Na początek ilustracja z piwonią i piwoniowa koncepcja marki.
Poniżej mała zajawka naszej współpracy z Anią z Folwarku Lawendowy Len. Planuję stworzyć o niej osobny post, ale to jeszcze chwilkę czasu na to potrzebujemy.
Nie mogłam się jednak doczekać, aby Wam tu zaprezentować choć część z identyfikacji wizualnej Folwarku. Och, to będzie wspaniałe miejsce!
Śledźcie zatem po więcej!
Poniżej mała realizacja etykiety na oliwy marki Symbol Smaku – zwanej tym razem Simbolo de Gusto.
LUDA OTUCHA | Herbata kwiatowo-owocowa – mieszanka stworzona na chłodniejsze dni. Pierwszy łyk przypomina powrót do ciepłego domu po zimnym spacerze – napar otula i rozgrzewa niczym miękki koc. / LUDA
Ja to, nie chwaląc się, robię totalnie najpyszniejsze tofucznice. No, odkąd w ogóle odkryłam takie coś, przeszłam długą drogę prób i błędów i oto stałam się tofucznicową ekspertką.
Bo po prostu moja tofucznica jest PYCHA!
Oczywiście można ją robić na milion sposobów. To przecież jak z rosołem – każdy ma swój patent. Ja jednak najbardziej lubię tą tutaj – z porem, pomidorkami i szpinakiem. I czymś zielonym na wierzchu. I z tofu wędzonym, który doda tego lekkiego aromatu wędzonki.
Dobra wegańska tofucznica wymaga kilku patentów. Są to magiczne składniki, o których jeszcze całkiem niedawno nie miałam pojęcia, że istnieją, a teraz są po prostu częścią mojej kuchennej codzienności. Chodzi o czarną sól kala namak oraz płatki drożdżowe nieaktywne. Ta pierwsza ma charakterystyczny jajowy zapach, więc dodaje się ją do dań, które powinny przypominać te z jajkami. A płatki drożdżowe to taki wegański aromat serowy, a do tego są bogatym źródłem witamin z grupy B. Oba te składniki, w połączeniu z kurkumą (dla koloru, ale też jest mega zdrowa i ma znaczące działanie przeciwnowotworowe) sprawiają, że tofu zamienia się w tofucznicę!
Polecam więc mój przepis, zapewne bardzo podobny do tak wielu innych, ale i klasyki trzeba udostępniać, bo tak naprawdę mało jeszcze są popularne. A szkoda, bo tofucznica jest pysznym, bardzo zdrowym śniadaniem, pełnym dobrego białka!
Najlepsza tofucznica
Składniki:
pół kostki tofu – może być naturalne, może być wędzone – to drugie nadaje jeszcze aromatu wędzonki
kawałek pora – około 4 cm, pokrojone na drobniejsze kawałeczki
kilka pomidorków koktajlowych
garść liści szpinaku baby
sól kala namak – do smaku, około pół łyżeczki
kurkuma – około łyżeczki
płatki drożdżowe nieaktywne – około łyżki, też do smaku
Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oliwy. Dorzucamy pora, mieszamy. Dodajemy rozdrobnione nieregularnie w rękach tofu, mieszamy. Dodajemy sól kala namak, kurkumę, pieprz do smaku. Kiedy całość lekko się zarumieni, podlewamy odrobinę mlekiem sojowym. Dzięki niemu ustalamy odpowiednią dla nas konsystencję tofucznicy (niektórzy wolą bardziej płynną, inni mniej). Dodajemy łyżkę płatków drożdżowych i pomidorki przekrojone na pół. Mieszamy. Jeśli przywiera do dna, znowuż podlewamy odrobiną mleka sojowego. Na koniec dodajemy szpinak i mieszamy aż się zblanszuje i połączy z całością. Tofucznicę przekładamy na talerz, posypujemy zieleninką i zajadamy ze smakiem.
