NapisałaAdriana Sadkiewicz

Męski świat: przepis na najlepszy balsam do brody, Mr Bear i „Porąb i spal”

Mam w domu brodacza. Brodę nosi, bo mu w niej dobrze. I wygodniej podczas długich wyjazdów do pracy. Może więc przypadkowo, a może i nie – wpisał się w trendy. Mój brodacz o swoją brodę dba. Bo porządny mężczyzna z rozwichrzonym włosem nie chodzi. Nawet po lesie z siekierą.  Mój brodacz używa więc naturalnych balsamów do brody. Ma i te kupne, markowe, modne, drogie, co to w prezencie dostał i takie, które sama robię. Oba dobre, nie powiem. Ale mój lepszy, bo ma jeszcze dodatkową dawkę serca w sobie.

To słodkie było, prawda?

Wracając do sedna, brodacze o brodę swoją dbać muszą. Bo tylko zadbana broda wygląda dobrze. Nie hipstersko, nie warszawsko – dobrze po prostu. I w dbaniu o brodę nie ma nic, co brodaczom mogłoby urągać.

Mój brodacz jest byłym wojskowym, na misji w Afganistanie był, teraz pływa po morzach i oceanach. Mój brodacz też codziennie, jak tylko jest w domu, kąpie dziecko, bawi się z nim i pomaga we wszystkim. Mogłam zostawić z nim Różę bez najmniejszych obaw od jej pierwszych dni. Mój brodacz, jak tylko jest w domu, gotuje obiady. Mój rosół nigdy tak dobry nie jest jak jego. Mój brodacz nie ogląda telewizji, za to zawsze i wszędzie czyta książki. Lub ich słucha, myjąc kuchnię. Mój brodacz pija tylko niszowe piwa, sam też je tworzy. Mój brodacz ma co najmniej tyle samo pasji i pomysłów, co ja.

Mój brodacz dba o brodę, bo tylko wtedy wygląda ona dobrze.

Mam zatem dla Was dzisiaj przepis na balsam do brody i polecenie balsamu Mr Bear Family, które możecie sprezentować swoim brodaczom.

SONY DSC

Zacznę jednak od książki. Ale jakiej! Idealnej dla współczesnego brodacza. Może trochę hipsterskiej, ale co tam. Kupiłam ją, bo wyobraziłam sobie, jak ją podczytujemy w naszym przyszłym domu, przed kominkiem. I jak nad tym kominkiem leży ona sobie wieczorami spokojnie.

Porąb i spal Larsa Myttinga ma swoją premierę zdaje się dzisiaj (kupiłam w przedsprzedaży). Jej poddtytuł mówi: wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie. Nie jest to jednak tylko czysto praktyczny poradnik opalania drewnem. Doskonale wciąga także kobiety (mnie). Jest bowiem lekko napisaną gawędą, którą autor opowiada jakby znad ogniska. Przenosi nas do nieco innego świata – do pokrytej lasami Norwegii, dalekiej nam północy, gdzie drewno jest czymś więcej niż tylko paliwem. Książka rozbudza potrzebę ognia, wpatrywania się w niego, świętego, niezmąconego współczesnością spokoju. Polecam do dołożenia do balsamu do brody i sprezentowania brodaczowi. I na niedzielne popołudnie. Przy kominku, jeśli macie.

Wiele osób spędziło przed pieńkiem do rąbania chwile pełne najgłębszych przemyśleń. Łupanie to znakomite połączenie czynności powtarzalnych i zróżnicowanych, a przy tym jest to często pierwsza poważna praca na dworze po długiej zimie. Trzeba wyciągnąć siekierkę lub łuparkę, a po wsiach zaczyna się nieść wycie pilarek tarczowych należących do emerytów, którzy znów czują się potrzebni. Rozchodzi się woń świeżej żywicy lub soków – właśnie nadeszła chwila na zacytowanie tego, co Hans Borli napisał o zapachu sztapla opału: „to tak, jakby samo Życie przechodziło obok, boso, z rosą we włosach… Zapach świeżego drewna to jedna z tych rzeczy, które najpóźniej zapominamy, gdy zaciągamy zasłony”.

