NapisałaAdriana Sadkiewicz

Róża, książeczki i leśne olejki

Dziecię było ostatnio takie jakieś niewyraźne. Oczy przeszklone, rumieńce na policzkach, zamiast mówić – skrzypiała. Cóż było zrobić? Do przedszkola jej nie puściliśmy, sanki odpadają… Postanowiliśmy bąbla przetrzymać nieco w domu, żeby jej te dziwne oznaki zbliżającej się choroby przeszły. Jest nieco lepiej, ale klei się do mamusi  i przytula co chwilę. I chociaż, nie powiem, jest to całkiem miłe, to wolę ją biegającą i wariującą. Jak zawsze!
Tymczasem z okazji przymusowego domowego aresztu, Róża postanowiła polecić Wam dzisiaj, wraz ze mną, swoje ulubione ostatnimi czasy książeczki. Oraz wspomnieć słówko o oparach lasu, które od rana unoszą nam się w domu. To może od nich zaczniemy!
Uwielbiam leśne olejki. Pachną tak intensywne jak las. Wilgotny, o poranku. Świeżo, mocno i bardzo… energetycznie. Poza tym, nie wiem czy wiecie, olejki z sosny, jodły czy świerku działają zbawiennie na infekcje górnych dróg oddechowych. Inhalują je, udrożniają, pozwalają lepiej oddychać. Wybijają całe to zimowe świństwo unoszące się w powietrzu i przynoszące nam choroby. Rozjaśniają też umysł i na chwilę przenoszą w środek puszczy… Naprawdę! Siedzimy więc sobie z Różyczką od rana w naszym małym domowym lesie. W kominku zapaliłam świeczkę, nalałam wody, a do niej około 20 kropelek leśnych olejków. Inhalujemy się i cieszymy zapachem. Bardzo polecam w okresach przeziębień!

A pośród tej leśnej aury czytamy książeczki. Te, które całkiem niedawno wpadły nam w łapki, ale już skradły serce. Jakie lubimy? Te o pięknych ilustracjach. Bardzo plastycznych, niebyt artystycznych. Takich, na których jasno można wyczytać przesłanie. Kolorowych i pozytywnych. Róża potrzebuje, żeby dużo się na nich działo. Mamy więc sporo książek do szukania. Do zatapiania się w inny świat. Dla mnie ważna jest historia. Ciepła, z przesłaniem. I zabawna! Z poczuciem humoru i uśmiechem, który przesyła nam autor. 

Co więc polecamy?

Zaczynamy od najnowszej pozycji, która zauroczyła nas od samej okładki! Pomimo tego, że pająków nie cierpię, Jak pokonać pająki Catherine Leblanc i Rolanda Garrigue, wyd.Wilga, polubiłyśmy bardzo! Zabawny poradnik o sposobie radzenia sobie z tymi małymi potworami. Z pozytywnym przesłaniem! Pełen uroczych, o dziwo, pająków!
Pod choinkę Aniołek przyniósł Różyczce następną naszą robaczkową pozycję – Co robią mrówki, Katarzyny Bajerowicz i Marcina Brykczyńskiego, Wyd. Nasza Księgarnia, przenosi nas w świat wszystkich chyba możliwych łąkowych robali. Mrówki uczą się w mrówczej szkole, bawią, śpiewają, pracują, a nawet… korzystają z mrówczej toalety! Naszą ulubioną postacią jest pewien świerszczyk, któremu razu pewnego zepsuły się skrzypce…

Mieszkańców ulicy Czereśniowej znamy już od dawna. Mamy już wiosnę i lato. Tym razem polecamy bardzo Noc na ulicy Czereśniowej, Rotraut Susanne Berner, Wyd. Dwie Siostry. Zaczynamy zawsze od gołego pana pod prysznicem 🙂 A potem podglądamy nocne życie mieszkańców małego miasteczka. I nagle nie ma nas w domu. Ani w Polsce. Jesteśmy na Czereśniowej! W lecie! Z drzewem czereśniowym górującym nad ulicą.

