Zauroczona: Leah Bartholomew

Zdradzę Wam po cichutku, że kupujemy mieszkanie! Emocji z tym związanych mam doprawdy sporo, wszystko opiszę zapewne jakoś niedługo. Mieszkano będzie gotowe jakoś na początku roku, mam więc trochę czasu, aby pozbierać inspiracje dotyczące jego wyposażenia. Przy okazji przeszukiwania internetu napotykam, jak zawsze, na małe cudeńka, które mnie zachwycają. I tak właśnie, poszukując zdjęć ciekawych sypialni, znalazłam niezwykłą artystkę.

Leah Bartholomew pochodzi z Australii, z pięknego miasta Coolangatta (zwiedziłam je już na Googlach :D). Tam właśnie powstają jej przepiękne kolaże, pełne ciepłych i zaskakujących połączeń barw. Każdy z nich zawiesiłabym w swojej sypialni! Na swojej stronie pisze, że kolaże reprezentują jej otoczenie i aktualny nastrój, pogodę, ciepło kamieni na plaży czy elektryzującą jaskrawość błękitnego morza.

Jej prace są jednocześnie proste i fascynująco skomplikowane. Kolory hipnotyzują i wypełniają ciepłą energią. Jestem pod ich ogromnym wrażeniem.

Podoba mi się też sposób prezentacji kolaży – pasują idealnie do każdej aranżacji, do każdej z sypialni na zdjęciach. W każdej też mogłabym zamieszkać!

Polecam stronę artystki – Leah Bartholomew

 

5 x misz masz totalny

Co jakiś czas mam ogromną potrzebę podzielenia się z Wami moimi odkryciami i nowościami, ale zupełnie nie wiem jak je dopasować do jakiegoś konkretnego wpisu. Wtedy właśnie pojawiają się moje kolaże misz-maszowe. Oto kolejny z nich! 5 x misz masz totalny. A jak!

 

1. Szalenie spodobały mi się nowe kalendarze i terminarze w ofercie sklepiku Rzeczownik. Co ciekawe datowane są od sierpnia 2017 i na cały rok 2018. Można więc już kupować spokojnie i cieszyć się takimi cudami! / Rzeczownik

2. Czy to nie urocza sowa? I to sowa do przechowywania wszelkiej maści zabawek w pokojach dziecinnych. Zobaczcie koniecznie całą kolekcję Nolli Polli

3. Ręcznie tkane kilimy robią ostatnio sporą karierę. A jakie te są ładne! Powiesiłabym w sypialni 🙂 / Tartaruga Studio

4. Jestem pod ogromnym wrażeniem projektów opakowań czekolad polskiej graficzki Urszuli Krasny. Całkowicie obłędne!  / veganpackagedesign.com

5. A na koniec mój ostatni projekt bonów rabatowych dla Blisko Natury. Prawda, ze bardzo w stylu Lili? Uwielbiam takie roślinne połączenia! / BliskoNatury.pl

Kulinarnie: Letni chutney brzoskwiniowy i konfitura z pomidorów

Wykorzystujemy sezon na maksa! Ten owocowo-warzywny! Muszę się więc nieco i ja udzielić i polecić Wam dwa cudownie letnie przepisy! Przygotujcie zapas soczystych brzoskwiń i tych wielkich, pachnących słońcem pomidorów. I do dzieła!

Konfiturę pomidorową wymyśliłam już dłuższy czas temu. Jest wynikiem eksperymentu, ale jakże trafionym! Już kilka razy była gwiazdą mniejszych lub większych przyjęć. Ma piękny kolor, słodkawo-kwaskowaty smak i wschodni aromat. Podaję ją zazwyczaj z dużą ilością sera feta. Pasuje bowiem do niego idealnie! Dla gości zazwyczaj przygotowuję miseczkę, w której na spodzie jest konfitura, a na wierzchu sporo pokruszonej fety. Każdy nakłada sobie takiego zestawu ile chce i zajada z bagietką (i innymi smakołykami). Bardzo polecam – jest prosta, a wspaniale urozmaica stół.

Chutneyem brzoskwiniowym zachwyciliśmy się natomiast całkiem niedawno, podczas jednego z naszych weekendowych wyjazdów do przyjaciół. A jak już się zachwyciliśmy to i musiałam zrobić. A jak już zrobiłam to zachwyciłam się ponownie i musiałam się nim z Wami podzielić! Chutney idealnie sprawdza się jako dodatek do serów, mięs, wędlin, ale lubię go także nakładać na kanapki lub maczać w nim takie cuda, jak widzicie na zdjęciach – zawijańce z ciasta filo z serem feta.

