Kochani, spieszę w końcu z zaprezentowaniem Wam projekt, który już dawno chciałam Wam pokazać!
Jakiś czas temu bowiem zgłosiła się do mnie marka Poshe, która zdecydowała się całkowicie zmienić swoje oblicze! Miała już logo i świetne produkty, które potrzebowały nowych opakowań. I tak zabraliśmy się wspólnie do pracy nad nowymi etykietami do równie nowych butelek w dwóch objętościach(mniejszych jeszcze nie ma w sprzedaży).
Ale czy wiecie, co takiego oferuje Poshe?
POSHE Drinks to bezalkoholowe bazy do samodzielnego przygotowywania koktajli w wersji z alkoholem lub bez. Idealne gdy masz ochotę na koktajl prosto z cocktail baru, ale nie masz wszystkich potrzebnych składników w swojej kuchni.
Szczeciński start-up powstał z inicjatywy barmanów, którzy na co dzień pracują w jednym z najlepszych cocktail barów w Polsce – 17 Schodach. Produkt został wprowadzony do sprzedaży w 2020 roku i od tego czasu jest stale ulepszany, aby każdego dnia powiększać grono swoich fanów.
Oj tak właśnie! Są to genialne mixy, z których stworzycie sami w domu najsłynniejsze drinki! Próbowałam większości – pychota! Są świetnym pomysłem na imprezy większe lub mniejsze. Możecie do nich dodać alkohol, ale co ważne – wcale nie musicie! I to jest super! Bardzo polecam!
Zobaczcie więc, jakie to nam wyszły ilustracje i etykietki, a zainteresowanych odsyłam na stronę Poshe.
I oczywiście zapraszam do portfolio (wkrótce będzie uzupełnione i o Poshe!) – LILI CREATIVE!
Zdjęcia: materiały marketingowe marki
A tak wyglądają tylne etykietki:
Na koniec pokażę Wam jeszcze projekty próbne etykietki pierwszej – czyli na mix Pornstar Martini, które wykonałam na samym początku współpracy. W zasadzie wszystkie mi się podobają, choć miałam swoich faworytów 🙂
Wpadam na chwilę, żeby podzielić się z Wami małym moim niebiańskim projektem i równie małym updatem życiowym.
Projekt jest malutki, bo zrobiłam go sobie w ramach zadania. Zadania takie narzucam sobie czasem – ot, dla wprawy. Gdzieś po głowie krąży mi temat, jakiś zalążek pomysłu, który postanawiam zwizualizować. Czasem tu Wam coś pokażę, czasami na Instagramie Lili Creative.
Ale tym razem zamarzyły mi się chmurki na opakowaniach. I nie mogłam przestać o tych chmurkach myśleć. Tym razem miało być niebiańsko. Miał być sen na jawie. A wiadomo – moja Lili to jeden wielki sen na jawie – tak i chmurki tu wrzucam.
A przy okazji melduję życiowo i polecajkowo, że:
zakupiłam w końcu sobie coś, o czym dawna, bardzo dawna marzyłam, ale nie mogłam się zdecydować bo to ogromny wydatek. I dość myślenia – wydatek zminimalizowałam i zakupiłam mojego pierwszego iPada PRO – po prostu używanego i mocno nie nowego, ale jest! I od razu wgrałam sobie i Procreate i Adobe Fresco i teraz będę się ich intensywnie uczyć! I będę malować i zalewać Was powoli moimi ilustracjami! Mam nadzieję, że się cieszycie! Spełniłam moje małe marzenie!
zakupiłam też talerz i miseczkę w kształcie truskawek i doprawdy – nie wiem, czy nie cieszę się z nich równie mocno 😀 Bo wyobrażam sobie moją małą Lilcię, która już niedługo będzie wędrować z tą miseczką do naszego ogródkowego kącika z truskawkami 🙂 (zakupione we Flying Tiger)
zaczęłam też wielkie zmiany, że tak powiem – odżywcze 🙂 Spodziewajcie więc zalewu przepisów kuchni roślinnej, bo teraz taka będzie mi towarzyszyć na co dzień. A że lubię kombinować, eksperymentować i tworzyć, to i pewnie sporo nowych pomysłów zagości i u nas i na Waszych ekranach!
