Posts Tagged‘kosmetyki naturalne’

Naturalny wrześniowy wish list

Jako, że natknęłam się ostatnio na kilka niezwykle ciekawych nowości w świecie kosmetyki naturalnej, spiszę do Was z nową wish listą!

A w niej 8 perełek do przyjrzenia się bliżej i wypróbowania! Ot, wyzwanie na jesień!

A może już coś znacie? Ciekawa jestem Waszych opinii!


  1. Magiczny olejek do twarzy Róża Stulistna From a Friend – Lekki, nawilżający olejek do twarzy skomponowany z cennych bio-olei, olejków eterycznych, ekstraktów i witaminy C. Bestseller From a Friend i absolutne must have dla tych, którzy kochają różę za jej zapach i działanie. Bazą olejku jest olej kukui i macerat z róży damasceńskiej w skwalanie, wzbogacony organicznymi olejami: arganowym, z nasion wiesiołka i dzikiej róży. Zawiera też rzadko spotykany olej Cacay, najbogatsze znane wśród olei źródło naturalnej witaminy A (3 razy tyle co olej z dzikiej róży!). Naturalna alantoina z żywokostu, fitosterole z awokado i ekstrakt z orchidei, a także olejek z drzewa sandałowego intensywnie regenerują i wygładzają twarz, a doskonała stabilna pochodna witaminy C oraz witamina E pobudzają skórę i – wraz z ekstraktem z nawrotu lekarskiego – wyrównują jej koloryt / From a Friend
  2. ILIA Stella by Starlight – Multi-Stick – Rozświetlacz – w odcieniu ciepłego różu bogaty w organiczne składniki roślinne (odcień Rose Gold)! Pięknie ożywia skórę nadając jej naturalny blask. Podkreśla górne kości policzkowe, brwi, wewnętrzny kącik oczu, grzbiet nosa i środek wzdłuż łuku amora, aby dodać natychmiastowy zastrzyk świetlistości i witalności swojej skórze / Organicall
  3. Fresh Adds effect Booster pielęgnacyjny dla jędrnej skóry Ringana – Produkt „SOS”, zapewniający natychmiastowy efekt napinający. Innowacyjne składniki przenikają do głębokich warstw skóry, gdzie ujawniają swoje wyjątkowe działanie przeciwzmarszczkowe. Zastrzyk piękna z efektem liftingu, błyskawicznie wygładza i odmładza skórę / Ringana
  4. Krem to twarzy Bergamotka & Orzech Laskowy Sapunoteka – Krem zawiera wyłącznie składniki pochodzenia naturalnego. Olej jojoba, olej z orzechów laskowych regenerują, nadają skórze miękkość. Olejek z drzewa herbacianego działa przeciwbakteryjnie. Olej z bergamotki zmniejsza świecenie się skóry, obkurcza pory. Witamina B3 oraz E regenerują skórę. Kwas hialuronowy intensywnie nawilża / Sapunoteka
  5. Bosphaera Dwufazowe serum ujędrniające przeciw zmarszczkom – Innowacyjna formuła serum łączy ze sobą 18 aktywnych składników, w tym oleje – z pestek śliwki, z pestek malin, z pestek arbuza, z lnianki siewnej, z nasion czarnej porzeczki oraz jojoba. Tak kompleksowe połączenie synergistycznie działających składników wzbogaconych o 5 witamin i komórki macierzyste jeżówki wąskolistnej, sprawia że skóra wokół oczu zostaje wzmocniona, a cienie zmniejszone / Biofresa
  6. Hydrolat malinowo-aloesowy Manufaktura Natura – hydrolat malinowy na bazie wody aloesowej działa na skórę kojąco, bakteriobójczo, zmniejsza stany zapalne, łagodzi podrażnienia, odżywia, nawilża, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Polecany do wszystkich typów cery, szczególnie do cery dojrzałej, zmęczonej i trądzikowej / Manufaktura Natura
  7. Benecos Podkład w sztyfcie IVORY – wegański podkład w sztyfcie to wysoki stopień krycia i naturalny efekt. Odpowiedni do każdego rodzaju cery. Może pełnić zarówno funkcję podkładu, jak i korektora czy produktu do konturowania twarzy / BIOECO
  8. Baby Anthyllis Zero, Płyn do kąpieli dla dzieci – produkt stworzony w celu zapewnienia komfortu i nawilżenia skóry dziecka. Zawiera ekstrakt z organicznych migdałów, który wraz z lekką pianką zapewnia czystość skóry i wyjątkową delikatność. Jest to produkt bezzapachowy, zmniejszając tym samym ryzyko występowania alergii. Dzięki zawartym w produkcie prebiotykom naturalnego pochodzenia, pomaga wzmocnić naturalną barierę ochronną dziecięcej skóry / Ekomaluch

