NapisałaAdriana Sadkiewicz

Kosmetyczne hity lata czyli wakacyjne odkrycia!

Pewnie każda z Was ma takie hity! Kosmetyki, które dopiero co odkryłyście, a okazały się niezwykle przydatne podczas wakacji, skuteczne lub po prostu doskonale umilały Wam letni czas. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać pięć moich największych odkryć kosmetycznych, które doskonale sprawdziły się w Turcji. Cieszę się, że miałam je ze sobą i że będą ze mną jeszcze w te lipcowo-sierpniowe polskie dni.

Oto przed Wami Lili Hity Lata!

Bo co robi blogerka na wakacjach? Foci kosmetyki 😀
Zaczynamy więc od wspaniałego…

Vedara Mus Intensywnie Wygładzający do Biustu i Dekoltu z 24 karatowym złotem
Cena: 58zł
Do kupienia TUTAJ

Vedara to nowa polska marka kosmetyków naturalnych. W moje ręce wpadł na razie tylko ten mus, ale już wiem, że chcę wypróbować więcej!! Jest cudowny! Pachnie owocową gumą do żucia, którą pamiętam z dzieciństwa. Zawiera 24-karatowe złoto i drobinki brokatu, które pozostają na skórze i delikatnie się mienią. Jeśli chcecie zabłyszczeć – polecam! 

Poza tym pełen jest marchewkowego dobra, które dba o koloryt wrażliwej skóry dekoltu i szyi. Ponoć „złoto stymuluje wzrost komórek doprowadzając do efektu napinającego i
liftingującego, a jednocześnie rozjaśnia i rozświetla skórę”. Stosowałam go wieczorem, po kąpieli, a rano lekki błysk witał mnie każdego dnia. Minus? Delikatnie barwi piżamę… Pomimo tego, bardzo polecam!

ITALCHILE Żel do zmęczonych nóg Elicrisia Relax 
Cena: 39,50zł
Do kupienia TUTAJ

Pierwszy dzień w Turcji… W zasadzie pierwsza noc, bo przyjechaliśmy około północy, po podróży do Katowic, potem lot do Izmiru i jeszcze godzina drogi do hotelu. Zmęczenie dopadło mnie okrutne, a nogi potrzebowały głębokiego relaksu. I wtedy z pomocą przyszedł ten cudny kosmetyk! Przyniósł wyczekiwane ukojenie i natychmiastowy chłód. Przydawał się też po wycieczkach w upalnym słońcu. Doprawdy – tego właśnie było mi wtedy trzeba!
Ma ziołowy aromat, konsystencję mleczka i certyfikat ekologiczny. Cytuję – pobudza krążenie krwi w nogach,eliminując poczucie ciężkości. Odżywia i zmiękcza naskórek. – Naprawdę! Do tego dochodzi świetna proporcja ceny do pojemności (150 ml). Polecam!


Olivaloe Masło do ciała
Cena: 45zł
Do kupienia TUTAJ

Prosto z greckiej Krety, czyli w sumie powróciło w prawie swoje rejony. Zawiera odżywczą oliwę z oliwek i bardzo łagodzący aloes. Doskonale sprawdza się podczas wakacji w ciepłych krajach. Koi przegrzaną, wystawianą zbyt długo na słońce skórę. Nawilża i pozostawia przyjemny letni zapach.
Charakterystyczny lekko zielony preparat o konsystencji gęstego kremu bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Określiłabym to masełko jako – rodzinne.

Planeta Organica Szampon Aleppo – odżywczy – do wszystkich rodzajów włosów
Cena: 18,50 zł
Do kupienia TUTAJ 

Ten uwodzący, tajemniczy, wschodni zapach idealnie komponuje się z urlopem w ciepłym kraju muzułmański. I chociaż do Aleppo zbyt blisko nie było, w Turcji sprawdził się idealnie. Rosyjski kosmetyk, podbijającej nasz rynek marki jest niedrogi, naturalny i skuteczny. Zawiera oliwę z oliwek, ekstrakt z fig, czarnuszkę i różę damasceńską, czyli wszystko to co lubię i cenię. Włosy myje bardzo dobrze, a w połączeniu z odżywką z granatem Alterry sprawdził się idealnie.

Zwróćcie też uwagę na opakowanie! Bardzo mi się spodobało, jest oryginalne i eleganckie. A do tego niezwykle praktyczne, dzięki dozującej pompce. Zaczynam zabierać się za rosyjskie kosmetyki!
Femi Olejek słoneczny Cocoa Samba
Cena: 101zł
Do kupienia TUTAJ
Dopiero Wam o tym olejku pisałam! Jeśli przegapiliście – zapraszam TUTAJ. Dodam tylko, że podczas wakacji jest doskonały! Wmasowywałam go co rano, po porannym prysznicu. Tak, aby przygotować skórę na opalanie i przy okazji nadać jej lekki błysk natłuszczenia. Po raz pierwszy podczas wyjazdowych wakacji moja opalenizna nie przybrała w żadnym miejscu czerwonego koloru, a ma to w zwyczaju. Od razu wchodziła w delikatny brąz. Być może przyczyniła się do tego także moja dbałość o odpowiedni filtr, ale przecież filtrów używałam zawsze… Polecam!
Znacie te kosmetyki? Lubicie je? A może macie własne typy na kosmetyczny hit lata??

