbki luffa (po prostu odkroiłam od dużej gąbki)
  • 4 łyżki drobno pokrojonej białej bazy mydlanej, najlepiej eko
  • łyżeczka zmielonej kawy
  • ok. 2 szklanki drobno pokrojonej transparentnej bazy mydlanej, najlepiej eko
  • 3 łyżki masła kawowego
  • łyżeczka olejku kawowego (kawa arabska)
  • foremki silikonowe – różyczki

Na dno foremek sypiemy kilka szczypt zmielonej kawy. W kąpieli wodnej lub mikrofali roztapiamy białą bazę mydlaną, nie dopuszczając do wrzenia. Roztopioną mieszamy z 1 łyżeczką masła kawowego i sprawnie przelewamy na dno foremek, po równo, aby powstały białe wzory na powierzchni mydełek. Następnie do foremek wkładamy po jednej uciętej gąbce. Roztapiamy transparentną bazę mydlaną, często ją mieszając. Do roztopionej dodajemy pozostałe masło kawowe oraz olejek kawowy (na samym końcu). Dokładnie i szybko mieszamy. Bazą zalewamy foremki z gąbkami. Mydełka odstawiamy do stwardnienia.

SONY DSC

SONY DSC

 

 

Facebook