Miętowe żelowe plastry pod oczy

Tak i oto rozpoczął się wrzesień. A wraz z nim – pogoda iście jesienna. Posłałam dziś dziecko do drugiej klasy, a sama nieco osłabłam po intensywnym weekendzie. Rozpoczęliśmy bowiem sezon warsztatowy w przepięknym Lublinie, podczas Lubelskiego Festiwalu Kultury Piwnej w Browarze Perła. Było wspaniale! Zrobiliśmy eliksiry do kąpieli piwnej i peelingi słodowe, a ja zakochałam się w tym mieście, w jego energii, klimacie i tych wszystkich tajemnych zaułkach.

Był to jednak czas bardzo wyczerpujący, co najwyraźniej odbiło się na moim zdrowiu. A muszę je szybko podreperować, bo w piątek ponownie ruszamy w trasę warsztatową. I ponownie – kawał drogi przed nami!

Zdrowie, zdrowiem… ale czy wiecie jak ekspresowo przywrócić swoim oczom blask? A dokładniej – co zrobić, aby po ciężkim dniu w pracy, po wyczerpujących chwilach codziennych, w kilka chwil przywrócić oczom pełen komfort i znowu uśmiechnąć się do swojego oblicza w lustrze?



Mam dzisiaj dla Was baaaardzo prosty sposób na genialne żelowe plastry pod oczy!

To takie cudo, które w kilka chwil przywróci skórze pod oczami jędrność i miękkość, wygładzi ją, odświeży, zadziała jak ekspresowy lifting, ukoi i ochłodzi, zmniejszy opuchliznę i podkrążenia oczu. Naprawdę!

A to tylko trzy składniki!

Takie plastry robimy sobie raz, wkładamy do lodówki i mamy na kilka dni. Na te dni, kiedy potrzebujemy odpocząć po pracy, aby wróciła równowaga. Ale równie dobrze sprawdzą się przed wielkim wyjściem, przed weekendową imprezą, kiedy to znowuż potrzebujemy szybkiego efektu!

Przejdźcie się więc do pobliskiego ogródka lub na łąkę, nazbierajcie orzeźwiającej mięty, sięgnijcie po kojącą wodę różaną i do dzieła!



Miętowe żelowe plastry pod oczy


Składniki:

  • 60 ml wody różanej
  • łyżeczka żelatyny
  • kilka gałązek świeżej mięty

Żelatynę przesypujemy do wody różanej, mieszamy do rozpuszczenia.

Miętę blendujemy, aby była dobrze rozdrobniona. Potrzebujemy około 4 łyżeczki takiej rozdrobnionej mięty.

Miętę przekładamy do wody z żelatyną, dokładnie mieszamy. Całość przelewamy na płaski talerz. Na żelową pastę nakładamy arkusz papieru do pieczenia, który pozwoli nam równomiernie ją spłaszczyć (do około 3-4 mm grubości). Delikatnie dłońmi dociskamy papierem do talerza miętową pastę. Całość, razem z papierem przekładamy do lodówki na godzinę. Po tym czasie odklejamy papier i wycinamy bardzo delikatnie nożem plasterki do nałożenia pod oczy. Nie muszą być równe, nie muszą być idealne. Gotowe plasterki ponownie chowamy do lodówki. Przechowujemy je w niej do kilku dni.

Takie chłodne plasterki naklejamy sobie na skórę pod oczy i na kilka minut kładziemy się spokojnie. Kiedy plasterki zaczną się roztapiać, ściągamy je chusteczkami.

No, cudo!


Kolorowy biwak końca lata

To mój ulubiony okres! Kiedy lato powoli zbliża się ku końcowi, ale wciąż jest tak ciepło, wciąż sielsko, wciąż chce się wieczorami przesiadywać z przyjaciółmi w ogrodzie. Światło staje się cieplejsze, przyroda zaczyna zmieniać barwy, a świat cały bierze w końcu spokojniejszy oddech.

Wtedy to właśnie koniecznie trzeba wybrać się na biwak!