Lars Mytting, Porąb i spal

/Książka Wydawnictwa Smak Słowa /

SONY DSC

Powróćmy jednak do brody. Musze polecić Wam (Waszym brodaczom) balsam szwedzkiej marki Mr Bear Family. Przyznam, że mocno zauroczyło mnie opakowanie. Niby zwykła aluminiowa puszka, ale etykieta czyni z niej traperska maść rodem z dalekiej Północy. Wizerunek pana misia z wąsem jest genialny. Hasło „hurry up to furry up” też. Mój brodacz ma balsam o zapachu wilderness. Czy tak pachnie dzikie pustkowie? Nie sądzę. Jest to zapach bowiem po prostu przyjemny, choć sama nie skomponowałabym go do kosmetyku dla mężczyzny. Składa się na niego mocno orzeźwiający olejek cytrynowy w połączeniu z olejkami rozmarynowym, lawendowym, z bergamotki, drzewa różanego i sandałowego. Brzmi dobrze! Pachnie też.

Balsam jest w pełni naturalny. To połączenie masła shea, wosku, lanoliny, olejów z pestek moreli, jojoba, kokosowego, arganowego, z pestek dzikiej róży i słonecznikowego. Ma konsystencję gęstego masła, które najpierw należy rozetrzeć w dłoni, a następnie wsmarować w brodę. Mój brodacz mówi, że jest dobry. Po prostu. Nic więcej chyba nie potrzebujemy. Kropka. Cena tylko dosyć wysoka, ale wydajność bardzo duża.

/ BeardMan.pl /

SONY DSC

Jeśli jednak wolimy przyprawić balsam dla naszego brodacza szczyptą serca, polecam mój własny przepis. Nie powiem – całkiem fajny! Zapachem przenosi nas w te wspomniane powyżej północne lasy. I tylko siekierkę chciałoby się w rękę włożyć i wędrować. Zawdzięczamy to olejkowi z czarnego świerku. Jest niesamowity! Wystarczy zamknąć oczy, w wyrasta przed nami najprawdziwszy świerk. Magia! Do niego dodałam nieco cedru atlaskiego, jałowca i sosny – dla lepszego efektu. A żeby w pełni zatroszczyć się o brodę, uzupełniłam mieszankę porcją lawendy i rozmarynu. Żeby dobrze rosła i mocno się trzymała.

Bazą mojego balsamu są odżywcze, dobrze wchłanialne masła i oleje, które znane są ze swych właściwości pielęgnacyjnych. Zadbają nie tylko o samą brodę, ale także o skórę pod nią. Balsam wzmacnia włosy, zapewnia im ochronę przed czynnikami zewnętrznymi (także przed słońcem) i odpowiedni stopień nawilżenia. Wosk pszczeli pomaga układać brodę i ujarzmiać niesforne włoski. Balsam zmiękcza ją i sprawia, ze staje się silna i lśniąca. Dodatkowo zapobiega podrażnieniom skóry i wzmaga jej regenerację.

SONY DSC

Do wykonania balsamu do brody przygotujcie:

  • 40 g masła shea rafinowanego
  • 20 g oleju kokosowego (użyłam nierafinowanego, bio)
  • 20 g wosku pszczelego
  • 10 ml oleju jojoba
  • 10 ml oleju z pestek malin
  • 10 ml oleju konopnego
  • 10 ml oleju z krokosza barwierskiego
  • 5 ml oleju z pestek wiśni
  • 5 ml oleju z pestek czarnej porzeczki
  • 15 kropelek olejku z czarnego świerku
  • 10 kropelek olejku lawendowego
  • 10 kropelek olejku z cedru
  • 10 kropelek olejku rozmarynowego
  • 5 kropelek olejki z jałowca
  • 5 kropelek olejku z sosny
  • 2 ml witaminy E

(oleje, masło i wosk z BliskoNatury.pl, olejki z ZielonyKlub.pl)

SONY DSC

W kąpieli wodnej roztapiamy wosk, masło shea i olej kokosowy. Oleje przelewamy do osobnej miseczki, powinny mieć temperaturę pokojową. Kiedy masła staną się płynne ściągamy je z ognia i przelewamy do wysokiego naczynia. Powoli dolewamy do nich oleje, cały czas intensywnie mieszając całość mieszadełkiem, ubijaczką, ewentualnie widelcem. Dolewamy witaminę E oraz olejki eteryczne i mieszamy jeszcze przez kilka minut. Konsystencja powoli będzie stawać się cięższa, bardziej kremowa. Balsam przelewamy do wyparzonego wcześniej pojemniczka i odstawiamy do stwardnienia.

A potem cieszymy się piękna brodą brodacza!