Korzystając z wyprzedaży nakupowałyśmy niedawno w Empiku książeczek o Tupciu Chrupciu i króliczku Flipku, wyd. Wilga. Cudne są!  Tupciu Chrupcio pomaga w oswojeniu się z różnymi „dużymi” problemami, jak pójście do przedszkola, lekarza, dbaniem o zęby czy umiejętnością dzielenia się. A króliczek Flipek? Zgubił się biedak raz rodzicom i próbuje ich odnaleźć. Wygląda przy tym tak żałośnie, że Róża go zawsze chce przytulić! Zdradzę, że w końcu ich odnajduje. Doprawdy, miły to moment 🙂

Moje dzieciństwo! Choć nie wszystkie dokładnie pamiętałam. Wierszyki 2-latka, Kasi Nowowiejskiej, Wyd. Muza, to pozycja obowiązkowa! Wierszyki są proste, łatwe do zapamiętania dla dziecka, opatrzone w śliczne ilustracje. Wszystkie się kiedyś znało. Dawno, dawno temu… 
Tylko czemu ta sroczka co kaszkę warzyła, urwała łeb temu swojemu piątemu dziecku????

Na koniec książka, do której musimy jeszcze trochę dorosnąć, ale jestem pod jej całkowitym zauroczeniem! Królewna Śnieżka, Tomasza Śpiewaka z ilustracjami Zdenko Basic i Manuel Sumberac, wyd. Wilga. Jestem pewna, że Róża się kiedyś w niej zakocha! Na razie tylko otwiera okienka, rusza postaciami, zagląda do księgi czarów. Bo takie cuda ma w sobie. Za czas jakiś zacznie odkrywać historię. I doceni niesamowite grafiki, wprost magiczne, tajemnicze, przepiękne! Wszystko może jest nieco psychodeliczne, ale dzieci lubią takie klimaty. I ja też!

To się naczytałyśmy! Posprzątałyśmy razem, pooglądały bajeczki, zrobiły razem pizzę i cynamonową drożdżówę, Róża wymęczyła też tatusia i Misię, próbując się z nimi bawić w konika… i poszła spać! Do jutra!

Po-Weekendowe Cuda no63

Bardzo, bardzo, bardzo spodobały mi się te pomysły na ścienne dekoracje (1). W ogóle coraz bardziej zafascynowana jestem podobnym ogromnym misz-maszem na ścianach. Można go zmieniać według nastroju i pory roku! Z Dailyfix.
Prosty, szybki i oryginalny sposób na zrobienie świecy kempingowej (2) z Poppytalk!
Na Shhh My Darling możecie znaleźć urocze kalendarze-miesiące do wydrukowania (3). Aktualnie kończący się styczeń i luty.
Czyż ta szczota z kaczką nie jest świetna (4)? 🙂 Z White Loft.
Łąka na talerzu (5)! Ups… to patera! projektant: Dekory Nati
Nowa polska marka w skandynawskim stylu z cudnymi jeleniami (6) – Lilla Sky.
No… to jest dopiero pomysłowy domek dla lalek (7)! Projekt Colectivo da Rainha.
Pomysł na wiszące na oknach wazoniki z…. rur (8). Do zrobienia! Z Casa Atelier
Już uwielbiam wiosenne kolekcje Home & You (9). Z całą masą kwiatów!

Kochani, raz jeszcze zapraszam i przypominam, że jako tako uporządkowałam kilka lili-postów i powstał Przewodnik po Kosmetyce Naturalnej – TUTAJ. Z Elementami afrodyzji i aromaterapii!

W roli głównej: Clochee Serum silnie nawilżające

Nowa gwiazdka na nieboskłonie nam zabłysła. Nowa marka na naszej polskiej ziemi się pojawiła. I dzisiaj się Wam w Lili zaprezentuje! W roli głównej przed Wami Clochee Serum silnie nawilżające!

