Mały biznes 06: praca zdalna + wyniki konkursu

Sporo osób, ostatnimi czasy, pytało mnie o możliwości pracy zdalnej, jak to wygląda, jak taką pracę znaleźć. Pomyślałam więc, że jest to świetny temat na kolejny post z serii „mały biznes”, choć z własnym biznesem może mieć, całkiem spokojnie, nieco mniej wspólnego – pracować można oczywiście nie mając działalności, a jej podstawą może być umowa, np. o dzieło. Opowiem Wam więc dzisiaj jak wygląda moja praca zdalna dla BliskoNatury.pl. Może ta krótka historia Was zainspiruje, a może uda mi się podpowiedzieć kilka rzeczy? Cóż, mam taką nadzieję. Osobiście bowiem bardzo sobie cenię możliwość pracowania w zaciszu własnego domu.

Zacznę jednak od tego, że ten typ pracy nie jest dla każdego. Większość moich znajomych dziwi się, jak tak można cały dzień „siedzieć” w domu. Naprawdę mało kto, zupełnie nie rozumiem czemu, wierzy, że ja w tym domu w ogóle jestem w stanie coś zrobić. Jeśli więc potrzebujecie ciągłej obecności ludzi, tego, żeby się coś działo, żeby codziennie gdzieś wychodzić, żeby dom był tylko domem, to praca zdalna nie jest opcją dla Was. Jeżeli natomiast cenicie sobie spokój, dopasowywanie godzin pracy do potrzeb, jedzenie przed komputerem w „domowym” stroju, jeśli macie małe dzieci, którym chcecie poświęcić więcej czasu – polecam bardzo takie domowe pracowanie.

Musicie jednak pamiętać, że praca zdalna to nadal praca. Jeśli nie udało się czegoś zrobić za dnia, jeśli zwyciężył serial, ból głowy czy zły dzień, trzeba będzie nadrobić wieczorem. Tutaj także, a może wręcz przede wszystkim, ważna jest samodyscyplina, punktualność i słowność. Terminy obowiązują jak wszędzie, jeśli więc zależy nam na dobrym kontakcie z pracodawcą i na stałej współpracy, musimy narzucić sobie dosyć restrykcyjne zasady. Jeśli jednak już się do nich przyzwyczaimy, docenimy masę zalet, które z takiego typu pracy wynikają.

Ale od początku.

To już tak długo trwa, że straciłam rachubę. Musiałam więc zajrzeć do banku, na historię przelewów, aby przypomnieć sobie, kiedy to w zasadzie się zaczęło. I tak w 2013 roku, jakoś wczesną wiosną, napisała do mnie pani Ewelina, właścicielka sklepu z kosmetykami BliskoNatury.pl, połączonego z niewielką hurtownią Sunniva Med. Sklep ma siedzibę w Wolsztynie, pod Poznaniem, ja mieszkam w Krakowie. Mamy więc do siebie spory kawał drogi.

To, co dokładnie zapamiętałam z tych naszych pierwszych konwersacji z panią Eweliną to zdanie: „nie rozwijam się pani Ado”. Jak mnie znalazła? Przez Lili oczywiście! Już wtedy blogowałam regularnie, już wtedy była to moja ogromna pasja. Spodobało się to, co robiłam, coś w tych naszych początkowych konwersacjach ewidentnie zaskoczyło i tak zaczęła się nowa przygoda.

Muszę zaznaczyć, że miałam wtedy znacznie mniejsze umiejętności niż mam teraz. Ewoluowałam, tak samo jak Blisko Natury. Rozwijamy się ciągle, na szczęście, i ja i sklep. Rozwija się i wciąż także ewoluuje nasza współpraca z panią Eweliną. Zmienia formy, zakresy obowiązków, godziny pracy, dopasowuje do naszych wspólnych potrzeb. Przywiązałam się bardzo do sklepu, traktuję go jako „nasz” sklep, utożsamiam się z nim. Jest takim trochę też moim dzieckiem. Doskonale się już także rozumiemy z panią Eweliną (mam nadzieję :D), mam więc w zasadzie sporą swobodę, co jest dla mnie niezwykle cenne.