SONY DSC

Nowości i ciekawostki ze świata kosmetyki naturalnej

Dzieje się. Oj, dzieje się sporo. Co rusz odkrywam kolejne marki, serie i pomysły ze świata kosmetyki naturalnej. Podglądam, czasem próbuję, często podziwiam. A że dzieje się coraz więcej, postanowiłam i z Wami podzielić się czasem najnowszymi odkryciami.

Być może część z nich to nowości tylko dla mnie, może o tych produktach słyszeliście już dawno. Tym lepiej! Chętnie poczytam Wasze opinie i uwagi. A może sami znacie jakieś ciekawe, gorące nowości, którymi warto się podzielić? Czekam na Wasze komentarze!

1. H&M Conscious Beauty Collection

Największa nowość i niespodzianka – H&M wypuszcza całą linię kosmetyków organicznych! Seria H&M Conscious Beauty Collection wyprodukowana jest zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju, jest także opatrzona certyfikatem Ecocert. W ofercie znajdzie się 30 produktów, wśród nich balsamy do ust, żele pod prysznic, maseczki do twarzy, szampony do włosów, kremy do rąk, suche szampony, dezodoranty roll-on bez dodatku aluminium i olejki do włosów.  Opakowania wszystkich produktów wykonano z materiałów pochodzących z odzysku, nadają się też do recyklingu. Przedział cenowy kosmetyków będzie się plasował pomiędzy 22,90 zł a 39,90 zł.

No, ciekawa jestem bardzo! Kosmetyki mają się pojawić w sklepach sieci już w lutym. Wypróbujecie?

Info i zdjęcia: Elle.pl /  serwis prasowy H&M

 

601 601 1

2.Natura Siberica Make Up

Kolejna nowość to seria do makijażu popularnej, rosyjskiej marki Natura Siberica. To chyba jedna z najprężniej rozwijających się marek. Jej nowości pojawiają się naprawdę co chwilę, nie wszystkie są sobie równe, także jakościowo, ale trzeba przyznać, że producent umie zadbać o oprawę kosmetyków i wzbudzać zainteresowanie nimi. Tym razem Natura Siberica, razem z laboratorium naturalnej kosmetyki Labophyto we Włoszech, opracowała nową, certyfikowaną serię kosmetyków do makijażu. 99.90% wszystkich składników są pochodzenia naturalnego, a 10.70% wszystkich składników to składniki organiczne.

Zaciekawieni? Jak tak!

Strona producenta Natura Siberica / kosmetyki dostępne w Polsce na Siberica.com.pl

623 625 624

3. Madara Time Miracle

Mocno zaciekawiła mnie najnowsza linia łotewskiej marki Madara – Time Miracle. Stworzona została na bazie CELL REPAIR BIO-COMPLEX  – bio kompleksu naprawiającego komórki, chronionego patentem. Seria pełna jest soku z brzozy, którym zastąpiono wodę w kosmetykach. Do tego dodano ekstrakty z nadbałtyckich ziół, kwas hialuronowy i naturalne oleje. Całość zamknięta w bardzo eleganckich opakowaniach. Brawo!

Linia dostępna w sklepie Matique.pl

630

4. Claré Blanc

Kosmetyki mineralne zyskują sobie coraz więcej wielbicieli. Coraz też więcej pojawia się marek, oferujących mineralny make up. Claré Blanc to jedna z nich, ale muszę przyznać, że wyglądająca na jedną z ciekawszych. W prostych, ale eleganckich opakowaniach zamoknięto sypkie i prasowane podkłady, pudry rozświetlające i matujące, bronzery, róże, korektory, cienie do oczy, eyelinery i cienie do brwi. Do tego dodano całą kolekcję pędzli.

„Claré Blanc powstała z miłości do piękna i zdobywanej latami wiedzy o minerałach. To więcej niż kolejna marka kosmetyków – to wybór innego stylu życia. Wierzymy, że makijaż może równocześnie upiększać i pielęgnować. Że może podkreślać atuty urody i tuszować niedoskonałości. Że może być świetną zabawą bez kompromisów zdrowotnych.”