Ten zawijaniec to moja ostatnia słabość… Jadaliśmy takie podczas naszych wakacji w Grecji. Tam nazywało się to Skopelos Chesee Pie. Jest to więc tradycyjna grecka potrawa, która niedawno zagościła w… Biedronce. Jeśli jeszcze znajdziecie takie opakowanie na mrożonkach, kupcie koniecznie i podajcie z naszymi dzisiejszymi sosami. Pycha!

 

Letni chutney brzoskwiniowy z czerwonym pieprzem

Składniki:

  • 3 brzoskwinie
  • 2 cebule
  • łyżka oleju
  • łyżeczka ziaren czerwonego pieprzu (ewentualnie zwykłego)
  • 3 łyżki rodzynek
  • 4 łyżki cukru
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • sól do smaku
  • szczypta cynamonu

 

Brzoskwinie myjemy i obieramy. Kroimy w dużą kostkę. Cebule obieramy, kroimy w kostkę. Całość przekładamy na niewielką ilość oleju do garnka i smażymy – dusimy, do miękkości, ok. 20-25 minut. W między czasie dosypujemy rodzynki, pieprz, cukier, nieco soli i szczyptę cynamonu. Często mieszamy, aby sos się nie przypalił. Na końcu blendujemy całość na jednolitą masę (nie musi być dokładnie). Ściągamy z ognia, dolewamy ocet balsamiczny, mieszamy i odstawiamy do schłodzenia. Chutney zamykamy w słoiczku i podajemy na zimno do ulubionych przekąsek.

 

 

Aromatyczna konfitura z pomidorów

Składniki:

  • 1 cebula
  • 4 pomidory
  • łyżka oleju
  • 3 łyżki cukru
  • sól, pieprz
  • łyżeczka przyprawy garam masala
  • oregano i tymianek do smaku

 

Pomidory nacinamy lekko w kliku miejscach i zalewamy wrzątkiem, po chwili ściągamy ich skórkę. Cebulę kroimy w kostkę i przekładamy do garnczka z olejem. Lekko podsmażamy. Pomidory kroimy w kostkę i dodajemy do cebuli. Mieszając dosypujemy cukier i przyprawy. Całość redukujemy ok. 25-30 minut na małym ogniu, co chwilę mieszając. Kiedy konfitura zgęstnieje, ściągamy ją z ognia i przekładamy do słoiczka. Podajemy na ciepło lub zimno, do ulubionych dodatków. Najlepsza jest z serem feta.

 

Konkurs! Wygraj jeden z trzech zestawów hydrolatów Okani Beauty

Razem z od dawna zaprzyjaźnionym sklepem Iwos.pl, zapraszamy do konkursu!

Do przygarnięcia czekają  3 wspaniałe zestawy naturalnych wód kwiatowych – hydrolatów marki Okani Beauty, a w nich:

  • Organiczny hydrolat rumiankowy Okani Beauty – jest jednym z najlepszych wielofunkcyjnych hydrolatów. Szczególnie polecany jest do skóry alergicznej i wrażliwej. Może być stosowany u dzieci i niemowląt, jest całkowicie bezpieczny dla delikatnej skóry. Hydrolat łagodzi stany zapalne i przyspiesza gojenie, zmniejsza zaczerwienienia, zapewnia odpowiednie nawilżenie skóry, wzmacnia włosy i nadaje im blasku, działa antyseptycznie i antybakteryjnie pomagając likwidować trądzik, zmniejsza pękanie naczyń krwionośnych, tonizuje i odświeża, przywraca blask i rozświetla skórę. / link
  • Organiczny hydrolat lawendowy Okani Beauty – ze względu na swoje właściwości przeciwzapalne i regulujące, polecany jest w szczególności osobom z cerą trądzikową, mieszaną lub tłustą. Dobrze działa również na włosy – zapobiega powstawaniu łupieżu i nadaje włosom gładkość oraz blask. Zapach prawdziwej lawendy uspokaja i odpręża. Hydrolat działa rozkurczająco i antyseptycznie, przyspiesza regenerację naskórka, łagodzi podrażnienia, reguluje wydzielanie sebum, przywraca skórze elastyczność, tonizuje i odświeża, lekko chłodzi i ściąga pory. / link
  • Organiczny hydrolat Neroli (kwiatu gorzkiej pomarańczy) Okani Beauty – docenią go w szczególności posiadacze cery naczynkowej, wrażliwej ze względu na doskonałe właściwości – uszczelnianie naczynek oraz zmniejszanie zaczerwienienia. Z kolei osoby ze skórą trądzikową i tłustą mogą zauważyć regulację pracy gruczołów łojowych i zmniejszenie wydzielania sebum.  Działa łagodząco na okolice oczu, obrzęki i ciężkość nóg, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych, działa bakteriobójczo, zwęża pory i lekko ściąga skórę, co jest korzystne w przypadku skóry tłustej i trądzikowej, likwiduje wolne rodniki, przeciwdziała wiotczeniu skóry i zmarszczkom, wspomaga usuwanie toksyn, poprawia metabolizm lipidów i znacząco przyczynia się do rozpadu i spalania tłuszczu. / link

