Posts Tagged‘naturalna pielęgnacja’

Gwiazdy na Gwiazdkę – Nourish London

U podstaw filozofii Nourish leżą bezgraniczna ciekawość i miłość do nauki, radość w odkrywaniu rzeczy sprawiających, że codzienność staje się bardziej pozytywna oraz szczere pragnienie, by żyć i pracować w atmosferze szacunku do ludzi oraz świata, który nas otacza.


To zdanie przykuło moją uwagę, kiedy czytałam o Nourish London. W zasadzie po prostu ogromnie mi się spodobało. I tym bardziej ciekawa byłam samych produktów tej jeszcze bardzo mało znanej w naszym kraju marki.

Zmieniająca kolor emulsja z jarmużem? Maska z minerałami powstałymi w procesie fermentacji drożdży probiotycznych? Kosmetyki z jabłkami? I to o świeżym zapachu jabłek? Przyznam, że zadziałało to na moją wyobraźnię. I jeszcze to zdanie – “Dr Hili ma ciekawą koncepcję jak prawidłowo dobierać kosmetyki tak, aby zaspokajały one potrzeby skór. Koncepcja opiera się na dwóch parametrach, które powinniśmy wziąć pod uwagę tj. rodzaj cery, ale również jej kondycja. To podwaliny do bardziej świadomej pielęgnacji opartej na obserwowaniu potrzeb cery. ”

Zaprosiłam więc Nourish London do mojej codziennej pielęgnacji!



Seria produktów, którą używam, została mi dobrana na podstawie opisu mojej cery. Przekazałam w skrócie, że mam ją mieszaną, ze skłonnością do problematycznej i przetłuszczającej się. I tak trafiła do mnie seria jabłkowa, ten jakże intrygujący oczyszczacz z jarmużem oraz produkty do zadań specjalnych, które można wykorzystywać uniwersalnie, do zabiegów nieco bardziej sporadycznych niż codzienna pielęgnacja.

W skład serii Balance wchodzą pięknie i rześko pachnące zielonym jabłkiem – Krem nawilżający do skóry mieszanej i tłustej, Odżywcze serum peptydowe do skóry mieszanej i tłustej oraz Tonizująca mgiełka przywracająca równowagę do skóry mieszanej i tłustej. I powiem Wam, że jeżeli poszukujecie kosmetyków o działaniu natychmiastowym, to właśnie je znaleźliście! Zaczęłam bowiem właśnie od tych produktów i od emulsji z jarmużem, o której później. Pewnego spokojnego wieczora, po prysznicu, którego bardzo potrzebowałam, a który dodał mi energii, po oczyszczeniu twarzy, po wczytaniu się w opisy kosmetyków. Spryskałam twarz tonikiem, wklepałam serum, które po chwili zniknęło, a potem nieco kremu. Sam krem należy do tych nieco bardziej treściwych i potrzebujemy chwilę go wklepywać, aby się ładnie wchłonął. Wiem jednak z doświadczenia, że moja cera właśnie takiej konsystencji często potrzebuje, a nie, wbrew pozorom, leciutkich nawilżaczy, które szybko znikają.

I wtedy to poczułam. To coś. Skóra stała się tak cudownie elastyczna, sprężysta, jakby wstrzelono w nią energię. I choć to uczucie miękkości pojawia się także po innych kosmetykach, tylko tutaj mam aż tak duże wrażenie tej większej elastyczności. I wiecie co? Tak było do rana.



Serię Nourish Balance zawiera niezwykły kompleks witamin z grupy B: B3, B5, B6. Witamina B3 pobudza komórki i stymuluje produkcję lipidów, sprawiając tym samym, że skóra jest bardziej jędrna. Witamina B5 ma właściwości nawilżające, dzięki czemu skóra jest gładsza, witamina B6 z kolei jest niezbędna do właściwego działania komórek. W skład kosmetyków z serii Balance wchodzą także witamina C i witamina E, które są antyoksydantami i pomagają chronić, stanowiące budulec skóry, włókna kolagenowe i elastynowe przed szkodliwym wpływem wolnych rodników.