Tak… Mam słabość do małych manufaktur z pomysłem. Już Wam o tym pisałam. Nie raz. Sama bowiem o takiej marzę. Babeczkowo-kąpielowej! Tym razem jednak skupię się na Clochee. Może już słyszeliście? Ni do końca wiem, jak to się wymawia. Pewnie się niedługo dowiem, bo wróżę marce dobrą przyszłość!
Stworzyły ją dwie dziewczyny ze Szczecina. Jak same piszą: ” Zajmujemy się tym co kochamy, co nas interesuje i na czym się znamy”. Dobry początek. Do tego dodajmy interesującą wizualną stronę kosmetyków, przejrzyste, ciekawe etykiety, charakterystyczne logo oraz ogromny nacisk położony na jakość i naturalne pochodzenie składników. Bardzo podobają mi się granatowo-aluminiowe buteleczki na balsamy i toniki. Nie do końca przemawia do mnie pojemniczek na peeling, ale o tym kiedy indziej. Całość jednak jest bardzo spójna, tworzy kobiecą atmosferę marki, której można zaufać. I dobrze wpasowuje się w półkę cenową, na której dziewczyny postanowiły się uplasować. Czyli tą… nieco wyższą.
Przejdźmy jednak do samego produktu. Na samym początku nasuwa się skojarzenie z ekoAmpułką marki Pat&Rub. Bardzo trafne. Produkt bowiem posiada podobne przeznaczenie, skład i identyczną buteleczkę. Stosowałam kiedyś ekoAmpułkę 1, dla skóry suchej i wrażliwej. Jakie są różnice? Kinga Rusin do dwóch rodzajów kwasów hialuronowych dodała wodę różaną i ekstrakt z nadmorskiego rumianku solnego. Tutaj mamy intrygujące połączenie hydrolizowanej skrobi kukurydzianej i ekstraktu z buraka. Jako, że o takich cudach wcześniej nie słyszałam, z przyjemnością doczytałam się, że, cytuję: „hydrolizowana skrobia kukurydziana to
naturalny surowiec używany jako emulgator i humektant o silnie
higroskopijnych właściwościach czyli trwale wiążący i zatrzymujący wodę z
otoczenia. Natomiast ekstrakt z korzenia buraka zwyczajnego bogaty jest w
higroskopijne cukry absorbujące i utrzymujące wodę w skórze, czyniąc z
niego świetny nawilżacz. Ponadto jest źródłem drogocennych protein.”  No, nawet burak może mieć tak dobre kosmetyczne zastosowanie!
Serum Pat&Rub jest też lżejsze, mniej gęste. Czy to wada czy zaleta – nie wiem. Ważne, że oba dostarczają skórze kwasu hialuronowego. A dokładniej, jak już wspominałam, jego dwóch rodzajów. Jeden działa na zewnętrzną warstwę skory, drugi dociera głębiej. Oba jednak pozwalają zachować odpowiedni poziom nawilżenia cery. Staje się ona miękka i przyjemna w dotyku. Nawilżenie wpływa także na zmniejszenie widoczności pojawiających się zmarszczek.
Kosmetyk jest bezbarwny, bezzapachowy i bardzo szybko rozprowadza się na skórze. Stosuję go wieczorem, po oczyszczeniu cery, a przed nałożeniem kremu. Wydaje mi się, że pozostaje na twarzy przez całą noc. Rano, kiedy ją myję, mam wrażenie, że pozostała na niej delikatna żelowa warstwa. Ponownie nie jestem pewna, czy to jest wada czy zaleta…
Nie zmienia to bowiem faktu, że z działania serum jestem zadowolona. Moja mocno wysuszająca się skóra, czerpie jego nawilżającą moc z całych sił. Mam też wrażenie, że kosmetyk działa regulująco na cerę mieszaną. A już na pewno, idealnie uzupełnia codzienną pielęgnację.
Więcej o marce Clochee.

Przegląd: Na ferie w kosmetyczce!

Sezon wyjazdów zimowych w pełni! Dzieci na ferie w góry, rodzice na narty do Włoch. My niestety żadnego wyjazdu nie planujemy. Ale przyznam Wam się po cichutku, że w zimie to najbardziej kuszą mnie wyjazdy w…. ciepłe kraje! Aby doładować się nieco słonecznie… Cóż, może za rok! Tymczasem mam kilka kosmetycznych naturalnych must have dla wszystkich, którzy jednak preferują zimową przygodę!

1. Antybakteryjne pianki do mycia rąk Bentley Organic,dla dorosłych i dla dzieci, żeby zadbać o minimum higieny bez potrzeby używania wody i ręcznika! BeeEco.pl, dla dzieci, cena: 22zł; dla dorosłych, cena: 22zł;

2. Dezodorant mineralny ałunowy ukryty w chusteczkach dezodorujących Crystal. Idealny w trakcie podróży lub w nagłych przypadkach 🙂 W czterech wersjach: granat, bezzapachowa, rumianek i zielona herbata, lawenda i biała herbata, BliskoNatury.pl, cena: 1,99zł/szt.;

