Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9466

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9474

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9479

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9485

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9495

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9498

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9518

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9523

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9544

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/osint/domains/lilinatura.pl/public_html/wp-content/themes/shiroihana/lib/vendor/lessphp/less.php on line 9551

KategorieUncategorized

Mafia wrocławska

Wspominałam już, że mieliśmy okazję wraz z mężem w tym tygodniu udać się na warsztaty do Wrocławia. Spędziliśmy tam trzy dni, w czasie których liczyliśmy, że uda się pozwiedzać miasto. Wrocław jednak przywitał nas nieustającym deszczem i przeszywającym chłodem. Długie powolne spacery i odkrywanie ciekawych zaułków musieliśmy więc odłożyć na następny raz. 
 Jednak w trakcie tych chwil, które udało nam się ukraść niepogodzie zauważyliśmy ciekawe zjawisko… Zaczęliśmy mu się przyglądać i odkryliśmy prawdziwe kryminalne podziemie! Wrocławską mafię wróblową! A pomaga tym bezwstydnym dziobakom szajka krasnali!
Ale co to dla nas! Przejrzeliśmy to szemrane towarzystwo w mig! I jako pierwsi publikujemy publicznie te zatrważające informacje. Niechaj wszyscy się dowiedzą! Wiemy już na przykład, że istnieje specjalny rodzaj ptaków – wróbel wrocławski. I grupa trzymająca władzę wśród tych ćwierkających szaraków. Stroszą się i zwołują całą resztę. Do swoich haniebnych uczynków wykorzystują także rozsiane po mieście krasnale. To są ich informatorzy. Tylko oni wiedzą co, gdzie się kroi, ile turystów nadchodzi oraz czy zbliżają się włochaci drapieżcy…

Ich siatki powiązań nie idzie rozgryźć. Wymieniają się, zagadują, zmieniają pozycje i informatorów. Ale jedno jest pewne – ich celem jest jedzenie! Nasze jedzenia! Mafia wróblowa nie ma zahamowań. Bezczelne wchodzi na talerze i wyjada to, co biedni, niczemu niewinni ludzie zamówili. Ale, ale… przy okazji także wykradają telefony! Mój własny z trudem odzyskałam…

Wiedzcie więc, że mafia depcze Wam po piętach. I zna każdy Wasz ruch. I dokładnie wie co, kiedy i gdzie będziecie jeść…
Uciekliśmy więc z powrotem do Krakowa… Ale jeszcze im pokażemy! Następnym razem…
 Przy tej okazji chciałabym podziękować wszystkim pracownikom HP – uczestnikom moich warsztatów za mile spędzony, bardzo inspirujący czas! Mam nadzieję, że się podobało! Miałam łącznie 9 grup, 9 razy opowiadałam o aromaterapii i mam wrażenie, ze ułożyłam już sobie godzinny aromaterapeutyczny wiersz do recytowania:)

Follow on Bloglovin

Bardzo groźne dinozaurowe lodki orzeźwiające

Wiem, wiem… aura za oknem nie sprzyja orzeźwianiu, ani ochładzaniu, ani nawet myśli o lodkowym szaleństwie… Ale warto się przygotować! A akurat lodki, o których dzisiaj mowa, powstały w czasie ostatnich okrutnych upałów. I wierzcie mi – mają zbawienny wpływ na rozgrzany organizm! I na zmęczony umysł, bo od razu pojawia się uśmiech na twarzy. Zarówno dziecięcej jak i tej bardziej dojżałej!
Polecam Wam zatem dzisiaj pomysł na dinozaurowe bardzo groźne lodki orzeźwiające! Można je przygotować wcześniej i trzymać w zamrażalniku na wszelki wypadek. Mogą stać się ciekawym uzupełnieniem letnich przyjęć i spotkań. Mogą zachęcić dzieciaki do zdrowego owocowego picia! Bo lodki takie w dowolnej konfiguracji wrzucamy do szklanki z wodą  i cieszymy się kolorowym soczystym napojem! A jak takie lodki zrobić? Nic prostszego!
Dinozaur czerwony
Miksujemy garść umytych truskawek i wlewamy je do silikonowych foremek na lód.
Dinozaur pomarańczowy
Obraną pomarańczę miksujemy i taki sok z miąższem wlewamy do foremek.
Dinozaur żółty
Postępujemy jak wyżej, ale z obraną cytryną.
Dinozaur zielony
Garść lisków mięty kroimy lub miksujemy na drobniejsze części. Wkładamy je do foremek i zalewamy małą ilością przegotowanej wody.
Foremki oczywiście wkładamy do zamrażalnika. Gotowe wrzucamy do szklanki z wodą w dowolnej ilości w dowolnych kolorach! 