Miętowe żelowe plastry pod oczy

Tak i oto rozpoczął się wrzesień. A wraz z nim – pogoda iście jesienna. Posłałam dziś dziecko do drugiej klasy, a sama nieco osłabłam po intensywnym weekendzie. Rozpoczęliśmy bowiem sezon warsztatowy w przepięknym Lublinie, podczas Lubelskiego Festiwalu Kultury Piwnej w Browarze Perła. Było wspaniale! Zrobiliśmy eliksiry do kąpieli piwnej i peelingi słodowe, a ja zakochałam się w tym mieście, w jego energii, klimacie i tych wszystkich tajemnych zaułkach.

Był to jednak czas bardzo wyczerpujący, co najwyraźniej odbiło się na moim zdrowiu. A muszę je szybko podreperować, bo w piątek ponownie ruszamy w trasę warsztatową. I ponownie – kawał drogi przed nami!

Zdrowie, zdrowiem… ale czy wiecie jak ekspresowo przywrócić swoim oczom blask? A dokładniej – co zrobić, aby po ciężkim dniu w pracy, po wyczerpujących chwilach codziennych, w kilka chwil przywrócić oczom pełen komfort i znowu uśmiechnąć się do swojego oblicza w lustrze?



Mam dzisiaj dla Was baaaardzo prosty sposób na genialne żelowe plastry pod oczy!

To takie cudo, które w kilka chwil przywróci skórze pod oczami jędrność i miękkość, wygładzi ją, odświeży, zadziała jak ekspresowy lifting, ukoi i ochłodzi, zmniejszy opuchliznę i podkrążenia oczu. Naprawdę!

A to tylko trzy składniki!

Takie plastry robimy sobie raz, wkładamy do lodówki i mamy na kilka dni. Na te dni, kiedy potrzebujemy odpocząć po pracy, aby wróciła równowaga. Ale równie dobrze sprawdzą się przed wielkim wyjściem, przed weekendową imprezą, kiedy to znowuż potrzebujemy szybkiego efektu!

Przejdźcie się więc do pobliskiego ogródka lub na łąkę, nazbierajcie orzeźwiającej mięty, sięgnijcie po kojącą wodę różaną i do dzieła!



Miętowe żelowe plastry pod oczy


Składniki:

  • 60 ml wody różanej
  • łyżeczka żelatyny
  • kilka gałązek świeżej mięty

Żelatynę przesypujemy do wody różanej, mieszamy do rozpuszczenia.

Miętę blendujemy, aby była dobrze rozdrobniona. Potrzebujemy około 4 łyżeczki takiej rozdrobnionej mięty.

Miętę przekładamy do wody z żelatyną, dokładnie mieszamy. Całość przelewamy na płaski talerz. Na żelową pastę nakładamy arkusz papieru do pieczenia, który pozwoli nam równomiernie ją spłaszczyć (do około 3-4 mm grubości). Delikatnie dłońmi dociskamy papierem do talerza miętową pastę. Całość, razem z papierem przekładamy do lodówki na godzinę. Po tym czasie odklejamy papier i wycinamy bardzo delikatnie nożem plasterki do nałożenia pod oczy. Nie muszą być równe, nie muszą być idealne. Gotowe plasterki ponownie chowamy do lodówki. Przechowujemy je w niej do kilku dni.

Takie chłodne plasterki naklejamy sobie na skórę pod oczy i na kilka minut kładziemy się spokojnie. Kiedy plasterki zaczną się roztapiać, ściągamy je chusteczkami.

No, cudo!


Wish List – Nowości

Pojawiło się ostatnio w świecie naturalnych producentów i dystrybutorów sporo ciekawych nowości, które zwróciły moją uwagę.

