NapisałaAdriana Sadkiewicz

Naturalne, najlepsze sposoby na ukojenie skóry

Czy Wasza skóra potrzebuje ukojenia? Moja bardzo często. Mam dzisiaj dla Was trzy bardzo proste, a cudowne naturalne sposoby na łagodzenie podrażnionej, zmęczonej, poszarzałej i problematycznej skóry. A w zasadzie trzy rośliny – żyworódkę, rumianek i aloes. Bo to z nich wyciskamy najcenniejsze soki, które mają tak zbawienny wpływ na cerę.

W tych trzech buteleczkach znajdziemy to, co w naturze najcenniejsze – kojąca moc leczniczą roślin. Każdy z tych płynów jest trochę inny, ale z pewnością każdy warto wypróbować. To, o czym trzeba pamiętać, to o konsekwencji w używaniu. Cudów nie ma, skórę należy przyzwyczaić, a jej regenerację wspomagać regularnością i zdrowym rozsądkiem. Niemniej jednak wszystkie trzy dzisiejsze gwiazdy, jestem o tym przekonana, ukoją i uspokoją skórę. Pomogą, wierzcie mi, pomogą.

Żyworódkę w płynie odkryłam niedawno. O samej roślinie słyszałam już dużo i od dłuższego czasu przymierzałam się do wypróbowania jej niesamowitych właściwości. Jeśli nie macie pod ręką prawdziwych jej liści, zacznijcie od tego produktu sygnowanego marką rabczańskiego uzdrowiska. Mamy tutaj połączenie leczniczej wody mineralnej – wodorowęglanowo-chlorkowo-sodowej i bromkowo-jodkowo-borowej z ekstraktem z żyworódki wspomożonej ekstraktem z aloesu i gliceryną. Żyworódka, dzięki bogactwu witamin, mikro i makroelementów, wykazuje właściwości regenerujące, przeciwzapalne i immunostymulujące.  Jest silnym środkiem przeciwgrzybicznym, niszczy bakterie ropotwórcze, hamuje procesy zapalne, zmniejsza obrzęki, przyspiesza gojenie i oczyszcza ranki, zmniejsza widoczność blizn, a także zwiększa odporność skóry na czynniki zewnętrzne i urazy.

Sam płyn ma bardzo wygodne opakowanie – buteleczkę z atomizerem, dzięki czemu możemy spryskiwać się żyworódką kiedy tylko chcemy. Ma lekki, ziołowy zapach, jest więc całkiem przyjemną mgiełką. Zazwyczaj stosuję ją, jako tonik do twarzy, ale świetnie sprawdza się też do całego ciała, a zwłaszcza po depilacji. Wyczytałam też, że polecana jest jako płukanka do włosów zniszczonych i z łupieżem, nadaje im blask i przywraca piękny wygląd. Pozostanie ze mną na długo, zostałam bowiem ogromną fanką tego płynu.

Naszą żyworódkę połączono z aloesem, spokojnie jednak możemy sięgnąć po sam, czysty żel aloesowy. No… w zasadzie on także ma formę płynu, jest przefiltrowanym sokiem – miąższem z liści rośliny. O łagodzącym działaniu aloesu z pewnością słyszeliście nie raz. Dodam więc, że aloes działa antyseptycznie, ściągająco, przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie, udrażnia gruczoły łojowe, zatrzymuje wodę w skórze. Zawarte w nim kwasy alfa i beta-hydroksylowe, enzymy i kwas salicylowy delikatnie złuszczają naskórek. Cynk natomiast wspomaga walkę z trądzikiem, wypryskami i innymi problemami dermatologicznymi. Aloes doskonale sprawdza się po opalaniu, wtedy właśnie ukojenie jest najlepiej widoczne.

Zalecane stężenie w kosmetykach naszego żelu aloesowego nie powinno przekraczać 30%, często więc łączę go, już na waciku do przemywania twarzy, z wodą rumiankową. Kolejna cudowna, piękna roślina, o której zapominamy. Woda to nic innego jak hydrolat, pozyskiwany metodą destylacji parą wodną z kwiatów rumianku. Czysty, naturalny, prawdziwy. Polecany nawet do pielęgnacji niemowląt, jako płyn do przemywania skóry. Łagodzi, regeneruje, oczyszcza i uspokaja skórę. On także wykazuje działanie antyseptyczne i przeciwzapalne. Dodatkowo koi zmysły, uspokaja, relaksuje po ciężkim dniu. Takie dwa w jednym – do ciała i umysłu. Mgiełka rumiankowa sprawdza się przed snem – tutaj najlepiej w połączeniu z lawendą.

Który z płynów jest najlepszy? Ciężko mi zawyrokować, lubię je naprawdę bardzo. Najchętniej jednak sięgam po żyworódkę w płynie. Zaopatrzcie się w nią koniecznie!