Motyw: W gaju oliwnym

W roli głównej: Kosmetyczny wałek do twarzy

Dzisiaj będzie się działo… Oj, strasznie będzie! Będzie ból i jęki i stęki! I tortury okrutne! Dzisiaj bowiem gościmy w roli głównej istne średniowieczne narzędzia katów okrutnych – wieloigłowy wałek do twarzy oraz małe igłowe aplikatory „kropelki” według dr N.Lyapko.

No dobra… A tak na poważnie, to wcale, ale to wcale tak strasznie nie było. Choć obawy miałam spore, bowiem moja tolerancja na ból jest wybitnie niska. Raz się jednak żyje i warto popróbować w tym życiu nowych rzeczy. Tak się więc zaczęła moja przygoda z igłami w pielęgnacji twarzy.
Żeby nie filozofować za bardzo, zacznę od słów wyjaśnienia od producenta:
„Wałek kosmetyczny dr N.Lyapko wykonany jest z gumy medycznej oraz tępo zaostrzonych igieł z pięciu niezbędnych dla organizmu metali – cynku, miedzi, żelaza, niklu i srebra. Dzięki swoim niedużym rozmiarom pozwala bardzo dokładnie pracować na małych i wrażliwych powierzchniach ciała – na twarzy czy dekolcie.

Wykonując wałkiem mikromasaż twarzy kształtujemy piękny owal twarzy, podnosimy drugi podbródek i wywołujemy efekt liftingu. Jako wałek na zmarszczki pomaga w walce ze zmarszczkami mimicznymi. Codzienny 10-15 minutowy zabieg znacznie poprawia sprężystość i elastyczność skóry. Delikatny ucisk igłami zwiększa też produkcję kolagenu i kwasu hialuronowego w skórze.
Po masażu igiełkami, skóra bardzo dobrze wchłania kremy i maseczki. Wałka warto więc używać przed aplikacją kosmetyków. Szczególnie wieczorem, ponieważ w czasie snu skóra intensywniej przyswaja cenne składniki. Efekty odmładzające będą widoczne już po kilku dniach.”

Czyli wiecie już mniej więcej o co chodzi, tak? Otóż wykonujemy sobie punktowy masaż na buzi bądź też innym dowolnym elemencie ciała . I wiecie co? To naprawdę nie boli. Odczuwamy jedynie charakterystyczny nacisk. Te metalowe igiełki tylko wyglądają złowieszczo. Po pewnym czasie używania wałeczka wręcz miałam ochotę na ponowne aplikacje. I to nie tylko wałeczka, bo wypróbowałam także małe igłowe „kropelki”, o których więcej przeczytacie TUTAJ, a które nakłada się na palce i delikatnie przykłada do buzi.

Kropelek więc używam siedząc przed komputerem. Wpatrując się w ekran wykonuję sobie pobudzający masaż twarzy. Wałeczek natomiast leży grzecznie w łazience, gdzie czeka na mnie wieczorami, kiedy po umyciu się mam chwilę na dodatkowy masaż. Oczywiście nie zawsze ten wolny moment się znajdzie. Pouczono mnie, aby przez pierwsze dwa tygodnie używania masować się codziennie, a potem raz w tygodniu.
A efekty? Może to sugestia… Może sobie wmawiam… Może chcę tak sądzić… Ale już po pierwszym użyciu miałam wrażenie, że skóra na podbródku, czyli ten tak zwany drugi podbródek, po prostu się zmniejszył. Do teraz skóra w tym miejscu wydaje mi się bardziej elastyczna. Zadowolona też jestem z kondycji cery, z jej sprężystości i miękkości.
Dystrybutor, bardzo miła Pani Irena, zasugerowała, aby używać wałeczka także na problemy z kręgosłupem, które mnie często dopadają, na cellulitis czy problem z podrażnieniami po depilacji. W tych przypadkach jestem dopiero w trakcie kuracji, więc tak do końca to wypowiadać się nie mogę. Cieszę się jednak, że doszedł mi dodatkowy sojusznik na polu bitewnym.
Jakie są Wasze doświadczenia z wałeczkami?
A sam wałeczek znajdziecie TUTAJ.
Facebook