melduję też, że trochę już pouzupełniałam portfolio – www.LiliCreative.pl i zapraszam tam Was serdecznie. Ale uprzedzam też, że na przygotowanie swojej prezentacji czekają jeszcze dwa super fajne projekty, którymi chcę się z Wami podzielić. Pojawią się one i tutaj i tam właśnie. Będzie to identyfikacja dla nowej marki pościeli i bielizny jedwabnej i nowe etykiety na super mixy do przygotowania drinków. Także obserwujcie!!!
założyłam sobie dziennik wdzięczności 🙂 I teraz codziennie rano i wieczorem wpisuję choćby jedną drobną rzecz, za jaką jestem akurat wdzięczna. Taki drobiazg, a pozwala z odpowiednią perspektywą spojrzeć na życie. I codziennie się ucieszyć. I docenić. I naprawdę dobrze nastraja. A mi teraz bardzo potrzeba takich dobrych nastrojeń.
a cieszę się chociażby z tego, że zamontowaliśmy fotelik na rowerze i będzie można Lilcię wozić do żłobka właśnie w ten sposób. I z tego, że starsza moja córa tak bardzo wkręciła się w konie, że spędza w stajni większość swojego wolnego czasu. Uczy się, oporządza zwierzęta, wolontaryjnie zajmuje się tam porządkiem i pomaganiem we wszystkim w zasadzie, a przy tym poznała całą masę koleżanek. Bo pasja w życiu jest ogromnie ważna, zwłaszcza w trudniejszych okresach.
a już chyba najbardziej się cieszę w końcu z tej wiosny!
cieszę się też mojego pierwszego turbaniku od Looks by Luks! Nie w takich wprawdzie okolicznościach planowałam sobie zakupić taki jednej, ale cóż. Mogę zaręczyć, że jakość jest świetna, a materiał bambusowy leciutki i przewiewny. Cudo!
No dobra, to zostawiam Was z niebiańskim projektem!
I biorę się do pracy! Bo czekają na mnie zdjęcia pewnych mydełek – o tym więcej już wkrótce. Muszę też zaplanować kolejną sesje produktową. No i przygotować prezentacje do portfolio. Ale najważniejsze – muszę się nauczyć rysowania na iPadzie! Jeeeej!
Zamykamy tematy smutne, bo to tych dobrych teraz bardziej potrzebuję!
Tak i chciałabym się i tu pochwalić – moja praca zdobyła wyróżnienie w konkursie dla artystów marki Samarité – The Magic Samarité Forest!
Cieszę się ogromnie i bardzo dziękuję organizatorom. Od razu, jak tylko internet podsunął mi informacje o tym konkursie, wiedziałam, że muszę wziąć udział! Od dawna śledzę sobie działania marki, choć nie miałam jeszcze okazji wypróbować jej produktów. Jednak jako grafik – pasjonata naturalnej pielęgnacji po prostu nie mogłam się nie zachwycać piękną oprawą graficzną, która towarzyszy kosmetykom Samarité. Jak cudownie potrafią przenieść one w krainę magii obrazami, opakowaniami i główną myślą, stojąca u podstaw marki.
Tak się więc zachwycałam od dawna i stwierdziłam, że mój magiczny las musi być naprawdę magiczny! Inspirowałam się okładkami dawnych książek, starymi rycinami i potęga kosmosu. I bardzo się z tym moim lasem zaprzyjaźniłam!
Muszę się też pochwalić nagrodami, jakie dostałam – zestawem kosmetyków marki Samarité.
