KategorieUncategorized

Bomba do kąpieli do zadań specjalnych

Szykuje Wam się jakaś impreza lub specjalne wieczorne spotkanie? Chciałybyście zabłysnąć? Dosłownie? Mam dzisiaj dla Was przepis na bombę do kąpieli do zadań specjalnych, bo z delikatnym brokatem, który nada Waszej skórze blasku. I jeszcze z olejem z pestek brzoskwini. Nawilżającym i odżywczym. Do tego dochodzi zapach kokosa i mango, który pozwoli Wam zrelaksować się przed szaloną nocą. Do działa zatem!

Do wykonania Bomby do kąpieli do zadań specjalnych przygotujcie:

  • 80g sody oczyszczonej
  • 40g mleka w proszku
  • 20g mąki ziemniaczanej
  • wodę w spryskiwaczu
  • łyżkę oleju z pestek brzoskwini
  • kilkanaście kropelek olejku zapachowego kokos-mango
  • 1ml miki/pigmentu mineralnego – tutaj kolor Gemtone Emerald z Allegro
  • kilka szczypt brokatu – tutaj kolor Pinky z Allegro
  • foremka silikonowa

 Zmieszajcie dokładnie sodę, kwasek i mąkę. Do tego dodajcie mikę, olej i olejek i ponownie wymieszajcie. Całość spryskajcie wodą i ugniatajcie niczym ciasto. Kiedy będzie miało konsystencję piasku do budowania zamków, kiedy ściśniecie je w dłoni i pozostanie Wam jej kształt, mieszanina gotowa jest do wypełnienia foremki. Najpierw jednak na jej dno wsypcie nieco brokatu. Foremkę napełnijcie mieszaniną, dokładnie ją ubijcie i odstawcie całość na całą noc do stwardnienia. Bombę wrzućcie do wanny z wodą i rozkoszujcie się przyjemnym musowaniem i brokatowym blaskiem  na ciele.

Pomysł: ciekawe opakowanie

Kochani,

Na blogu Oh, hello friend znalazłam bardzo ciekawy i bardzo prosty pomysł na to, jak w oryginalny sposób przyozdobić prezenty. Wystarczy naprawdę odrobina chęci, humoru i skrawków materiału, żeby nawet najdrobniejszy podarunek przeobraził się w urocze cudeńko! Wycinajmy zatem, pakujmy, wiążmy, piszmy wspaniałe etykiety i dawajmy w prezencie piękne chwile! 

Więcej zdjęć na blogu Oh., hello friend.

Zdjęcia Oh., hello friend.

Magia jesienna

Kochani,

Kolejną kreatywną osóbką, która odpowiedziała na Lili Solne Wyzwanie jest autorka bloga Zakątek Inspiracji. Stworzyła ona smakowite solne ciasteczka, które tylko czekają na kąpielowe schrupanie! Zapraszam Was do podziwiania tego dzieła TUTAJ, a także do udziału w zabawie! Tradycyjne sole też jak najbardziej mile widziane!
Ale do rzeczy… w sesji, w której powstało moje wczorajsze „ja”, pozowałam nie tylko ja, ale także urocze panie liście i jedna panienka pigwa. Razem tworzą niezwykle jesienną magiczną atmosferę!

Ja i mały tutorial na Halloween

Obchodzicie Halloween? Ja do tej pory po prostu nie miałam okazji. Ale tym razem postanowiłam się troszkę zabawić i już teraz przygotować i pokazać Wam moje halloweenowe oblicze! Przy okazji zapraszam do zabawy i Was. 
Wystarczy wybrać swoje zdjęcie, a potem uruchomić bezpłatny program PicMonkey.com i wyobraźnię! Twórcy PicMonkey udostępnili całe mnóstwo funkcji do obróbki zdjęć rodem z horroru. I chociaż nie wychodzi się może po takiej obróbce szczególnie atrakcyjnie, to jestem pod wrażeniem możliwości jakie ten program daje. A na dodatek wszystko jest bardzo proste.
Aby rozpocząć zabawę, wejdźcie na stronę główna picmonkey.com, a następnie kliknijcie „Edit a photo”. Nastęnie wybierzcie zdjęcie, które będziecie zmieniać. Pojawi się Wam ono na środku, a po jego lewej stronie będzie menu z wszystkimi funkcjami dostępnymi w programie. Na samym dole znajduje się wizerunek dyni z napisem „New”. To tam trzeba kliknąć.