Może od razu wspomnę, że na stronie dystrybutora – Costasy, można dobrać sobie produkty i serie kosmetyków odpowiednie do cery normalnej, wrażliwej, mieszanej i tłustej oraz suchej, a także do kondycji skóry na przykład do cery zmęczonej i szarej, ogólnie osłabionej lub przetłuszczającej się. Wystarczy wybrać odpowiednią zakładkę, a potem wczytać się w opisy samych kosmetyków. Myślę, że na pewno też nie zaszkodzi po prostu wysłać mail z zapytaniem o dobór odpowiednich produktów.



Seria Balance, o zapachu, który bardzo mi się spodobał – mocno energetyzującym jabłku, trafiła w punkt w moje potrzeby. Uspokoiła skórę, która znowuż tego uspokojenia potrzebowała. Wyciszyła ją i ukoiła. Wyraźnie widać także jej działanie regulujące – skóra widocznie mniej się przetłuszcza. Jest odpowiednio nawilżona i odżywiona. A co ważne – w sam raz przygotowana pod makijaż mineralny, który, jak zapewne wiecie, jest wymagający.

I chyba nie byłoby tak dobrze, gdyby nie ten magiczny jarmuż! To chyba jedna z większych gwiazd marki, a jeśli nie, to stanowczo powinien się nią stać! Oczyszczająca emulsja z jarmużem 3D czyli zmieniająca kolor emulsja oczyszczająca, która usuwając zanieczyszczenia sprawia, że skóra jest zdrowsza i bardziej promienna. Kwas hialuronowy, probiotyki oraz wyciągi o właściwościach dotleniających działają w synergii, by dodać skórze energii poprzez usunięcie makijażu oraz zanieczyszczeń. Jarmuż oraz czarna fasola afrykańska z jednej strony oczyszczają z toksyn, z drugiej chronią skórę przed ich niekorzystnym wpływem. W efekcie cera wygląda młodziej, a oznaki starzenia są mniej widoczne.


Wiecie, jakie to fajne, że nakładam na twarz białą emulsję, masujemy nią skórę, a ona po chwili staje się… zielona!? Kosmetyczna magia! Zupełnie jednak magią nie jest, a doprawdy faktem, że jest to niezwykle przyzwoity kosmetyk myjący i oczyszczający skórę. Chwila takiego masowania, ochy i achy nad zmieniającym się kolorem i mamy idealnie przygotowaną skórę do dalszych kroków pielęgnacyjny. Emulsja nie jest za rzadka, co niestety się zdarza. Jest wręcz gęsta i trzeba ją dokładnie zmyć, aby nie zostały nam zielone ślady. Mam jednak wrażenie, że to właśnie dzięki temu tak dobrze oczyszcza, bez pozostawiania uczucie napiętej, “gołej” skóry. Polecam!


A jeśli chcecie pozbyć się mocniejszego makijażu, to najlepiej sięgnąć po jeden z tych produktów, określanych jako “do zabiegów”! Po Wielozadaniowy balsam z antyoksydantami! Jest to lekkie masło, a dokładniej mieszanina odżywczych olejków, które ma stałą formę, ale po dosłownie chwili staje się miękkie, łatwo się rozprowadza. Ma przyjemny, ziołowy aromat naturalnych olejków eterycznych i jest naprawdę uniwersalne. Osobiście najbardziej polecam używać go właśnie jako balsam oczyszczający, którym masujemy skórę, ściągając z niej wszelkie zanieczyszczenia, a potem zmywamy całość ciepłą wodą i dołączoną do opakowania chusteczką z organicznej bawełny. Jest to dla mnie najlepszy sposób na demakijaż po powrocie do domu, kiedy jeszcze nie przygotowujemy skóry na noc. Po takim zabiegu cera jest mięciutka, gładka i nie wymaga już żadnego innego smarowidła.



