KategorieMisz Masz

INLOVE 12

Rozpieszcza nas słońcem ten listopad. Pomimo strasznego smogu w Krakowie, cieszę się nim. Pomimo tego, że mam komputer przy oknie i przez pół dnia nie da się na nim pracować, bo mi świeci w oczy – cieszę się nim! W słoneczne dni wszystko jest prostsze, radośniejsze i… do zakochania! Co tam więc nowego w naszym INLOVE tym razem? Hmm?

 

inlove 11

 

1. Uwielbiam takie połączenia! Patrze na modelkę i wiem, że sama czułabym się w tym dobrze. No, do zakochania! FW15 collection by Electric Feathers / via Miss Moss

2. Uwielbiam też podglądać blog Justiny Blakeney. Ostatnio stworzyła ona niezwykłą kolekcję tapet dla Hygge & West. Ta tu to moja ulubiona. Fantastyczna! Zobaczcie też inne!

3. Do zrobienia – małe, urocze, gliniane stojaczki do zdjęć w kształcie gór! Proste, a piękne. Sugar & Clotch

4. Nic na to nie poradzę, ale ananasy mnie zwyczajnie przyciągają! The Crafted Blog – pomysł na zawieszenie / Etsy – LILA & LOLA – obrazek

5. Czy nie słodkie? No słodkie! Mega słodkie! Ilustracje Anity Tomala do pokoju dziecięcego z Pakamery

6. Koniecznie do wypróbowania – herbata parzona w cydrze! Szczegóły – The Merrythought

7. Cudny pomysł na świece w… dyniach! Na czasie i oryginalny! Paper & Stitch

Miłego dnia!

Sok sardynkowy i tapety z ptaszynami do ściągnięcia

Dziecko mam chore. Szkarlatyna ją dopadła. Dziwne – choroba ta kojarzyła mi się do tej pory jedynie z czasami zaprzeszłymi. A tu jednak jest nadal. Czekają więc nas wspólne dni, we dwójkę. I już dzisiaj zaczęłyśmy wariować, choć w większości były to wariactwa pełne śmiechu. Cóż zrobić…

W całym tym chorobowym szaleństwie przyśnił mi się dziwny sen. Był to sen, w którym świat niby był normalny, ale… ale wszystko było inne. Na półkach w sklepach stał sok sardynkowy, w lodówkach znalazłam lody cebulowe, sery miały posmak ylang ylang, a w kremach do twarzy znowuż znalazłam ekstrakt z camemberta.

I obudziłam się. Na szczęście.

I pomyślałam, jak to dobrze, że jest normalnie.

Po prostu normalnie.

Zawsze jest czym się cieszyć, prawda?

Macie może ochotę na zmiany na pulpicie! Mam dla Was ptaszyny! Nie do końca normalne, ale za to przenoszą w krainy pełne słońca!

tap10

Ptaszyny nr 1 –> [download id=”3984″]

tap11

Ptaszyny nr 2 –> [download id=”3986″]

tap12

Ptaszyny nr 3 –> [download id=”3988″]

tap13

Ptaszyny nr 4 –> [download id=”3993″]

Ptaszynki z Oiseaux brillans du Brésil.Descourtilz, J. T. (Jean Théodore). Paris,1834

Zauroczona: Magia i globusy Bellerby & Co Globemakers

Tak się jakoś składa, że ostatnio często trafiam w internecie na globusy. Przeznaczenie? A może po prostu zwracam na nie specjalną uwagę? Miłość? Niedawno pokazywałam Wam ich trochę. Tym razem również nie mogłam się oprzeć i musiałam udostępnić nieco tej totalnej magii!

Nie wiem, czy może być bardziej romantycznego dla geografa, niż pracownia globusów. No powiedzcie! Całość jakby żywcem przeniesiona z bajki! Zakochałam się więc w Bellerby & Co Globemakers – w ich globusach, w ich pracowni, w tym niezwykłym sposobie na życie.  I zastanawiam się, jakby to było całymi dniami tworzyć ręcznie globusy, wędrować palcami i pędzlem z klejem przez wszystkie kontynenty i morza. Czarować coś tak niezwykłego, tak niespotykanego w naszym świecie. Ach…

Zdjęcia Bellerby & Co Globemakers – Instagram

Więcej na stronie Bellerby & Co

405-tile

Kiedy nic nie wychodzi + wyniki konkursu

Taki był piękny plan. Wymyśliłam sobie post: „dzień z życia prowadzącej warsztaty kosmetyki naturalnej”. Wczesna jesień jest na to świetnym czasem – to sezon na wszelkiego typu wyjazdy i spotkania integracyjne w firmach, a właśnie podczas takich eventów najczęściej prowadzę warsztaty. Postanowiłam wykorzystać idealną, zbliżającą się okazję, wykorzystując przy okazji fantastyczny plener – warsztaty w pięknym hotelu w Bieszczadach. Zaraz po nich wybieraliśmy się z przyjaciółmi na weekend w Pieniny.

No i wszystko zaczęło się psuć.

