Czary Marigold

Kasia, mam wrażenie, nigdy nie należała do tego świata. Kasia bowiem zawsze zdawała się należeć do świata, do którego mi nie dane było trafić. Choć próbowałam. Kasię zawsze widziałam oczami wyobraźni tańczącą z nimfami, biegającą z elfami lub poszukującą zapomnianych ścieżek z leśnymi wróżkami.

Miałam to szczęście chodzić z Kasią do klasy w liceum i być może jeszcze większe, że wciąż utrzymujemy kontakt. Utrudniony mocno, bowiem Kasia, moi drodzy, znalazła swoje miejsce daleko… Jakiś czas temu postanowili z mężem zakupić gospodarstwo na Warmii. I tam, słuchajcie, posiali nagietki! Intensywne, czyste, szczęśliwe wręcz nagietki. Ekologiczne i pełne warmińskiego słońca. Postanowili, że to nagietki staną się ich sposobem na życie, choć sprawdzają także inne rośliny.

I wiecie co? Te nagietki właśnie, ta ich pomarańczowa soczystość i zapomniana nieco moc, one właśnie tak bardzo mi do Kasi pasują.

Dzisiejszy post jest jedynie wstępem do nagietkowego tematu. Chciałabym bowiem pokazać Wam, co takiego z tych nagietków Kasia potrafi wyczarować. Ale spotkamy się z nimi zapewne jeszcze nie raz. Bardzo chciałabym zawitać w tym roku na nagietkowej farmie i na własne oczy zobaczyć całe pomarańczowe pole!

Gospodarstwo Kasi to Zioła Obiecane Giławy 71. Strona dopiero w budowie, zajrzyjcie więc koniecznie na fanpage na Facebooku i śledźcie poczynania Kasi. Osobiście wróżę nagietkową rewolucję!

 

A co to tu mamy?

Dwa cuda! Cudeńka! W których nie tylko znajdziemy oleje i olejki, nie tylko to, co najlepsze z nagietka… Mam wręcz nieodparte poczucie, że w tej niepozornej buteleczce i w aluminiowej puszeczce, w której schowany był balsam w kostce, dodano jakieś czary (o czym z resztą mówi nam sama etykieta). Może jakąś tajemną alchemiczną energię? Może jakiś kosmiczny pierwiastek? Może ducha warmińskich lasów i jezior?

No coś ewidentnie w nich jest!

To, co wiem na pewno, to w tym uroczym maślanym nagietku, w obsypanym nagietkowym suszem balsamie w kostce, który zachwyca wizualnie i odurza (ale pozytywnie) zapachem, mamy masło shea, wosk pszczeli, macerat z ekologicznego nagietka oraz olejki eteryczne z bergamotki, pomarańczy, cytryny, limonki, paczuli. Trzeba przyznać, że nie przyszło by mi samej do głowy połączyć nuty cytrusowe z intensywnym paczuli, ale to naprawdę działa! Aromat pozostaje na skórze do następnego dnia, intryguje i kusi.

W buteleczce natomiast mamy macerat z nagietka w oleju sezamowym z domieszką olejków z cytryny, pomarańczy i bergamotki. Zapach zniewala. Mam wrażenie, jakbym pachniała… ciasteczkami! Energetyzującymi ciasteczkami z ukrytą mocą.

Jak stosujemy te cuda? Wsmarowujemy w wilgotną skórę po kąpieli. Spokojnie, powolnymi ruchami, nie warto tu się spieszyć. Delektujmy się! Odrywamy kawałeczek balsamu, roztapiamy go w dłoniach i masujemy skórę. Macerat można także zmieszać z ulubionym balsamem lub dolać łyżkę do kąpieli. Balsam w kostce jest cięższy, gęstszy, dłużej go czuć na skórze, ale to właśnie domena maseł z woskiem. Jeśli wolicie coś lżejszego, sięgnijcie po olejek. Oba wspaniale koją, odżywiają i zmiękczają skórę. Jest przyjemna w dotyku i zdrowsza. Nagietek pielęgnuje, wspomaga regenerację i łagodzi podrażnienia.

I cały czas ma się uczucie, jakby tu faktycznie było coś jeszcze… Ten tajemniczy składnik, magiczny pierwiastek, którego nie umiem ani nazwać ani zrozumieć.

Maceraty i balsamy dostępne są na razie poprzez fanpage Zioła Obiecane Giławy 71 na Facebooku, warto także zaglądać na sobotni targ w Jezioranach. Strona internetowa i sklep jeszcze są w budowie. Z pewnością Was poinformuję, jak zaczną działać!

Facebook