Najlepszym pomysłem na rozpoczęcie kwietnia będzie więc zaintrygowanie i Was właśnie nimi. Może zainteresują Was nieco bardziej, skuszą i spełnią pokładane w nich oczekiwania? A może wręcz przeciwnie?

A może inaczej – znacie je już dobrze i podzielicie się opinią?

Hmm?

Oto, co mnie najbardziej zainteresowało!



  1. PIANKA Szampon Brzoskwinia i Kolendra – do suchej i wrażliwej skóry głowy ANWEN – ciekawa nowość w pięknym opakowaniu! „Bazuje na naturalnych detergentach o łagodnym działaniu. Ekstrakty z shikakai, kolibła egipskiego i gipsówki wiechowatej – dzięki wysokiej zawartości saponin – pomagają skutecznie, a zarazem delikatnie oczyścić skórę głowy.” / ANWEN
  2. Perfumy w wosku pszczelim ZIELONE POMIDORY. Ale ciekawe! Jak one muszą intrygująco pachnieć? Uwielbiam takie gadżety do torebki! ” Świeży, kwiatowo-owocowy aromat skąpanych w słońcu aksamitek, cytrusów i czarnej porzeczki, pośród liści dojrzewających pomidorów. Zapach intrygujący, bogato zbudowany, wielowymiarowy. ” / Miodowa Mydlarnia
  3. Make Up! Naturalna pomadka i róż 05 – nie tylko dla romantyczek! Pomysł praktyczny i uniwersalny. „Pomadka i róż, której odcień powstał z czystych naturalnych minerałów, a aromat – z organicznych olejków eterycznych. Wzbogacona luksusowymi olejkami z arganu, jojoby i malin – które odżywiają i zmiękczają usta.” / Make Me Bio
  4. Tonik dwufazowy / Skóra trądzikowa, mieszana, problematyczna – ten szałwiowo-konopny płyn stanowi część całego systemu oczyszczania skóry, który proponuje marka Purepura. Warto przyjrzeć mu się lepiej! / Purepura
  5. Szampon w kostce Dziegieć – czyli jedna z nowości Herbs & Hydro.
    Nie do pomylenia z niczym innym zapach: dymu, lasu, ogniska, przygody. Niezastąpiony przy problemach skórnych, łupieżu, AZS . Tradycyjnemydlo.pl
  6. Dalej w tym trendzie, ale to coś, czego jeszcze nie widziałam – Lamazuna Naturalna kostka do mycia zębów bez fluoru Mięta Pieprzowa! Ta ekologiczna kostka do zębów jest idealnym sposobem na ograniczenie plastiku w naszym życiu. Jest wykonana w 100% z naturalnych składników i odpowiednia dla wegan / PANDAWANDA
  7. Równie ciekawy – Lamazuna Szampon w kostce do włosów normalnych Pomarańcza-Cynamon-Anyż
    produkowany ręcznie na południu Francji, tylko z pomocą naturalnych składników. Kostka mieni się mineralnym brokatem / PANDAWANDA
  8. Biolu Płyn do higieny intymnej w pięknym opakowaniu – działa kojąco na skórę dzięki wartości pH 4, chroni wrażliwą skórę okolic intymnych / Ecco Verde
  9. Manna Kremowa maseczka do twarzy z różowej glinki, z masłem aloesowym – totalnie kobieca! To mieszanina naturalnych maseł i olejów z różową glinką czyli odżywczo-oczyszczający miks w pięknym kolorze / Manna
  10. A może w klimacie wielkanocnym? Co zając może przynieść zamiast słodkości? Ano Leo & Lili – Krem do rąk Małe powitanie wielkanocne! Co powiecie na taki pomysł? / Ecco Verde
  11. Yope, Pomarańcza i jabłko, Naturalny żel pod prysznic dla dzieci – kolejna nowość marki Yope, która idzie jak burza. Spośród nowych żeli właśnie ten wydaje mi się mieć najbardziej energetyzujący zapach. / Drogeria Pigment
  12. Peeling Enzymatyczny KALI MUSLI – czyli część nowej serii Orientany. „Naturalny peeling enzymatyczny do twarzy, delikatnie złuszczający skórę, bez konieczności tarcia. Bogaty w ekstrakty roślinne. usuwa martwy naskórek, wzmacnia cerę wrażliwą i naczynkową oraz pobudza do odnowy.” / Orientana


W roli głównej: Szafranowe nowości Orientana

Miałam przeczucie. Nie wiem nawet czemu i skąd. Od razu jednak, kiedy tylko zobaczyłam nowości Orientany, wiedziałam, że mi się spodobają. I choć nie bardzo potrafiłam na początku wymówić kumkumadi, zaprzyjaźniłam się mocno z szafranowymi kosmetykami. I kumam teraz to kumkumadi bez problemu!