Na koniec dwa równie ciekawe produkty. Moim ulubieńcem stała się Regenerująca maska probiotyczna z minerałami. Jej kluczowymi składnikami są drożdże probiotyczne, a dokładniej minerały powstałe w procesie ich fermentacji, które fantastycznie wspomagają procesy regeneracji skóry. Ze względu na właściwości kojące, wchodzący w skład maski magnez jest niezastąpiony przy stanach zapalnych skóry, tj. trądzik pospolity i trądzik różowaty, pomaga neutralizować negatywny wpływ jaki zanieczyszczenie środowiska może mieć na skórę oraz przywraca równowagę procesowi produkcji sebum. Pozostałe minerały, które znajdują się w masce to: cynk (właściwości regeneracyjne), miedź (wspomaga produkcję kolagenu oraz naprawcze procesy komórkowe) oraz żelazo (właściwości dotleniające).

A poza tym maska ma wspaniały zapach świeżej lawendy! Czyli wszystko to, co lubię – działanie w kierunku poprawy mojego typu cery i jeden z ulubionych zapachów. Ma konsystencję kremu i można ją nakładać jak maseczkę – zmywając po niedługim czasie wodą lub wklepując w twarz jako krem na noc. W obu przypadkach – świetna!



Nie mogę pominąć ostatniej gwiazdki – leciutkiego Przeciwzmarszczkowego serum arganowego. Naturalnie pobudza produkcję kolagenu, spowalniając w ten sposób procesy starzenia się skóry. Składniki wchodzące w skład serum przeciwdziałają powstawaniu zmarszczek poprzez wzmacnianie włókien proteinowych tworzących strukturę skóry. Serum neutralizuje szkodliwy wpływ wolnych rodników i redukuje zaczerwienienia oraz widoczność blizn powstałych w wyniku ran, trądziku, wyprysków i łuszczycy. Zapobiega odwodnieniu i przywraca skórze równowagę.

Jest to, moje drogie panie, kosmetyk, który po prostu trzeba mieć w pewnym wieku. W wieku, kiedy lata powoli dają o sobie znać. Trzeba go mieć, aby naturalnie, ale nienachalnie wspomagać skórę w walce z czasem. Aby ją uzbroić do tej walki. Dać jej siły i energię. Do stosowania codziennie wieczorem lub nieco bardziej sporadycznie, ale regularnie. Dla mnie – idealny zamiennik serum jabłkowego z serii Balance, tak dwa razy w tygodniu.



Mam nadzieję, że zaciekawiły Was same produkty Nourish. Muszę jeszcze dodać, że kosmetyki marki są ekologiczne, etyczne, wegańskie, posiadają certyfikat Soil Association i nie są testowane na zwierzętach. A twórczyni marki – dr Pauline Hili jest jedną z czołowych brytyjskich specjalistek w dziedzinie ekologicznej pielęgnacji. Opublikowała wiele prac naukowych i jest autorką książki „The Animicrobal Essential Oils”. Dr Hili należy do Soil Association Health and Beauty Standards Comittee oraz w 2009 została przyjęta do Królewskiego Towarzystwa Chemicznego. W 2012 dr Pauline stworzyła markę Nourish jako swoiste ukoronowanie swojej kariery eksperta w dziedzinie pielęgnacji skóry i kosmetologii.

Wszystkie produkty znajdziecie na stronie dystrybutora marki – Costasy. Bardzo polecam!


Wpis powstał w wyniku bardzo miłej współpracy z firmą Costasy.

Naturalny wrześniowy wish list

Jako, że natknęłam się ostatnio na kilka niezwykle ciekawych nowości w świecie kosmetyki naturalnej, spiszę do Was z nową wish listą!

A w niej 8 perełek do przyjrzenia się bliżej i wypróbowania! Ot, wyzwanie na jesień!

A może już coś znacie? Ciekawa jestem Waszych opinii!