Ach, jeśli nie macie czarnej soli kala namak i płatków drożdżowych – zróbcie Waszą tofucznicę bez nich. Też będzie pyszna 🙂
Komu przeszkadza suchość warg i skórki? A może po prostu chcielibyście na co dzień mieć mięciutkie, odżywione usteczka, które tylko proszą się o całusy?
Mam dzisiaj dla Was bardzo prosty, a GENIALNY pomysł na domowy bardzo malinowy scrub do ust.
Scrub nie tylko wygląda apetycznie (tutaj na zdjęciu, zaraz po zmieszaniu, wygląda jak konfitura malinowa), ale wspaniale pielęgnuje usta. Sięgamy po kiedy czujemy taką potrzebę, nakładamy trochę na palec, potem masujemy nim usta i ich okolice, a następnie zmywamy całość wodą. Wargi i skóra dookoła nich stają się naprawdę mięciutkie, gładkie i nawilżone. A najlepsze jest to, że resztki można spokojnie z tych ust zlizać – poczujemy po prostu maliny w cukrze!
Bo to właśnie cukier jest tutaj naszą peelingującą bazą. Dodałam do niego mega odżywcze masełko shea i odrobinę wosku pszczelego. Całość uzupełnił malinowy pył! Cudownie różowo-czerwony, kwaskowaty symbol letnich wieczorów. Skąd wzięłam taki pył? To maliny liofilizowane, które bez problemu dostaniecie w marketach. Zmiksowałam je w blenderze. Ot, i cała trudność. A efekt? Raz jeszcze – cudny!
Bardzo malinowy scrub do ust
Składniki na dwa słoiczki 15 ml:
łyżka/mała garstka malin liofilizowanych
łyżka masła shea rafinowanego
odrobina wosku pszczelego (użyłam 4-5 „ziarenek” wosku bielonego – jest on sprzedawany właśnie w takiej formie. Możecie jednak także wykorzystać ten żółty, świeży)
4 łyżeczki białego cukru
Maliny przekładamy do blendera i miksujemy na malinowy pył.
W kąpieli wodnej, w szklanej lub ceramicznej miseczce / zlewce roztapiamy masło shea i wosk. Kiedy będą już płynne, ściągamy je z ognia, dosypujemy cukier i dwie łyżeczki malinowego pyłku. Całość dokładnie mieszamy. Nasz scrub zaraz po mieszaniu ma konsystencję i wygląd konfitury malinowej. Po odstawieniu nieco stwardnieje, ale będzie się pięknie roztapiał na ustach.
Scrubem masujemy usta i skórę wokół nich przez kilka chwil. Całość zmywamy wodą, osuszamy ręcznikiem lub resztki… zlizujemy! Usta stają się gładkie, miękkie i odżywione.
Przechowujemy w suchym miejscu i pamiętamy, aby dokładnie zamykać słoiczek po każdym użyciu.
Zaczął się nam oto kolejny już rok, w którym zapraszam Was do zorganizowania w Waszych firmach, instytucjach czy grupach przyjaciół najfajniejszych warsztatów słodyczy kosmetycznych i kosmetyków naturalnych!
A będzie to już od początku mojej warsztatowej działalności jakoś… 15 lat. Jak ten cza spłynie! A ja wciąż odnajduję tak wiele radości z przyjeżdżania do Was i wspólnej twórczej pracy! Bo zawsze jest wesoło, kreatywnie i inspirująco. Zawsze poznajemy masę ciekawostek ze świata naturalnej pielęgnacji, porad do stosowania na co dzień i… siebie nawzajem. Zanurzamy się w świecie zapachów i czasami naprawdę prostych składników, które każdy posiada we własnej kuchni. No i czarujemy! Tworzymy własne kosmetyczne cuda, dopasowujemy je do naszych preferencji, uczymy się i rozpoczynamy nową przygodę.
A ja Wam w niej towarzyszę!
