NapisałaAdriana Sadkiewicz

3 magiczne kampanie: Pakamera, Zara, Homini

Są takie kampanie, takie zdjęcia, od których nie można oderwać wzroku. Które w jednej chwili przenoszą w inny świat, czarują i hipnotyzują. Mam dzisiaj dla Was trzy takie przykłady. Pierwszy z udziałem mojej Lili!

Zaczniemy od Pakamery i sesji, która odbyła się niedawno z „udziałem” mojej biżuterii z Lili in the Garden. Przepięknie wyszła! Poniżej znajdziecie zdjęcia, na których jest coś z mojego sklepu. Są proste i zachwycające. Zobaczcie koniecznie całość na Pakamera.pl.

Podziękowania należą są wszystkim tworzącym kampanię:

FOTO: Ania Pińkowska / Pakamera.pl / MUA & HAIR: Kamila Jankowska / STYL: Gravika & Julita Wojczakowska / MODELKA: Weronika S. / MangoModels / PRODUKCJA: Kasia Kępka, Monika Komorowska, Agnieszka Strzałkowska / Pakamera.pl / OPRAWA GRAFICZNA: Gravika / Pakamera.pl

pakamera2 800 pakamera5 pakamera3-tile pakamera1 800

Zara natomiast przenosi nas do lata! Takiego szalonego, młodego, dziewczęcego. Najcudowniejszego!

Całość do zobaczenia koniecznie na Zara.com

 

1 2 3 4 5

 

Czasem liczy się pomysł! To dzięki niemu tak bardzo zauroczyła mnie kampania urugwajskiej marki Homini. Nie ma nudy! Jest ciekawie, geometrycznie, prosto i bardzo charakterystycznie.

Zobaczcie całość na Hoministudio.com (via Miss Moss)

6 7 8 9 10

 

Przepis na naturalny balsam na przeziębienie

Pogoda nas nie rozpieszcza… Jest wręcz najgorsza z możliwych. Nie lubię, bardzo nie lubię przełomu lutego i marca, tych wszystkich roztopów, śniegów z deszczem, przeszywającego wiatru i zakatarzonego nosa Róży. Cóż zrobić… Trzeba się wspomagać!

Polecam Wam więc dzisiaj bardzo prosty balsam na przeziębienie. Taki, co to trzeba się nim nasmarować, na szyi, na klatce piersiowej, kiedy nie można oddychać, kiedy doskwiera katar, kaszel i gardło bolące, kiedy łamie w kościach i jedyne o czym się marzy to ciepłe łóżko. Swoje lecznicze działanie zawdzięcza miksowi olejków eterycznych, które ułatwiają oddychanie, inhalują, wybijają bakterie, , łagodzą kaszel, koją i zwiększają naszą odporność. Mamy tu więc lawendę, eukaliptus, kajeput, kamforę i kadzidło, zmieszane w takiej ilości, że balsam jest skuteczny, a wciąż łagodny.

Ach, w okresach przeziębieniowych, kiedy czujemy, że niebezpieczeństwo jest blisko, polecam zabieranie go do pracy i smarowanie nim od czasu do czasu nadgarstków. Niechaj olejki unoszą się wokół i chronią nas przed choróbskami!

SONY DSC

Balsam na przeziębienie

Składniki:

  • 1 łyżeczka wosku pszczelego bielonego
  • 3,5 łyżeczki oleju słonecznikowego
  • 6 kropelek olejku lawendowego
  • 5 kropelek olejku eukaliptusowego
  • 5 kropelek olejku z kadzidłowca
  • 5 kropelek olejku kajeputowego
  • 5 kropelek olejku kamforowego

W kąpieli wodnej roztapiamy wosk pszczeli. Kiedy będzie już płynny dolewamy olej i mieszamy. Ściągamy z ognia, mieszając jeszcze chwilkę. Dolewamy olejki eteryczne, ponownie mieszamy i przelewamy do pojemniczka na balsam. Odstawiamy do stwardnienia.