Płyny pochodzą z: żyworódka / drogeria Pigment , Woda rumiankowa / Zielony Klub , żel z aloesu / Ecospa.pl

SONY DSC

SONY DSC

Te 3 rzeczy – bo piękne

te 3 rzeczy - bo piękne

Najpiękniejsza, papierowa (powtarzam: papierowa!) zastawa na majowe przyjęcia i grille, jaką widziałam! Idealne połączenie różu, złota i marmuru! Całkowicie jestem nią zauroczona! / Oh Happy Day

Pierścionków u mnie sporo… jasna sprawa! Jestem pewna, że wspaniale zadomowiłyby się na takich ceramicznych piramidkach! Znowu z tym cudnym złotem! / Modern Mud

A taki wazonik, genialny wazonik, można zrobić samemu! Podobno… bo jakoś nie wierzę, że i mnie mógłby taki piękny wyjść. / The Merrythought

No, piękne!

 

Maj dokoła maj

Ach, maj! Chciałabym bardzo napisać Wam, jak bardzo lubię maj, ale chyba nie umiałabym zakląć tej majowej miłości w słowa. Zielono robi się na zewnątrz, zielono na duszy, zielono w domu! Z okazji początku maja, mam zatem kilka majowych inspiracji!

 

maj zakwitły

 

 

Kwiaty majowe w wazonach / czy Wasze domu też zdają się kwitnąć? U mnie już pełno bzów, które totalnie ubóstwiam! Zapach odurza, budzi mnie i wywołuje uśmiech. Jeśli więc jeszcze nie macie majowych kwiatów w wazonach – czym prędzej to naprawcie! / Zdjęcie Frolic

Like a flower / kusząca, wygładzająca Ambrozja do twarzy AVEBIO z różą, jaśminem i stokrotką – kusi, bardzo kusi!

Eukaliptus na ścianie / modny, oj modny stał się motyw eukaliptusa. Z powodzeniem wypiera wszechobecne palmy. Nie dziwię się – jest piękny, czysty i świeży / plakat lemonducky/Pakamera

Jaśmin w łazience / jeden z najbardziej uzależniających, kojących zapachów – jaśmin! Towarzyszy mi na co dzień wraz z olejkiem Drop od Essence, o którym już Wam pisałam. Polecam też indyjskie jaśminowe mydełka! / Lass Naturals

Zakwitł mi laptop / prawie dosłownie! Dostałam bowiem moją własną naklejkę na laptopa z moim ulubionym, przewodnim kwiatem! Podoba się? Zajrzyjcie do Tenstickers.pl i stwórzcie własne!

Terraria / lubię je, jak lubiłam. I zmiany nie przewiduję! Idealne do ekspozycji wiosennych kwiatów! Sprawdźcie, jakie ładne ma w swojej ofercie Szklarnia!

Forest Forever / Znacie już? Poznajcie, zakochacie się! Autorka tej magii sadzi lasy w zabytkowym szkle. Jak jej wychodzi? No, pięknie!

 

SONY DSC

 

W roli głównej: Krem Vicco turmeric z kurkumą i olejkiem sandałowym

W roli głównej zaprezentuje się Wam dzisiaj krem Vicco turmeric z kurkumą i olejkiem sandałowym. Ale nie sam – w towarzystwie nieodłącznego, bo gratisowego żelu do zmywania twarzy. Razem stanowią jedne z najbardziej egzotycznych kosmetyków, na jakie natrafiłam. Razem tworzą tak zwany export pack – zestaw eksportowy z Indii. A Indii w nich sporo. I właśnie tak kojarzą mi się Indie.

Skusiłam się na ten zestaw w osiedlowym sklepie zielarskim głównie z ciekawości, ale też dlatego, że wiem jak silne antybakteryjne działanie ma kurkuma. Stanowi ona bowiem najistotniejszy składnik obu kosmetyków. Kurkuma ma właściwości bakteriobójcze, przeciwzapalne, antyoksydacyjne, wygładza i rozjaśnia cerę, wspomaga redukcję przebarwień. Stosuje się ją w leczeniu dolegliwości dermatologicznych, takich jak trądzik, egzema czy łuszczyca.

Wraz z kurkumą czerpiemy tutaj z antyseptycznych i regulujących właściwości olejku z drzewa sandałowego. W kremie jest go sporo, oj naprawdę sporo. Kiedy pierwszy raz użyłam kremu, zapach był tak intensywny, że poczułam się, jakbym się przeniosła do indyjskiego sklepu. Nie było to nieprzyjemne. Raczej… magiczne.

SONY DSC

W kremie się zakochałam i kupię go jeszcze nie raz. Nie jest to jednak taki nasz tradycyjny, naturalny krem. Nie znajdziemy w nim znanych nam odżywczych maseł i olejów (Inci: Water, Stearic Acid, Turmeric, Sorbitol, Triethanol Amine, Sandalwood Oil, Perfume, Methyl Hydroxy Benzoate Sodium, Propyl Hydroxy Benzoate Sodium, Benzyl Alcohol , Potassium Hydroxide , Sodium Hydroxide, Chlorocresol.). Ma niesamowitą barwę i konsystencję, mieni się, jakby zawierał brokat. Wszystko w nim jest takie jakieś inne. Ale..