Ale od początku…

Nasza rodzima marka Orientana, którą znam jeszcze od czasów, kiedy sama milion lat temu prowadziłam sklepik z kosmetykami, a która bazuje na azjatyckich składnikach i recepturach, wypuściła niedawno ajurwedyjskie nowości. W zasadzie dosyć często je wypuszcza, co osobiście cieszy mnie bardzo, bo trzymam za nią kciuki. Ale to właśnie te cztery nowości najmocniej mnie zaintrygowały. Może dlatego, że bazują na szafranie i kurkumie, a sama mam do nich słabość i cenię ogromnie ich silne działanie antybakteryjne i antyoksydacyjne. Co to za nowości? Dwa bogate kremy i dwie żelowe hydrokuracje – Turmeric z kurkumą i Kumkumadi – z szafranem (spokojna głowa – i tutaj znajdziemy sporo kurkumy!).

Swoją przygodę rozpoczęłam od szafranu i choć nie miałam okazji wypróbować tych kurkumowych kosmetyków, przy szafranie już pozostanę. Czemu? Bo całkowicie i w pełni mi odpowiada!

 

 

Mamy więc dwa uzupełniające się produkty. Chciałoby się rzec – dla każdego coś dobrego. Sama jednak znalazłam dla nich pewien mój własny, wyjątkowy sposób – leciutki, pomarańczowy żel stosuję jako… serum. Nakładam na oczyszczoną buzię, która przez krótką chwilę staje się kolorowa, ale barwa ta zaraz znika, żel się wchłania i pozostaje jedynie miłe uczucie lekkości i nawilżenia. Na to nakładam, a właściwie wklepuję warstwę bogatego kremu. I właśnie wtedy czuję, że skórze jest dobrze… Jest jej miło i miękko. Jest nawilżona i odżywiona. Zaznaczam jednak, że tak robię teraz i teraz mi się to idealnie sprawdza. Teraz – czyli w zimie i przedwiośniu, kiedy to moja skóra jest przesuszona, podrażniona i poszarzała po tych długich zimnych miesiącach. Dostarczam jej więc indyjską kurację, trochę południowego słońca i zastrzyk energii. Myślę, że w lecie sama hydrokuracja sprawdzi się świetnie.

A bogaty krem? O każdej porze roku! Bałam się, że jako „bogaty” będzie po prostu tłusty. Że będzie za tłusty. Nic z tych rzeczy! Po nałożeniu na palec najpierw uwagę zwraca cudny różowy kolor. Potem niezwykły, głęboki, indyjski zapach. Taki z rodzaju tych hipnotyzujących, które się albo kocha, albo nienawidzi. Osobiście uwielbiam, choć Róża niestety nie chce dać się pocałować po ich użyciu 🙂 I kiedy już rozpoczynamy rozsmarowanie kremu, rozumiemy, że co jak co, ale konsystencję to on ma dobrą, wbrew pozorom – lekką. Wchłania się błyskawicznie, wspaniale koi i odżywia. Pozostawia skórę jakby pod kołderką z naturalnego dobra. Nawilża i chroni. Łagodzi i zabezpiecza.

„Jest oparty o masło shea i olejek ze słodkich migdałów wraz z wysoką zawartością między innymi szafranu, ashwagandhy, kurkumy, lukrecji i marzanny indyjskiej. Krem ma treściwą i gęstą konsystencję ze względu na bogaty skład: aż 3 masła roślinne, 6 olejów roślinnych i 7 ekstraktów roślinnych. Krem zawiera cenny składnik – szafran, który jest najdroższą przyprawą świata! Ma silne działanie antyoksydacyjne – zwalcza wolne rodniki będące jedną z głównych przyczyn starzenie się skóry. W istotny sposób zwiększa nawilżenie skóry, ogranicza utratę wilgoci oraz mocno odżywia. Rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt cery dzięki zawartości kwercetyny. „

Wprawdzie tego rozjaśniania i wyrównywania kolorytu nie zauważyłam, ale myślę, że to kwestia nie wystarczająco długiego użytkowania. Jestem jednak pewna, że wkrótce wybiorę się na zakupy i właśnie te kremy staną się ich podstawą!