SONY DSC

 

I jeszcze muszę donieść, że na Fejsbuku Lili in the Garden czeka na Was konkurs na Dzień Kobiet – zapraszam TUTAJ!

 

SONY DSC

Krem codzienny czyli Sylveco i Lass Naturals

W czym tkwi fenomen kremu Nivea? Od zawsze używało się go po prostu do wszystkiego, w lecie, w zimie, do twarzy, do ciała, na podrażnienia, na suchą skórę, do spierzchniętych ust, no do wszystkiego. I to przez całe moje dzieciństwo. Jest mały, wszędzie się mieści i do tego ładnie pachnie po prostu kremem Nivea. Odkąd przeszłam na jasną stronę mocy i odstawiłam kremy drogeryjne, brakowało mi czegoś w rodzaju właśnie takiego codziennego kremu. Co to pod ręką zawsze jest. Którym i dziecko nasmaruję, i męża, i siebie jeszcze. Po który się sięga ot tak, bo potrzeba się pokremować.

I w końcu znalazłam dwa, które chciałabym Wam dzisiaj polecić! Poznajcie więc moje codzienne kremy – Cold Cream Lass Naturals i Krem brzozowo-nagietkowy z betuliną Sylveco.

SONY DSC

Różnią się od siebie i to sami musicie zdecydować, który dla Was będzie lepszy. Osobiście bardziej skłaniam się ku Lass Naturals, ale tak naprawdę oba są naprawdę fajne.

Cold Cream to produkt, który przyjechał do nas z Indii. Markę Lass Naturals znam i lubię już od dawna, z przyjemnością więc zaprzyjaźniłam się z kremem. Powiem Wam, że naprawdę przypomina on krem Nivea. Ma bardzo podobny zapach, intensywny, ale bardzo przyjemny. Zadziwia konsystencją – nie sprawia ona wrażenia kremu, raczej… hmmm… wosku. Nałożony jednak na skórę bardzo ładnie się rozsmarowuje i szybko wchłania. Co istotne, mocno nawilża i zmiękcza skórę. Chętnie używam go wieczorem na twarz, aby zapewnić cerze porządną dawkę odżywienia.

Skład ma bardzo prosty, ale znajdziemy tu dużo dobra. Mamy więc wodę różaną, oliwę, olej z pestek moreli, sok aloesowy, olej ze słodkich migdałów, z kiełków pszenicy, z krokosza, masło shea i kakaowe oraz olejek lawendowy. Trochę zaintrygował mnie tajemniczy składnik IPM, którego w kremie dosyć sporo. Poszukałam więc i okazało się, że jest to zaaprobowany przez Ecocert roślinny emolient redukujący tłustość. Ogólnie – bardzo polecam!

SONY DSC

Krem brzozowo-nagietkowy naszego dobrze znanego Sylveco jest natomiast kremem tłustym. Równie przyjemnym w używaniu, równie uniwersalnym, jednak bardziej natłuszczającym niż nawilżającym. Jest mieszaniną oleju sojowego, oleju jojoba, wosku pszczelego, oleju z pestek winogron, betuliny i ekstraktu z nagietka z wodą, więc nie jest to sam tłuszcz. Pozostaje jednak na skórze widoczna, lekko świecąca tłusta warstewka.

Krem idealnie sprawdza się w zimie. Doskonale zabezpiecza i odżywia skórę. Zaaplikowany na noc, regeneruje i łagodzi. Bardzo lubię nakładać go na usta, zwłaszcza kiedy są mocno przesuszone. Prawie nie posiada zapachu i jest bezpieczny dla bardzo wrażliwej skóry. Nagietek i betulina cudownie koją. Ponownie więc – bardzo polecam!

To który wybieracie?

Kremy z BliskoNatury.pl – Lass Naturals / Sylveco

 

SONY DSC

Dorastanie (zawodowe)

Zastanawiałam się ostatnio nad dorastaniem. Cały czas czekam na ten moment, w którym poczuję się w końcu dorosła. Cały czas mam wrażenie, że to jeszcze przede mną. Cały czas muszę dzwonić do mamy, żeby dowiedzieć się na przykład, jak zrobić kapuśniak. Obserwuję dorosłych ludzi i wiem, że nie jestem jednym z nich. Przyglądam się moim najbliższym znajomym i wciąż widzę te same twarze, które poznałam wiele lat temu. Trochę tylko zmienione, ale równie młode. Może poczuję się dorosła, kiedy to do mnie zadzwoni Róża z pytaniem o kapuśniak?

