Przepis na świąteczny olejek ratunkowy

Najwięcej pracy mam zawsze w okresie przedświątecznym. Jest to jednak najprzyjemniejsza praca z możliwych! Pełna oczekiwania, radości i magii. W Lili in the Garden już zaczął się szał zakupów. Wkrótce ruszamy z Wielkim Świątecznym Konkursem i Katalogiem Prezentów. Będzie się działo!

Gdzieś w między czasie musi pojawić się miejsce na kolejne inspiracje! Mam dzisiaj dla Was pomysł na cudowny prezent i dla bliskich i dla siebie. Będzie to bardzo prosty, a doprawdy wspaniały olejek ratunkowy pełen gwiazdkowego aromatu. Olejek wysycony jest niezwykle kojącymi ekstraktami z rumianku i nagietka, które w połączeniu z odżywczą i łagodząca mocą oleju z pestek winogron i ryżowego, sprawią, że skóra odzyska blask, stanie się miękka i nawilżona. A co najważniejsze – zregenerowana!

Olejek działa też na zmysły! Otula je i dodaje im wigoru. Jest jednocześnie przytulny i mocno energetyzujący. A wystarczy przejść się do pobliskiego supermarketu i sklepu zielarskiego! W tym pierwszym zakupimy dobrej jakości oleje i goździki, w drugim zioła i olejek pomarańczowy.

Zaczynamy od przygotowania maceratu. Najlepiej już teraz o tym pomyśleć, bo najlepsze maceraty potrzebują kilku tygodni!

SONY DSC

Świąteczny olejek ratunkowy

Składniki

  • garść suszonych kwiatów nagietka
  • garść suszonych kwiatów rumianku
  • olej z pestek winogron – około szklanki
  • olej ryżowy – około szklanki
  • słoik, gaza
  • kilka gożdzików
  • olejek pomarańczowy
  • butelka ze spryskiwaczem

 

SONY DSC

SONY DSC

Przygotowujemy macerat. Suszone kwiaty wkładamy do słoika. Zalewamy je olejami, po równo, do takiego poziomu, aby całkowicie zakryły kwiaty. Słoik zamykamy i odstawiamy w ciepłe i suche miejsce na około 2 tygodnie, co kilka dni całość wstrząsając. Macerat można też przygotować szybciej – podgrzewając mieszaninę na malutkim ogniu, w kąpieli wodnej, przez kilka godzin, co jakiś czas mieszając. Gotowy macerat przecedzamy przez gazę i przelewamy do czystego słoiczka.

Przygotowujemy butelkę ze spryskiwaczem – wybrałam taką, ponieważ idealnie sprawdza się w przypadku olejków ratunkowych do suchej i podrażnionej skóry, a także do codziennej pielęgnacji. Na buteleczkę 30 ml – na dno sypiemy kilka goździków, zalewamy je maceratem i dodajemy ok. 15 kropelek olejku pomarańczowego. Całość wstrząsamy.

Olejek najlepiej sprawdza się nakładany na wilgotną skórę, zaraz po kąpieli.

Po dodaniu do buteleczki kokardy – zamienia się we wspaniały prezent!

 

SONY DSC

Kalendarz adwentowy do wydrukowania – wersja dla zapracowanych!

Wprawdzie lubię kreatywne ręczne robótki i od kilku lat przygotowuję kalendarze adwentowe, ale dobrze wiem, jak to jest, jak się nie ma czasu i energii. Jak to nieraz ciężko się zabrać za wycinanki, wymyślanki i kombinowanie z bibułkami, farbami i całą tą artystyczną masą. Baaa… Kiedy dzieci zaczynają być trochę bardziej rozumniejsze, dobrze by było, aby w kalendarzu adwentowym nie znajdywały jedynie słodycze, ale także inne niespodzianki. Tylko jak tu nagle wymyślić 24 sposoby na kreatywne spędzenia czasu z dzieckiem?