3. WINTER BALM Balsam ochronny na zimę Martina Gebhardt, Gęsty balsam na bazie bio-oliwy z oliwek i olejku z orzechów laskowych. Intensywnie pielęgnuje i chroni skórę przed chłodem i ostrym wiatrem. Odpowiedni również dla niemowląt i dzieci. Green Line, cena: 36zł;

4. Obowiązkowo- pomadka do ust! Ta kusi bardzo! Sweet honey z miodem, Make Me BIO, cena: 19zł;

5. Na podróż – zestawy podróżne! 5 kosmetyków w kosmetyczce Bentley Organic, EkoMaluch, cena: 59,99zł.

6. Rozgrzewający i rozkosznie pachnący krem do stóp Phenomé z olejkiem z imbiru i mandarynki, Phenomé, cena: 79zł;

7. Zamiast ciężkiego podkładu i kremu i filtru…Organiczny krem BB 5w1 SO’BIO, EcoKraina, cena: 59,90zł;

8. Na to cudo natknęłam się przygotowując ten materiał! Miswak! Gałązka używana zamiast szczoteczki i pasty do zębów. Prosto z Pakistanu, w hermetycznym pudełeczku. Zaintrygował mnie, więc i Wam coś więcej napiszę! Cytuję jego skład:
  • krzemionka ma działanie wybielające,
  • tanina działa kojąco na bolesne dziąsła,
  • alkaloidy zabijają bakterie,
  • zawarte w gałązce żywice tworzą na zębach powłokę, która chronią zęby przed powstawaniem osadu i rozwojem bakterii. 
  • gałązka dostarcza jamie ustnej witaminy C, która przyspiesza regenerację organizmu, a także jony fluoru i wapnia o działaniu mineralizującym i bakteriobójczym.
 Ciekawe, prawda? Ktoś już próbował? Ponoć, kiedy się ta gałązkę żuje, pomaga także w rzucaniu palenia 🙂 ecoshop, cena: 19zł;

9. Po nartach – Balsam na bolące mięśnie Meadowsweet Muscle Balm – Herbfarmacy, Iwos.pl, cena: 37,38zł;

10. Kolejny zestaw podróżny – tym razem Biofficina Toscana. W saszetce: delikatna pianka do mycia twarzy, ciała i okolic intymnych, delikatny szampon do każdego rodzaju włosów, aktywna odżywka do włosów, Skarbiec Natury, cena: 64,90zł.

Zaproś kwiaty do domu czyli pomysł na probówki i filiżanki!

Wygląda na to, że zima jednak rozgościła się na dobre. A my się jej nie dajemy! I jeśli nie wczorajszy kolorowy peeling to dzisiejsze kwiaty pomogą nam zachować uśmiech na twarzach! Nawet w najzimniejszą, najbardziej szarą aurę!
Zapraszamy wiosnę do domu! I kwiaty wiosenne!! Na szczęście sklepy porządnie się w nie zaopatrzyły i kuszą nas ze wszech stron cebulkami i tulipanami. Bardzo mnie to cieszy! Nic tak nie poprawia humoru zimą jak świeże kwiaty. I gorącą herbatka. I kocyk. I jeszcze jakieś dobre ciacho. Ale kwiaty muszą być! Do kwiatów od razu się uśmiechamy. Kwiaty koją nam zmysły i dodają magicznego romantycznego uroku wnętrzom. Choć jeden mały malutki hiacyncik, który lada dzień rozkwitnie!
Mam dzisiaj dla Was dwa pomysły na kwiaty w domu. I to najlepiej przy miejscu Waszej pracy. Tam, gdzie spędzacie dużo czasu, ślęcząc nad papierami lub wgapiając się w ekran komputera! Bo czasem trzeba odwrócić wzrok i zawiesić go na czymś pięknym.
Albo inaczej – na parapet, nad stół, pod lampę, pod szafki kuchenne… no… co Wam przyjdzie do głowy! Dzisiejsze pomysły wszędzie się sprawdzą.
Pierwszy jest bardzo prosty! Przesadzamy cabulki z hiacyntami, narcyzami lub krokusami do filiżanek! Mogą być najróżniejsze, w ciekawe wzory lub bez. Im ich więcej tym ciekawiej! Potem ustawiamy je gdzie popadnie i czekamy z niecierpliwością, aż pojawią się pierwsze kwiaty!
Drugi pomysł wymaga nieco więcej pracy, ale prezentuje się również bardzo zacnie! Jeśli nie zacniej!