Spieszę więc do Was z kolorowymi inspiracjami na taki właśnie biwak końca lata!

Zabieramy rodzinę i przyjaciół, pakujemy piłki, materace dmuchane, hamaki, plecaki i dobry humor! Nie zapominamy o psie i uśmiechu! Przydadzą się też kajaki i deski, a na wieczory – kolorowe ciepłe swetry. Znajdujemy kawałek polanki, rozpalamy ognisko, pieczemy kiełbaski, wypatrujemy spadających gwiazd i cieszymy się chwilą, sobą i bliskimi.

Och, cudownie!

I… jak kolorowo!



  1. Biwakowy must have – Materac dmuchany klasyczny Twin Dura-Beam INTEX / Dmuchane.pl
  2. Mój hit tego zestawienia! Odezwała się bowiem we mnie moja dusza geografa! No, przyznajcie, że genialna piłka. I to podświetlana 🙂 Dmuchana piłka plażowa Ziemia z podświetleniem LED Bestway / Dmuchane.pl
  3. Granatowy Kombinezon z pianki Shell do wodnych szaleństw / Femi Stories
  4. YOPE Zestaw podróżny do pielęgnacji ciała i włosów, do biwakowej kosmetyczki / Minti
  5. Od razu dla dwóch osób! Bo tak raźniej! Hamak Bahama Double / Sofotel
  6. Czy nie urocze?? Espadryle Toms Classic Glow Swimmers Women”s Alpargata Blue / Pan Pablo


  1. Coś, co koniecznie muszę wypróbować! I czaję się już jakiś czas! SUP deska 2w1 Freesoul Tech Bestway. I do tego jaka ładna! / Dmuchane.pl
  2. Wygodna i praktyczna – Butelka HydroFlask Standard Mouth Flex Cap / HydroFlask
  3. Najmodniejszy plecak w cudnym kolorze – Doughnut Macaroon Mint / Pan Pablo
  4. Secrets De Provence – praktyczny szampon w kostce do włosów zniszczonych / Blisko Natury
  5. Wciąż i wciąż – moja ulubiona! I idealna na wakacyjne wyprawy! Bania Agafii – Ekspresowa maseczka do twarzy Odświeżająca / Blisko Natury
  6. Dla wielbicieli aktywnego wypoczynku – Kajak Challenger INTEX / Dmuchane.pl


  1. Obecnie mój ulubiony rodzaj hamakowania – krzesło wiszące Rodos w bajecznych kolorach / Sofotel
  2. Pianka z krótkim rękawem Tide – idealna do sportów wodnych / Femi Stories
  3. Sportowa kurtka Ranto z kolekcji Fitness – dla osób prowadzących aktywny tryb życia / Femi Stories
  4. Ben&Anna Naturalny dezodorant na bazie sody PINK GRAPEFRUIT / Minti
  5. Balsam do ust o apetycznym i słodkim zapachu maliny / Mokosh
  6. Na spokojne popołudnia na biwaku lub w ogrodzie ze wszystkimi przyjaciółmi! Łóżko dmuchane Daybed INTEX / Dmuchane.pl


  1. Kostium kąpielowy Bingin z mocnymi wzorami / Boo Surfwear
  2. Letnia zwiewna sukienka / H&M
  3. Leginsy z genialnym nadrukiem – aby było i wygodnie i modnie / Boo Surfwear
  4. Paleta mineralnych cieni do powiek Rio de Janeiro / CLARÉ BLANC
  5. Kardigan w paski Madam – cudownie pozytywny! / BIZUU
  6. Kolejna wersja dwuosobowa – Hamak Malaga Double / Sofotel

Wpis powstał w wyniku bardzo miłej współpracy z Dmuchane.pl

Nowe w portfolio: Koza na Lawendzie

Lubicie kozie sery? Ale taki od prawdziwie szczęśliwych kóz, które całymi dniami szwendają się samopas i trzeba za nimi gonić. Lubicie zapach świeżej lawendy i tymianku z czystych terenów, z mazurskich pól, z gospodarstwa, które tętni energią wspaniałej, silnej kobiety?