 

 

Muszę jeszcze powrócić do hydrokuracji, bo jest to kosmetyk, który wzbudza największe zaciekawienie. Barwę ma iście ognistą, niespotykaną. Jak już jednak pisałam powyżej – nie ma się co jej obawiać! Znika po chwili! W tak niezwykłym żelu twórcy zawarli całą masę dobra. Oparty jest na wodzie, wodzie różanej i glicerynie. To wzbogacono aloesem i bogactwem ekstraktów roślinnych – lukrecją, kurkumą, zieloną herbatą, drzewem sandałowym, ogórkiem, gumą kamforową, miętą, brahmi i oczywiście szafranem. Żel ma ten sam intensywny, piękny zapach, co krem. Sama nazwa „hydrokuracja” jest tu trafiona w punkt. Kosmetyk stanowi jakby taki łyk odżywczej wody dla biednej mojej skóry. Będzie idealny na lato, kiedy to właśnie takiej lekkości będę poszukiwać. Teraz także polecam – jako wspomożenie pozimowej pielęgnacji.

Oba produkty dostępne na stronie Orientana.

 

Słodkie babeczki-masełka do ciała – kawowe i kokosowe

Tym razem zrobiłam coś mega słodkiego! Coś z mojej ukochanej kategorii słodyczy kosmetycznych. I wierzcie mi, bardzo żałuję, że tych babeczek- masełek do ciała nie ma w mojej książce Cukiernia kosmetyczna. Stały by się doprawdy jej gwiazdami!

A co to te babeczki?

Samo dobro! Genialne, leciutkie, pachnące, naturalne masełka do ciała! W podstawie ciemniejszej babeczki mamy masło kawowe, zrobione po prostu z kawy, a w tych jasnych mamy sporo oleju kokosowego. Krem to połączenie właśnie jego z masełkiem shea. Całość jest dosyć miękka, choć spokojnie trzyma formę. Po nałożeniu na dłonie bardzo szybko się roztapia i zamienia w odżywczy olejek, który możemy wmasować w wilgotną skórę po kąpieli albo sięgać po niego, kiedy tylko nam potrzeba – kiedy mamy suche dłonie, spierzchnięte usta czy szykujemy komuś masaż 🙂

Wstawione do małego pudełeczka zamienią się w cudowny prezent!

Ach, babeczki udekorowałam po swojemu – kokardkami z wosku pszczelego i różowej miki. Możecie jednak dekorować je na różne sposoby – lekko oprószyć kakao czy cynamonem, dodać czekoladowe serduszko czy wsadzić ususzony kwiat. Niechaj wyobraźnia Wam podpowie!

Słodkie babeczki-masełka do ciała

kawowe i kokosowe

 

Składniki:

Kokardki:

  • odrobina bielonego wosku pszczelego
  • odrobina różowej miki
  • silikonowe foremki

Spód kawowy 1 szt. – masełko kawowe (przepis nieco inny niż ten z Cukierni kosmetycznej)

  • 30 g masła shea rafinowanego
  • 2 g wosku pszczelego bielonego
  • 5 g kawy mielonej
  • gaza do przecedzenia

Spód kokosowy 1 sz.

  • 25 g oleju kokosowego bio nierafinowanego (pachnącego)
  • 2 g wosku pszczelego bielonego

Krem

  • 25 g masła shea rafinowanego
  • 25 g oleju kokosowego bio nierafinowanego
  • 2 g wosku pszczelego bielonego
  • 15 kropelek olejku o zapachu lodów kokosowych (lub innego dowolnego, można tez pominąć)
  • woreczek lub rękaw cukierniczy

 

Rozpoczynamy od przygotowania kokardek. W kąpieli wodnej lub w mikrofali roztapiamy nieco wosku – jego ilość dostosowujemy do wielkości foremek, jakimi dysponujemy. Do roztopionego dodajemy nieco miki, do uzyskaniu preferowanego koloru, mieszamy i przelewamy do foremek. Po 15 minutach wyciągamy kokardki. Jeśli nieco wosku nam się wylało i kokardki nie mają odpowiedniego kształtu, modelujemy je za pomocą wykałaczki.