Aby wziąć udział w konkursie należy odwiedzić stronę Iwos.pl, wybrać jeden z dostępnych w ofercie sklepu produktów i napisać nam w komentarzu pod tym postem, dlaczego akurat ten wydaje się najciekawszy lub możecie go polecić (wraz z linkiem do produktu).

Bardzo polecam przy okazji polubić Iwos.pl na Facebooku, aby być na bieżąco z nowymi konkursami i promocjami –>> TUTAJ!

Na Wasze zgłoszenia czekamy do niedzieli 30.07.2017 do północy.

Spośród poprawnych zgłoszeń wybierzemy trzy najciekawsze odpowiedzi, a ich autorów nagrodzimy zestawami hydrolatów. Wyniki ogłosimy tutaj w Lili.

Na adresy do wysyłki nagród będziemy czekać 10 dni. Wysyłka na terenie Polski.

Zapraszamy!

 

Nowości Vianek i Sylveco, które zabrałam do Grecji

Pewnie część z Was widziała na Facebooku lub Instagramie, że tuż przed naszym wyjazdem do Grecji dostałam spore pudło z całą masą nowości marek Syleco, Vianek i Biolaven. Ucieszyłam się tym bardziej, że właśnie miałam robić wakacyjne zakupy. Zdecydowałam się więc dołożyć do mojej greckiej kosmetyczki aż cztery produkty z różowej serii łagodzącej Vianka i takie małe malutkie cudo Sylveco – Żel punktowy na wypryski. Czy było warto?

 

 

Zacznę od tego maleństwa od Sylveco. Zabrałam go ze sobą, bo akurat skończyła mi się moja własna pasta punktowa (TUTAJ), którą uważam, za kosmetyk genialny. No, ale się skończyła, czasu nie było, czemu więc nie wypróbować gotowca? Zwłaszcza, że skład wydaje się i rozsądny i dobry. Całość jest leciutka, oparta na wodzie, do której dodano aż 5% olejku z drzewa herbacianego, nieco aloesu, gliceryny, pathenolu czy alantoiny. Mamy więc delikatny żel, o mocnym zapachu drzewa herbacianego. I to właśnie ten składnik jest tu najbardziej istotny, to on działa silnie antyseptycznie, przeciwgrzybicznie, a gdy dodamy do niego pozostałe składniki, otrzymujemy preparat, który także intensywnie regeneruje. Moja skóra jest bardzo kapryśna, nie pozostaję więc obojętna na takie skuteczne maleństwa – cieszę się nimi ogromnie. Muszę też dodać, że żelu nie używam jedynie punktowo. W czasie większego skórnego zagrożenia, stosuję go jak rodzaj serum – nakładam odrobinę na całą twarz, pod krem. W ten sposób zapobiegam powstawaniu nieprzyjemnych niespodzianek. Nakładany punktowo, wysusza (ale nie przesusza, a to ważne!) i zmniejsza istniejące niedoskonałości.

Bardzo polecam! Żel jest wprawdzie malutki, ale nie potrzeba go wiele, a cena jest naprawdę dobra. Warto mieć go zawsze pod ręką. Ach, muszę też dodać, że dla mnie żel jest lepszym rozwiązaniem niż sam czysty olejek z drzewa herbacianego, który można nakładać bezpośrednio na skórę. Znacznie lepiej przyswaja go moja skóra, zapewne dzięki pozostałym – nawilżająco-łagodzącym składnikom.

 

 

Przejdźmy do naszych różowych gwiazdeczek. Pakując je do walizki przeczuwałam, że „łagodzenie” będzie dosyć istotne podczas tych wakacji. Nie myliłam się. Seria łagodząca Vianek przydała się, oj przydała się bardzo! W całej serii mamy sporo produktów. Ja sięgnęłam po tonik-mgiełkę do twarzy, łagodzącą emulsję myjącą, krem na noc i krem BB SPF 15.