Lubicie? A może jeszcze nie wiecie jak bardzo lubicie?

Przenieście się więc na Mazury. A dokładniej na Mazury Zachodnie, niedaleko słynnych pól Grunwaldu, do gospodarstwa Koza na Lawendzie. Tam właśnie swoje miejsce odnalazła Weronika. Ona, jej mąż, czworo dzieci i cała masa wesołych kóz. Tam rośnie pole lawendy i tymianku. Tam znajdziecie świeże warzywa i owoce. Tam w końcu uraczycie się najlepszymi kozimi serami! Tam Weronika tworzy kulinarne dzieła sztuki! Słynie już w okolicy ze swoich serów i niezwykle aromatycznych syropów – z lawendy i tymianku.

Tam też powędrowała niedawno moja grafika, moja urocza kózka, która zdobi teraz te sery, te syropy, cuda nad cudami!



Cieszę się ogromnie, bo oboje z mężem zakochani już w tych serach jesteśmy! Sami zobaczcie jakie wspaniałości! A jaki genialny kozi zapach! Choć najbardziej do gusty przypadł mi ten najłagodniejszy, niczym feta, w zalewie z tymiankiem. Boski!

Odkryłam też najlepszy letni napój! Woda z cytryną i syropem lawendowym! Nie za dużo tego syropu, ale jednak odczuć można i słodycz i ten cudownie kojący lawendowy zapach. Piję litrami!

Powiem też Wam, że Weronika bardzo mi imponuje! Podziwiam jej energię i siłę, jej zapał i pasję. Widać to w każdym jej wpisie na Facebooku i Instagramie, w każdym mailu i oczywiście – w smaku jej wyrobów.

Dla Weroniki stworzyłam identyfikację wizualną gospodarstwa i jego smakołyków.

Załączam Wam tutaj co nieco i zapraszam do mojego portfolio – LiliCreative.pl



Ale to nie wszystko!

Mam jeszcze dla Was kilka słów od Weroniki!

Po więcej zajrzyjcie na stronę KozanaLawendzie.pl!



Mam na imię Weronika i razem z mężem prowadzę nieduże gospodarstwo ekologiczne pod Grunwaldem na Mazurach.

Mamy dzieci, pasiekę i stado kóz. Od kilku lat zajmowanie się gospodarstwem jest moją pracą. Kocham kozy i dzięki ich mleku wytwarzam kozie jogurty, twarogi i sery. Pochodzę ze wsi i zawsze ciągnęło mnie do grzebania w ziemi, siania i sadzenia. Ogromną satysfakcję przynosi mi patrzenie, jak moja praca rodzi pyszne dary natury – warzywa i owoce. Pasja do serów i miodów musiała się po prostu pojawić, ponieważ lubię gotować i jeść.



Skąd pomysł?

Oboje pamiętamy, jak smakowały świeże warzywa i owoce z ogródków naszych babć i mam. Chcieliśmy przekazać takie wspomnienia też naszym dzieciom. Zaowocowało to uprawą warzywniaka. Efekty szybko docenili znajomi i tak zaczęliśmy rozwijać naszą działalność.

Pomysły, które realizujemy, rodziły się przez kilka lat. Skrzętnie zapisywałam w zeszycie wszelkie „za i przeciw”, nowe rozwiązania, innowacje, idee, rozliczenia. Jako pierwsza zawitała do nas lawenda, a później pszczoły. Z samą rośliną nie było specjalnie problemów, za to pszczelarstwa trzeba było nauczyć się od początku. Tak jak i hodowania kóz. Kozy miały być alternatywą do dużej krowy i początkowo zdawać by się mogło, że związane z nimi jest mniej obowiązków. Z zakładanych dwóch sztuk stworzyliśmy pokaźne stado.



Dzielimy się entuzjazmem i zapałem, zarówno o uprawach, jak i hodowli kóz, czy prowadzeniu pasieki. W nasze działania wkładamy bardzo dużo sił, bo nie robimy tego „komercyjnie”, a „dla siebie” i dla naszej rodziny. Wierzymy, że wtedy nasza pasja i miłość przechodzi do produktów, które uzyskujemy



Więcej na KozanaLawendzie.pl! Polecam też bardzo Facebooka i Instagram gospodarstwa!