Robimy masełko kawowe. Do miseczki przekładamy masło shea, wosk i kawę, wstawimy ją do kąpieli wodnej. Roztapiamy masło i wosk, co jakiś czas mieszając. Pozostawiamy całość na niewielkim płomieniu na 20 minut, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie przelewamy roztopione masło przez gazę do małej foremki na muffinkę – odcedzamy zmieloną kawę. Masełko w foremce odstawiamy do stwardnienia na około godzinę.

 

 

Zabieramy się za spód kokosowy. Roztapiamy w kąpieli wodnej olej kokosowy z woskiem, dokładnie mieszamy i przelewamy do drugiej foremki na muffinkę. Odstawiamy do stwardnienia w chłodne miejsce na około godzinę.

Gdy oba spody będą twarde, wyciągamy je delikatnie z foremek. Warto wcześniej wsadzić je na chwilę do zamrażalnika. Spody nacinamy delikatnie nożem, ale krem lepiej się trzymał.

 

 

Robimy krem. W kąpieli wodnej roztapiamy masło, olej i wosk. Gdy będą płynne, ściągamy z ognia, przelewamy do wysokiego naczynia do miksowania i odstawiamy do wystudzenia. Kiedy lekko zmętnieją, dolewamy olejek zapachowy i miksujemy na niewielkich obrotach, aby stały się puszyste. Odstawiamy do lodówki (lub za okno) na kilka minut, aż ponownie całość lekko stwardnieje i ponownie miksujemy. Mieszaninę przelewamy do woreczka lub rękawa cukierniczego i znowu odkładamy, aż całość uzyska konsystencję kremu. W między czasie warto zamieszać lub pouderzać o stół woreczkiem, aby masła twardniały równomiernie.

Kiedy osiągną konsystencję kremu (trzeba dobrze wyczuć odpowiedni moment), odkrawamy róg woreczka i nakładamy krem na babeczki. Mi same jeszcze daleko tu do perfekcji, ale kto powiedział, że musi być idealnie? Pamiętajcie tylko, aby zacząć od środka. Gotowe babeczki dekorujemy kokardkami (lub tym, co wybierzecie) i odkładamy w chłodne miejsce na godzinę do stwardnienia.

Jak ich używać? Tak jak pisałam we wstępie – są wielofunkcyjne. Wystarczy oderwać kawałeczek, który zaraz w dłoniach się roztopi.

No cudo!

 

Sprawdź też inne lili-przepisy!

>>> TUTAJ <<<

 

Kosmetyki, które używam zupełnie inaczej

Chyba każda z Was ma takie kosmetyki, których wcale nie używa zgodnie z przeznaczeniem, hmm? A może się mylę? Może trzymacie się dokładnie tego, co jest napisane na etykiecie?

Dzisiaj mam dla Was przykłady rodem z mojej łazienki (i torebki) na kosmetyki, które idealnie sprawdzają się w mojej codziennej pielęgnacji, stosowane zgoła inaczej niż to zaplanowali ich twórcy. Kosmetyki, które uwielbiam, choć stosuję przewrotnie. Bez których ciężko byłoby mi się już obejść.

Będą to więc nieco inne kosmetyczne porady, takie cosmetic hacks. Oby i Wam się przydały!

 

 

Suchy szampon bywa zbawieniem w przypadku moich przetłuszczających się niestety włosów. Uwielbiam też ten efekt podnoszenia i puszystości, które on zapewnia. Bardzo go polecam jednak wszystkim osobom, które cierpią katusze w ciepłych miesiącach związane z ocieraniem się skóry czy to podczas aktywności fizycznej czy nawet codziennych zajęć. Wystarczy spryskać nim newralgiczne miejsca, czyli np. pachy, pachwiny czy wewnętrzną stronę ud, aby zapewnić im matowość, poczucie suchości i dobrego poślizgu. Zabezpiecza nam on skórę, jak dobre posypki i zapobiega nieprzyjemnym otarciom. Genialnie się tu sprawdzają małe opakowania szamponów, które możemy trzymać po prostu w torebce i używać, kiedy tylko czujemy potrzebę. Pamiętajcie tylko, aby dokładnie całość wieczorem zmyć.