Dostępne na stronie Clareblanc.pl

620 619 621

5. BIO2YOU

Marka BIO2YOU szaleje! Niegdyś w ofercie posiadała jedną linię, bardzo dobrych przyznaję, kosmetyków. Od jakiegoś czasu co chwilę dodaje nowości. Wprawdzie większość pokazała się już dłuższą chwilę temu, ale być może jeszcze nie widzieliście tej kolorowej eksplozji żeli pod prysznic i mgiełek do ciała z letniej kolekcji? Pojawiła się też cała gama peelingów, bardzo soczystych kremów do ciała, seria dla dzieci i do włosów oraz bardzo ciekawe kremy BB.

Dostępne na Bioekodrogeria.pl

626

11351449_968160783223960_468508301797342104_n

6. Alchemia Lasu

Zauważyłam też bardzo duży wysyp naturalnych manufaktur. Wśród nich znajdują się prawdziwe perełki, które staram się wyłapywać. Jedną z nich jest Alchemia Lasu. Cytuję: „Tworzymy produkty w 100% naturalne, wykonywane na małą skalę z dbałością o dobór jak najczystszych i najświeższych składników botanicznych, zbierając wiele z ziół własnoręcznie i radośnie z łąk i lasów w górach południowej Polski. Nasze pomysły często rodzą się w lesie, a pierwsze prototypy botaników powstają w naszym domku na drzewie – wysoko w koronach drzew. Botaniki to po prostu w pełni naturalne i roślinne zastępniki kosmetyków.”

W Alchemii powstają więc przepełnione magią lasu kosmetyki – eliksiry olejowe, olejki i balsamy dla brodaczy, pasty myjące i peelingi do twarzy, kwiatowe kąpiele parowe, masła, peelingi i olejki do ciała, sole do kąpieli i maski do włosów.

Główny minus – Alchemia posiada jedynie fanpage na Facebooku, a zamówienia składa się mailowo. Czekamy na stronę!

Alchemia Lasu na FB

600

Próbowaliście już któreś z powyższych kosmetyków? A może coś szczególnie Was zaintrygowało?

Moment 02

Bo w tym momencie uwielbiam to…

 

80

81

Talerzyki na biżuterię Rainbow Water Tray z Beach Hall! No cudne! Tak pozytywne, tak radosne! A że u mnie biżuterii sporo, bardzo by się przydały! Uwielbiam!

 

82

83

Cuda w starym stylu z Nordal skradły moje serce! Szczególnie ta lampka (ale w połączeniu z piórami!) i regał rodem ze starej apteki. Boskie! Z Agamartin.com

 

84

Od dłuższego czasu tkwię w ciągłej fascynacji kamieniami. To niesamowite, jak magiczne kształty, kolory i struktury potrafią przyjmować. Zajrzyjcie koniecznie na Boredpanda.com, znajdziecie tam kilka okazów, które trzeba zobaczyć!

 

85

Ten sam portal i ten sam kamienny temat, ale w całkowicie innym wydaniu – ametystowy tort! Czy słodki kamień weselny! Jestem pod ogromnym wrażeniem! Boredpanda.com

 

86

87

88

89

Te lampy podobają mi się tak bardzo, że musiałam pokazać Wam nieco więcej ich zdjęć! To coś pomiędzy rzeźbą a sztuką użytkową. Całkowicie cudowne, geometryczne, ale w etnicznym wydaniu. I te kolorowe koła! I te małe światełka! Ach i och! Home Adventures / via Miss Moss

 

90

91

Uwielbiam, och uwielbiam, wszystko co znajduje się w małych, ślicznych puszeczkach! Uwielbiam też podglądać pomysły na właśnie takie puszeczki – samo aluminium jest stanowczo zbyt proste! Ostatnio zachwyciły mnie „makaroniki” do ust i błyszczyki australijskiej marki Mor. Jeszcze ich w Polsce nie ma. Szkoda 🙁 / Morboutique.com

 

92

 

Równie mocno zauroczona jestem tym flakonikiem perfum! Kupiłabym bez wahania! Po pierwsze dlatego, że zapach oparty jest na róży. Po drugie – całość wygląda po prostu bajecznie pięknie. Angielsko, wiktoriańsko, niby w dawnym stylu, ale ile w tym współczesnego poczucia humoru! Pomysł na te igiełki – genialny. Niestety perfumy HAPP & STAHNS Rosa Alba 1842 nie są już dostępne w Anthropologie, dla którego to sklepu zostały stworzone.

Czy macie już swój ałun?

Czy macie już swój ałun? Nie? To zastanówcie się poważnie nad jego kupnem. Jest to jedna z tych rzeczy, która powinna znaleźć się w każdym domu. Ot, choćby na wszelki wypadek. Albo na co dzień.

