NapisałaAdriana Sadkiewicz

O dobrej myśli

Czy Wam też wydaje się, że jakoś połowa ludzi wokół Was wariuje?

Mnie też dopadły ciężkie czasy. Na szczęście, odpukać, nie w ten sposób, którego się wszyscy obawiamy. Niemniej jednak, mój organizm wybitnie udowodnił mi, jak bardzo cała ta sytuacja z koronawirusem, odbiła się na mojej psychice. Otóż, poległam. A dokładniej, moje plecy znowuż poległy i ten post piszę Wam w pozycji leżącej, a dokładniej – z kanapy.

Ja już te moje plecy bowiem dobrze przejrzałam. Znamy się nie od dziś, choć przyznam, że dużo czasu zajęło mi odkrycie pewnej korelacji pomiędzy moimi dolegliwościami, a stanem umysłu. Dopiero całkiem niedawno powiązałam fakty i uświadomiłam sobie, że dopadają mnie, te moje plecy, w sytuacjach mocno obniżonego nastroju. Po prostu wtedy, kiedy jest mi ciężko. Być może dlatego, że wtedy zaniedbuję pracę nad nimi i wykonuję nieprzemyślane ruchy, których wykonywać nie powinnam. Może mam obniżoną odporność. Może stres w jakiś inny sposób oddziaływuje na mięśnie przy kręgosłupie. W każdym razie – ponownie poległam…

Wiem więc, że pomimo pozornego spokoju, boję się bardzo. O moją rodzinę, o siebie, o świat cały. O to, że odwołano mi warsztaty i nie mam pracy. O niepewną przyszłość. Są to lęki całkowicie normalne, słuszne i oparte na oczywistych przesłankach.

Mam jednak wrażenie, o czym wspominałam na początku, że naprawdę sporo z nas, borykających się z tym nieznanym doświadczeniem, jakim jest pandemia koronawirusa i związany z nią kryzys gospodarczy, zwyczajnie wariuje.

I ja nawet te osoby rozumiem. Trochę. I nawet łączę się niekiedy w tym ich strachu. Coraz częściej jednak docierają do mnie obawy innych całkowicie… hmm… odjechane.

I to, doprawdy, staje się dopiero przerażające.

I dlatego, tak niesamowicie ważne jest, abyśmy trzymali się dobrych myśli. Abyśmy byli dobrej myśli. Uwierzyli, że damy radę. Że przetrwamy. Że to szaleństwo się w końcu skończy. Dzieci pójdą do szkoły, my do pracy, w sklepach w końcu znowu będzie papier toaletowy i drożdże. Nadzieja, wiara i ścisłe przestrzeganie zaleceń. Tego musimy się trzymać. I domu. W domu musimy siedzieć. Musimy. I tyle.



Trzymam się więc tych moich dobrych myśli. Nawet leżąc na kanapie w salonie, na środkach przeciwbólowych i z zaległościami do nadrobienia. I wiecie co? To pomaga! I na mój kręgosłup i na to całe szaleństwo!

Jak się tych dobrych myśli trzymać?

Oooo, mam na to kilka sposobów! Wiecie jakich?

Po pierwsze, chwytam się wiosny! Cóż doda nam tak dużo energii, jeśli nie ona? Jeśli nie ciepłe promienie wiosennego słońca na twarzy? Jeśli nie wizja rozkwitłych łąk i szumu wiatru w liściach drzew? Na spacerze z psem zerwałam kilka gałązek z pączkami. Z drzew owocowych i lipy. Chwila niemalże wystarczyła, aby mi to wszystko w domu wybujało. Aby wiosna przyszła szybciej. Leżałam dziś popołudniu na tej mojej kanapie, słońce powoli wędrowało przez pokój, wiatr rozwiewał firankę w drzwiach na taras, które już całe niemal dnie trzymamy otwarte. I wpatrywałam się w te moje gałązki pełne liści i kwiecia. I te dobre myśli same się pojawiały. Ot, chwila pełna spokoju. Tego nam czasem potrzeba. Tego nam brakuje. I to teraz, z przymusu wprawdzie, ale jednak mieć możemy.