Spróbujcie serów koniecznie! Można je u Weroniki po prostu zamówić!


Zdjęcia samego gospodarstwa, kóz i lawendy pochodzą z materiałów marketingowych Weroniki.

Dziewczynka wraca do szkoły

Jako mama 8-letniej dziewczynki i w sumie, jakby nie patrzeć, sama będąc taką wciąż w duszy niewyrośniętą dziewczynką – uwielbiam podglądać wszystkie te cudowności biurkowo-szkolne. Zwłaszcza teraz, tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, obserwuję wysyp doprawdy pięknych przedmiotów, które mają umilać czas małym uczennicom. I znowuż – katuszę cierpię okropne, że za moich czasów takich cudowności nie było. I sama chyba bardziej się cieszę z każdej kredki czy piórnika mojej Róży niż ona.

Oj, dobrze jest mieć taką córeczkę, bo i samemu można się nacieszyć wszystkimi farbami, pachnącymi pisakami, tornistrami i kolorowymi samoprzylepnymi karteczkami!

W każdym razie, zobaczcie, jakie cuda znalazłam ostatnio!

(Z góry tez przepraszam wszystkie mamy synków, ale to te dziewczęce rzeczy tak mi serce poruszyły….)



  1. Piękne, rodem z małej rodzinnej manufaktury – balerinki baby czarne retro / Miummash
  2. Zestaw 6 pastelowych ołówków HB2 STORY / Meli Melu
  3. Wełniany beret z haftem / Reserved
  4. Tornister Midi, Wisienki, Jeune Premier / Baby & Travel
  5. Duża gumka do zmazywania LUCILLE / Meli Melu
  6. Gumki do zmazywania, Pachnące Makaroniki, Rex London / Baby & Travel
  7. Teczka z klipsem „Ogród” Rifle Paper Co. / Rzeczownik
  8. Karteczki samoprzylepne LODY OOLY / Meli Melu
  9. Drewniana linijka TINOU / Meli Melu
  10. Ooly: farby wodne Lil’ Watercolor Paint Pods / Noski Noski
  11. Notes bez okładki Jelonek – Hi Little / Pakamera
  12. Tornister Maxi, Złoty Jednorożec, Jeune Premier / Baby & Travel
  13. Kubeczek na biurkowe przydasie Bukiet / Rzeczownik
  14. Metaliczne mini kredki 10 sztuk Lovely Paper / Meli Melu
  15. Piórnik TOUCANS / Meli Melu
  16. Zestaw notesów „syreny” Rifle Paper Co. / Rzeczownik
  17. Butelka na wodę, 600 ml, Folk, Rex London / Baby & Travel
  18. Lunchbox Bento, Kaktusy, Rex London / Baby & Travel

Pool Story

Dzisiejszy post inspirowany jest niezwykłymi zdjęciami artystki Marii Svarbovej i piosenkami Lany Del Rey, której ostatni wakacyjny Doin Time znajdziecie na końcu wpisu.

Włączcie go sobie koniecznie i dopiero wtedy zajrzyjcie na stronę Marii Svarbovej. Przeniesiecie się w całkowicie odrealniony, ale jakże wciągający świat basenów rodem z dawnych, tak dobrze znanych nam czasów. Basenów słowackich. Maria rozpoczęła serię Swimming Pool w 2014 roku i wciąż dodaje do niej nowe zdjęcia. Fascynuje ją zimna sterylność i geometryczne piękno tych obiektów. I trudno się dziwić – baseny na jej zdjęciach fascynują, przyciągają, tworzą to specyficzne uczucie niepokoju, przywołują głęboko skrywane wspomnienia pierwszych basenowych doświadczeń. Dobra to sztuka!