Co ważne, sięgajcie po szampony, które mają w składzie naturalną skrobię np. ryżową lub kukurydzianą, a nie aluminiową. Możecie też oczywiście wybrać domowy sposób i stosować skrobię ziemniaczaną, którą warto zamknąć w pojemniczku na posypki.

 

 

Dobra, naturalna odżywka do włosów to najlepszy „krem” do golenia nóg i pach. Kto raz spróbował, nigdy już nie sięgnie po piankę czy mydło. Odżywka cudownie wspomaga golenie, jest świetnym poślizgiem. Nie wysusza przy tym skóry, nie podrażnia jej, a wręcz przeciwnie – delikatnie odżywia i zapewnia uczucie komfortu po goleniu. Najbardziej tu polecam odżywkę Biolaven – sama stosuję na co dzień.

 

 

Mam teraz dwa ulubione olejki – ujędrniający Vianek o cudownym zapachu wiśni i cynamonu oraz orzeźwiający olejek Willow Organics, pachnący egzotyczną werben. Przyznam, że nie bardzo lubię stosować je tradycyjnie, do ciała. To nie dla mnie. Świetnie sprawdzają się wprawdzie jako poślizgi do masażu, ale akurat nie mam na długo męża… Oba więc olejki stosuję jako oleje do demakijażu! I tutaj są genialne! Masuję nimi wilgotną skórę, zmywając z niej makijaż, a potem domywam całość używając żelu do mycia twarzy. I delektuję się tymi niesamowitymi aromatami! Takie olejki doskonale rozpuszczają kolorowe kosmetyki, pozostawiając przy tym buzię miękką i gładką.

 

 

Mam też swój własny sposób na serum olejowe! Pod krem zazwyczaj wybieram te lżejsze, nietłuste, np. eliksir Vianka lub serum z kwasem kojowym z Ecospa.pl. Te olejowe jednak uwielbiam i nie wyobrażam sobie, żeby ich nie stosować do… oczyszczania cery. Bo o ile wyżej wspomniane olejki do demakijażu najchętniej stosuję wieczorem pod prysznicem, o tyle prawie codziennie, popołudniu czy wczesnym wieczorem sięgam po prostu po wacik z płynem micelarnym, który skrapiam kilkoma kropelkami olejku i taką mieszaniną przemywam skórę. Jeszcze nie na wieczór, jeszcze nie do spania, ale po to, aby ją odświeżyć i ściągnąć nadmiar sebum, zanieczyszczeń i makijażu, a potem pobyć jeszcze takim odświeżonym w domu. Bardzo tu polecam sera Iossi i Vianka!

 

 

Powiem Wam, że kremy pod oczy Vianka mają po prostu genialne opakowania, aby trzymać je… w kosmetyczce w torebce! Oczywiście zmieniają wtedy swoją funkcję z kremu pod oczy na krem do zastosowania wszelakiego, do czego świetnie się nadają. Są niewielkie i podłużne, mieszczą się więc zawsze i wszędzie. Nieraz mnie ratowały, kiedy trzeba było szybko zrobić czy odświeżyć makijaż lub nadać mu odrobinę blasku – wystarczy wtedy odrobinę kremu wklepać w skórę, nad kości policzkowe i na czoło. Od razu lepiej! Służy mi też w potrzebie za krem do rąk czy do ust. Bardzo polecam!

 

 

Pisałam Wam już kilka razy o soli Epsom. To takie wcale nie słone, a wręcz gorzkie cudo magnezowo-siarkowe, które świetnie się sprawdza, jako dodatek do kąpieli. Zwłaszcza dla osób o problematycznej skórze. U mnie na wannie stoi zawsze kilogramowy pojemnik z taką solą. Owszem, dodajemy ją czasem po prostu do wody, najczęściej jednak jest moim ekspresowym, najlepszym pod słońcem peelingiem! Biorę garść soli w dłoń i w zależności od nastroju i potrzeby, dodaję do tego trochę żelu pod prysznic, łagodnego mydełka w płynie, soku z limonek lub pomarańczy albo olejku do ciała, a potem masuję mieszaniną skórę (to peeling do ciała, nie do twarzy!). Doskonale oczyszcza skórę, zapobiega wrastaniu włosków po depilacji, działa też antybakteryjnie i odkażająco. Polecam!

Facebook