Obejrzyj filmy, które lubisz, do których chętnie wracasz. Takie, które wypełniają dobrą energią i pozostawiają uśmiech. Ja tak chętnie wracam zawsze do angielskich komedii – Był sobie chłopiec, Notting Hill czy Cztery wesela i pogrzeb i do klasyki – zawsze, ale to zawsze do Dumy i uprzedzenia czy Perswazji. Z mężem znowuż oglądamy Przyjaciół. Po raz kolejny. Co wieczór. Codziennie wybuchamy śmiechem. Razem.

Zrób z dzieckiem spaghetti lub upiecz babeczki. Takie to proste, a jakież niesie wielkie pokłady radości! Posprzątaj sobie szafkę, na którą nigdy nie masz czasu. Och, ile to dopiero tej radości przyniesie! I ulgi! Usiądź na chwilę w ogródku (na balkonie, w oknie chociaż) i wystaw twarz do słońca. Zamknij oczy i odpłyń. Dzisiaj tak zrobiłam. Uśmiech sam się pojawił i zejść nie mógł. Przytul się do psa i poddaj się psiej czułości. Jakże mnie to zawsze uspokaja! Wyciągnij z szafy ozdoby wielkanocne i porozkładaj je po domu. Jest znowu na co czekać! Sięgnij po książkę, którą zaczęłaś rok temu i sama już nie pamiętasz, dlaczego ją odłożyłaś nieskończoną. Po czym obudź się po dwóch godzinach i przypomnij sobie, że faktycznie – zawsze po jednej stronie zasypiałaś. Ale kurcze, ale to była dobra drzemka! Wkręć się z córką w serial na Netflixie dla dzieciaków i tłumaczcie za każdym razem mężowi/tacie kto jest kim, co robi i dlaczego. I śmiejcie się wspólnie, że ten znowu nic nie rozumie.

A wieczorem, wyjdź na chwilę na zewnątrz. Sama. I wgap się w księżyc. Koniecznie. I poczekaj, aż on podeśle ci tę ważną, jedną dobrą myśl.

Że wszystko będzie dobrze.


Kosmiczne babeczki do kąpieli

A gdyby tak i do kąpieli dodać trochę kosmicznej magii? Hmmm? To by dopiero było! Połączenie mocy lawendy i kosmosu. Co powiecie?

Bo ja mówię TAK!

Zachęcam Was dzisiaj do kreatywnej, jakże odstresowującej (sprawdziłam dobrze na sobie) zabawy w malowanie błyszczącego kosmosu na kąpielowych babeczkach! A potem zamykamy się w łazience i chłoniemy tę energię dobrą i kojącą.

I doprawdy, jest to bardzo proste!



Kosmiczne babeczki do kąpieli


Składniki (na 6/7 babeczek)

  • 10 dużych łyżek sody oczyszczonej
  • 6 dużych łyżek kwasku cytrynowego
  • 5 dużych łyżek skrobi ziemniaczanej
  • ok. 40 kropelek olejku lawendowego
  • pół szklanki ulubionego oleju (użyłam ryżowego)
  • woda w spryskiwaczu
  • barwniki spożywcze – złoty, miedziany i rubinowy (Allegro)
  • odrobina spirytusu salicylowego
  • akcesoria: foremki do muffinek i pędzelki

W dużej misce mieszamy sodę, kwasek i skrobię. Dolewamy olej i olejek lawendowy i rozpoczynamy wyrabianie naszego babeczkowego „ciasta” ręką. Co jakiś czas spryskujemy je lekko wodą. Jeśli zacznie musować, gasimy to musowanie mieszając. Ciasto wyrabiamy do takiej konsystencji, że jak ściśniemy je w dłoni i ją otworzymy, pozostanie na niej zwarty kształt.

Ciasto przekładamy do foremek na muffinki, dokładnie je dociskając i wygładzając palcami. Odstawiamy je na noc do wyschnięcia. Nazajutrz wyciągamy z foremek nasze lawendowe babeczki i zabieramy się za dekorowanie

Każdy z barwników spożywczych, które mają postać proszku, musimy zamienić w farbkę. Aby to uczynić mieszamy w małej miseczce odrobinę proszku z równie niewielką ilością spirytusu. Ma powstać farbka, którą łatwo się będzie malowało. Najlepiej dodawać po kilka kropel spirytusu, mieszać całość pędzelkiem i w ten sposób kontrolować konsystencję. Spirytus będzie na bieżąco wysychał, trzeba więc trzymać go w pobliżu i co jakiś czas dodawać kilka kropel.

