NapisałaAdriana Sadkiewicz

Sól Epsom – kąpiel na problemy skórne

Słyszeliście już o soli Epsom? Niegdyś była bardziej znana, teraz święci swoje odrodzenia zwłaszcza w zachodnich manufakturach kosmetycznych. Coraz częściej też pojawia się w naszych, rodzimych sklepach. I bardzo dobrze! Jest bowiem solą niezwykłą. Solą, która wspomoże walkę z problemami skórnymi.

Wygląda jak najzwyklejsza sól kuchenna. Różni się jednak od niej wszystkim, począwszy od smaku – jest gorzka, skończywszy na składzie. Jest to dokładnie siarczan magnezu czyli MgSO4*7H2O, a jeszcze dokładniej siedmiowodny siarczan magnezu. Czerpiemy więc całymi garściami z dobroczynnych właściwości i magnezu i siarki, które w tej formie fantastycznie wchłaniają się do naszego organizmu podczas kąpieli przez skórę. Nazwa soli pochodzi od angielskiej miejscowości Epsom, która słynęła z jej produkcji. Możecie znaleźć ją w sklepach także pod nazwami sól angielska lub sól gorzka. Ważne, aby ją w końcu znaleźć i się na nią skusić.

Sól Epsom ma zbawienne oddziaływanie na nasze ciało i samopoczucie. Jest silnym środkiem przeciwzapalnym, antybakteryjnym, przeciwłojotokowym, oczyszcza i odtruwa organizm, intensywnie relaksuje i koi zmysły. Sól wspomaga regenerację, przyspiesza gojenie ran i rehabilitację, wpływa korzystanie na ogólną wytrzymałość skóry. Łagodzi bóle kostne i mięśniowe, zapobiega skurczom, ciężkości nóg, usprawnia działanie mięśni i nerwów. Jest nieoceniona w leczeniu grzybicy, łuszczycy czy trądziku. Siarka zawarta w soli zapobiega rozprzestrzenianiu się dolegliwych zmian skórnych, działa przeciwłupieżowo, niweluje nadmierne rogowacenie naskórka, wzmacnia go, paznokcie i włosy. Wpływa także na prawidłowe funkcjonowanie gospodarki hormonalnej, a przez to na utrzymanie równowagi psychicznej i odporności na stres. Magnez natomiast wspomaga produkcję serotoniny, dodaje energii i pogody ducha, wzmaga koncentrację i prawidłową pracę mózgu. Sól pomaga oczyścić organizm z metali ciężkich i toksyn.

Kąpiel z dodatkiem soli Epsom, przynajmniej dwa – trzy razy w tygodniu, pozwoli czuć się lepiej, wyglądać piękniej, a na dodatek zapewni dodatkowego kopa energetycznego.

Sól polecana jest nie tylko do kąpieli, ale też w pielęgnacji problematycznej skóry twarzy. Warto przygotować sobie choćby solny płyn oczyszczający pory – wystarczy rozpuścić łyżkę soli w 100 ml letniej, przegotowanej wody. Można także dodawać taki roztwór do maseczek, np. glinkowych lub lekkich peelingów.

Dzisiaj jednak polecam Wam mocno kojące i regenerujące kąpiele na soli Epsom. Czego potrzebujecie?

  • szklankę soli Epsom
  • garść suszonych kwiatów nagietka
  • łyżkę oleju tamanu
  • 10 kropelek olejku lawendowego

Zmieszajcie wszystko w miseczce i wsypcie całość do wanny z ciepłą, ale nie gorącą wodą. Relaksujcie się przez 15-20 minut – dłuższe kąpiele wprawdzie kuszą, ale w przypadku problemów skórnych nie są wskazane. Po tym czasie delikatnie wysuszcie ciało ręcznikiem. Kąpiel powtarzajcie 2-3 razy w tygodniu.

 

SONY DSC

Wiosenne nowości w mojej szafie

szafa

 

Nowy sezon sprzyja odświeżeniu szafy! I w mojej pojawiło się sporo nowości, które szalenie mi się podobają, a które chciałabym i Wam dzisiaj opisać. Jak to dobrze, że zimowe kurtki wylądowały już na wieszakach w szafie, a czapki i szaliki w specjalnej zimowej torbie, upchniętej na samym końcu pawlacza. Zrobiło się przestrzennie, a powstałą lukę wypełniamy kwiatami, zwiewnościami i… czarną skórą!