Przebieram nóżkami, ale z różnych względów, będę wprowadzać wszystko po kolei i spokojnie. Najbardziej się cieszę z Divine Secret Serum – Serum odmładzająco-przeciwstarzeniowego – 28-dniowa kuracja dla kontroli wieku skóry oraz z totalnej nowości marki – DIVINE SKIN PERFECTOR SPF 50 – Kremu upiększająco-ochronnego SPF 50 do twarzy i pod oczy. Akurat idealnie na ciepły sezon. Krem ma lekki kolor dopasowujący się do skóry i silną ochronę przeciwsłoneczną.
Jeśli jeszcze nie znacie marki, zajrzyjcie na stronę Samarité.
Jak tam się macie w tym nowiutkim, nowiuteńkim roku? Macie w sobie energie do działania? I chęci? I tę magię, która uskrzydla?
Ja może nie szybuję po chmurach entuzjazmu, ale muszę przyznać, że udzieliło mi się nieco tego zapału, który, mam wrażenie, tchnie z dużej ilości instagramowych postów i social mediowych przekazów. A i słonko dużo daje, a jest go troszkę ostatnio na niebie. I ciekawe projekty, w trakcie których obecnie jestem!
W każdym razie, weszłam w 2023 rok z optymizmem i oby trwał on w najlepsze!
A co to za ciekawe projekty? Nad czym obecnie pracuję?
Nie mogę niestety wszystkiego zdradzać, ale…
podsyłam Wam kilka ilustracji, które wykonałam do jednego z moich obecnych projektów. To jeden z tych właśnie, o którym jeszcze pisać nie mogę, ale jest super fajny. Do niego to powstało całkiem sporo różnych mniejszych projektów, z których klient wybrał konkretną ścieżkę. Powyższe i poniższe ilustracje zostały więc odrzucone, a że polubiłam się z nimi bardzo – wrzucam je z radością na blog! I nie tylko – jedna z nich może ozdobić Wasze telefony (mój już zdobi!). Ściągniecie ją na końcu posta jako tapetkę!
szykuję się też obecnie do całkiem sporych warsztatów. Najbliższe dni będą w dużej mierze im właśnie dedykowane. Na weekend wybieram się trasę 3-godzinną, bo i w sobotę i w niedzielę będę gościć na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Mam 4 grupy warsztatowe, jest więc to całkiem duży projekt. Niedługo też potem ruszam w drugą stronę z warsztatami dla dzieci! Trzeba teraz to wszystko logistycznie spiąć i podocierać na miejsca na czas – to najważniejsze. Potem już z górki 🙂
Jestem teraz także w fazie koncepcyjnej sesji produktowej dla nowej odsłony kosmetyków Biolaven. Etykietki zmieniły się całkowicie, trzeba do nich dopasować także klimat zdjęć. Druga połowa miesiąca będzie zatem fotograficzna!
Na bieżąco działam także dla stałych klientów, choćby z tworzeniem wpisów na social media, przygotowuję także nieustannie nowe oferty – czy to na warsztaty, czy współpracy dla nowej marki, która będzie powoli zdobywać nasz rynek.
Jakie mam plany nieco bardziej długoterminowe?
W tym roku chciałabym bardzo przyłożyć się do grafiki i ilustracji i wypracować swój styl. Co nie będzie łatwe, bo podobają mi się często diametralnie różne rzeczy – jak tu więc skupić się na czymś jednym? Niemniej jednak muszę się doszkalać i ćwiczyć. Chciałabym bowiem, aby to grafika stała się moim głównym zajęciem.
Nie przestaję jednak działać i z fotografią i z warsztatami. Przy tych drugich chciałabym popracować nad modyfikacją oferty – aby było świeżo i w trendach.