Do wyboru macie sześć różnych opcji zabawy – wampiry, zombi, dzień śmierci, czarownice, demony i jeden zabawny „trick or treat”. Każda z opcji pomoże Wam zmienić swoje oblicze według tradycyjnego schematu, utrwalonego głównie dzięki amerykańskim filmom. I tak na przykład, po wybraniu opcji „wampiry”, za pomocą pędzla zmienicie odcień skóry, dodacie cienie pod oczami, wystające żyły, zmienicie wyraz oczu, dodacie kły i krew, przeobrazicie całą kolorystykę zdjęcia na mroczniejszą, wykorzystacie jedną z tajemnych tekstur, a na koniec umieścicie złowrogi tekst. Dla mnie bomba! 
Posiedziałam sobie chwilę bawiąc się możliwościami programu i muszę przyznać, że choć wyszłam upiornie to jestem z siebie dumna:) Czasu do Halloween jeszcze trochę mamy, ale polecam już teraz!

Czas oczekiwania

Dziwny jest ten czas oczekiwania. 

Można już właściwie powiedzieć, że Mąż mój kochany wróci z Afganistanu na dniach. Choć w wojsku to nigdy do końca nie wiadomo. 
Czas oczekiwania… Mogłabym go porównać od wyczekiwania świąt. Albo narodzin dziecka. Ale od dłuższego czasu na święta czekaliśmy razem. Róża też przyszła na świat po 9 razem spędzonych miesiącach. A teraz czekam ja na niego. Z naszą córeczką i wierną psiną. I już nie mogę.
Wszyscy mi mówią, że zleciało. Ale to wcale nie zleciało. Te pół roku bardzo mi się dłużyło i nie chciałabym nigdy ponownie tego przeżywać. Nie chciałabym już nigdy bać się o życie najbliższej osoby. Nigdy.
Czas oczekiwania pełny jest emocji. Nie życzę nikomu tego rozchwiania nastrojów. Raz odczuwam ogromną, euforyczną wręcz radość. Potem ściska mnie znowu w żołądku świadomość, że jeszcze tyle trzeba czekać. Następnie nastaje jakiś niczym nie uzasadniony strach. Duma, niepokój, zmęczenie, rozrzewnienie. I znowu radość. I tak w kółko…
Nawet przygotowania do wielkiego powrotu kojarzą mi się ze świętami. Dom już teraz lśni czystością po wielkich świątecznych porządkach. Dokładnie obmyślane jest też menu powitalnego obiadu. I kolacji. I śniadania. Zakupione są wystrzałowe ciuchy. Włosy zafarbowane. Wypróbowane kilka nowych maseczek. Kupiłam też specjalny zestaw różnych jego ulubionych piw i czekają teraz ładnie ułożone, tuż przy ogromnej czekoladzie (jedno oczywiście już się chłodzi w świeżutko wymytej lodówce). Ponownie muszę zrobić nieco więcej miejsca na półce w łazience na jego rzeczy. To samo w przedpokoju na wieszakach. Musimy znowu zmieścić gdzieś jego biurko i dosłownie milion różnych różności, które na pół roku zostały pochowane. Ustalony jest też termin wielkiej powitalnej imprezy. Oj, będziemy świętować!

Tylko o czym, no o czym ja zapomniałam?

Zdjęcie Lucy Rose – Flickr

Facebook