  1. Magiczny olejek do twarzy Róża Stulistna From a Friend – Lekki, nawilżający olejek do twarzy skomponowany z cennych bio-olei, olejków eterycznych, ekstraktów i witaminy C. Bestseller From a Friend i absolutne must have dla tych, którzy kochają różę za jej zapach i działanie. Bazą olejku jest olej kukui i macerat z róży damasceńskiej w skwalanie, wzbogacony organicznymi olejami: arganowym, z nasion wiesiołka i dzikiej róży. Zawiera też rzadko spotykany olej Cacay, najbogatsze znane wśród olei źródło naturalnej witaminy A (3 razy tyle co olej z dzikiej róży!). Naturalna alantoina z żywokostu, fitosterole z awokado i ekstrakt z orchidei, a także olejek z drzewa sandałowego intensywnie regenerują i wygładzają twarz, a doskonała stabilna pochodna witaminy C oraz witamina E pobudzają skórę i – wraz z ekstraktem z nawrotu lekarskiego – wyrównują jej koloryt / From a Friend
  2. ILIA Stella by Starlight – Multi-Stick – Rozświetlacz – w odcieniu ciepłego różu bogaty w organiczne składniki roślinne (odcień Rose Gold)! Pięknie ożywia skórę nadając jej naturalny blask. Podkreśla górne kości policzkowe, brwi, wewnętrzny kącik oczu, grzbiet nosa i środek wzdłuż łuku amora, aby dodać natychmiastowy zastrzyk świetlistości i witalności swojej skórze / Organicall
  3. Fresh Adds effect Booster pielęgnacyjny dla jędrnej skóry Ringana – Produkt “SOS”, zapewniający natychmiastowy efekt napinający. Innowacyjne składniki przenikają do głębokich warstw skóry, gdzie ujawniają swoje wyjątkowe działanie przeciwzmarszczkowe. Zastrzyk piękna z efektem liftingu, błyskawicznie wygładza i odmładza skórę / Ringana
  4. Krem to twarzy Bergamotka & Orzech Laskowy Sapunoteka – Krem zawiera wyłącznie składniki pochodzenia naturalnego. Olej jojoba, olej z orzechów laskowych regenerują, nadają skórze miękkość. Olejek z drzewa herbacianego działa przeciwbakteryjnie. Olej z bergamotki zmniejsza świecenie się skóry, obkurcza pory. Witamina B3 oraz E regenerują skórę. Kwas hialuronowy intensywnie nawilża / Sapunoteka
  5. Bosphaera Dwufazowe serum ujędrniające przeciw zmarszczkom – Innowacyjna formuła serum łączy ze sobą 18 aktywnych składników, w tym oleje – z pestek śliwki, z pestek malin, z pestek arbuza, z lnianki siewnej, z nasion czarnej porzeczki oraz jojoba. Tak kompleksowe połączenie synergistycznie działających składników wzbogaconych o 5 witamin i komórki macierzyste jeżówki wąskolistnej, sprawia że skóra wokół oczu zostaje wzmocniona, a cienie zmniejszone / Biofresa
  6. Hydrolat malinowo-aloesowy Manufaktura Natura – hydrolat malinowy na bazie wody aloesowej działa na skórę kojąco, bakteriobójczo, zmniejsza stany zapalne, łagodzi podrażnienia, odżywia, nawilża, regeneruje i chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Polecany do wszystkich typów cery, szczególnie do cery dojrzałej, zmęczonej i trądzikowej / Manufaktura Natura
  7. Benecos Podkład w sztyfcie IVORY – wegański podkład w sztyfcie to wysoki stopień krycia i naturalny efekt. Odpowiedni do każdego rodzaju cery. Może pełnić zarówno funkcję podkładu, jak i korektora czy produktu do konturowania twarzy / BIOECO
  8. Baby Anthyllis Zero, Płyn do kąpieli dla dzieci – produkt stworzony w celu zapewnienia komfortu i nawilżenia skóry dziecka. Zawiera ekstrakt z organicznych migdałów, który wraz z lekką pianką zapewnia czystość skóry i wyjątkową delikatność. Jest to produkt bezzapachowy, zmniejszając tym samym ryzyko występowania alergii. Dzięki zawartym w produkcie prebiotykom naturalnego pochodzenia, pomaga wzmocnić naturalną barierę ochronną dziecięcej skóry / Ekomaluch

Najlepszy kosmetyk

Mówią, że najlepszym kosmetykiem jest uśmiech.