Zupełnie inaczej jest z życiem zawodowym.

Pamiętam ten moment, w którym pierwszy raz poczułam się pewnie i profesjonalnie. Po studiach bowiem, co jest całkiem logiczne i potrzebne, następuje pewien okres, w którym w zasadzie dalej się uczymy. Raz dłuższy, raz krótszy. Ani nie jesteśmy traktowani, ani nie czujemy się poważnie. Nawet jeśli wydaje nam się zupełnie odwrotnie.

A potem przychodzi ten moment, w którym piszę artykuł i nie muszę sięgać do literatury, bo po prostu wiem, co pisać. Moment, w którym ktoś pyta się mnie o zdanie i się z nim liczy. W którym sama czuję, że to zdanie mam i jest ono poparte i wiedzą i doświadczeniem. W którym czuję się pewna swoich umiejętności, mogę tworzyć przepisy i nauczać innych. Mogę odpowiadać na pytania pewnie i z radością, a nie stresować się nimi. Mogę prowadzić całe sesje konsultingowe, podejmować trudne decyzje i doradzać. Mogę sama ustalać warunki gry i stawki, bo znam swoją wartość. Mogę wychodzić z inicjatywą i być pewną, że spotka się z pozytywnym odbiorem.

Ten moment przyszedł do mnie już dłuższy czas temu.

A może dorosłość zawodowa jest właśnie dorosłością w ogóle?

Jak sądzicie? Czujecie się dorośli?

Czekoladowo-pomarańczowe uwieńczenie romantycznej kolacji

W przyszłym tygodniu będę prowadzić warsztat o afrodyzjakach, będziemy tworzyć rytuały dla dwojga i rozpalać zmysły. Również więc i w Lili musiała zagościć romantyczna atmosfera. Mam dla Was cudowny pomysł na zwieńczenie kolacji przygotowywanej dla bliskiej osoby! Zrobimy czekoladowo-pomarańczowy mus na ciepło.

Coś genialnego na wzniecenie uczuć! Intensywna, rozkoszna wręcz czekolada, połączona z mocno energetyzującą pomarańczą i rozgrzewającym alkoholem. Dla nieco mocniejszej pikanterii polecam dodanie także szczypty pieprzu!

Mus podajemy w małych kieliszkach – jest bardzo intensywny i dokładnie taka ilość będzie wystarczająca. Już w trakcie jedzenia robi się jakoś tak przyjemnie na duszy! Jest pyszny!

SONY DSC

Mus czekoladowo-pomarańczowy

Składniki

  • tabliczka dobrej jakości ciemnej czekolady 60%
  • pomarańcza
  • łyżka wódki

Z pomarańczy ścieramy nieco skórki. Przekrawamy ją. Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej, delikatnie mieszając. Do roztopionej dolewamy 3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy, łyżkę wódki i łyżkę startej skórki pomarańczowej. Całość dokładnie przez dłuższą chwilę mieszamy. Gotowy mus przelewamy do kieliszków. Na wierzch kładziemy odrobinę skórki. Podajemy na ciepło, jest wtedy idealny. Po całkowitym ostygnięciu przybiera konsystencję praliny.

Smacznego!

SONY DSC

Nowości i ciekawostki ze świata kosmetyki naturalnej 02

Nadeszła pora na kolejną dawkę nowinek i ciekawostek ze świata kosmetyki naturalnej. Dzieje się sporo, co bardzo mnie cieszy. Pojawiają się prawdziwe perełki, które wprost proszą się o pokazanie. Sama jestem ich ogromnie ciekawa. Co najciekawsze, polscy mali producenci, których dzisiaj Wam pokażę, w niczym już nie ustępują tym zachodnim – zarówno cała identyfikacja wizualna, pomysł na marketing, jak i oczywiście same produkty, które imponują składami, to już światowy poziom. Oby tak dalej!