Przygotujcie:

  • patyczek znaleziony pod drzewem
  • białą farbę i pędzel
  • probówki (bywają w sklepach z art. gospodarstwa domowego lub w kwiaciarniach lub na Allegro)
  • materiałowe tasiemki
  • pistolet na gorący klej 
  • cięte kwiaty
Patyczek oczyszczamy i pozostawiamy do wyschnięcia na dobę. Malujemy go całego białą farbą i ponownie czekamy, aż wyschnie. Do probówek przymocowujemy tasiemkę. Za pomocą pistoletu umieszczamy na ich górze odrobinę gorącego kleju i obwiązujemy ujście tasiemką. Końcówkę również zabezpieczamy klejem. Następnie odginamy taśmę go góry, tworząc zagięty trójkącik, który ponownie zaklejamy – jak na zdjęciu. Dzięki temu tasiemka będzie nam równo utrzymywała zawieszoną probówkę. 
Mój patyczek zamocowałam na wspornikach półki. Możecie jednak do jego końców przywiązać taśmę i zawiesić go na haku lub gwoździu. Do patyczka dowiązujemy tasiemki z probówkami. Można też obwiązać patyk taśmą.Do probówek nalewamy wodę za pomocą buteleczki i wkładamy do nich kwiaty! Wyglądają uroczo!

Peeling Kolorowy

Kiedy dopada nas szarość… A dopada nas w naszym klimacie często… Kiedy i smutek i niechęć przychodzą… Kiedy brak uśmiechu i słońca… Wtedy to wbiegamy do kuchni, sięgamy po migdały, jagody goji i limonki i robimy sobie energetyczny, soczysty i radosny Peeling Kolorowy!!!
Zapraszam Was dzisiaj na prosty przepis na dobry humor i piękne, zadbane, odżywione i odmłodzone ciało! Peeling ten jest bowiem wysycony składnikami odżywczymi, które pomogą nam zadbać o skórę. Jagody goji znane są ze swej ogromnej ilości przciwutleniaczy, które niwelują nam procesy starzenia się skóry. Witamina C zadba o jej koloryt. Limonka i jej naturalne olejki eteryczne wpłyną pozytywnie na nasz nastrój, a jej sok delikatnie spulchni skórę. Migdały wygładzą i złagodzą. Odrobina oliwy pomoże w odpowiednim nawilżeniu. 
Peeling przeznaczony jest do pielęgnacji ciała, pod prysznicem. Zrobiłam sobie jednak z niego także maseczkę na twarz. Wyszło genialnie. Skóra jest mięciutka i elastyczna. I ma jakby więcej blasku! Polecam!
 
Do zrobienia Peelingu Kolorowego przygotujcie:
  • garść jagód goji
  • garść łuskanych migdałów pub płatków migdałowych
  • 3 limonki
  • do uzyskania odpowiedniej konsystencji, wedle uznania: oliwę z oliwek, inny olej, wodę, sok z limonki lub miód płynny
Limonki wyparzamy wrzątkiem, myjemy i suszymy. Na tarce o małych oczkach ścieramy ich skórkę. Jeśli nie chcemy wykorzystywać peelingu tego samego dnia, a przechować go w suchej formie dłużej,  przekładamy zest do żaroodpornego naczynka i suszymy w piekarniku przez 10 minut. Świeża ma jednak więcej olejków eterycznych.
W blenderze miksujemy jagody goji na drobną mączkę. To samo robimy z migdałami. Zmielone jagody i migdały oraz podsuszoną skórkę z limonki możemy przesypać warstwowo do czystego słoiczka. Przed kąpielą (najlepiej z 2 godzinki wcześniej) przygotowujemy z suszu pastę peelingującą. Dodajemy do niej to, na co akurat mamy ochotę. Jeśli peeling ma być gęsty i tłuściutki, pamiętamy o oliwie. Warto dodać nieco odżywczego i antybakteryjnego miodu. Jeśli zależy nam na lekkości, pozostajemy przy wodzie. Osobiście polecam nieco oliwy, soku z limonki i wody. Do konsystencji miękkiej pasty, którą z łatwością rozprowadzimy na ciele. Ostrzegam, że jagody mogą brudzić, musimy więc peeling po wymasowaniu ciała, dokładnie spłukać. Wart jest tego!!

 Zrobicie? 🙂

Facebook