Przechowujemy biżuterię pięknie!

Tak się jakoś złożyło, że ostatnimi czasy mam w domu bardzo dużo biżuterii. Znaczna większość przeznaczona jest do sklepu, ale sporo też zachowałam na własne potrzeby 🙂 Bo jakże by inaczej! Coraz większy mam więc problem z jej przechowywaniem i coraz częściej rozglądam się za czymś nowym i ciekawym. Uwielbiam wszelkie skrzyneczki i puzderka. Przekonuję się do wieszaczków i miseczek na pierścionki. Zobaczcie, co też interesującego wyszperałam w internecie!

1. Szkatułka Silvery, Home&You, cena: 25zł
2. Cudowne szklane pudełka z Agnetha.Home, cena: 58zł
3. Cudowne pudełeczka marki Bloomingville w idealnych kolorach – fioletowe z okienkiem, ScandiShop.pl, cena: 39zł
4. I miętowe malutkie, ScandiShop.pl, cena: 15zł
5. Królik na pierścionki, Oh Deer, cena: 48,99zł
6. Świetny wieszak z jeleniami, Oh Deer, cena: 37,99zł

7. Szkatułka z ptaszkiem, Home&You, cena: 19zł
8. Magiczne szklane pudełko, Lulu Living, cena: 200zł
9. Wieszak na biżuterię z ptakami, Pracownia miedzi – Pociecha, cena: 59zł
10. Ręcznie malowane talerze na biżuterię, The Object Enthusiast, via Design Love Fest, cena: 25-36$
11. Urocze etui na biżuterię, Szmaciane Misie, cena: 69zł

A jak Wy dziewczyny przechowujecie biżuterię? Jakieś sprytne sposoby?

Burger sezonowy z kurkami i crumble brzeskwiniowym

Jakoś tak się złożyło, że ostatnimi czasy to mój mąż głównie gotuje. Cieszy mnie to oczywiście bardzo, bo też i kucharz z niego wspaniały. Mam więc dla Was dzisiaj małą inspirację obiadową od niego! Bardzo na czasie, bardzo letnią, bardzo słoneczną! Taką, która zasmakuje i panom i paniom. 
Polecamy Wam sezonowego burgera z sosem kurkowym i grillowanym filetem z kurczaka, z fasolką szparagową w roli frytek i brzoskwiniowym crumble na deser. Pyyyychota! Obiad prosty, szybki i nie wiejący nudą. Smaki wakacji!

Do jego przygotowania potrzebujecie:

  • pierś z kurczaka, dla dwóch osób
  • sól, pieprz, ulubione przyprawy do kurczaka
  • olej
  • 3 garści świeżych kurek
  • dużą śmietanę 12%
  • małą cebulę
  • letniego dużego pomidora
  • sałatę pekińską – dwa duże liście
  • 2 duże bułki
  • musztardę
  • pół kilograma fasolki szparagowej
  • 2 brzoskwinie
  • 2 łyżki mąki
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżki miękkiego masła

Pierś z kurczaka przekrawamy na mniejsze filety. Nacieramy solą, pieprzem, ulubionymi przyprawami i olejem. Odkładamy do zamarynowania na dwie godziny.
Kurki dokładnie oczyszczamy i myjemy. Kroimy na drobniejsze części. Podsmażamy przez chwilę na oleju z pokrojoną w kostkę cebulką. Dolewamy śmietanę (warto ją odrobinę zahartować ciepłymi kurkami z patelni) i dusimy całość przez około 30 minut na małym ogniu. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.
Fasolkę myjemy, odcinamy końcówki i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości.
Brzoskwinie myjemy i kroimy w półksiężyce. Z mąki, cukru i masła ucieramy kruszonkę. Brzoskwinie układamy w kokilkach do zapiekania i posypujemy kruszonką. Wkładamy do piekarnika nagrzanego na 200 stopni, aż ciasto się zarumieni.
Mięso smażymy na rozgrzanej patelni grillowej.
Bułki przekrawamy i wkładamy na 2-3 minuty do nagrzanego piekarnia. Dół bułek smarujemy musztardą. Na to nakładamy sałatę, mięso, duży kawałek pomidora i sos kurkowy. Burgery przykrywamy drugą częścią bułki. Podajemy na ciepło wraz z fasolką w roli frytek.
Do deseru można dodać jeszcze gałkę waniliowych lodów.