W Turcji zakochana

Tak, tak… wróciliśmy…

Uwielbiam ten moment całkowitej beztroski i pełnego, świadomego, przyziemnego szczęścia, kiedy płynę w ciepłym Morzu Śródziemnym, w lazurowej przeźroczystej wodzie i mrużę oczy od ostrego słońca. Powolnymi posuwistymi ruchami przedzieram się przez spokojną toń. Uwielbiam ten moment. Chłonę go w całości, ilekroć się zdarza. Zapisuję w pamięci każdy jego szczegół, aby pozostał ze mną na długo. I dodawał energii.
W Turcji się zakochałam. Choć może tydzień to za mało na prawdziwą miłość… Polowaliśmy na ciekawą ofertę last minute i w końcu przydarzyła się idealna. Wykupiliśmy wycieczkę w poniedziałek, a we wtorek siedzieliśmy już w samolocie. Mieliśmy szczęście, bo oferta pojawiła się dosyć nagle. Hotel 4-gwiazdkowy z all inclusive z Tui był tańszy od tych z trzema gwiazdkami i dwoma posiłkami. Los nam sprzyjał.
Wiem, wiem… pewnie wiele z Was teraz pomyśli, że o wiele lepiej zwiedzać świat samemu niż z biurem turystycznym, że lepiej planować na własną rękę i poznawać kulturę we własnym tempie. Ja to rozumiem, bo my też tak jeździliśmy. Zalety zorganizowanych wycieczek poznałam w sumie niedawno i nie mogę ich nie docenić. Może to kwestia wieku? I dziecka? A może robimy się wygodni? W każdym razie po raz pierwszy skorzystaliśmy z oferty all inclusive i jesteśmy zachwyceni! Doprawdy – tygodniowa bajka! Wspaniałe jedzenie, napoje na zawołanie, pyszne drinki. Tego nam było trzeba!
Mieszkaliśmy niedaleko Çeşme, w hotelu Kaya Prestige. Tuż nad morzem, do którego można było wejść z pomostu. Bo plaża, moi drodzy, była usytuowana na pobliskiej wyspie, do której dowoziła gości hotelowa łódka kilka razy dziennie. Cudownie wspominam te rejsy! Nieraz spokojne, ale czasem mocno wiało i łódka z trudem pokonywała fale. A na wyspie? Na wyspie mieszkały urocze kozy, które ochoczo przechadzały się pośród leżaków, podpijając nam napoje (nawet piwo!) i wyjadając arbuzy! Dla nas, a zwłaszcza dla Róży, była to niesamowita atrakcja!
W hotelu przeważali Turcy. Są to wspaniali, sympatyczni, uśmiechnięci ludzie. W odróżnieniu od Polaków. Niestety… Trochę to przykre, ale to Polacy byli głośni, niegrzeczni, hałasowali do późna… Cóż… Może to się z czasem zmieni? Turcy w każdym razie bardzo przypadli nam do gustu. Róża co wieczór tańczyła razem z tureckimi dziećmi – swoimi nowymi przyjaciółmi na mini dyskotekach. Do teraz, jak usłyszy „kaczuszkę” to wariuje ze szczęścia!
Pobliskie miejscowości zwiedziliśmy pieszo i busikiem. Miasteczka są naprawdę urokliwe. Najbardziej spodobało nam się Alaçatı z wąskimi uliczkami, kawiarniami, restauracjami i sklepami z, o dziwo, ciekawym pamiątkami. Odkryliśmy tam cudowny sklepik z przetworami, winami, oliwą, mydłami i ceramiką. Idealny. Klimatyczny. Taki z przyjemnością sama bym prowadziła!
Smaki Turcji? Bakłażany na wszystkie sposoby! Wspaniałe sery i jogurty. Arbuzy. Pomidory. Czarnuszka. Uwielbiam czarnuszkę, a po raz pierwszy próbowałam jej dodanej do serów. Ostra papryczka. Mięsne kofty. I znowuż bakłażany! A na deser? Najdziwniejsze najsłodsze pod słońcem ciasteczka, baklawy, leguminy i babeczki. Po jednym gryzie tej słodkości odpadaliśmy 🙂
Polecam Turcję. Wrócę do niej. Nie wiem kiedy. Kiedyś na pewno…

 

 

Na koniec zdjęcie, które już Wam przesyłałam, ale je uwielbiam 🙂  Do zobaczenia Turcjo!

Pomysł: Zioła z puszki!