Cały czas tkwię w zachwycie na zakupami na ciuchach vel. second handach. Wynajduję tam takie perełki w tak fajnych cenach, że do teraz nie mogę przestać się dziwić. W telewizji czy w kolorowych gazetach często natrafiam na porady, że przy tego typu zakupach najlepiej stawiać na klasyki. Ja mam odwrotnie! To właśnie tutaj można zaszaleć i kupić coś „mniej” potrzebnego, w szalonych kolorach i ciekawych fasonach, na co czasem w tradycyjnych sklepach po prostu szkoda wydawać. Nie zmienia to faktu, że lubię się czasem przejść i do galerii handlowych, albo pobuszować w internecie.

Ale co tam ja takiego fajnego ostatnio znalazłam…

Nie wiem czy znacie takie cudo jak parka in a pocket? Jestem zachwycona pomysłem na cieniutką kurteczkę, którą można zwinąć w rękach i wrzucić na dno torebki, a w potrzebie wyciągnąć, ubrać i fajnie wyglądać. Coś idealnego na ciepłe miesiące, kiedy wieczory stają się chłodniejsze, albo w przypadku nagłego deszczu. Coś idealnego na wakacyjne wyprawy i letnie festiwale. Moją kupiłam na ciuchach, marki Atmosphere (Primark) i jest to dokładnie ten sam model, który widzicie na początku zdjęcia. Tylko wzory mam inne – motywy rodem z Londynu. Spokojnie dostaniecie takie parki na popularnych portalach aukcyjnych. Są cudne! / zdjęcie Primark

W tym sezonie postawiłam na dużą jasną torbę, w której zmieści się wszytko! Koniecznie z długim paskiem na ramię na dłuższe wędrówki i z mniejszymi poręcznymi rączkami. Swoją kupiłam w C&A (zdjęcia brak niestety), ale jest ich teraz na rynku sporo. / zdjęcie Zara

Znalazłam niedawno na ciuchach cudowną bluzkę, w której się zakochałam! Ma tapetowy wzór w zebry i serduszka i babciny krój – jest więc totalnie na czasie! / Zdjęcie Yumi

Od kilku sezonów zastanawiałam się nad zakupem okularów typu aviator (ładna nazwa, prawda? ostatnio ją odkryłam)! W końcu udało się natrafić na takie, w których poczułam się bardzo dobrze! Uwielbiam je! / Zdjęcie H&M

Równie długo zastanawiałam się nad zakupem czarnej ramoneski. Bardzo brakowało mi takiej klasycznej kurtki, ale jakoś nie mogłam trafić na odpowiedni krój. W końcu się udało! Zainwestowałam więc w moją idealną kurteczkę całe… 30 zł. Na ciuchach of kors, marki New Look. / zdjęcie Zara

Kolejny must have sezonu to wzorzysta bomberka. Kupiłam  swoją na wyprzedaży w Promodzie, cieszy mnie ogromnie. Niestety nie znalazłam już jej zdjęcia w necie, ale bomberka z Zary prezentuje się bardzo dobrze! / zdjęcie Zara

Uwielbiam, całkowicie uwielbiam luźne, miękkie spodnie, koniecznie zakończone gumkami. Do wszystkiego, na co dzień, żeby czuć się dobrze i wygodnie! / Zdjęcie Zara

Moje dwie butowe super (choć bardzo niewielkie) inwestycje! Z obu zakupów jestem zachwycona. Po pierwsze kaloszki w stylu kowbojek, które można nosić i na miasto i do lasu, bardzo wygodne i praktyczne. Po drugie – złote espadryle! Z dodatkowym złotym blaskiem na przodzie. Uwielbiam je! / obie pary z DeeZee – espadryle / kalosze

Możecie nazywać mnie kimono-lubem. W rzeczy samej – uwielbiam kimona. I te leciutkie, letnie i te cięższe, swetrowe, bardziej poncza. Na szczęście zarówno na ciuchach, jak i w sieciówkach jest ich w tym sezonie cała masa. Po cieplejsze polecam zajrzeć do Springfield, po lżejsze do H&M / zdjęcie H&M

Wiosna i lato nie obejdą się bez kwiecistej sukienki! Te dwie są przepiękne, prawda? Nad nimi się zastanawiam, ciesząc się jednocześnie z mojej idealnej, bezmetkowej, z ciuchów. / Zdjęcia Zalando – Kaporal i Zalando – New Look

Mamy tu też, a jakże, coś niecoś z Lili in the Garden – złoty naszyjnik z zielonym peridotem i srebrne bransoletki z zielonymi onyksami. Uwielbiam je!