I właśnie dlatego, tegoroczny kalendarz adwentowy w Lili wygląda inaczej!

kalendarz duży

  • Tym razem bowiem wystarczy, że wydrukujecie kalendarz, który Wam zrobiłam oraz zestaw 24 małych karteczek (do ściągnięcia PONIŻEJ)!
  • Kalendarz umieszczamy w ramce (bez szkiełka), przymocowujemy do lodówki, tablicy korkowej, drewnianej czy co tam jeszcze wymyślicie.
  • Codziennie skreślacie jeden dzień. Aż do Świąt oczywiście!
  • I codziennie wieczorem obmyślacie niespodziankę dla dzieci (lub męża/konkubenta/kochanka, no, ewentualnie dla rodziców, przyjaciół, itp.) i wpisujecie ją na jednej z karteczek. Może to być coś małego, jak czekoladka w kształcie Mikołaja i „poszukaj pod poduszką”. Może to być też coś aktywnego, jak „dzisiaj pieczemy pierniczki” lub „wycieczka na kiermasz świąteczny”. A może „wieczór przytulania i gilgotek” albo „dzisiaj wraca tata!”. Wiecie o co chodzi, prawda? Dostosowujecie się do własnych potrzeb, chęci, pogody, okazji. etc.
  • Karteczkę co wieczór umieszczacie przy kalendarzu – wkładacie w ramkę, przypinacie magnesem lub pinezką.
  • A co rano ktoś ma nową niespodziankę!

I oczekiwanie na Święta staje się prawdziwą MAGIĄ!

Tak to wymyśliłam 🙂 Fajnie?

SONY DSC

ŚCIĄGNIJ I WYDRUKUJ

kliknij:

— [download id=”4134″] —

— [download id=”4136″] —

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Lodowe torciki kąpielowe – przepis na 3-składnikowe cuda

Uwielbiam przepisy proste i spektakularne jednocześnie! Takie właśnie są nasze dzisiejsze cuda. Wystarczą Wam bowiem 3 składniki, dostępne w zwykłym spożywczym sklepie, aby stworzyć lodowe torciki kąpielowe. No… i jeszcze posypki do pierniczków, które teraz znajdziecie prawie wszędzie. Nie macie torcikowych foremek? To nie jest przeszkodą – zróbcie je w zwykłych foremkach silikonowych na babeczki, a potem ozdabiajcie według własnego uznania. Też pięknie wyjdą!

Czym są torciki? Cudownymi kosmetykami – bombami do kąpieli. Wrzucone do wanny z wodą będą wspaniale musować, a porządna dawka oleju kokosowego, tego najlepszego, ekologicznego, nierafinowanego, pachnącego niebiańsko świeżym kokosem, odżywi skórę. Po takiej kąpieli będzie ona miękka, nawilżona i zadbana.

SONY DSC

Lodowe torciki kąpielowe

Składniki na 3-4 torciki

  • 4 łyżki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kwasku cytrynowego
  • 8 łyżek roztopionego oleju kokosowego nierafinowanego
  • ulubione posypki cukrowe do ciasteczek – wybrałam gwiazdki i perełki

SONY DSC

Olej kokosowy musi być roztopiony, lekko go więc podgrzewamy w mikrofali lub kąpieli wodnej. Do miski przesypujemy suche składniki, dolewamy olej, całość dokładnie mieszamy. Mieszanina będzie dosyć płynna, warto, aby lekko zgęstniała przed przelaniem w foremki. W tym celu wyciągamy z zamrażalnika lód lub mrożonkę, na niej ustawiamy miseczkę w mieszaniną i lekko mieszamy, czekając, aż chłód sprawi, że olej kokosowy zacznie twardnieć. Gęstszą, dobrze wymieszaną masę przelewamy do foremek. Odstawiamy do lodówki do stwardnienia. Przed wyciągnięciem torcików z foremek, polecam włożenie ich na 20 minut do zamrażalnika.

Zabieramy się za ozdabianie torcików. Przygotowujemy cukrowe posypki do ciasteczek oraz kuchenną zapalniczkę. Miejsce, do którego chcielibyśmy przymocować cukrową ozdobę delikatnie ogrzewamy, aby olej lekko się roztopił. Sprawnie doklejamy kształt. Gotowe torciki ponownie odstawiamy do lodówki.