A w zasadzie to głównie pogoda. Były to bowiem trzy dni pełne nieustającego deszczu. W piątek wstałyśmy skoro świt – ja i moja siostra, która często podczas wyjazdów warsztatowych pomaga mi jako kierowca i asystentka. I co? I było szaro, buro i mokro. Aparat, który miał nam towarzyszyć od początku schowałam głęboko – szkoda było, żeby zamókł… Cóż, trudno. Około 7 wyjechałyśmy na wschód daleki, nową piękną autostradą. I jechałyśmy. Po zjeździe z autostrady już nie tak szybko, minęłyśmy Rzeszów, mniejsze miejscowości, aż wokół zaczęło się robić pusto. Domy pojawiały się sporadycznie. Stacji, sklepu czy knajpki to już w ogóle przestałyśmy nawet wyszukiwać. Dobrze, że sygnał GPS do nas jakoś w tej głuszy docierał. A musicie wiedzieć, że pomimo pogody, głusza ta była piękna. A może właśnie dzięki niej? Co rusz docierająca do nas, wędrująca po polach i nieckach mgła, lekka mżawka, nisko zawieszone, ciężkie chmury, wilgoć w powietrzu – wszystko to sprawiało, że pogórza, które mijałyśmy otoczone były niezwykłą aurą. Niemal magiczną, bardzo tajemniczą, pełną bólu przemijania i ciekawości rozpoczynającej się właśnie jesieni.

Hotel Arłamów wyłonił się z mgły nagle, wręcz niespodziewanie, tuż za ostro pnącą się w górę, prawie pionową drogą (takie przynajmniej sprawiała wrażenie). Jest ogromny, położony pośród niczego, w miejscu wymarłej wioski Łemków. Byliście tam? A może słyszeliście o tym miejscu – tutaj internowany był Wałęsa? Sama byłam pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Hotel jest nowy, zbudowany z ogromnym rozmachem, bardzo ładny. Szczególnie spodobały mi się wyciągi narciarskie, podchodzące niemal pod samą recepcję. A także olbrzymia sala restauracyjna pod szklanym dachem, służąca także za audiowizualną salę widowiskową. Ponoć z hotelu rozciąga się piękny widok na Bieszczady. Cóż… my widziałyśmy jedynie mocno romantyczną, ale jednak zaburzającą całość obrazu, mgłę…

No dobra… przesadziłam z tym, że nic nie wychodzi. Warsztaty bowiem (oczywiście) wyszły. Zupełnie jednak nie zrealizowałam swojego planu związanego z pokazaniem Wam warsztatowej codzienności. Pozostawiam to więc na przyszłość, może w przyszłym tygodniu mi się uda…

To jednak nie koniec złej passy. Cały weekend, który zapowiadał się tak pięknie – z przyjaciółmi, w Pieninach, w drewnianych domkach – też lało. Znudzone dzieci musiały rozrabiać wewnątrz, zamiast latać z niczego nie spodziewającymi się owcami po halach (choć i tego spróbowaliśmy!). Na dodatek, cały ten wspaniały weekend zakończył się kłótnią z mężem i jakimś okropnym choróbskiem, które musiałam przezwyciężyć do czwartku – do kolejnych warsztatów w Warszawie.

Nie przezwyciężyłam… Do teraz mi źle. Źle mi też, że nie udało mi się zrealizować planów, że przez chorobę mam sporo zaległości, że byłam w stanie realizować tylko najpilniejsze zadania (maile, wysyłki, nieco marketingu dla Blisko Natury), itp., itd…

Ale wiecie co? Przez dwa dni prawie cały czas mogłam sobie spokojnie leżeć i czytać. A akurat trafiła się fajna książka!

Kiedy więc nic nie wychodzi… no… nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czasem trzeba po prostu na chwilę się zresetować.

warsztaty

Jeszcze z jednego powodu mi źle… że Was tak długo przetrzymałam z wynikami konkursu z Lili in the Garden

Już to naprawiam!

Naszyjnik (jeden z moich ulubionych, sama mam podobny na zdjęciu powyżej), wygrywa…

Anna S (AnnaAr)

A dla wszystkich…

15% rabatu

na zakupy w Lili in the Garden, do końca października

z kodem „konkurslili”

Gratuluję i proszę o dane do wysyłki na lilinatura@lilinatura.pl! Dziękuję wszystkim ciepło za udział!

wgrywa druzy

Te 3 rzeczy czyli gadżety do zakochania

Są takie rzeczy, w których można się zakochać od pierwszego wejrzenia!

Dawno nie było żadnego posta z serii „x3”, odświeżam więc temat. Trochę inaczej! Ale przecież co chwilę natykam się na rzeczy, które po prostu muszę Wam pokazać!

Oto dzisiejsza trójka!

gad1

KUBEK GOAT STORY MARSALA / My Equa

Całkowicie odlotowy kubek na kawę! Przyznajcie sami! W najmodniejszym z kolorów w tym roku – marsali. Do zawieszenia na paskach, więc nie trzeba go trzymać w ręce. Kształt w sam raz do „wiszenia” i do samochodu. A jak chcemy go postawić, wystarczy przełożyć uchwyt na druga stronę.

gad2

 

gad3

Luna / Luna-the-Moon / Indiegogo

Mieć swój własny księżyc w domu… Świecący całą noc. W pełni! Odkryłam (dzięki Mała Mu!) lampy idealne! Lampy księżycowe. Ach… marzenie do spełnienia!

via boredpanda

 

 

Kolory września

Lubię wrzesień. Najbardziej. Lubię jego kolory. Lubię złoty odcień słońca i łąk. Bordowe liście, fiolety śliwek i jagód, przygaszone szarości z kontrastującymi owocami i kwiatami. Lubię to, że jeszcze jest zielono, a już tak malowniczo. Każdy uchwycony wrześniowy krajobraz jest jak płótno wyciągnięte prosto z rąk malarza.

Uwielbiam wrzesień.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Facebook