Proste!

Lavender & Calendula Rescue Balm – balsam ratunkowy z lawendą i nagietkiem

Po angielsku jednak lepiej mi to brzmi! Lavender & Calendula Rescue Balm czyli balsam ratunkowy z lawendą i nagietkiem powinien znaleźć się w każdej torebce! A już na pewno w każdym wakacyjnym plecaku! A robi się go bardzo prosto!
Chyba dopadłam już ostatnią w tym roku lawendę w ogrodzie teściowej. Już prawie przekwitła, ale jeszcze swoim zapachem cudownie przepełnia powietrze! Do tego soczyście pomarańczowy nagietek, który jak mało co potrafi ukoić naszą skórę! Jeśli nie uda Wam się znaleźć świeżych kwiatów, nic się nie martwcie. Zawsze można zajrzeć do sklepu zielarskiego i zaopatrzyć się w suszone. Ostrzegam, że efekt będzie nieco inny, zapach odrobinę mniej wspaniały, ale i tak warto!

Nasz balsam ratunkowy potrafi przynieść ulgę w bardzo wielu sytuacjach. Jest niezwykle uniwersalny i praktyczny. Po pierwsze – zamknęłam go w małej aluminiowej puszce, która się wszędzie zmieści. Po drugie – jego składniki gwarantują nam skuteczne działanie! Wykorzystajcie go, kiedy tylko pogryzą Was owady, na podrażnioną skórę, na drobne ranki, na otarcia i przesuszenia, na stwardnienia i szorstkość, na wypryski i zbliznowacenia. Posmarujcie nim gardło przy pierwszych oznakach bólu i zatoki przy drobnym katarze. Nanieście nieco na skronie przy bólu głowy i niepokoju. Używajcie jak zmiękczający balsam do ust, krem do rąk i stóp lub krem na noc. Balsam działa regenerująco, łagodząco i antyseptycznie. Idealnie nadaje się do pielęgnacji nawet najmniejszych dzieci.
A jak pachnie?! Cudownie! Lawendowo!

Do wykonania balsamu ratunkowego przygotujcie:
  • pół szklanki oleju ze słodkich migdałów
  • garść kwiatów lawendy
  • garść kwiatów nagietka
  • łyżeczkę wosku pszczelego bielonego
  • 3 łyżeczki masła shea rafinowanego (jeśli lubicie zapach nierafinowanego, też może być, ale przytłumi on aromat lawendy)
Zaczynamy od przygotowania maceratu z lawendy i nagietka. Do naczynia do gotowania przelejcie olej. Do tego dodajcie kwiaty (możliwie bez elementów zielonych, same kwiatostany). Całość zamieszajcie i postawcie na malutkim ogniu. Mieszajcie co chwilę i nie dopuśćcie do zagotowania oleju. Kiedy będzie już gorący, odstawcie go na chwilę, a kiedy się przestudzi, powtórzcie podgrzewanie. Idealnie, aby mieszanina taka postała w suchym miejscu, przykryta, przez dwa dni (kilka razy wstrząśnięta). Jeśli nie macie tyle czasu, powtórzcie podgrzewanie 2-3 razy i odstawcie całość na dwie godziny.
Przecedźcie dokładnie przez małe sitko lub gazę olej. Kwiaty wyrzućcie. Olejek, który nie wykorzystacie do balsamu dodajcie do kąpieli lub wmasujcie w wilgotną skórę po niej.
W ceramicznej miseczce w kąpieli wodnej rozpuśćcie wosk i masło shea. Do tego dolejcie 4 łyżeczki maceratu, zamieszajcie i ściągnijcie całość z ognia. Przelejcie do czystego pojemniczka i odstawcie w chłodne miejsce do stwardnienia. Gotowe!