Myślę, że ogromne znaczenie ma tu zaufanie. Trzeba sobie na nie zasłużyć. Przez te wszystkie lata robiłam dla sklepu sporo rzeczy. Pamiętam, że na początku rozmawiałyśmy o pełnym etacie. Zdecydowałam się jednak wtedy pozostać przy połowie. Kiedyś były to 4 godziny dziennie pracy dla sklepu. Mniej więcej stałe, choć różnie to bywało. Potem przeszłyśmy na mniejszy zakres obowiązków i mocno elastyczne godziny. I tak to teraz wygląda. Niegdyś zajmowałam się wprowadzaniem nowych produktów, opisami, robieniem zamówień, wpisywaniem promocji, współpracą z drukarniami, tworzeniem etykiet, kontaktem z blogerkami, poszukiwaniem nowych marek i wszystkiego tego, co akurat było potrzebne. Teraz natomiast dbam o wizualną stronę sklepu, tworzę banerki, prowadzą fan page na FB, wysyłam newslettery, przygotowuję grafiki do druku, czasem zdjęcia, czasem coś podpowiem, itp. Przypomnę jeszcze tylko tutaj, że przez cały okres mojej pracy dla sklepu robiłam także zawodowo inne rzeczy, które nieraz wymagały ogromnych nakładów czasu.

Jak wygląda nasza współpraca na co dzień? Rozmawiamy z panią Eweliną praktycznie codziennie. Używamy do tego Facebooka i taka forma komunikacji sprawdza się w naszym wypadku naprawdę dobrze. Co ważniejsze materiały czy informacje przesyłam mailem. Wszystkie zadania, które są mi przeznaczone, pani Ewelina wpisuje w googlowy kalendarz. Doprawdy genialny pomysł na zaplanowanie sobie pracy. Zdarzają się oczywiście sprawy, które wyskakują nagle, pilnie. Staram się zawsze załatwiać je w miarę możliwości maksymalnie szybko. Mam dostęp do sklepowego systemu, w którym poruszam się dosyć swobodnie. Poza tym zawsze w tygodniu staram się wrzucać na Facebook około 3 postów dziennie, w weekendy po jednym. Przy okazji odpowiadam na komentarze i wiadomości, organizują konkursy i tworzę materiały do płatnej facebookowej promocji.

Czasami całość zajmuje kilka godzin dziennie, czasami znacznie mniej. Czasem mam wenę i pomysły, czasami wszystko idzie wolniej. Zgrałyśmy się jednak na tyle, że obie, i ja i pani Ewelina, cenimy sobie tę współpracę i dobrze nam z nią. Jak już wspominałam, mam naprawdę sporą swobodę. Mogę się „wyżywać” graficznie, realizować swoje nieraz szalone fantazje banerkowe. Dostaję po prostu temat, który ubieram w obrazy, nie zapominając oczywiście aby ich przekaz by jasny i czytelny.

Zdarzają się, jak w każdej pracy, nieco trudniejsze momenty, które trudno mi jednak nazwać „konfliktowymi”. Czasami bowiem pojawi się jakieś niedomówienie, czasem się nie zrozumiemy, czasem coś źle odczytam, albo po prostu się pomylę. Raz, pamiętam, zawaliłam nieco bardziej, wstyd mi do teraz 🙂 Dałam wtedy zły kod kreskowy na etykietki którychś z ziół i one z tym złym kodem, zdaje się, poszły do druku… Cóż, sami dobrze wiecie – nie da się pracować bez takich chwil. Tutaj jednak, a zdradzę Wam to po cichutku, praca zdalna ma najwięcej zalet. Można ją bowiem przerwać w każdej chwili, odejść od facebookowych wiadomości, udać, że nie ma nikogo przed komputerem, zdystansować się. I nie ma szefa w pokoju obok! Co najwyżej mąż lub pies, a oboje mogą przytulić.

Ale oczywiście, droga pani Ewelino, zaznaczam, że współpraca z Panią to czysta przyjemność!