Ale moja skóra go uwielbia! Nałożony na buzię, wchłania się od razu i pozostawia nawilżoną, a do tego cudownie matową skórę. Faktycznie koi i łagodzi podrażnienia. Aż chce się dotykać policzków, tak są miękkie. Zauważyłam też faktycznie lekkie rozświetlenie cery. No i ten zapach! Na początku mocno egzotyczny, potem uzależnia i sprawia ogromną przyjemność.

Żel traktuję jako uzupełnienie do kremu. Pachnie bardziej męsko, trochę ciężej. Nie znalazłam go samego w sklepach internetowych, domyślam się więc, że jest jednorazowym dodatkiem do kremu. Szkoda. Dobrze oczyszcza skórę i jest bardzo wydajny.

Czytałam w Internecie, że krem Vicco jest dosyć popularny na Zachodzie. Że wykorzystuje się go nie tylko do pielęgnacji skóry na dzień i na noc, jako rozjaśniającą maskę, ale także jako produkt pierwszej potrzeby w przypadku ukąszeń owadów! Z pewnością warto go mieć pod ręką.

Krem dostępny jest w sklepie Helfy.

 

SONY DSC

Na koniec mam dla Was coś, co mnie mocno rozśmieszyło! Krem do golenia Vicco :D:D:D Czyli przykład indyjskiego marketingu i targetowania! (z Bombay Bazaar)

1728-46-vicco-turmeric-70g

Te 3 rzeczy – na wiosnę

Czasami zakochuję się w czymś od pierwszego wejrzenia!

3 rzeczy na wiosne

 

jeden

To jest najpiękniejsza torba plażowa (i nie tylko), jaką widziałam! Oj, chciałabym spakować do niej książkę, pareo, coś do picia i ręcznik i zmierzać ku ciepłemu morzu. A może, co bardziej prawdopodobne, na majówkowy piknik? / Oysho

dwa

Nie wiem ja Wy, ale ja z przyjaciółmi sezon grillowy już rozpoczęłam. I to w najlepsze! Za nami już pierwsze długie godziny pod gwiezdnym niebem, pełne śmiechu i spokoju. Czego brakowało? No, po pierwsze to mojego męża, który wraca niebawem, ale po drugie – takich cudnych lampionów! Idealne uzupełnienie grillowego stołu. Czy to na nim, czy dookoła niego. / LoftBar

trzy

Mamy tu zaprawione rowerzystki? A może tak przemierzać miasto w romantycznym stylu i… przyozdobić rower flakonikiem z kwiatami? No chyba przyznacie mi rację, że takie ozdoby są całkowicie urocze! / Etsy – A Wearable Planter

O pracy na poczcie. I nie tylko.

Byłam ostatnio na poczcie. Cóż, w zasadzie to bywam tam bardzo często, ale ostatnia wizyta wywarła na mnie dosyć intensywne wrażenie. Było pusto, co już samo w sobie jest wydarzeniem godnym zapamiętania. Podeszłam więc do jednej z milszych tam pań, podałam przesyłki do wysłania, a pani rozpoczęła sympatyczny small talk. Mówiła o tym, że teraz nie ma ludzi, ale pewnie za kwadrans zbierze się trochę, a potem to już do końca dnia będzie kolejka. I że czasami to nawet po pół godziny po zamknięciu jeszcze obsługują. Ale w sumie to nie może narzekać, bo przecież bardzo lubi swoją pracę.

I tu mnie całkowicie, totalnie, jako żywo – wcięło.

No bo praca na poczcie kojarzyła mi się zawsze z najgorszym złem tego świata. Ludzie stoją w tych kolejkach, poddenerwowani, zirytowani, krzyczą na te panie, one znowuż cały dzień w pośpiechu, stresie, wbijając te znaczki w komputer, te przelewy, szukając tych zaginionych listów, etc., etc. No i czy taką pracę można lubić?  A ta pani taka miła, taka uśmiechnięta, z takim wewnętrznym spokojem do mnie mówi.

Mam koleżankę, która jest księgową. Przyznam, że księgowość w moich oczach to kolejne zło tego świata. Co miesiąc przygotowuję te wszystkie papiery dla naszej księgowej, w sumie więc nie jest to jakaś szczególnie wielka sprawa, ale i tak każdorazowo niemal dostaję spazmów na samą myśl. A ta moja koleżanka, wyobraźcie sobie, po prostu i zwyczajnie – lubi to. Lubi sobie w tych papierach trzymać ład i porządek, zliczać te liczby, pilnować terminów, zatapiać się w zupełnie obcy mi świat.

I jak tak pomyśleć, to znam sporo osób, które spełniają się w czymś, czego mój rozum nie ogarnia. Wiele z nich nie potrafi zrozumieć, jak ja mogę tak całymi dniami w domu siedzieć i się samej mobilizować. I jeśli jeszcze dalej się w to wgłębić, to – jak to dobrze. Jakie to niesamowite, że tak bardzo się różnimy i jak bardzo potrzebujemy się nawzajem.

Cóż, trzeba w tym szaleństwie znaleźć na siebie sposób. Nie bacząc na opinie innych. Bo są inni. Pięknie inni, ale inni.

 

Facebook