Torciki przechowujemy w lodówce lub w temperaturze pokojowej. Będą się lekko roztapiać pod wpływem ciepła dłoni.

Dodajemy je do kąpieli – jeden torcik na jedną kąpiel. Uwaga – mogą sprawić, ze wanna będzie tłusta. Można też odłamać fragmenty torcików i dodawać do wody ich mniejszą optymalną ilość.

Cudownie pachną kokosami!

SONY DSC

Pomysł na prezent: Magia świec Green Dragonfly

Potrzebujecie prawdziwej magii? Ja czasem potrzebuję. Bardzo. Zapalam wtedy jedną ze świec od Hani z Green Dragonfly. I od razu robi się cieplej, przytulniej, bardziej kolorowo. I nie chodzi tu o sam płomień. W Hani świecach jest cały ogrom pozytywnej energii samej Hani. Nigdy się nie widziałyśmy na żywo, znamy się „internetowo” i telefonicznie. A po każdej rozmowie z Hanią uśmiecham się przez pół godziny. Co najmniej. Taką ma dziewczyna moc. I w jakiś niesłychany sposób umieszcza ją w swoich dziełach.

Tym razem przeszła samą siebie tworząc świece Little Elegance! Ułożone równo w pudełeczku wyglądają jak czekoladki. Bardzo elegancko, kobieco. Każda mała świeczucha jest dziełem sztuki – wygląda wspaniale i jeszcze piękniej pachnie. Mój lawendowy zapach relaksu koi zmysły. I wywołuje wielki uśmiech.

Polecam Wam bardzo świece sojowe Green Dragonfly, jeśli chcecie sprawić komuś na Gwiazdkę prawdziwą radość. Taką… niebanalną, dopieszczoną. Hania dba o każdy szczegół, dzięki czemu całość – i pudełeczko, i etykieta, płótno, świeca, no całość sprawia niezapomniane wrażenie.

Na zdjęciach znajdują się świece Little Elegance Zapach relaksu i świeca In Velvet zapach optymizmu.

SONY DSC

SONY DSC

świece12

SONY DSC

świece11

SONY DSC

Pozostaje nam… Enjoy the little things!

Nie, to wcale nie jest tak, że sami decydujemy o swoim życiu. Chcielibyśmy, aby tak było. Ale tak nie jest. Owszem, mamy ogromny wpływ na to kim jesteśmy, co robimy, kto jest wokół nas. Kształtują nas nasze własne wybory. Ale przypadek czy los, jak kto woli, a nawet konsekwencje wspomnianych wyborów z nawet zaprzeszłych czasów, realnie odbijają się na naszym życiu.

No bo jak tu przewidzieć, że kiedy w najlepszym nastroju, w pełni szczęścia, z otwartym sercem i duszą, wybierasz się w piątkowy wieczór na koncert, ktoś inny w tym samym czasie planuje najgorsze zło, które zmieni twoje życie diametralnie. Lub wręcz je zabierze. No jak?

To oczywiście jedna z tych sytuacji ekstremalnych, którą żyjemy teraz wszyscy. Wróćmy jednak do tu i teraz. Do codzienności. Czy znajdujecie się w tym miejscu w swoim życiu, w którym chcieliście być? W którym wymarzyliście sobie, że będziecie? Nawet ciężko pracując, konsekwentnie realizując swoje pomysły, wytrwale wierząc, że dąży się do upragnionego celu, on wciąż bywa bardzo daleko. Wiem coś o tym. Chwile załamania przychodzą często.

Albo inny przykład. Często teraz z Różą jesteśmy same. To nie jest tak, że tego chciałyśmy. W naszej sytuacji najlepszym rozwiązaniem (tak przynajmniej nam się wydaje) jest praca mojego męża daleko. Wyjeżdża więc, raz na krócej, raz na dłużej. I chociaż staram się często z Małą wychodzić, kogoś odwiedzać, coś organizować, to jednak także często spędzamy popołudnia i wieczory same, razem. I aby nie było nam wtedy smutno, celebrujemy je w specjalny sposób.