Wierzę w to mocno.

Widzieliście kiedyś uśmiechnięta kobietę, na którą nie chciałoby się patrzeć? Chodzi oczywiście o taki wewnętrzny, ciepły uśmiech od serca. Uśmiechnięta kobieta zawsze będzie piękna.

Jest jednak coś co działa jeszcze lepiej. Przynajmniej na mnie. To weekend na wsi! Lub dłuższy czas oczywiście, zazwyczaj jednak do dyspozycji mamy tylko weekend.

Nic, naprawdę nic nie pomaga mojej cerze tak, jak te kilka dni spędzone na świeżym powietrzu, kiedy pielęgnację sprowadzam do totalnego minimum.

I może chodzi tu o lepszą wodę niż to coś, co leci z kranów w Krakowie. Może o lepsze powietrze, które w naszym mieście wyjątkowo nie sprzyja skórze. Może o to, że łazienka jest tam mała i ciemna, a i tak nie ma czasu na marnowanie go przed lustrem. W końcu las wzywa, ogród z leżakiem tym bardziej. Może mniejszą tam mam ochotę zastanawiać się nad tym jak wyglądam, a większą, aby po prostu żyć.

I słońce na mnie działa wspaniale. Z wiekiem nauczyłam się wprawdzie nakładać na twarz filtry, ale i tak uwielbiam to muśnięcie słońcem na skórze i piegi, które pojawiają mi się zawsze latem.

I wiatr uwielbiam, który lekko i delikatnie osusza moją mieszaną cerę. I wilgoć wieczorną, tą z lasu, która ją nawilża.

Naprawdę wystarcza wtedy jedynie coś do przemycia skóry rano i wieczorem, naturalny tonik i nawilżający krem. I oczywiście balsam z filtrem (ten o którym pisałam TU), który nakładam 2-3 razy dziennie po przemyciu twarzy wodą.

To i uśmiech wystarczają, żeby czuć się pięknie.

No… może jeszcze kilka odpowiednich słów z ust męża, jeśli akurat znajduje się blisko. Na to poczekam do września 🙂

Tez tak macie? Też to zauważyłyście?

Hydrolat z czystka + jeden składnik

Czystek stał się niedawno bardzo modny. Robi zawrotną karierę nie tylko w postaci herbatki, coraz bardziej popularny jest także hydrolat z czystka. I ja bardzo się z nim polubiłam. Używam go na co dzień, w różnej postaci, w zależności od potrzeb.

Dzisiaj więc mam dla Was 4 pomysły na łączenie hydrolatu z jednym, ciekawym dodatkiem. W tak prosty bowiem sposób powstają genialne kosmetyki pielęgnacyjne.

czystek

Zacznijmy jednak od samego hydrolatu. Już sam w sobie jest świetnym płynem do stosowania jako codzienny tonik, mgiełka do twarzy czy dodatek do np. maseczek. Ma delikatne działanie przeciwzapalne i przeciwbakteryjne. Znany jest ze swych właściwości ściągających pory i wspomagających gojenie się drobnych ranek. Wzmaga regenerację, łagodzi podrażnienia, świetnie odświeża skórę. Polecany jest w kuracjach rozjaśniających przebarwienia. Zmniejsza opuchliznę i cienie wokół oczu. Ma przy tym niezwykle lekki, przyjemny zapach, który sprawia, że jego używanie to czysta przyjemność.

