KategorieŻycie

Czerwiec

Jedną z największych przyjemności w życiu jest czerwcowy weekend na wsi z przyjaciółmi. Takimi najlepszymi, z którymi można najgłupsze głupoty robić. I śmiać się. I nie przejmować. I patrzeć jak nam wszystkim dzieci przybywa, po kolei… I czy te dzieci równie zwariowane będą? Chyba już są!

Jak to dobrze, że takie są weekendy!

 

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

 

SONY DSC

W takie dni magii jest najwięcej

Takie dni. Całe mokre. Całe ponure. W takie dni świat wydaje się pusty. Magii nie ma. Cóż… nic bardziej mylnego. W takie dni wychodzimy na chwilę do lasu. Kiedy wilgoć otula. Przeszywa na wskroś. Kiedy liście lepią się do policzków, a trawa do kaloszy. Kiedy każde dziecko obowiązkowo wpada do kałuży. Kiedy pies wygląda jak zmokła kura, ale z pyska bije największe szczęście. W takie dni magii jest najwięcej.
Bo w tej prawie niewidocznej, wędrującej między drzewami mgle coś się kryje…  Bo wszechogarniająca, nieustanna mżawka coś zwiastuje… Bo za każdym drzewem budzi się coś do życia… Las mówi. Trzeba tylko posłuchać.

 

 

Lili na Instagramie

Dopadło i mnie! Drodzy moi, rozpoczynam właśnie swoją przygodę z Instagramem i będzie mi bardzo miło, jeśli do mnie zajrzycie i poobserwujecie! Dopiero się uczę, szukam pomysłu na siebie, ale, trzeba przyznać, już mnie wciągnęło!
Zapraszam więc TUTAJ (@lilinatura)!
Miłego dnia!!

Hiszpania w kwietniu? Si, si, si!

Hiszpania w kwietniu jest inna niż Hiszpania w lecie. Bo i w lecie byłam. W lecie jest zupełnie inaczej, jest plaża, plażą, zimny prysznic, plaża. Też jest fajnie, nie powiem. Ale Hiszpania w kwietniu jest inna. Jest bardziej hiszpańska, bardziej codzienna. Pogoda przypomina nieco tę lipcową znad Bałtyku, temperatura wody także. Tylko, ze tutaj inaczej się wszystko chłonie. Hiszpania w kwietniu jest dla tych, którzy lubią spacerować wąskimi uliczkami, zwiedzać na spokojnie, popijać kawę w kawiarenkach i zajadać ją leniwie rogalikiem. A do tego jeszcze jadą z prawie-czteroletnim dzieckiem.

Wybraliśmy Katalonię, bo to w Barcelonie zakochałam się dwa lata temu. Zdecydowaliśmy jednak zamieszkać w jednym z pobliskich nadmorskich miasteczek. Plan wyjazdu całodniowego do Barcelony był, ale umarł szybko. Możliwości spacerowe Róży objęły jedynie spokojne zwiedzanie okolicznych miejscowości. I nawet dobrze, bo były niezwykłe, bardziej kameralne.

Przesiadywaliśmy więc na placach zabaw, które były zupełnie inne niż nasze, chodziliśmy na lody, zaliczaliśmy wszystkie możliwe punkty informacji turystycznej (to moja ogromna potrzeba darmowych mapek :), wsiąkaliśmy w parki pełne palm i kwiatów, jeździliśmy nadmorską kolejką, która prawie do tego morza wjeżdżała, a za oknem nie było widać nic prócz wody.

Spędzaliśmy też długie godziny na plaży. Raz w pełnym gorącym słońcu (wyglądaliśmy jak raki, bo oczywiście odpowiednio, z mocnym filtrem zadbałam tylko o dziecko…), innym razem pod niesamowitymi burzowymi chmurami. Morze zawsze jest niezwykłe. Jedyne, czego żałuję, to, że było za zimne, aby w nim pływać. Trzeba będzie nadrobić kiedy indziej.

Tak, uwielbiam Hiszpanię w kwietniu.