Po-Weekendowe Cuda no87

Ostatnimi czasy bardzo podobają mi się podobne ręcznie robione ozdoby na ścianę (1). I chyba nawet ściągnę w końcu sobie któryś z moich tamborków i powieszę coś podobnego! Instrukcja na Oh the lovely things, autorstwa Mariah z Everything Golden.
Przyznam bez bicia, że nie nosiłabym takich torebek, ale jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłu, kreatywności i wykonania 🙂 Kwiaty wyglądają wprost magicznie! Z Pakamery – Filcant (2).
Kolejny pomysł na kwiaty! Zobaczcie koniecznie cudowne ilustracje, w których kwiaty mieszają się z akwarelami, autorstwa Malezyjki Limzy – LoveLimcy.blogspot.com (3).
Krążą ostatnio w internecie tacy sympatyczni amerykańscy panowie z kwiecistymi brodami. Bardzo mi się podoba panów dystans i poczucie humoru! No i sami panowie tacy fajni 🙂 Zobaczcie więcej na Daily Mail (4). A na zdjęciu Chris Brinlee Jr / zdjęcie Daniel Bruce Lee.
W misiu się zakochałam! Misia też chce na ścianę! Autorstwa Davies Babies z Society6 (5).
No i kolejne zakochanie… Ale przyznajcie, że obrazek jest wspaniały!! (6) z Congo studio, via Style Digger.
Przepiękne koszyki z materiału, tworzone przez Litwinkę – Monikę i dostępne na Etsy.  Z MUNIshop (7).
Widok z okna to ważna sprawa. A wspaniały widok z okna to doprawdy szczęście! Wpadnijcie na Pinterest do Cheryl D.D (8)., która zebrała całą masę pięknych widoków z okien! Powyżej mamy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Villefranche-sur-Mer, Provence-Alpes-Côte d’Azur, Francja;  Delaire Graff Lodges and Spa – Stellenbosch, Południowa Afryka; Oia, Santorini, Grecja i Stigen Gard, Undredal Peninsula, Norwegia.
Jestem całkowicie zauroczona pomysłem na książkę japońskiego designera Megumi Kajiwara, w której ilustracje tworzą się same przy pomocy światła. Jeśli tylko jego źródło będziemy lekko przesuwać i ilustracje ożyją. Cudowna miniaturowa gra cieni.  Zobaczcie więcej na Spoon & Tamagoo (9).
Jak zawsze zapraszam do Lili in the Garden. Bardzo teraz intensywnie pracujemy na stroną, a już wkrótce spodziewamy się całej masy nowości 🙂 Wierzcie mi – sama jestem ogromnie podekscytowania :D:D:D

W roli głównej: Żel do twarzy z papają Herbjove – mój hit lata!