100 ml hydrolatu z czystka łączymy z…

1. Olejem jojoba / 30 ml

W ten prosty sposób powstaje łagodny, dwufazowy preparat do demakijażu twarzy. Wystarczy go przed użyciem wstrząsnąć, a następnie za pomocą wacika przetrzeć cerę. Olej doskonale usunie nawet silniejsze zanieczyszczenia, jest przy tym łagodny i bardzo dobrze przyswajalny przez skórę. Płyn pozostawi ją miękką, czystą, ukojoną i nawilżoną. / BliskoNatury.pl

2. Żelem z aloesu / 50 ml

Żel ma postać płynną, całość więc tworzy niezwykle łagodzący, wspaniały tonik dla skóry podrażnionej, poszarzałej, zmęczonej lub wystawionej na zbyt duże działanie promieni słonecznych.  / Ecospa.pl

3. Kompleksem kwasów AHA / 10 ml

A dokładniej tzw. Multifruit BSC, który jest skoncentrowaną mieszaniną ekstraktów z borówki (57%), trzciny cukrowej (24%), cytryny (8%), pomarańczy (8%) i syropu klonowego (3%).  Powstaje nam lekki tonik złuszczający, do stosowania co drugi dzień, wieczorem. / ZielonyKlub.pl

4. Octem jabłkowym / 10 ml

W tak prosty sposób powstaje kwaśny tonik octowy, który reguluje nam odczyn pH skóry, zmiękcza ją, wygładza, wspiera regenerację. Ocet to niedoceniane dobro, warto sobie czasem o nim przypomnieć. W większym stężeniu tonik możemy stosować jako zmiękczający i przywracający blask spray do włosów – spryskujemy nim wilgotne włosy, po myciu.

Hydrolat z czystka Avebio z Triny.pl

Dwa super balsamy!

Rozpocznijmy dzisiejszy wpis jakże istotnym pytaniem – skąd ta ryba? Tak więc… nie wiem. Nie lubię ryb, ale nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Niechaj więc stanowi wyjątkowe tło dla dwóch wyjątkowych balsamów!

Bardzo lubię wszelakie wytworki Sylveco. Bardzo mnie cieszy fakt, że firma tak pięknie się rozwija i co rusz wprowadza ciekawe nowości. Zachwytów każdorazowo mam co niemiara, a jeśli nawet nie zachwytów to mocnego podziwu nad kolejnym bardzo przyzwoitym produktem. Dzisiaj podzielę się zachwytami. Bardzo bowiem polubiłam się z balsamami do ciała – Orzeźwiająco-energetyzującym Vianek i Balsamem z olejem z pestek winogron i olejkiem lawendowym Biolaven.

Mam wrażenie, że wszystkie balsamy z rodziny Silveco są do siebie podobne i chyba nawet mają tę samą bazę. Nasze dzisiejsze gwiazdy są tego przykładem. Spora część składników powtarza się i w jednym i w drugim. Na głównym miejscu jest więc olej sojowy z gliceryną, do tego dochodzi kilka innych wspólnych składników. Balsamy mają także takie same opakowania, które osobiście bardzo lubię – pompka jest praktyczna, a pojemność w sam raz.

Czym się zatem różnią? Balsam Biolaven jest nieco cięższy, odrobinę tłustszy. Jego flagowymi składnikami są olej z pestek winogron i olejek lawendowy, którego niestety zupełnie nie czuć, jak w pozostałych produktach serii. Kto już próbował, to wie, że wszystkie jej kosmetyki pachną winogronami. Mi osobiście ten zapach bardzo do gustu przypadł, choć lawendy równie bardzo żałuję. Balsam ma wyraźne śródziemnomorskie odniesienia. Czy czuję się jakbym przeniosła się do Prowansji używając go? Nie. Nie zmienia to jednak faktu, że jest świetny.

Balsam Vianka natomiast, jak miał orzeźwiać i energetyzować, tak orzeźwia i energetyzuje. Jest lekki, przyjemny w stosowaniu, pięknie, swojsko, słonecznie i optymistycznie pachnie. W składzie znajdziemy ekstrakty z melisy, szałwii i jabłka, nawilżający ksylitol i glicerynę oraz sporo oliwy z oliwek. Chyba nie muszę wspominać, że w tym, jak i w poprzednim przypadku mamy do czynienia z kosmetykami naturalnymi?