Bardzo Wam polecam nawiązanie takiej współpracy. Nie wiecie od czego zacząć? Zawsze powtarzałam i powtarzam – zacznijcie od wysłania maila. U mnie było wprawdzie odwrotnie, ale wysłanie maila naprawdę nic nie kosztuje. Co najwyżej odrobinę wysiłku, aby odpowiednio się przedstawić i przekazać, jakie korzyści możemy komuś zaproponować. Bo wierzę, że takie korzyści zawsze się znajdą. Nawet jeśli nie macie zdolności graficznych, możecie znaleźć całą masę innych możliwości. Ot, choćby wprowadzanie produktów do sklepów i edytowanie ich opisów. Znajdźcie pomysł, a potem ubierzcie go w słowa i wyślijcie je w mailu.

Niezwykle mocno polecam też pisanie własnego bloga. Wspominałam o tym nie raz, ale powtórzę, jest to najlepszy sposób, aby najpełniej pokazać się w sieci. Siebie i swoje umiejętności. To właśnie blog może otworzyć drzwi, o których nawet nie myśleliście do tej pory. To przez blog odnajdą Was ludzie, nie tylko z drugiej strony Polski, być może nawet z odległych krańców świata, którzy będą chcieli właśnie z Wami współpracować. Czy to nie piękna wizja? Zatem do dzieła!

Na koniec, muszę jeszcze napisać, że z panią Eweliną widziałam się jeden, jedyny raz – na moich warsztatach w Warszawie. Mimo tego czuję się, jakbyśmy przynajmniej codziennie wypijały choć małą poranna kawę 🙂

 

Wiem, że czekacie na wyniki konkursu organizowanego ze sklepem Iwos.pl. Oto one!

Zestawy naturalnych hydrolatów marki Okani Beauty, otrzymują:

Gratuluję i proszę o dane do wysyłki na adres lilinatura@lilinatura.pl.

 

Intymnie / naturalnie

Higiena intymna to temat, w którym szczególnie istotne są takie hasła jak naturalność i łagodność, ale także komfort i skuteczność. Zebrałam więc Wam dzisiaj kilka z ciekawszych produktów do naturalnej pielęgnacji intymnych miejsc, które wyjątkowo przykuły moją uwagę.

A może już któryś znacie?

1. Śnieżny Lotos Ziołowe wkładki higieniczne o działaniu antybakteryjnym – jest to mieszanka ekstraktów ziołowych oraz wyciąg z kwiatu Śnieżnego Lotosu (łac. Saussurea Involucrata) umieszczona w bawełnianej wkładce higienicznej. Stanowi więc pierwszą pomoc na problemy intymne czy zapalenie pęcherza.Wkładka jest przekaźnikiem ziół które się w niej znajdują. Ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwwirusowe, przeciwbólowe, przeciwświądowe, przeciwzapalne, regeneracyjne, nawilżające, pielęgnacyjne i ochronne. Efekty są widoczne już po zastosowaniu jednej wkładki. / Biorganic, cena: 19,99 zł

2. Kubeczek Menstruacyjny Lady Cup – kiedyś już się w Lili pojawił. Łączy w sobie wygodę stosowania tamponów z atestowanym silikonem medycznym wysokiej jakości, który otrzymał certyfikat bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Czy ktoś miał już odwagę wypróbować? / Better Land, cena: 119,99 zł

3. Ginger Organic – Tampony z aplikatorem – komfortowe tampony higieniczne spełniające oczekiwania kobiet stawiających na naturalne produkty oraz ochronę własnego zdrowia. W 100% z organicznej i certyfikowanej bawełny. Nie zawierają żadnych substancji agresywnych, które mogłyby wywołać reakcje alergiczne czy podrażnienia. / BliskoNatury.pl, cena: 26,75 zł

4. Sylveco Łagodny żel do higieny intymnej – hypoalergiczny, łagodny żel do codziennej pielęgnacji, pozwala utrzymać fizjologiczną równowagę skóry i błon śluzowych miejsc intymnych. Zawiera bardzo delikatne, ale jednocześnie skuteczne składniki myjące. / Sylveco, cena: 18,74 zł