Najbardziej spodobał mi się ten pierwszy produkt – wielofunkcyjny tonik-mgiełka. Producent pisze: „Delikatny tonik nawilżający w formie mgiełki, na bazie ekstraktu z owoców dzikiej róży, do pielęgnacji cery wyjątkowo wrażliwej, podrażnionej. Uzupełnia demakijaż, przywracając skórze odpowiedni poziom pH. Zawiera składniki o działaniu łagodzącym (alantoina), ochronnym (alginian sodu), antyoksydacyjnym i wspomagającym mechanizmy naprawcze, (kwas laktobionowy). Olejek geraniowy poprawia elastyczność i uspokaja skórę.”

Wierzcie mi, po tym greckim słońcu pryskałam się mgiełką cała! I dopiero na tak przygotowaną skórę nakładałam aloes i balsamy. I było to stanowczo najlepsze rozwiązanie. Mgiełka przyjemnie chłodziła i koiła skórę po całym dniu plażowania. Świetnie też sprawdziła się jako tonik. Można przemywać nią twarz na waciku albo po prostu pozostawić do wchłonięcia.

Zanim jednak tonizowałam cerę, bardzo delikatnie myłam ją emulsją łagodzącą. Ona także została już oficjalnie jednym z moich ulubionych kosmetyków!

„Zawiera kompleks składników łagodzących (alantoina, panthenol) i powlekających, w tym ekstrakt z korzenia żywokostu o silnych właściwościach regenerujących. Dodatek oleju kokosowego nawilża i odżywia, zwiększając elastyczność skóry. Emulsja po umyciu twarzy pozostawia przyjemne uczucie czystości, miękkości i gładkości.”  Zgadzam się z producentem w pełni. Buzia jest oczyszczona, a przy tym przyjemna w dotyka i miękka. Kosmetyk bardzo mi się przydał, zwłaszcza wieczorami, kiedy wracaliśmy do hotelu po upalnym dniu, po jeżdżeniu po całej wyspie, poszukiwaniu małych plaż, spacerach i kąpielach. Kiedy to na twarzy pozostawała sól morska, pot, kurz i warstwa kremów z filtrami. Wszystkie te zanieczyszczenia mogłam łagodnie i spokojnie zmyć.

 

Z czystym sumieniem mogę też polecić krem na noc z tej serii. Może nie jest to kosmetyk, którym można się zachwycać, ale w pełni sprostał swojemu zadaniu – nawilżał i koił skórę w nocy. Ma bardzo przyzwoity skład, pełen naturalnych olejków, z ekstraktem z ciekawej rośliny – ostrożenia, która to ponoć reguluje funkcje skóry, z panthenolem i alantoiną. Wspomagałam sobie jego działanie dodatkiem żelu aloesowego i taki miks spokojnie mi wystarczał. Musze też dodać, że krem pachnie bardzo przyjemnie i niestety za szybko się kończy…

Najwięcej kontrowersji (nie tylko u mnie, bo i w całym internecie z tego co widzę) wzbudził krem BB. Cóż… zostało mi go sporo. Ale od początku – założenie jest dobre, konsystencja i zapach także. W składzie znajdziemy kojące składniki- ekstrakt z jeżówki purpurowej, alantoinę, olej z pestek winogron i słonecznikowy. Mamy też proste fizyczne filtry, które tu należy docenić – tlenek cynku i dwutlenek tytanu. Niestety jednak wartość filtra – SPF 15 była mocno niewystarczająca jak na greckie warunki. Poleciłabym ją bardziej w Polsce jesienią. Ale to nawet nie o to chodzi. Problem w tym, że ewidentnie coś tu jest nie tak z pigmentami. Krem pozostawią widoczną i nieładną warstwę na skórze. Jest do tego dosyć ciemny, co akurat pozwoliło mi wykorzystać go kilka razy w Grecji, bo akurat mam opaloną buzię, ale standardowo w kraju jestem blada… Znalazłam dla kremu jednak dobre rozwiązanie. Używam go czasami do wyrównywania kolorytu skóry na nogach. Przy okazji je nawilża i chroni. I tutaj sprawdza się naprawdę dobrze!

Cała nadzieja w tym, że producent nieco zmodyfikuje recepturę, może mniejszy ilość pigmentu i wprowadzi różne odcienie kremu. Chętnie wtedy sięgnę po ten najjaśniejszy!

Kosmetyki Sylveco i Vianek dostępne na Sylveco.pl

 

Facebook