Gotowymi farbami malujemy po wierzchu babeczek według uznania.

Jak tylko farbki wyschną, są dosyć trwałe. Oczywiście przy mocniejszym dotyku będą schodzić, ale spokojnie można je zabezpieczyć i przechowywać.



Na koniec pokombinowałam z nieco inną formą – takiego kąpielowego krążka. Też fajnie wyszło, prawda?

Mały Biznes 10 – Kryzys w branży

Tak i dopadł nas kryzys.

A dokładniej całą branżę eventową. I wiele innych. I światową gospodarkę. I wszystkich nas w mniejszym lub większym stopniu dopadnie. Koronawirus już skutecznie przeobraził codzienność wielu osób i sparaliżował funkcjonowanie mnóstwa firm. Nie tylko w Chinach, czy we Włoszech. Coraz większe środki prewencyjne podejmowane są też u nas. I to dobrze oczywiście, najważniejsze to zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa. Niemniej jednak kryzys zajrzał wielu przedsiębiorcom głęboko w oczy.

W tym niestety i mi.

Jestem jedynie malutkim trybikiem w wielkiej machinie eventowej, a już odczuwam kryzys bardzo. Odwołano mi bowiem najbliższe zlecenia czyli moje warsztaty kosmetyków naturalnych i słodyczy kosmetycznych, które prowadzę dla firm i instytucji, podczas spotkań pracowniczych, wyjazdów integracyjnych czy wielkich pikników rodzinnych (>> LiliGarden.pl).

A jako, że jest to jedno z głównych źródeł mojego dochodu, zapowiadają się lata, a przynajmniej miesiące, mocno… chude. I dzisiaj właśnie to zrozumiałam. Dzisiaj to do mnie dotarło, a w zasadzie uderzyło w twarz jakby obuchem. Dzisiaj dostałam nie tylko maile z anulacjami, ale także okazało się, że i w zawieszeniu są płatności za wykonane już zlecenia. No jedna wielka… Wiadomo co…

Cały dzień zamartwiałam się okrutnie. Aż w końcu rzuciłam wszystko w kąt (czy tam w cholerę) i otworzyłam sezon kijkowy. Szłam sobie znowu uśmiechnięta, w promieniach zachodzącego słońca przez pobliskie wsie i w końcu zrozumiałam, że nie ma co się zamartwiać. W końcu kto jak kto, ale to ja właśnie od lat staram się robić na co dzień najróżniejsze rzeczy, żeby nie być uzależnioną jedynie od jednej z nich.

Nazywają to ładnie – dywersyfikacją przychodów.

I choć często zastanawiałam się czy to dobrze tak łapać kilka srok za ogon, jak zwykła mawiać moja wychowawczyni w podstawówce, to właśnie dzisiaj okazało się, że to naprawdę dobre rozwiązanie. Zwłaszcza w przypadku tak małych, jednoosobowych działalności, które po prostu muszą być elastyczne. Bo inaczej czy to przy pierwszym drobnym potknięciu czy przy światowej epidemii – zatonę.

Skupiam się zatem w najbliższych tygodniach między innymi na mojej LiliCreative.pl. Może to właśnie będzie ten czas, kiedy uda się nadrobić zaległości tutaj, na blogu? Przejść kursy i tutoriale, które wciąż i wciąż czekają w internetowych zakładkach. I tym samym – przeczekać światowy kryzys. Aż skończy się to szaleństwo. Aż zwalczymy wirusa i świat wróci do tego, co nazywamy normalnością.

A może wszystkie odwołane imprezy wydarzą się jesienią i będzie ich tyle, że z przepracowania wszyscy padniemy? Oj, nie zdziwiłabym się…

Ale damy radę! Byle kryzys przetrwać. Byle to wszystko szybko się skończyło. Byle wszyscy zarażeni wrócili szczęśliwie do swoich domów.


PS Przy okazji podsyłam dwa ostatnie projekty. Nie maja wprawdzie nic wspólnego z tematem, ale polubiłam się z nimi bardzo!