Korzystając z okazji – w Lili in the Garden, z kodem „wiosennie” macie 10% zniżki! —> www.LiliGarden.pl

Jak tam Wasze szafy na wiosnę? Też tak bardzo cieszycie się z wiosennych nowości? 🙂

 

baner wiosna800

Las w sypialni

Czy wiecie, że las koi?

Uspokaja, przywraca wewnętrzna harmonię i radość życia. Las ma wielką moc terapeutyczną, czemu więc nie skorzystać z niej na co dzień, we własnym domu? Czemu nie zaprosić lasu do naszej… sypialni? Zwłaszcza, że dostępnych jest teraz na rynku tak wiele rzeczy nawiązujących do tematyki lasu! Mamy leśne pościele, dodatki, dekoracje, tapety z leśnymi motywami, meble żywcem niemal wyciągnięte z lasu.

Co powiecie na takie leśne aranżacje wnętrz? Ja jestem całkowicie na tak! Zobaczcie, jakie cuda wynalazłam Wam tym razem! Zaproście las do siebie!

 

las

1. Do zakochania! Pościel Ptaki z ewidentnym dodatkiem edukacyjnym / Las i Niebo, cena: 179 zł

2. Paprotki całkowicie w moim stylu! Na dodatek w modnej teraz formie. Dekoracja ścienna Botanika / HK Living w Opa&Company, cena: 129 zł

3. Poduszka Mech. Polecam podejrzeć też mchowe pościele z jezykiem / Hayka, cena: 58 zł

4. Uroczy Stolik Bear Visible – dodajemy wnętrzu nieco humoru/ Kare Design w Design-life.pl, cena: 889 zł

5. Koc z domieszką bawełny / H&M Home, cena: 99,90 zł

6. Szklana ramka stojąca – jedno z moich marzeń, choć do tej pory nie wiem czy nie lepiej postawić na tę wiszącą? / Nordal w Opa&Company, cena: 74 zł

7. Pościel dziecięca Dzik biały / Echa Leśne, cena: 295 zł

8. Tapeta Mglisty las / humptydumptyroomdecoration w Pakamera.pl, cena: 350 zł

9. Kosz z juty, do przechowywania wszystkich domowych drobiazgów / H&M Home, cena: 59,90 zł

las2

 

10. Lampa, stolik i doniczka w jednym. Zakochałam się w tym projekcie! Autorstwa Sander Lorier ze Studio Lorier via Design Plus Magazine / dostępne wkrótce w Salone del Mobile w Mediolanie

11. Pościel Brzozowy Las – prosta, elegancka, bardzo klimatyczna / White Pocket, cena: 289 zł

12. Kubek Płomykówka z leśnej serii mojej ulubionej ceramiki / Kalva, cena: 30 zł

13. Taboret z patyczków – nie do końca jestem pewna czy jest praktyczny, ale z pewnością dodaje leśnego charakteru wnętrzom / Zara Home, cena: 399 zł

14. Niesamowita lampa-doniczka, „razem z kształtem i momentem wzrostu rośliny zmienia się nie tylko wygląd ale i niesamowita gra światła i cieni przez nią rzucanych”, Green lamp / SIESTA studio w Pakamera.pl, cena: 1559 zł

15. Stolik Ekology Pure / Interior w Design-life.pl, cena: 769 zł

16. Lampa Stołowa NOTYALC Brązowa / LaForma w Design-life.pl, cena: 829 zł

17. Cudowna Komoda Authentico /Kare Design w Design-life.pl, cena: 5749 zł

IN LOVE 13

Jak tu się nie zakochać?

1. Najbardziej zakochana, standardowo już, jestem w naszych nowościach z Lili in the Garden! Zajrzyjcie koniecznie!

2. Przepiękne baleriny polskiej marki Neovision. Wiosenny must have! Piękne, prawda?

3. Czy wiecie, ze Szafranowy Mus do Ciała Ministerstwa Dobrego Mydła, tworzony przez twórczynię marki IOSSI, otrzymał tytuł najlepszego kosmetyku eko magazynu Glamour – Glammies 2016? Gratulacje! Do wypróbowania koniecznie!