Po moim ostatnim kremowym poleceniu, pojawiła się potrzeba zaprezentowania czegoś dla skóry tłustej. Otóż i mam coś fajnego! I to nie tylko dla tłustej, bo wierzę, że każda cera polubi naszą dzisiejszą gwiazdę – Żel do twarzy z papają Herbjove.
Pierwszy raz spotkałam się z marką Herbjove. Słyszeliście o niej? Dopiero raczkuje w Polsce! Przynosi nam gorące słońce i masę dobra z… Wysp Kanaryjskich! Producent ma siedzibę na Gran Canarii i już sam ten fakt działa na mnie bardzo pozytywnie. Całość opakowana jest w jasne, żółto-pomarańczowe kolory. Może nie specjalnie ładnie, ale wybaczam im to!
Nasza euforia wzrasta mocno, kiedy otworzymy już pojemniczek i zajrzymy do środka! Znajduje się tam krem-żel w pięknym pastelowym kolorze. Chciałoby się powiedzieć morelowym, ale powinnam chyba – papajowym 🙂 A zapach? Cudny! Dosyć intensywny, ale emanuje z niego beztroska wakacji. Czy to te Wyspy Kanaryjskie nie mogą mi wyjść z głowy? Pewnie jedno i drugie! W każdym razie żel pachnie obłędnie!
Oparty jest w głównej mierze na ekstrakcie z papai i aloesu. I jest to połączenie zaiste trafione! Papaja działa jak naturalny delikatny peeling enzymatyczny, dzięki zawartemu w niej enzymowi – papainie. Lekko rozjaśnia, spulchnia i wygładza. Na opakowaniu czytamy, że zawarta w owocu witamina A pomaga regenerować komórki i wzmacnia naczynia krwionośne. Do tego dodajmy łagodzące właściwości aloesu i niezwykle lekką żelową konsystencję. I tak powstaje idealny letni kosmetyk.
Bo na lato nadaje się on wspaniale. Szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej tłustej warstwy, jak to bywa w przypadku kremów. Zmęczona upałami i potem cera chłonie to kojące orzeźwienie. Buzia jest gładka, miękka i rozjaśniona. Niestety w przypadku mojej suchej miejscami skóry, sam żel nie zawsze wystarcza. Potrzebuje ona jeszcze dodatkowego nawilżenia. Czasami traktuję go więc jako bazę pod krem, a wieczorem zmienia się w łagodzące serum. Jedno jest pewne – uwielbiam go! I bardzo polecam!

Mój hit tego lata!

Mój żel pochodzi ze sklepu Longan / Aloes-kosmetyki.pl

10 wakacyjnych trików kosmetycznych

Mam dla Was 10 małych, malutkich trików wakacyjnych, które z pewnością Wam się przydadzą! Nic skomplikowanego, nic drogiego czy pracochłonnego, a poprawią i samopoczucie i wygląd!

Zabłyśnij tego lata! Dosłownie! Tuż po tym, jak weźmiesz prysznic, wmasuj w ciało swój ulubiony balsam! Pamiętaj jednak, aby wcześniej na dłoni dosypać do niego szczyptę rozświetlającej miki – pigmentu naturalnego! Całość wymieszaj dokładnie palcem i rozprowadź na ciele. Ważne, aby nie przesadzać z blaskiem, a jedynie delikatnie zabłyszczeć. Miki, które sama używam i polecam, znajdziecie w Kolorowka.com.
Uwielbiasz to, jak wyglądają Twoje włosy zaraz po wyjściu z kąpieli w morzu? Chciałabyś zatrzymać ten efekt na wieczorna randkę? Zrób koniecznie spray z wodą morską do włosów – sea salt spray! Zazwyczaj wystarczy jedynie zmieszać nieco wody z niewielką ilością soli. Polecam jednak podglądnięty niegdyś przepis – tutaj! Trzeba tylko pamiętać, że może on przesuszyć włosy. Należy więc się im potem dokładne mycie i nawilżająca maska.
Jest niezbędna każdego gorącego lata! Lekka mgiełka do ciała i włosów odświeża, chłodzi i koi. Najlepiej sprawdzają się tu wody kwiatowe – hydrolaty. Zazwyczaj cudownie pachną, więc gwarantują lekki efekt perfumujący. Łagodnie pielęgnują, nie wysuszają, tonizują, lekko ściągają i regulują. Są bezpieczne i niezwykle przyjemne. Szczególnie polecam różany, lawendowy, rumiankowy lub oczarowy. Przelejcie sobie nieco do małej buteleczki z atomizerem i zabierajcie do pracy lub na wycieczkę!