Oba balsamy skóra chłonie chętnie i namiętnie. Oba sprawiają, że jest nawilżona i miękka. Czego chcieć więcej? Chyba tylko dobrej ceny, a taką dokładnie tutaj mamy.

Jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z Biolaven i Vianek – spróbujcie koniecznie.

Balsam Bolaven / Balsam Vianek

 

SONY DSC

 

W roli głównej: NAFFI Nawilżający krem z olejem awokado IOSSI

IOSSI ma wszystkie znamiona klasycznej manufaktury. Markę tworzy ciepła, sympatyczna dziewczyna z ogromną pasją. Zgłębiła tajniki naturalnej biochemii i całą swoją wiedzę przeobraża w małe cuda. Sama, ręcznie, tradycyjnie. Jak to się niegdyś robiło. Swoje dzieła zamyka w szkło – ciemne buteleczki i przezroczyste słoiczki, typowo manufakturowe. Dokleja nie zawsze równo przycięte etykiety. A potem całe to dobro wysyła w świat. Co akurat cieszy mnie bardzo, bo mogę czerpać z ich mocy.

Pokazywałam Wam niedawno na FB olejki IOSSI. Już wiem, ze są genialne. Dzisiaj jednak nie o nich. Dzisiaj o ich gęstszym koledze – kremie NAFFI. Żółciutkim, słonecznym, takim wręcz… optymistycznym!

Spodziewałam się większego tłuściocha. Takie wrażenie sprawiał na zdjęciu w sklepie. Tymczasem NAFFI to, wbrew pozorom, całkiem lekki i natłuszczacz i nawilżacz. Przyjemnie kremowy, ale lekki. Pełen dobroczynnych olejów, ale lekki. Nałożony na skórę, znika w niej bardzo szybko. Pomimo tego pozostawia dobrze wyczuwalną, ale w ogóle nie przeszkadzającą warstwę ochronną. Delikatną tarczę chroniącą nas przed wiatrem, chłodem i smogiem. Skóra przyjmuje go bardzo chętnie i niemal natychmiast staje się bardziej elastyczna, miękka i odżywiona. Pozostaje niestety widoczny efekt świecenia, ale nie jest to sprawa mocno problematyczna. Z pewnością jest to idealny produkt na okres jesienno-zimowy, kiedy tak bardzo potrzebujemy mocnej dawki i ochrony i odżywienia.

SONY DSC

Zapach… dosyć charakterystyczny dla kosmetyków naturalnych, które wykorzystują zbawienne właściwości olejków eterycznych. Bardzo ziołowy. Mamy tu i olejek lawendowy, i palmarozę, i geranium, i cytrynę, drzewo sandałowe, tymianek czy kadzidłowiec. Czyli bardzo dużo pachnących elementów, tworzących tą charakterystyczną mieszankę. Głęboko wierzę, że wielu z Was taki właśnie aromat może się spodobać. Nie jest drażniący, ale jednak nie są to moje nuty. Niemniej jednak bardzo sobie cenię taką mieszankę olejków, za ich wpływa na skórę.

W kremie znajdziemy też moją ulubiona wodę różaną, a pierwszym w składzie z olejów, jest także jeden z moich ulubionych – olej krokoszowy. Poza tym mamy tu wspaniały, mocno odżywczy olej awokado, a także oleje z zarodków pszenicy, pachnotki, ogórecznika i rokitnikowy (oj, też uwielbiam!). Wszystkie opisane są świetnie na stronie IOSSI – odsyłam Was więc TU. A od siebie dodam, że wszystkie znam i wszystkie są bardzo wartościowe pod względem pielęgnacyjnym.

Pozostaję więc w zachwycie, a marce IOSSI życzę samych sukcesów. Wiem, że nie jest łatwo tak małym manufakturom na naszym rynku. Ich mocą jest jednak wysoka jakość, niekonwencjonalne podejście i całe to serce wkładane w przygotowanie każdego z produktów. Bo to serce czuć.

Krem dostępny na stronie IOSSI.

SONY DSC

Facebook