Bo, moi drodzy, jeśli nie możemy do końca ogarnąć tego wszystkiego, w całości, skupmy się na drobiazgach, które poprawiają humor. Które lubimy, które wywołują uśmiech, podczas których łapiemy oddech i zastrzyk energii. Cieszmy się chwilami. Odkrywajmy dobre strony poszczególnych momentów.

I tak, odkryłam chociażby, że uwielbiam wieczorem, kiedy Róża ogląda dobranocki, a ja skończę ogarniać kuchnię, przysiąść w niej, z herbatą lub kawą (tak pijam wieczorami kawę, zwłaszcza kiedy szykuje mi się jeszcze trochę pracy nocnej), przed oknem, z włączoną głośno muzyką. I albo tak siedzieć i wpatrywać się w przestrzeń, w ludzi, w szumiące drzewa. Albo przeglądać nowe Elle czy biedrnkowe przepisy po kuchni hiszpańskiej. Albo zadzwonić do kogoś bliskiego i przegadać pół godziny o głupotach. Albo wymyślać jakieś nowe przepisy na kąpielowe babeczki. No, uwielbiam te chwile.

Taki mamy czas teraz szary, ponury, listopadowy. Jest to jednak genialny czas na celebrowanie drobnostek. Powoli bowiem zbliżają się Święta. I chociaż wiele z Was uważa, że to jeszcze za wcześnie, że to wszystko marketing, ja doceniam to, że tak powolutku, bardzo niespiesznie, możemy wprawiać się w nastrój, który uwielbiam. Bo najgorzej, to w ostatnim momencie, w całej tej okropnej gorączce latać spoconym po przepełnionych galeriach i kupować co tam wpadnie pod rękę. Jak to się ma do Świąt? Nijak!

Mam zatem dla Was kilka pomysłów. Mam też ogromną nadzieję, że razem spędzimy ten ciepły, wspaniały czas!

W tym roku więc:

  • Przygotuj koniecznie kalendarz adwentowy. Czy to dla dzieci, czy dla innych bliskich osób. To jest dopiero synonim radosnego oczekiwania i cieszenia się każdą chwilą, w której odkrywa się codziennie nową niespodziankę.
  • Przy najbliższej okazji, będąc w sklepie, zakup pachnące przyprawy – laski cynamonu, goździki, gwiazdki anyżku, kardamon czy laski wanilii. Dodawaj je do kaw, herbat i czekolady na gorąco. Nic tak nie wprawia w dobry nastrój i jednocześnie rozgrzewa od samego środka!
  • KONIECZNIE upiecz pierniczki. Zwłaszcza z dziećmi. I KONIECZNIE urządź wspólne ozdabianie ich. Jeśli nie z dziećmi, to zaproś przyjaciółki!
  • W tym roku ubierz choinkę wcześniej. No, nie już teraz. Ale też nie w samą Wigilię! Wierz mi – przed Świętami, kiedy ich oczekujemy, choinka i jej ciepłe światełka, cieszą bardziej.
  • Wybierz się na świąteczny kiermasz. Ale na spokojnie. Nie przejmuj się tłumami. Spaceruj wzdłuż straganów i sklepików, wypij grzane wino, zjedz oscypka z grilla. Kup sobie nową bombkę w dziwnym kształcie, np. żaby 😀 A co!
  • Spraw, aby kupowanie prezentów dla bliskich było przyjemnością, a nie obowiązkiem. Nie rób tego na ostatni moment. Zastanów się lub poproś o napisanie listu do Mikołaja. Obdarowywanie to naprawdę mocno energetyzująca sprawa, jeśli tylko nie podchodzi się do tematu na siłę. A czasu mamy jeszcze sporo.
  • Zaopatrz się w olejki eteryczne o świątecznych zapachach – pomarańczowy, cynamonowy, goździkowy i aromatyzuj nimi dom. Wieczorem zapal świece.
  • Już z początkiem grudnia umieść w domu świąteczne akcenty. Nic na siłę, ale odrobina jemioły, gałązki świerku, figurka uśmiechniętego renifera zrobią robotę!
  • Inspiruj się świątecznie! Przeglądaj internet, blogi, zaglądaj do Lili! No, obowiązkowo!