Przy tej okazji odsyłam Was na moje strony:
warsztaty słodyczy kosmetycznych i kosmetyków naturalnych – LiliGarden.pl
Muszę się też nauczyć dobrze w Instagramy i rozhulać moje oba konta. Zauważyłam bowiem, że coraz częściej to właśnie przez to medium trafiają do mnie nowi klienci.
Chciałabym w tym roku nieco częściej podróżować. Coś niecoś już mi w głowie kiełkuje 🙂 Wszystko jednak oczywiście zależy od pracy i zleceń. Póki co plan jest na koniec lutego – słoneczna (miejmy nadzieję) Sycylia!
No i na koniec – moja Lili! Działam jak zawsze i tutaj, bo po prostu sprawia mi to dużo frajdy! Wciąż uwielbiam wyszukiwać piękne rzeczy, pokazywać Wam to, co jest warte pokazania oraz wyczarowywać nowe przepisy – i na kosmetyki i kulinarne! Nie ukrywam też, że dzięki blogowi wciąż trafiają do mnie nowi ludzie z nowymi pomysłami na współpracę graficzną czy warsztatową (choć tu powoli zaczyna przeważać Instagram, jak to wyżej pisałam). Mam więc nadzieję, że i Wy wciąż będziecie tu do mnie zaglądać i odnajdywać coś dla siebie! I razem ze mną trwać w moim śnie na jawie!
Proszę więc bardzo o trzymanie kciuków, abym plany zrealizowała, a najbliższe projekty udały się w pełni! Jesteście bowiem dla mnie ogromną motywacją!
Z góry dziękuję!
No to pora na mały noworoczny prezencik!
Mam dla Was nową tapetę na telefon! Jest to, jak wspominałam, jedna z ilustracji, które nie zostały wybrane do nowego projektu. Tak dobrze jednak prezentuje się na moim własnym telefonie, że i Wam ją polecam!
Tapeta jest duża i kwadratowa – możecie więc ją dowolnie ułożyć na swoim telefonie, może też być tapeta przewijalną.
Tapetkę należy ściągnąć na telefon, klikając poniżej, a następnie w ustawieniach zdjęcia zaakceptować ją jako tapetę w telefonie.
Zanim w pełni oddamy się świątecznym klimatom, chciałabym pokazać Wam jeszcze coś niecoś!
Wiecie kim jest doula??
Jest kimś naprawdę wyjątkowym!
A jeśli doulą zostaje Marysia Bocheńska, to już w ogóle – osoba petarda i największe wsparcie rodzącej kobiety! O tym, czym zajmuje się doula poczytacie troszkę niżej – Marysia sama Wam to wyjaśni!
Choć może już tu zacznę cytując to, co Marysia napisała mi w mailu wprowadzającym: Jestem doulą i szkolenie w tym zakresie pochłania mnie bez reszty od wielu miesięcy. Fascynuje mnie moc kobiecego ciała, natura i hipnoporód (czyli poród w głębokim relaksie). Doula to kobieta wspierająca KOBIETĘ w ciąży, porodzie i połogu. Zajmuje się mamą, nie dzieckiem. To ważne 🙂 Służy wsparciem emocjonalnym, fizycznym, duchowym i informacyjnym. Zna niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu. Generalnie jest przy kobiecie i jej emocjach. Wspiera na mnóstwo sposobów. Ciąża, poród i połóg to wyjątkowy czas, kiedy kobieta jest szczególnie bezbronna i wrażliwa.
Ale od początku!
Dla Marysi przygotowałam identyfikację wizualną jej nowej marki – Porodzimy sobie. Miało być wesoło, energetycznie i „z delikatną nutką absurdaliów” (Marysia miała kiedyś sklepik i kawiarnię o nazwie Absurdalia). Miało być i różowo, bo to kolor porodu i granatowo, bo „naturalnemu porodowi sprzyja cisza, ciemno i ciepło”. Ale także „magicznie, z błyskiem gwiazdki z nieba”.