1. YOPE

Zaczynamy od YOPE, które całkiem niedawno podbiło wiele serc (w tym moje) swoimi naturalnymi mydłami w płynie w prostych, po prostu ładnych i praktycznych butelkach. Marka nie spoczywa na laurach. Ostatnio ruszyła ze sprzedażą balsamów do rąk, na razie w tych samych zapach, jakie mają ich kuchenne mydełka. Stworzyli więc duety doskonałe – must have każdej kuchni – najpierw myjemy, potem pielęgnujemy dłonie. Brawo!

 

01_YOPE_Balsam_Blue_3pack

03_YOPE_Balsam_Blue_3pack

 

2. ZEW for men

Na fali mody na prawdziwie męskie brody wyrosła nam prawdziwie męska marka – ZEW for Men. „Naturalne kosmetyki do mycia dla mężczyzn, z węglem drzewnym 
z Bieszczad. Dlatego ZEW jest tak czarny. W skład linii wchodzą: mydło do włosów, mydło do twarzy 
i ciała, mydło do golenia, mydło do brody, mydło 3 w 1 do twarzy, ciała i włosów.”

Bardzo podoba mi się cała strona marki, jej charakter i przejrzystość, a już najbardziej podoba mi się cała kampania z Ekskluzywnym Menelem 🙂 Bardzo polecam stronę wszystkim paniom!

 

101

100

3. Alba 1913

Marka Alba pokazuje nam swoja nową, odświeżoną, bardzo, bardzo ciekawą twarz.

„Jesteśmy ponad stuletnią rodzinną firmą z Poznania. Od trzech pokoleń produkujemy naturalne leki i zdrowe kosmetyki. Nasza historia sięga czasów przedwojennych, ale tradycja, którą staramy się kontynuować, jest o wiele starsza. Zdrowie jest piękne to nie tylko nasze hasło reklamowe, ale również filozofia. Wierzymy, że zdrowie i piękno tworzą naturalną harmonię. „

Mamy więc 5 serii produktów – Aromatherapy – olejki eteryczne, Hands & Feet – pielęgnacja dłoni stóp i paznokci, Body Repair – naprawa niedoskonałości i głęboka regeneracja, Body Maintenance – odświeżenie i odżywienie ciała oraz Beauty Ritual – osobiste zabiegi SPA.

Zwróćcie uwagę na oryginalny retro design opakowań – do zakochania!

106 107 108 No20_produkt+kartonik-640x640 105

4. Felicea

Oto i mamy ciekawe, polskie, kolorowe kosmetyki. Przyciągają uwagę prostotą szaty graficznej i opakowań oraz przystępnymi cenami.

„W ofercie marki znaleźć można: kredki do oczu, kredki do ust, korektory, cienie do powiek w kredce, błyszczyki, szminki oraz pomadki ochronne. Każdy z produktów Felicea zawiera tylko naturalne składniki. To między innymi: wosk pszczeli, witamina E, olej kokosowy, masło shea, olej rycynowy oraz mineralne pigmenty. Każdy produkt dostępny jest w minimum 3 różnych odcieniach, co obecnie daje możliwość wyboru spośród ponad 30 różnych kosmetyków. ”

Zaciekawieni? Ja bardzo!

102 103 104

 

5. Schmidt’s

O dezodorantach Schmidt’s słyszałam już dawno. W końcu pojawiły się też w Polsce.

„Z zamiłowaniem do kosmetyków naturalnych i dążeniem do skutecznej i naturalnej alternatywy dla konwencjonalnych kosmetyków narodziły się dezodoranty Schmist’s w 2012 roku w kuchni Oregano w USA. Sukces ich założycielki pozwolił na rozpoczęcie błyskawicznej kariery w branży kosmetyków naturalnych. Te dezodoranty zapewniają podstawową kontrolę zapachu, wspaniałe zapachy i regulację potu.”

Koniecznie do wypróbowania!

109 110

Facebook