Te 5 rzeczy

Te 5 rzeczy, które wpadły mi ostatnio w oko i jakoś wyjść nie mogą!

No, same cuda!


Prawdziwa bajka do wpięcia we włosy! Czyli zestaw wsuwek Estella wykonanych ręcznie  z surowego mosiądzu i naturalnych pereł słodkowodnych. To ponoć biżuteria ślubna, ale osobiście myślę sobie, że można te cuda nosić zawsze i wszędzie, prawda? / Stone Story

W zasadzie podoba mi się cały ten zestaw, ze spodniami i butami, ale to plisowana orzechowa koszula ostatnio mnie zauroczyła. Zwłaszcza jej rękawy! / Massimo Dutti

A to bajka do założenia na palec! Delikatny pierścionek Lila z pojedynczym szafirem, udekorowany drobnymi, złoconymi kuleczkami, wykonany ręcznie ze srebra. / Byrska

Te piny z pszczółkami i kwiatami wywołały we mnie pragnienie, aby zrobić takie i do mojej Lili! Hmm? Nosilibyście? Te są piękne, prawda? / Laura Makes

Zestaw dla początkujących – Cleanse. Connect. Protect. czyli podstawowy zestaw do pogłębiania medytacji lub praktyki jogi oraz do pozbywania się złej energii z otoczenia, a w nim wiązka szałwii, palo santo i ceramiczny burner. Ponoć bilansuje energię, usuwając złą i równoważąc ją do neutralnie pozytywnej. Do wypróbowania! / Purnama Rituals

In the jungle – tapety na telefon do ściągnięcia

Mam dla Was mały prezent! Zabieram Was w ekspresową podróż do mojej wyimaginowanej dżungli. Dżungli o zachodzie słońca. Dżungli wybujałej roślinnością i pełnej dziwnych, ale uroczych istot. I tę dżunglę możecie już na zawsze zatrzymać przy sobie i uciekać do niej, kiedy tylko tego potrzebujecie. A dobrze wiem, że marcowa pogoda sprzyja takim potrzebom!

Zabierzcie więc, ba – przygarnijcie moją dżunglę do Waszych telefonów! Oby Wam dobrze służyła!



Mam bowiem dla Was trzy tapety na telefon, takie do ściągnięcia i używania według uznania – na ekran główny, do przewijania lub nie, na blokadę – jak macie ochotę.

Zastrzegam jedynie, że dzisiejsze grafiki są do użytku osobistego.



Aby ściągnąć sobie tapety, poklikajcie poniżej:




W miasto

Zanim wraz z wiosną wybuchniemy zielonością, kolorami i słońcem, możemy ponosić się jeszcze w stonowanych barwach. Przełom lutego i marca zawsze bowiem właśnie tak mnie nastraja.

Znalazłam Wam więc dzisiaj kilka ciekawych propozycji na, ot zwyczajne – wyjście w miasto. Bo i cieplej zaraz będzie. Dwie stonowane stylizacje skupione wokół jednej tweedowej marynarki.

Którą wolicie?



  1. Kolczyki ORGANIC ALMOND / 10 Decoart
  2. Sotho opaska z węzłem / Showroom
  3. Alicja Getka LAB – Boxy Bag S Night Sky – dwuczęściowa torebka / Pakamera
  4. Bluzka z koralikami / Promod
  5. Turtle Story Spinki Kiss it better / Showroom
  6. Biustonosz Queen of Leaf No. 3 / White Bvbbit
  7. Marynarka tweedowa / Promod
  8. Umiar Kolczyki NARI ARCUS II SILVER / Cloudmine
  9. Biustonosz Karli / ESOTIQ
  10. Torebka listonoszka z dwoimy z koralikami na pasku / Zara
  11. Czarna koszulka z haftem / Uterque
  12. Vintage Slim High Ankle Jeans / H&M
  13. Lavera Cienie do powiek QUATTRO – TREND SENSITIV / Skarbiec Natury
  14. Jeansy basic / Uterque
  15. Lily Lolo Różowo-Czerwony Błyszczyk Do Ust Bitten Pink / Costasy
  16. Śliczne srebrne półbuty Madeline / Balagan
  17. Ringo płaskie botki – czarny wzór płaszczki / Balagan

Facebook