Pomysł świetny! Na szybki, oryginalny prezent z poczuciem humoru. Dla miłośników gotowania, dla zapalonych ogrodników, ale też dla leniuszków roślinnych, dla tych, którzy dokładnie to nie wiedzą co z czym zamieszać, aby roślinka powstała. Zioła z puszki! A jakże! A czemu nie? Dostaje się to to taką, otwiera i ustawia na oknie. Co jakiś czas nawadnia, byle tylko wodą… I zioła home made gotowe. A wystarczy porządnie zutylizować dajmy na to… zielony groszek czy takie na przykład… pomidory w całości. Wnętrze zjadamy, puszkę myjemy, sypiemy ziemię i nasionka, a wieczko doklejamy klejem. Do tego dodajemy osobista etykietę i genialny prezent gotowy!

Pomysł pochodzi z Handmade Charlotte, autorstwa FUNKYTIME.

W roli głównej: Femi Olejek słoneczny Cocoa Samba

Iście wakacyjny! I o wakacje proszący. Pragnie wygrzewać się w słońcu na rozgrzanej skórze i rozkoszować urokami lata. Ten bezwstydnik to nasz dzisiejszy bohater! W roli głównej bowiem przed Wami Olejek słoneczny Cocoa Samba od Femi!

Kosmetyk nieco kontrowersyjny. Kiedy bowiem wspomniałam o nim pierwszy raz na Facebooku pojawiła się opinia, że ma okropny zapach, a zaraz za nią dwie kolejne, że jest on jednak wspaniały. I otóż to – ciężko aromat olejku jednoznacznie określić. Kiedy trafił w moje ręce w zupełności nie przypadł mi do gustu. Przypominał raczej stare apteczne specyfiki. W miarę jednak używania stał się intrygujący i fascynujący. Im dłużej stosuję olejek, tym bardziej mi się podoba! Ot, takie to to dziwo.
Ale co to właściwie jest ten olejek słoneczny? Cytuję: to kompozycja egzotycznych olei roślinnych w tym kokosowego, z masłosza i masła kakaowego. Oleje te dzięki zawartości cennych substancji odżywczych, w tym niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminy E i karotenoidów wywierają korzystny wpływ na skórę w postaci nawilżenia, regeneracji i wzmocnienia bariery ochronnej skóry. Olejek Cocoa Samba nadaje opaleniźnie piękny koloryt o złotym odcieniu. 
Jest to zatem taka mieszanina, która ma nam skórę odpowiednio do opalania przysposobić i jednocześnie to opalanie lekko przyspieszyć i poprowadzić we właściwym kierunku, którym jest zdrowy naturalny odcień opalenizny. O czym należny pamiętać, to to, że olejek nie posiada filtru chroniącego przez promieniowaniem UV, co oznacza, że podczas kąpieli słonecznych konieczne jest stosowanie innych preparatów.
Osobiście polecam go bardzo do wmasowania w skórę jeszcze w domu, w chłodzie, przed opalaniem. Tak, aby spokojnie miał szansę się wchłonąć. Czynność tą można powtórzyć potem jeszcze w trakcie plażowania. Wasza skóra z pewnością będzie Wam wdzięczna. Olejek bowiem doskonale ją pielęgnuje, wygładza i odżywia.
Ma intensywną żółto-pomarańczową barwę i jest dosyć tłusty. Pomimo tego naprawdę szybko się wchłania, nie pozostawiając nieprzyjemnej bariery na skórze. Dzięki wygodnej buteleczce z pompką, aplikacja jest wygodna i praktyczna.

I jak Wam się taki olejek podoba?

Po olejek wpadajcie do Laboratorium Femi.

Etykiety do ściągnięcia

Spójrzcie kochani w jak genialny sposób Ez autorka bloga Creature Comforts przeobraziła klimat i barwy ubrań w kolorowe etykiety do prezentów! Wyszło naprawdę uroczo! A co najważniejsze – te etykietki możecie sobie ściągnąć, wydrukować, wyciąć i używać na co dzień! Doprawdy, bardzo lubię takie inicjatywy! I te kolory i wzory! Zwłaszcza wyszywano-kwiatowe!
Po etykiety z kwiatami wpadnijcie więc TUTAJ i kliknijcie pasek z napisem download.
Po etykiety wzorzyste w odcieniach morskim i melonowym wejdźcie TUTAJ i także kliknijcie sobie w jeden z pasków z napisem download.

Zauroczona: Prace Jenny Tiffany

Jenny Tiffany to moje najnowsze odkrycie! Jej prace są przecudne! Jednocześnie proste, bardzo kolorowe, może trochę nieco bajkowe i oryginalne. Motyw trójkątnych gór w nachodzących na siebie barwach najbardziej mnie zauroczył. Wszystko jest spójne i zabawne. A każdą z tych grafik powiesiłabym u siebie w domu. Ot, taka górsko-leśna baśń dla dużych i małych dzieci z lekko retro klimatem.

Prawda, że urocze?

Grafiki Jenny Tiffany dla Society6

Facebook