5. Kivvi Płyn do higieny intymnej z ekstraktem z krwawnika i nagietka – nasycony organicznymi ekstraktami i olejami nawilżającymi chroni wrażliwą florę miejsc intymnych. Kwas mlekowy przywraca i utrzymuje naturalną równowagę pH. Krwawnik działa antybakteryjnie, a ekstrakty nagietka i aloesu łagodząco. / Skarbiec Natury, cena: 62,90 zł

6. FabLittleBag™, Torebki do wyrzucania zużytych tamponów – opatentowany biodegradowalny koncept z Wielkiej Brytanii. Wystarczy wyjąć torebeczkę, włożyć dwa palce w rączki torebeczki, wrzucić tampon i ścisnąć palce. Brzmi genialnie. / Ekodrogeria, cena: 14,99 zł

7. Masmi Ultracienkie bawełniane podpaski na noc ze skrzydełkami – wykonane z certyfikowanej bawełny organicznej, hypoalergiczne dla zmniejszenia ryzyka podrażnień i alergii. / Iwos, cena: 13,99 zł

Zauroczona: Leah Bartholomew

Zdradzę Wam po cichutku, że kupujemy mieszkanie! Emocji z tym związanych mam doprawdy sporo, wszystko opiszę zapewne jakoś niedługo. Mieszkano będzie gotowe jakoś na początku roku, mam więc trochę czasu, aby pozbierać inspiracje dotyczące jego wyposażenia. Przy okazji przeszukiwania internetu napotykam, jak zawsze, na małe cudeńka, które mnie zachwycają. I tak właśnie, poszukując zdjęć ciekawych sypialni, znalazłam niezwykłą artystkę.

Leah Bartholomew pochodzi z Australii, z pięknego miasta Coolangatta (zwiedziłam je już na Googlach :D). Tam właśnie powstają jej przepiękne kolaże, pełne ciepłych i zaskakujących połączeń barw. Każdy z nich zawiesiłabym w swojej sypialni! Na swojej stronie pisze, że kolaże reprezentują jej otoczenie i aktualny nastrój, pogodę, ciepło kamieni na plaży czy elektryzującą jaskrawość błękitnego morza.

Jej prace są jednocześnie proste i fascynująco skomplikowane. Kolory hipnotyzują i wypełniają ciepłą energią. Jestem pod ich ogromnym wrażeniem.

Podoba mi się też sposób prezentacji kolaży – pasują idealnie do każdej aranżacji, do każdej z sypialni na zdjęciach. W każdej też mogłabym zamieszkać!

Polecam stronę artystki – Leah Bartholomew

 

5 x misz masz totalny

Co jakiś czas mam ogromną potrzebę podzielenia się z Wami moimi odkryciami i nowościami, ale zupełnie nie wiem jak je dopasować do jakiegoś konkretnego wpisu. Wtedy właśnie pojawiają się moje kolaże misz-maszowe. Oto kolejny z nich! 5 x misz masz totalny. A jak!

 

1. Szalenie spodobały mi się nowe kalendarze i terminarze w ofercie sklepiku Rzeczownik. Co ciekawe datowane są od sierpnia 2017 i na cały rok 2018. Można więc już kupować spokojnie i cieszyć się takimi cudami! / Rzeczownik

2. Czy to nie urocza sowa? I to sowa do przechowywania wszelkiej maści zabawek w pokojach dziecinnych. Zobaczcie koniecznie całą kolekcję Nolli Polli

3. Ręcznie tkane kilimy robią ostatnio sporą karierę. A jakie te są ładne! Powiesiłabym w sypialni 🙂 / Tartaruga Studio

4. Jestem pod ogromnym wrażeniem projektów opakowań czekolad polskiej graficzki Urszuli Krasny. Całkowicie obłędne!  / veganpackagedesign.com

5. A na koniec mój ostatni projekt bonów rabatowych dla Blisko Natury. Prawda, ze bardzo w stylu Lili? Uwielbiam takie roślinne połączenia! / BliskoNatury.pl

Kulinarnie: Letni chutney brzoskwiniowy i konfitura z pomidorów

Wykorzystujemy sezon na maksa! Ten owocowo-warzywny! Muszę się więc nieco i ja udzielić i polecić Wam dwa cudownie letnie przepisy! Przygotujcie zapas soczystych brzoskwiń i tych wielkich, pachnących słońcem pomidorów. I do dzieła!