Obiecałam Wam też nieco praktycznych informacji. W kwietniu wiele osób decyduje się na Hiszpanię, bo wychodzi względnie tanio. Ryanair lata co chwilę, noclegi także można znaleźć przyzwoite i w dobrej cenie. A do tego w naszym kraju po szarej zimie zawsze przychodzi ogromna potrzeba słońca i mocnych barw – morza, piasku, białych domów, itp. Wybraliśmy jedną z tanich ofert TravelBird.pl – tydzień w hoteliku z HB, lot Ryanairem, dojazd do i z hotelu. W sumie narzekać nie możemy, organizacyjnie ok. Hotel, który był jednym z hoteli-molochów w turystycznej części miasteczka, był w sumie głównie bazą. Miał kilka niewybaczalnych uchybień, ale już trudno. Co najważniejsze, położony był blisko plaży i stacji nadmorskiej kolejki oraz całkiem niedaleko starej części miejscowości. Bez szału, ale za to ekonomicznie.

Pamiętacie może książkę z przed-wyjazdowego posta? „Kolekcjonerkę perfum” Kathleen Tessaro? Świetna! Musiałam specjalnie przerywać czytanie, żeby wystarczyła na cały wyjazd!

No dobra, załączam Wam kilka zdjęć i wracam do nadrabiania zaległości. Wkrótce w Lili pojawią się wyniki Plebiscytu na Najlepsze Kosmetyki Naturalne. A jeśli nie zdążę ich opublikować wkrótce, to życzę Wam już wspaniałej majówki!

 

 

 

 

 

Blog Roku – blog życia i misz-masz

Zgłosiłam się. Kolejny raz. Ale wiecie co? Naprawdę głęboko wierzę, że ta moja Lili to nie tylko blog roku zeszłego, ale i blog mojego życia! Nawet jeśli kiedyś skończę go pisać, pozostanie ze mną. I on i Wy – bo bez Was Lili nie istnieje! Lili uzależnia, wciąga, motywuje, wymaga czasu, zaangażowania, godzin spędzonych przed komputerem. Ale daje mi znacznie więcej. Cieszy, jak mało co. Sprawia, że chcę być lepsza. Pozwala poznać tak wiele, zaangażować się w jeszcze więcej, zaprzyjaźniać się i uśmiechać na co dzień. Pozwala pomagać i inspirować. I za to tak lubię blogowanie.

Mam nadzieję, że lubicie zaglądać tu tak bardzo jak ja. Przeglądać posty sprzed miesiąca czy roku (uwielbiam!). Może wykorzystujecie moje przepisy i pomysły? Oj, oby!

Kochani, bardzo Was proszę o wsparcie i głos na Lili w konkursie Blog Roku. Będzie mi ogromnie, ogromnie miło!

Aby zagłosować należy wysłać sms na numer 7122
o treści H11722
. Koszt takiego smsa to 1,23zł, ale zostanie on
przeznaczony na Fundację Dzieci Niczyje.

Dziękuję!

 

Tymczasem, mam dla Was mały misz masz! Po pierwsze – czy wszyscy już słyszeli, że 21 lutego planujemy w Warszawie z Edytą Zając (www.EdytaZajac.pl) cudowne warsztaty pełne energii i niespodzianek? Zostało kilka miejsc, ale warto się pospieszyć! Bo nie może tam nikogo zabraknąć! Szczegóły, program i zapisy – TUTAJ!

Udało nam się z przyjaciółmi wyrwać na weekend do Kościeliska! Oj! Jak tam pięknie! Zupełnie nie wiem czemu, nie widziałam jeszcze Tatr z tej perspektywy. A wyglądają magicznie, niczym wyjęte z baśni. Byliście w Kościelisku? Jeśli nie – koniecznie się kiedyś wybierzcie!