4. Do zrobienia! Kwiatowa zasłona DIY – pomysł idealny na wiosnę! DESIGN LOVE FEST

5. No genialne skarpetki! Many Mornings zawsze pozytywnie zaskakuje!

6. Kiedyś tam pojadę! Zacytuję ze strony apartamentów W Drzewach: „Pewnie każdy z nas kiedyś, choć przez krótką chwilę marzył o jedynym w swoim rodzaju miejscu, które pozwala oderwać się od przywiązanych do ziemi codziennych spraw i szarej  rzeczywistości – o domku na drzewie. Nie wiem jak Wy, ale my będąc dziećmi często rozmyślaliśmy o tych kilku metrach kwadratowych schowanych w koronach drzew, pośród liści, bliżej ptaków, wiewiórek i nieba. Nigdy na podobne zachcianki nie było ani czasu ani pieniędzy. Aż do teraz, kiedy to sami jesteśmy rodzicami i odpowiadając na marzenia naszych Dzieci, tworzymy pierwszy w Polsce „pensjonat” zawieszony kilka metrów nad ziemią.” Cudny pomysł! Piękne wykonanie!

7. Najładniejsze ściereczki, jakie widziałam! Zakochałam się totalnie! ThomasPaul

Dwa super balsamy!

Rozpocznijmy dzisiejszy wpis jakże istotnym pytaniem – skąd ta ryba? Tak więc… nie wiem. Nie lubię ryb, ale nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Niechaj więc stanowi wyjątkowe tło dla dwóch wyjątkowych balsamów!

Bardzo lubię wszelakie wytworki Sylveco. Bardzo mnie cieszy fakt, że firma tak pięknie się rozwija i co rusz wprowadza ciekawe nowości. Zachwytów każdorazowo mam co niemiara, a jeśli nawet nie zachwytów to mocnego podziwu nad kolejnym bardzo przyzwoitym produktem. Dzisiaj podzielę się zachwytami. Bardzo bowiem polubiłam się z balsamami do ciała – Orzeźwiająco-energetyzującym Vianek i Balsamem z olejem z pestek winogron i olejkiem lawendowym Biolaven.

Mam wrażenie, że wszystkie balsamy z rodziny Silveco są do siebie podobne i chyba nawet mają tę samą bazę. Nasze dzisiejsze gwiazdy są tego przykładem. Spora część składników powtarza się i w jednym i w drugim. Na głównym miejscu jest więc olej sojowy z gliceryną, do tego dochodzi kilka innych wspólnych składników. Balsamy mają także takie same opakowania, które osobiście bardzo lubię – pompka jest praktyczna, a pojemność w sam raz.

Czym się zatem różnią? Balsam Biolaven jest nieco cięższy, odrobinę tłustszy. Jego flagowymi składnikami są olej z pestek winogron i olejek lawendowy, którego niestety zupełnie nie czuć, jak w pozostałych produktach serii. Kto już próbował, to wie, że wszystkie jej kosmetyki pachną winogronami. Mi osobiście ten zapach bardzo do gustu przypadł, choć lawendy równie bardzo żałuję. Balsam ma wyraźne śródziemnomorskie odniesienia. Czy czuję się jakbym przeniosła się do Prowansji używając go? Nie. Nie zmienia to jednak faktu, że jest świetny.

Balsam Vianka natomiast, jak miał orzeźwiać i energetyzować, tak orzeźwia i energetyzuje. Jest lekki, przyjemny w stosowaniu, pięknie, swojsko, słonecznie i optymistycznie pachnie. W składzie znajdziemy ekstrakty z melisy, szałwii i jabłka, nawilżający ksylitol i glicerynę oraz sporo oliwy z oliwek. Chyba nie muszę wspominać, że w tym, jak i w poprzednim przypadku mamy do czynienia z kosmetykami naturalnymi?

Oba balsamy skóra chłonie chętnie i namiętnie. Oba sprawiają, że jest nawilżona i miękka. Czego chcieć więcej? Chyba tylko dobrej ceny, a taką dokładnie tutaj mamy.

Jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z Biolaven i Vianek – spróbujcie koniecznie.

Balsam Bolaven / Balsam Vianek

 

SONY DSC

 

O ciągłych wyrzutach sumienia i o odpuszczaniu sobie

Największym niebezpieczeństwem dla większości z nas nie jest to, że mierzymy za wysoko i nie osiągamy celu, ale to że mierzymy za nisko i cel osiągamy.