Czym one są?
To moje autorskie warsztaty, które prowadzę już, jak wspomniałam powyżej, od 15 lat. Specjalizuję się wsłodyczach kosmetycznych czyli kosmetykach, które wyglądają jak słodycze lub składają się ze słodkich składników. Mam też liczne programy skupiające się na naturalnej pielęgnacji oraz proponuję warsztaty tematyczne np. świąteczne, afrodyzujące, oparte na piwie, azjatyckie itp.
Warsztaty to wspaniały, wesoły, kreatywny czas, który pozwala na integrację w swobodnej i twórczej atmosferze. Moje uczestniczki twierdzą, że to najwspanialsze warsztaty, w jakich uczestniczyły. Odnajdą się tu także panowie, którzy zawsze się rozkręcają. Mamy też specjalne propozycje dla rodzin i dzieci.
Każdy warsztat to spora dawka praktycznej wiedzy i ciekawostek ze świata naturalnej pielęgnacji, aromaterapii i ziołolecznictwa. To porady do wykorzystania na co dzień i life hacki, które w naturalny sposób wspierają nasz organizm. To także oczywiście tworzenie własnych kosmetyków, które każdy uczestnik dopasowuje do swoich potrzeb i preferencji. Jest kolorowo, inspirująco i pachnąco!
Jak zorganizować warsztaty?
Dojeżdżamy do Was na terenie całego kraju – tam gdzie organizujecie spotkanie integracyjne, event, piknik itp. Dopasowujemy się do potrzeb eventu i wielkości grup. Oferujemy standardowe warsztaty 2-godzinne, ale także na przykład otwarte stoiska warsztatowe czy serie krótkich warsztatów. Polecamy się i na kameralne integracje firmowe i na atrakcję w galeriach handlowych.
w mailu opisz swój pomysł lub planowany event. Koniecznie podaj lokalizację warsztatów. Istotne informacje to także ilość uczestników, czas warsztatów i ewentualne specjalne wymagania. Nasze standardowe warsztaty trwają 2 godziny, ale oferujemy także wszelkie inne formy – króciutkie warsztaty, stoiska warsztatowe czy dłuższe spotkania.
w niedługim czasie odeślę ofertę z dokładnymi kosztami i proponowanymi programami warsztatów. Każda wycena dopasowana jest do konkretnego zapytania i zależy od wielu czynników, jak choćby dojazd, konieczność nocowania czy niezbędna ilość osób do obsługi.
pamiętaj, że wszelkie formalności musimy ustalić wcześniej – najlepiej maksymalnie dwa tygodnie przed eventem. Dzięki temu możemy odpowiednio przygotować wszelkie niezbędne akcesoria i materiały.
Chcesz podejrzeć nasze realizacje? Znajdziesz je z w wyróżnionych relacjach „Warsztaty” na Instagramie – TUTAJ!
Ostatnie lata nauczyły mnie, aby nie robić planów.
Postanowienia nigdy się nie sprawdzały.
Nie do końca też wierzę w zasadność otwierania nowego roku jako nowego rozdziału. Zwłaszcza w środku zimy, kiedy wszystko śpi. Kiedy natura odpoczywa. Kiedy i ja mam ochotę po prostu przezimować.
Niemniej jednak mam całkiem sporo marzeń. I celów – większych i mniejszych. I choć kłębią się one w mojej głowie trochę chaotycznie – będę do nich dążyć. Tylko troszkę wolniej. Na spokojnie. Aby ciało i głowa miały czas na regenerację. Bo wciąż jej potrzebują. A ja wciąż jestem jakby w zawieszeniu.
Chciałabym, aby ten rok był naprawdę łaskawy. Aby pozwolił mi wejść na właściwe drogi. Odnaleźć dobrą ścieżkę. Abym mogła tworzyć piękne rzeczy. Kochać. Śmiać się. Oddychać pełną piersią.