A po co?

Ałun to po prostu kryształ, który od wieków wykorzystywano w medycynie i kosmetyce. Ma bowiem silne właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne i ściągające. Jest przy tym bezpieczny i niesamowicie wydajny – tradycyjny, dostępny w klepach sztyft – czysty kryształ, starczy Wam na około rok.

W dawnych czasach ałun stosowali mężczyźni do łagodzenia drobnych ranek po goleniu. Każdy porządny golibroda w swym golącym arsenale posiadał właśnie taki kryształ. Wystarczyło przyłożyć go do zadrapania lub zacięcia. Ałun ma kwaśny odczyn, może trochę szczypać w zetknięciu z otwartą raną. Ale to nic, bo przy tym wytwarza na jej powierzchni bakteriobójczą barierę, która tamuje krwawienie, przyspiesza gojenie i zapobiega zakażeniom.

Ałun znany jest najbardziej jako naturalny dezodorant. Stanowi wartą uwagi alternatywę dla antyperspirantów, znacząco się jednak od nich różni. Nie hamuje całkowicie pocenia, które jest naturalną czynnością organizmu. Zabija jednak przykry, charakterystyczny zapach oraz delikatnie zwęża gruczoły potowe. Musicie wiedzieć, że pot sam w sobie nie ma nieprzyjemnego zapachu. Tworzą go dopiero mikroorganizmy, które uwalniają z potu nienasycone kwasy, odpowiedzialne za zapach. Ałun, dzięki swym właściwościom bakteriobójczym, hamuje rozwój tych właśnie mikroorganizmów.

Sam ałun jest bezzapachowy, łagodny, hipoalergiczny. Nie brudzi, nie pozostawia osadu. Nie zatyka porów, nie ingeruje w naturalne funkcje organizmu. Nie podrażnia, nie uczula, nie przebarwia. Ciekawostką jest, że może służyć także do usuwania nieprzyjemnych zapachów z dłoni, np. ryb czy czosnku. Wystarczy podczas mycia rąk, kilkukrotnie potrzeć nim dłonie.

Do czego sama stosuję ałun?

  • Na wszystkie możliwe ranki, wypryski, ukąszenia, zadrapania. Jest szybkim i skutecznym antyseptykiem. Znacząco przyspiesza gojenie. Łagodzi też swąd w przypadku ukąszeń owadów. Jak już wspominałam, przyłożony do ranek, szczypie, ale nie jest to nic strasznego.
  • W spokojniejsze dni zastępuję nim dezodorant. Zazwyczaj wybieram jednak mocniejsze, ale kiedy tylko daję ciału odpocząć, sięgam po ałun.
  • Jako antyseptyk po depilacji. I tutaj sprawdza się wspaniale. Wybieram jednak nie zwykły kryształ, a któryś z dostępnych na rynku naturalnych dezodorantów ałunowych, czyli roztworów ałunu w wodzie, uzupełnionych dodatkowo np. ekstraktami z łagodzących roślin (rumianek, lawenda, kora dębu). Umieszczone są zazwyczaj w buteleczce typu roll-on, co pozwala na bardzo łatwą ich aplikację na depilowane miejsca. Polecam tu np. dezodorant Crystal z rumiankiem i zieloną herbatą.

Jak go stosować i jaki wybrać?

Na rynku dostępnych jest coraz więcej ałunów – w sztyfcie-krysztale, już sproszkowanych – do rozpuszczania np. w kąpieli (polecane do kąpieli stóp dla osób cierpiących na nadmierną ich potliwość) czy gotowych dezodorantów ałunowych, będących roztworami kryształu (jak już wyżej wspominałam). Na początek polecam zaopatrzyć się w sam, czysty ałun w sztyfcie, kostce lub nieregularnej bryłce. Nie jest to duży wydatek, zważywszy na fakt, jak bardzo ałun jest wydajny. Przed użyciem zwilżamy go lekko wodą, a następnie przykładamy do podrażnionego miejsca na skórze lub pocieramy delikatnie jej powierzchnię.

Warto wiedzieć, że istnieją dwa dostępne rodzaje ałunów – amonowy i potasowy. Poleca się znacznie bardziej ten drugi – jest on pochodzenia naturalnego i ze względu na nieco mniejszą kwasowość, trochę mniej szczypie.

Poniżej zestawiłam Wam kilka ałunów dostępnych w naszych sklepach.