No i się udało! Powstało logo główne i jego różne wersje do potrzeb wszelakich, powstały spójne elementy graficzne, wzory, wersje kolorystyczne, wizytówki oraz formatki wpisów na Instagram i naklejki do nakładania na zdjęcia do social mediów.
Zostawiam Was z efektami naszej współpracy. Niezmiennie zapraszam do mojego portfolio na:
I koniecznie poczytajcie poniżej o misji douli i jak skontaktować się z Marysią (od razu podpowiadam, że chodzi o Kraków i okolice)!
Jak to Marysia pisze…
Doula (wymawia się to „dula”) wspiera kobietę w czasie ciąży, porodu i połogu. Co konkretnie robi doula?
W czasie ciąży przygotowuje kobietę (lub parę) na poród i połóg. Mogę więc odwiedzać parę w ich domu i omawiać z nimi tematy, w których chcą się podszkolić np. o naturalnych metodach łagodzenia bólu, o fizjologii porodu, o hormonach w ciąży i porodzie, o wsparciu partnera podczas porodu itp. Trochę jak w szkole rodzenia 🙂 Mogę też pomóc spakować torbę do porodu czy wesprzeć w trudnych porodowych wyborach, w tworzeniu planu porodu i planu połogu.
W porodzie doula wspiera na wszelkie potrzebne kobiecie sposoby, jest po prostu DLA rodzącej. Może pomasować, podać wodę, pomóc przypilnować planu porodu, może zadbać o łagodną atmosferę i spokój. Jest wsparciem emocjonalnym i informacyjnym podczas porodu dla obojga partnerów.
„Stałe wsparcie doświadczonej osoby towarzyszącej – spoza personelu medycznego, znanej wcześniej rodzącej – według badań obniżało ryzyko zakończenia się porodu cesarskim cięciem o 40% w stosunku do kobiet rodzących samotnie, z partnerami, ale bez douli. W porodach, w których towarzyszyła doula:
skracał się czas porodu,
zmniejszało się ryzyko porodu zabiegowego czy cesarskiego cięcia,
rodząca lepiej radziła sobie ze skurczami, mając mniejszą potrzebę sięgnięcia po środki przeciwbólowe czy znieczulenie zzo,
pogłębiała się więź i poprawiała współpraca między rodzącą a jej partnerem,
rodząca miała większe poczucie kompetencji jako matki,
rzadziej występowały problemy z karmieniem piersią.
Według badaczy wynikało to z tego, że tym młodym matkom ktoś „matkował” – ale też pozwolił im wejść w ich macierzyństwo we własny sposób i nie oceniał tego. Każde z tych badań pokazuje, jak istotne jest wsparcie kobiece, nie męskie.”
Koniec cytatu 🙂
Podobnie w połogu doula wspiera kobietę według potrzeb – od wsparcia w laktacji, poprzez pomoc w oswajaniu się w nowej sytuacji, aż po zrobienie zupy czy zaopiekowaniu się dzieckiem, kiedy mama potrzebuje wziąć prysznic, albo przespać się.
To bardzo wszechstronna pomoc od kobiety dla kobiety. Bez oceniania, bez zbędnych rad. Wsparcie oparte na zrozumieniu i łagodności.
Dodatkowo jestem instruktorką hipnoporodu czyli porodu w głębokim relaksie (nie jest to żadna magia :D). Mogę oczywiście przygotować kobiety na taki właśnie poród, co bardzo polecam.
Mam marzenie, żeby każda kobieta w Polsce miała szansę urodzić dobrze. Bez traumy. Żeby pierwsze spotkanie dziecka i mamy było takie, na jakie obydwoje zasługują – najlepsze jak to tylko możliwe.
Po więcej inspirujących treści zajrzyjcie do Marysi na Instagram – Porodzimy sobie. Tam tez można się z Marysią skontaktować!