Nie mogę się nadziwić rossmanowym kosmetykom Alterry. Kupiłam ostatnio po raz pierwszy balsam, krem do rąk i całkiem fajny krem brązujący (za 4,5 zł!!). Do tego kilka świetnych mydełek. No i? Da się zrobić tanio a dobrze? Da! Da się kupić za małe pieniądze certyfikowane ekologicznie produkty? Da! Kupujecie?

Więcej czasu poświęcam teraz na Lili in the Garden. Mamy masę nowości, których często nie zdążę wrzucić do sklepu, a już znikają! Bardzo dużo czeka jeszcze w kolejce. Odprawę celną przeszła właśnie przesyłka z Indii z cudami z kolekcji Dream ze srebra i kamieni. Szykuję też rewolucję w kolekcji Stay Simple – będzie można komponować własne warstwowe delikatne naszyjniki z subtelnymi zawieszkami! Do dyspozycji będziecie mieli łańcuszki o długości 40, 45 i 50 cm. Oj, dzieje się! Zapraszam więc do śledzenia nowości w sklepie – TUTAJ oraz na FB – TUTAJ!

Miłego dnia!

8 zalet długich wyjazdów męża :)

Mój mąż dzisiaj wraca. Miesiąc go w domu nie było i niniejszym zostałam żoną niemalże marynarza. Wyjazdy będą bowiem teraz zdarzać się często. Cóż… W czasie kiedy on opływał Półwysep Arabski, my w domu zaczęłyśmy się przyzwyczajać do nowej sytuacji. Nie powiem – pewną wprawę już mamy – w końcu pół roku był na misji i jakoś dałyśmy radę… Ważne, aby nie skupiać się na tym co może grozić, a na codzienności. Nieco innej. I na tym, co będzie jak wróci.
Nie będę Wam tu pisała o oczywistych wadach długich wyjazdów najbliższej osoby. Nie będę myślała o niebezpieczeństwach. Wiecie przecież, na pewno wiecie, że rozłąka, zwłaszcza w okresie świątecznym, zwłaszcza gdy ma się dziecko, jest trudna.
Dzisiaj przekornie mam dla Was moją krótką listę zalet dłuższego braku drugiej połówki w domu 🙂 Oj tak, tak – i takie są! Oczywiście w żadnym stopniu nie równoważą wad, ale… zawsze to coś 🙂 Jestem pewna, że wśród Was znajdą się dziewczyny w podobnym położeniu. Ciekawe, czy się ze mną zgodzicie?
Otóż:
  1. Nagle w łóżku jest masa miejsca i nikt nie zabiera kołdry! Wprawdzie lukę tą szybko zajął pies, ale umówmy się – nieco jednak mniejszy!
  2. Znacznie wolniej pustoszeją zapasy w lodówce. Baaa – trzeba się porządnie przestawić przy zakupach, żeby nie wyrzucać żywności 🙂
  3. Nie trzeba się tak często golić 😀 I można chodzić w wyciągniętych spodniach po domu 😀
  4. Mniej prania! Znacznie mniej czarnego prania! Znacznie mniej skarpetek na podłodze 😀
  5. Jak już sobie posprzątam to mam posprzątane 🙂 Choć w sumie… teraz nie ma na kogo zwalić bałaganu… 😀
  6. Moje kosmetyki z czystym sumieniem mogą kolonizować większe obszary łazienkowych półek. Dzisiaj muszą w końcu powędrować na swoje miejsca w zamknięciu 🙂
  7. W przedpokoju nagle mieszczą się na wieszakach wszystkie moje kurtki, płaszcze, swetry i buty. Jedyną konkurencją są rzeczy dziecka 🙂
  8. Biurko męża staje się magazynem rzeczy wszelakich! Gdzie ja to teraz poukładam?
To tak pokrótce. To takie najbardziej zauważalne. 
Reszta – do bani…
Znacie to? Wasi mężowie wyjeżdżają? Jak dzieci to znoszą? Róża obudziła się dzisiaj grubo przed czasem z radosnym okrzykiem – tata dzisiaj wraca!

A na dokładkę kilka zimowych zdjęć z Trzech Króli!

Facebook