Konfiturę pomidorową wymyśliłam już dłuższy czas temu. Jest wynikiem eksperymentu, ale jakże trafionym! Już kilka razy była gwiazdą mniejszych lub większych przyjęć. Ma piękny kolor, słodkawo-kwaskowaty smak i wschodni aromat. Podaję ją zazwyczaj z dużą ilością sera feta. Pasuje bowiem do niego idealnie! Dla gości zazwyczaj przygotowuję miseczkę, w której na spodzie jest konfitura, a na wierzchu sporo pokruszonej fety. Każdy nakłada sobie takiego zestawu ile chce i zajada z bagietką (i innymi smakołykami). Bardzo polecam – jest prosta, a wspaniale urozmaica stół.

Chutneyem brzoskwiniowym zachwyciliśmy się natomiast całkiem niedawno, podczas jednego z naszych weekendowych wyjazdów do przyjaciół. A jak już się zachwyciliśmy to i musiałam zrobić. A jak już zrobiłam to zachwyciłam się ponownie i musiałam się nim z Wami podzielić! Chutney idealnie sprawdza się jako dodatek do serów, mięs, wędlin, ale lubię go także nakładać na kanapki lub maczać w nim takie cuda, jak widzicie na zdjęciach – zawijańce z ciasta filo z serem feta.

Ten zawijaniec to moja ostatnia słabość… Jadaliśmy takie podczas naszych wakacji w Grecji. Tam nazywało się to Skopelos Chesee Pie. Jest to więc tradycyjna grecka potrawa, która niedawno zagościła w… Biedronce. Jeśli jeszcze znajdziecie takie opakowanie na mrożonkach, kupcie koniecznie i podajcie z naszymi dzisiejszymi sosami. Pycha!

 

Letni chutney brzoskwiniowy z czerwonym pieprzem

Składniki:

  • 3 brzoskwinie
  • 2 cebule
  • łyżka oleju
  • łyżeczka ziaren czerwonego pieprzu (ewentualnie zwykłego)
  • 3 łyżki rodzynek
  • 4 łyżki cukru
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • sól do smaku
  • szczypta cynamonu

 

Brzoskwinie myjemy i obieramy. Kroimy w dużą kostkę. Cebule obieramy, kroimy w kostkę. Całość przekładamy na niewielką ilość oleju do garnka i smażymy – dusimy, do miękkości, ok. 20-25 minut. W między czasie dosypujemy rodzynki, pieprz, cukier, nieco soli i szczyptę cynamonu. Często mieszamy, aby sos się nie przypalił. Na końcu blendujemy całość na jednolitą masę (nie musi być dokładnie). Ściągamy z ognia, dolewamy ocet balsamiczny, mieszamy i odstawiamy do schłodzenia. Chutney zamykamy w słoiczku i podajemy na zimno do ulubionych przekąsek.

 

 

Aromatyczna konfitura z pomidorów

Składniki:

  • 1 cebula
  • 4 pomidory
  • łyżka oleju
  • 3 łyżki cukru
  • sól, pieprz
  • łyżeczka przyprawy garam masala
  • oregano i tymianek do smaku

 

Pomidory nacinamy lekko w kliku miejscach i zalewamy wrzątkiem, po chwili ściągamy ich skórkę. Cebulę kroimy w kostkę i przekładamy do garnczka z olejem. Lekko podsmażamy. Pomidory kroimy w kostkę i dodajemy do cebuli. Mieszając dosypujemy cukier i przyprawy. Całość redukujemy ok. 25-30 minut na małym ogniu, co chwilę mieszając. Kiedy konfitura zgęstnieje, ściągamy ją z ognia i przekładamy do słoiczka. Podajemy na ciepło lub zimno, do ulubionych dodatków. Najlepsza jest z serem feta.

 

Facebook