Kolorystyka i naklejki do social mediówNaklejki do dodawania do zdjęćSzablony wpisów na Instagram
Spieszę tym razem z jednym z projektów, nad którymi miałam przyjemność pracować ostatnimi czasy!
Jest to identyfikacja wizualna dla młodziutkiej marki Holi Balance! Za marką stoi przesympatyczna Basia Bojko, które od niedawna oferuje masaże Lomi Lomi w samym centrum Warszawy! A to dopiero początek!
Dla Basi stworzyłam logo i jego różne wersje, skomponowałam barwy, fonty, narysowałam roślinne elementy graficzne i całe ilustracje, zaprojektowałam wizytówki/karty na stempelki, voucher oraz formatki wpisów do social mediów.
Całość w swym zamyśle miała mieć dużo detali, zdobień i nawiązań do natury. Zależało nam na osiągnięciu efektu, który będzie wskazywał na holistyczne podejście do naszego funkcjonowania, w którym istotna będzie symbolika, nawiązująca chociażby do charakterystycznych w masażu Lomi fal oraz równie istotnych – dłoni. Kolejnym ważnym elementem był symbol równowagi – takie nieoczywiste yin yang.
Efekty powyżej i poniżej, ale to nie wszystko!
Poprosiłam Basię o przekazanie Wam kilku zdań o swojej działalności! Zachęcam do lektury, a potem…. do masażu!
Holi Balance to kameralny gabinet w samym centrum Warszawy – cicha oaza, która ma dać ulgę i wytchnienie.
Życie potrafi być czasem straszne i przytłaczające. Dużo się od nas wymaga. Tempo życia ciągle wzrasta. Ceni się, gdy poświęcamy się dla innych, gdy jesteśmy produktywni. Czujemy się ważni, gdy wyciskamy dni jak cytrynę, a na liście odhaczamy coraz to nowe zadania. W tym całym zabieganiu, na tych listach często brakuje „czasu dla siebie” czy też „chwili wytchnienia”. W skrajnych przypadkach, nawet gdy ta chwila dla siebie się pojawi, będzie jej towarzyszyło poczucie winy – bo przecież tyle innych rzeczy mogło się zadziać w tym czasie.
Ucząc się z własnego życia, studiów psychologii, antropologii i niezliczonych coachingowych sesji, zaczęłam powoli zdawać sobie sprawę, że to my jesteśmy centrum naszego świata, centrum, które daje z siebie tyle dobrego, a często tak mało dostaje w zamian.
Holi Balance ma uczyć przyjemności z życia. Pokazać, że może być lekkie, radosne, przyjemne – jeśli sobie na to pozwolimy.
A Lomi Lomi jest do tego doskonałym narzędziem – hipnotyzujący masaż, podczas którego osoba masowana jest od końców palców po sam czubek głowy. Gdzie jest otulona uwagą, czułością, zrozumieniem i bezwarunkową akceptacją. Lomi to doskonały masaż, by rozluźnić spięte mięśnie, odpocząć po męczącym dniu czy tygodniu, jako jeden z niewielu daje okazję by „odpłynąć” i w półśnie wypocząć na stole.
Ale Lomi ma też swoje drugie oblicze, które sama odkryłam po jakimś czasie regularnych sesji – jest to masaż, który pokazuje Tobie napięcia, bóle i smutki nagromadzone w ciele i jeśli tylko temu pozwolisz – jest w stanie je w Tobie rozpuścić, a umysł zainspirować siłą do działania.
Lomi Lomi to magiczne narzędzie terapeutyczne, bo zawsze daje osobie masowanej to, czego akurat w danym momencie potrzebuje.
Kochani, zapraszam serdecznie do odwiedzenia jeszcze gorącej i świeżutkiej strony Basi – HoliBalance.pl oraz jej gabinetu na ulicę Smolną 8/254 w Warszawie! Masaże możecie zarezerwować poprzez > Booksy!
No i oczywiście – wpadajcie na stronę mojego portfolio