Frozen in the composition, the swimmers are as smooth and cold as the pools tiles. The colours softly vibrate in a dream-like atmosphere. Despite the retro setting, the pictures somehow evoke a futuristic feeling as well, as if they were taken somewhere completely alien. There is no disturbing emotion, there is no individuality in their stillness.


Zobaczcie koniecznie całość na stronie MariaSvarbova.com


A tymczasem…


W poście występują


Zdjęcia autorstwa Marii Svarbovej / Kostium kąpielowy Oysho / Tropikalna torba Oysho / Przepiękne dmuchane baseny MYLLE / Naturalne masło do ciała Kokos i Sól Morska YOPE – Minti / Klapki z kamyczkami Oysho / Naszyjnik z muszlą SOTHO – Pakamera / Klapki Birkenstock Arizona Two-tone Dots Pan Pablo / SecretGLOW Rozświetlający krem z witaminami all-in-one MIYA – Minti


Ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej

To jeden z tych przepisów, które potrafią zadziwić. I Was i Waszych gości. Bo niby wszystko znajome, a jednak tak zupełnie inne!

Widziałam kiedyś podobne ziemniaczki na Instagramie. Mignęły mi ledwo, ale od razu wiedziałam, że spróbuję je zrobić. We własnej wersji oczywiście. I wiecie co? Są przepyszne!

Zrobiłam więc te moje ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej w ilości mocno sporej na urodziny mojej Róży. Zniknęły błyskawicznie! Czyż nie jest to najlepsze polecenie?

Tego typu danie określane jest po angielsku jako side dish czyli przystawka, albo po prostu dodatek do dania głównego. My jednak chętnie traktujemy je jako obiad sam w sobie. Wystarczy dodać nieco świeżych warzyw – pomidorów, papryki czy rzodkiewki i gotowe. Spokojnie też mogą funkcjonować jako sałatka ziemniaczana – choćby w wersji dla gości na przyjęcia. Jestem pewna, że znajdziecie na nie sposób!

Skład to wiem? Bo nie można im się oprzeć! Są aromatyczne, mają bardzo głęboki bukiet smaków, pachną tymiankiem, rozmarynem i czarnuszką. I tym, co chyba każdy lubi – pieczonymi ziemniaczkami w mundurkach. Do tego mają zaskakującą formę. Znajomy nawet zapytał mnie jak ja to zrobiłam, że jednocześnie są jakby ubite i nie ubite. Oto jak!



Ziemniaczki inaczej w emulsji tymiankowej

Składniki:

  • 1,5 kg małych ziemniaków
  • 1 opakowanie wędzonego boczku
  • 1 cebula
  • 1 łyżka suszonego rozmarynu
  • olej do ziemniaków (użyłam z pestek winogron)
  • sól, pieprz
  • łyżka czarnuszki

Na emulsję tymiankową:

  • spory pęczek świeżego tymianku (jak na zdjęciu)
  • 2 łyżki miodu
  • 2 łyżki musztardy dijon
  • 2 łyżki musztardy francuskiej (tej z całą gorczycą)
  • 4 łyżki dobrego oleju (polecam lniany lub ekologiczny rzepakowy)
  • 1 łyżeczka startej skórki z cytryny
  • sok z połowy cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • sól i pieprz do smaku


Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Każdy ziemniak po kolei dociskamy łopatką kuchenną, tak, aby go zmiażdżyć, ale aby wciąż miał stałą zwartą formę. W ten sposób zmiażdżone ziemniaki przekładamy na blachę wyłożoną papierem. Polewamy je lekko olejem, posypujemy rozmarynem i solimy. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, na około 20-30 minut, aż się zarumienią (z termoobiegiem będzie szybciej).

Boczek kroimy na małe kawałeczki, cebulę w kostkę. Całość przysmażamy na patelni, do zarumienienia.



Przygotowujemy emulsję tymiankową. Wszystkie składniki przekładamy do blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.

Do dużej miski przekładamy ziemniaki i boczek z cebulką, polewamy emulsją i posypujemy czarnuszką. Delikatnie mieszamy i odstawiamy na chwilę przed podaniem.

Pycha!

Facebook