 

alun2

 

1. Naturalny dezodorant AŁUN 100g w sztyfcie Najel, cena: 34,99 zł

2. Dezodorant Crystal w kamieniu – ałun 40g, cena: 12,99 zł

3. AŁUN 120g Sultan d’Alep, cena: 32,50 zł

4. Dezodorant Ałun 120g Alepp, cena: 22 zł

5. Naturalny ałun, 130g, bryłka Thawas, cena: 14,95 zł

6. AŁUN w proszku 200g BEAUTE MARRAKECH, cena: 15 zł

7. Ałun w kostce 100g Allume di rocca, cena: 11,95 zł

8. Ałun 50g Organique, cena: 25,90 zł

 

Macie już ałun? Stosujecie i polecacie? A może w końcu zdecydujecie się na jego zakup?

3 x opakowanie

Jestem wzrokowcem. Zwracam ogromną uwagę na opakowania. Na skład, skuteczność czy zapach oczywiście też, ale jeśli w moje ręce wpada świetny kosmetyk w brzydkim opakowaniu, to już raczej do niego nie wracam. Warto bowiem otaczać się pięknymi rzeczami, nawet drobnymi i spełniającymi zgoła inne funkcje.

Po raz kolejny wyszukałam Wam produkty w ciekawych opakowaniach. Zobaczcie, co przykuło moją uwagę tym razem!

(Ach, bo czasami wcale nie chodzi o wyszukane słoiczki, buteleczki czy pojemniczki. Liczy się pomysł. A tym w naszym kraju niestety stoimy bardzo słabo.)

1. LEIF Botanist Candle

Rozpoczynamy od świec. Od dawna uwielbiam botaniczne motywy rodem ze starych rycin. Tutaj wykorzystano je w dosyć prostych etykietach. Całość wygląda bardzo spójnie i świetnie współgra ze szklanym słoiczkiem i korkiem. Do tego wpisuje się w trendy, przyciąga uwagę i tworzy piękną wizualnie serię. Niezwykle ciekawa jestem tych zapachów. Kupiłabym w ciemno!

40

42

43

2. ILLUME seria Momentary Escape™

Całkowicie zauroczyły mnie opakowania kremów do rąk i mydeł (są jeszcze perfumy, ale już nie tak ładne). Uwielbiam logo, złote, „odręczne” napisy oraz wzory! Ach… wzory! Szczególnie połączenie marmuru z kwiatami (pierwsze od góry). Także tutaj niezwykle ciekawa jestem zapachów i także tutaj – kupiłabym za samo opakowanie!

 

44

 

3. The Artist’s Studio

Nie sądzę, żeby to były szczególnie trwałe opakowania (bo z kartonu), ale ich w nich pozytywnej, dobrej energii! Coś dla kobietek pełnych uśmiechu. Znowu mamy wzory, dużo wzorów. Może nie są już tak subtelne, ale z pewnością przyciągają uwagę i kolorują codzienność.

 

49

50

51

Zima prawdziwa

Zima prawdziwa jest tylko w górach. Tylko tam mnie cieszy. Tylko tam śnieg jest czysty, chłód nie przeszkadza, a każdy widok wywołuje uśmiech na twarzy.

To raz, a dwa, drodzy moi, dla zdrowia psychicznego (fizycznego też), potrzebne są takie weekendy, kiedy można się całkowicie wyszaleć. Pod każdym względem. Powariować, śmiać pełną piersią, zamienić się znowu w nastolatków. Potrzeba weekendów z przyjaciółmi w górach. Zwłaszcza zimą, kiedy w mieście jest tak strasznie szaro.

Wynajęliśmy więc chatkę góralską w Beskidzie Żywieckim. Taka prawdziwą, drewnianą, starodawną. Wyjechaliśmy w 10 osób, do tego dzieci, choć kto mógł, zostawił z dziadkami 🙂 I było szaleństwo. I trochę spokoju też. I pyszne jedzenie w karczmach w Węgierskiej Górce. Najpyszniejsze placki ziemniaczane w sosie borowikowym. I narty były. I sanki oczywiście. I śniegu spadła cała masa.

No i wieczory też były szalone. I wesołe. Z bitwami na śnieżki, zjazdami, nocnymi spacerami i ciepłym kominkiem.

Dla zdrowia psychicznego, moi drodzy, konieczne są takie weekendy. Prawda?

 

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Facebook