Ale jeśli nie chcesz, to nie rób nic z powyższej listy. Ważne, żeby to co robisz, cieszyło Ciebie!

Enjoy the little things!

W roli głównej: NAFFI Nawilżający krem z olejem awokado IOSSI

IOSSI ma wszystkie znamiona klasycznej manufaktury. Markę tworzy ciepła, sympatyczna dziewczyna z ogromną pasją. Zgłębiła tajniki naturalnej biochemii i całą swoją wiedzę przeobraża w małe cuda. Sama, ręcznie, tradycyjnie. Jak to się niegdyś robiło. Swoje dzieła zamyka w szkło – ciemne buteleczki i przezroczyste słoiczki, typowo manufakturowe. Dokleja nie zawsze równo przycięte etykiety. A potem całe to dobro wysyła w świat. Co akurat cieszy mnie bardzo, bo mogę czerpać z ich mocy.

Pokazywałam Wam niedawno na FB olejki IOSSI. Już wiem, ze są genialne. Dzisiaj jednak nie o nich. Dzisiaj o ich gęstszym koledze – kremie NAFFI. Żółciutkim, słonecznym, takim wręcz… optymistycznym!

Spodziewałam się większego tłuściocha. Takie wrażenie sprawiał na zdjęciu w sklepie. Tymczasem NAFFI to, wbrew pozorom, całkiem lekki i natłuszczacz i nawilżacz. Przyjemnie kremowy, ale lekki. Pełen dobroczynnych olejów, ale lekki. Nałożony na skórę, znika w niej bardzo szybko. Pomimo tego pozostawia dobrze wyczuwalną, ale w ogóle nie przeszkadzającą warstwę ochronną. Delikatną tarczę chroniącą nas przed wiatrem, chłodem i smogiem. Skóra przyjmuje go bardzo chętnie i niemal natychmiast staje się bardziej elastyczna, miękka i odżywiona. Pozostaje niestety widoczny efekt świecenia, ale nie jest to sprawa mocno problematyczna. Z pewnością jest to idealny produkt na okres jesienno-zimowy, kiedy tak bardzo potrzebujemy mocnej dawki i ochrony i odżywienia.

SONY DSC

Zapach… dosyć charakterystyczny dla kosmetyków naturalnych, które wykorzystują zbawienne właściwości olejków eterycznych. Bardzo ziołowy. Mamy tu i olejek lawendowy, i palmarozę, i geranium, i cytrynę, drzewo sandałowe, tymianek czy kadzidłowiec. Czyli bardzo dużo pachnących elementów, tworzących tą charakterystyczną mieszankę. Głęboko wierzę, że wielu z Was taki właśnie aromat może się spodobać. Nie jest drażniący, ale jednak nie są to moje nuty. Niemniej jednak bardzo sobie cenię taką mieszankę olejków, za ich wpływa na skórę.

W kremie znajdziemy też moją ulubiona wodę różaną, a pierwszym w składzie z olejów, jest także jeden z moich ulubionych – olej krokoszowy. Poza tym mamy tu wspaniały, mocno odżywczy olej awokado, a także oleje z zarodków pszenicy, pachnotki, ogórecznika i rokitnikowy (oj, też uwielbiam!). Wszystkie opisane są świetnie na stronie IOSSI – odsyłam Was więc TU. A od siebie dodam, że wszystkie znam i wszystkie są bardzo wartościowe pod względem pielęgnacyjnym.

Pozostaję więc w zachwycie, a marce IOSSI życzę samych sukcesów. Wiem, że nie jest łatwo tak małym manufakturom na naszym rynku. Ich mocą jest jednak wysoka jakość, niekonwencjonalne podejście i całe to serce wkładane w przygotowanie każdego z produktów. Bo to serce czuć.

Krem dostępny na stronie IOSSI.

SONY DSC

Facebook