Latem nie ma co przesadzać z makijażem! Powinien być lekki i subtelny. Jeśli zależy Wam na subtelnym wyrównaniu kolorytu skóry, stwórzcie sobie własny ekspresowy krem BB! Do codziennej porcji porannego kremu nawilżającego dodajcie na dłoni odrobinę podkładu w płynie. Wymieszajcie palcem i rozsmarujcie na buzi. Podkład idealnie się rozprowadzi i na długo pozostanie na miejscu. A efekt będzie prawie niezauważalny!
Nie znam cudowniejszego letniego zapachu, który do tego jest całkowicie naturalny! Pamiętacie olej monoi? To macerat kwiatów gardeni tahitańskiej – tiare w oleju kokosowym. Pachnie zniewalająco! Cudownie! Idealnie nadaje się na letnie perfumy w kremie, które otulą całe ciało. Oleju (który ma konsystencję miękkiego masła) używaj jak balsamu do ciała. Najlepiej po kąpieli, na wilgotna skórę. Szybko się wchłania, a zapach z Tobą pozostanie! Sama używam tego z Blisko Natury.

Wielu osobom w lecie doskwiera pewna nieprzyjemna dolegliwość… Nasilone pocenie i odsłanianie większych partii ciała sprzyjają podrażnieniom związanym z ocieraniem się skóry o skórę. Zazwyczaj dzieje się tak po wewnętrznej stronie ud czy na przedramieniu. Aby zapewnić skórze matowy poślizg i wysuszyć ją w tych newralgicznych miejscach, sięgnij po… mąkę lub skrobię ziemniaczaną! Podziała jak naturalny delikatny talk. Wystarczy ją wklepać tam, gdzie czujecie dyskomfort, a wieczorem zmyć łagodnym mydełkiem. Przypominam też, że maka ziemniaczana doskonale zastępuje suchy szampon do włosów! Rozprowadzamy ją po włosach pędzelkiem do pudru lub bardzo delikatnie palcami. Włosy przeczesujemy i cieszymy się z efektu!

Mówi się, że masło kakaowe przyspiesza opalanie. Mówi się też, że wcale nie. Jedno jest pewne – skóra, którą pielęgnujemy masłem kakaowym z pewnością będzie odpowiednio nawilżona i odżywiona, a to tego lekko błyszcząca – jak to po natłuszczeniu. Z pewnością też może to opaleniźnie jedynie pomóc! Warto też wiedzieć, że niektóre oleje posiadają naturalne filtry przeciwsłoneczne. I tak – olej z pestek malin –  SPF 28-50, olej z pestek marchewki SPF 38-40, olej z kiełków pszenicy – SPF 20, a olej awokado – SPF 4-15. Wszystkie one doskonale sprawdzą się w codziennej pielęgnacji. Niestety nie polecam zaufać im w pełni. Ich działanie zależne jest od sposobu produkcji i indywidualnej przyswajalności skóry. W duecie z dobrym filtrem mineralnym sprawdzą się idealnie!

W wakacje daj odpocząć swoim rzęsom! Zamiast codziennie rano malować je tuszem, wetrzyj delikatnie opuszkami palców ulubiony olej. Polecam tu jojoba lub makadamia. Olejek je odżywi i sprawi, że będą silne i błyszczące. I równie mocno zalotne, jak po użyciu mascary!

Zajadasz się w wakacje sałatkami? Uwielbiasz owoce i warzywa? Nie zmarnuj żadnej szansy, aby mogły one odżywić i nawilżyć również Twoja skórę! Kiedy przygotowujesz sałatkę, czy to warzywną (np. z ogórków) czy owocową (zwłaszcza z owoców leśnych i ogrodowych), zrób z niej od razu maseczkę na twarz! Przetrzyj buzię świeżym ogórkiem lub w osobnej miseczce zmieszaj owoce z jogurtem i nałóż na twarz. Ciesz się darami lata w dwojaki sposób 🙂

Pora na herbatkę? Zwłaszcza, kiedy doskwierają Ci bolesne poparzenia słoneczne! Poza znanymi dobrze sposobami w postaci okładu z jogurtu lub żelu aloesowego, doskonale sprawdza się herbata! Teina w niej zawarta łagodzi poparzenia. Weź więc kąpiel, do której wlejesz kilka szklanek zaparzonej herbaty lub wsyp kilka łyżek suszu do wody. Do poparzonych miejsc możesz tez przykładać wystudzone namoczone torebki z herbatą.

Przydadzą się moje triki? A może macie własne? Podzielicie się?

Facebook