Są to ponoć słowa Michała Anioła. Krążą sobie od czasu do czasu po fejsbuku i wywołują mój wieczny niepokój. No bo skąd mam wiedzieć, czy nie mierzę za nisko? Czy moje cele nie są zbyt błahe? I od razu pojawiają się wyrzuty sumienia. Przecież Ada, możesz więcej, tylko się zbierz w sobie, skoncentruj, zorganizuj, skup. I w ogóle rozszerz dobę.

Od dwóch miesięcy jestem sama. I będę jeszcze pewnie jakoś z miesiąc. Tak to jest z „wyjazdowym” mężem. Oczywiście nie jestem tak totalnie sama. Mam Różę. I Misię (psa, jakby co). Mam pod ręką rodziców, teściów, siostrę i przyjaciół. Zawsze ktoś pomoże, zajmie się dzieckiem, poratuje. Ale w tych codziennych codziennościach jestem sama. Ogarniam dziecko, dom i firmę. Piszę książkę i bloga. Wieczorami przytulam się do psa, co ogólnie jest wspaniałe, dopóki człowiek  nie zorientuje się, że znowu wszystko jest w psiej sierści i że trzeba z nim wyjść nocą nawet w największą ulewę i chłód. No a trzeba było raz jeszcze poodkurzać. A może trzeba było wziąć psa na spacer nieco wcześniej, hmm?

To tylko początek. Bo wyrzuty sumienia towarzyszą mi w zasadzie cały czas. Największy, najgorszy wyrzut związany jest z dzieckiem. Bo mogłam Róży więcej czasu poświęcić, więcej uwagi. Usiąść z nią i porysować. Więcej książeczek poczytać. W coś zagrać. Pouczyć czegoś. Nie zdenerwować się, kiedy jojczyła. Nie krzyknąć, kiedy już nie mogłam. Wykazać się większym spokojem i cierpliwością.

Do tego dochodzą bardziej przyziemne sprawy. Bo miałam podłogi umyć. Okna też i to przed świętami. Pościel zmienić. Łazienkę wyczyścić. Zimowe szaliki i czapki pochować. Szafę dziecka przepatrzyć. Poprasować. Poszyć. Szafki w kuchni umyć. I tak w nieskończoność.

Z pracą to samo. Już dawno powinnam mieć to i to napisane. To i tamto sfotografowane. Jeszcze inne do sklepu wrzucone, na portale też. Promocje porobione. Oferty powysyłane. Pomysły zrealizowane. Maile odpisane.

No a nic zrobione nie jest. I jak to możliwe, skoro miałam zaplanowane, że zrobię. Że się wyrobię.

I znowu jest wieczór, znowu się kładę spać, znowu Misia układa mi się w nogach, żeby przez noc w jakiś magiczny sposób dotrzeć niemal na poduszkę. I znowu mam wyrzuty sumienia, że nie zdążyłam. Że mogłam więcej. Że znowu zajęły mnie głupoty. Że nie byłam wystarczająco skupiona na tym, co mam zrobić.

I myślę sobie, że powinnam jeszcze siąść do komputera i popracować. Ale nauczona doświadczeniem wiem, że nie mogę, że muszę się położyć, bo rano nie będę mogła wstać. A potem tak czy siak – nie mogę. Budzik codziennie dzwoni mi co 5 minut przez przynajmniej pół godziny. I co 5 minut obiecuję sobie, ze to już ostatnie. A potem mam wyrzuty sumienia…

Zwariować idzie, nie?

I tylko raz na bardzo długi czas przychodzi opamiętanie. Mądrość życiowa dopada mnie na kilka chwil. Spokój duszę zalewa, a ufność i wiara stają się niemal namacalne. I wtedy, przez tę krótką chwilę, wiem, że dziecko mam dobre i to moja zasługa (nie tylko moja oczywiście, no ale w dużej mierze ;P ), że wcale w domu nie jest tak brudno, że radzę sobie całkiem nieźle, że spełniam marzenia.

Nie pozbędziemy się wyrzutów sumienia. Zawsze można wszystko zrobić lepiej i szybciej. Ale odpuśćmy sobie czasem. Zwolnijmy. Żeby nie zwariować, ot po prostu. Żeby zobaczyć coś więcej.

To Wam dziś powiedziałam, co? 🙂

Zdjęcia tym razem nieco przypadkowe, ale co tam. Wyrzutów sumienia nie mam!

SONY DSC

SONY DSC

 

Facebook