KategoriePrzepisy na kosmetyki

Przepis na serniczki kąpielowe jednorożce

Nie mogłam przejść obok jednorożcowego trendu obojętnie. No samo rozumiecie – nie mogłam! Musiała go jakoś zaadaptować do słodyczy kosmetycznych. I choć wyszły mi te rogi trochę koślawe, trochę nierówne i nawet trochę za duże, to co mi tam! I tak moje serniczki kąpielowe jednorożce są super urocze, a całe stadko wygląda całkowicie wspaniale! Do tego całość pobłyskuje w słońcu cudowną brokatową miką i kusi pięknym tropikalnym zapachem.

Jestem zachwycona! I ja i moja Róża, która dzielnie pomagała w tworzeniu rogów i uszów z masy cukrowej, robiąc przy tym swoje własne wersje cukrowych dekoracji – na przykład cukrową pizzę!

Polecam więc bardzo dzisiejszy przepis, zwłaszcza na te smutne listopadowe popołudnia, kiedy to można urządzić we własnej kuchni, z własną córeczką (tudzież synkiem i całą masą innych dzieci) kreatywną, wesołą zabawę.

 

 

 

Zabawę zaczynamy od przygotowania rogów i uszów jednorożców.

W tym celu zaopatrzyłam się na Allegro w masę cukrową – lukier plastyczny w kolorach różowym, niebieskim i białym (tutaj kupowałam) oraz w złoty barwnik spożywczy (tutaj). Jak już będziecie mieli składniki, przygotujcie wałek, pędzelek, trochę wody w szklance i dużo cukru pudru, aby masa nie przyklejała się do podłoża, wałka i dłoni.

Z masy urywamy jej kawałek i rozrabiamy w dłoni, aż do uzyskania plastycznej masy. Jeśli jest za twarda, można zwilżyć dłonie wodą. Jeśli za bardzo się lepi, oprószamy ją cukrem pudrem.

Masę rozwałkowujemy do uzyskania cieniutkiej warstwy. Pamiętajcie przy tym, aby wałkować na powierzchni posypanej cukrem pudrem i często masę obracać, aby się nie przyklejała i nie rozwarstwiała. Zupełnie jak ciasto!

W ten sam sposób przygotowujemy masę różową i niebieską. Następnie wykrawamy z nich niewielkie kółka – za wykrawaczkę posłużyła mi tu zakrętka od małej butelki.

Uszy składają się z dwóch warstw – jednej, która jest całym kołem i drugiej w kształcie migdału. Tę drugą wykrawamy tą samą wykrawaczką, przyciskając ją mniej więcej w połowie wcześniej wykrojonego koła. W ten sposób powstanie kształt księżyca i migdału. Koło z masy delikatnie nawilżamy pędzelkiem, na to nakładamy wycięty z masy kształt migdała. Ponownie zwilżamy – dzięki temu ładnie się przykleją.

Tak przygotowane uszka ściskamy z dwóch stron i odkładamy na noc do wyschnięcia.

Następnie przygotowujemy rogi. Odrywamy kawałek masy białej i wyrabiamy w dłoniach, aż stanie się plastyczny.

Następnie palcami formujemy z niego długą rureczkę, która po środku jest grubsza, a na końcach cieńsza. Delikatnie zwilżamy ją wodą za pomocą pędzelka.

Zwijamy masę w kształt rogu, łącząc najpierw dwa końce rureczki, a następnie zwijając resztę.

Odcinamy nożem końcówkę, a w gotowy róg wkładamy wykałaczkę, którą będzie nam łatwo przymocować róg do serniczka. Rogi odstawiamy na noc do stwardnienia.

Kiedy będą twarde, możemy je pomalować na złoto. Odrobinę barwnika rozrabiamy z wodą do konsystencji farbki i malujemy rogi pędzelkiem. Gotowe odkładamy na talerzyk. Kiedy wyschną, można zamalować białe miejsca, które powstaną na miejscu styku rogów z talerzykiem.

Przygotowujemy kolorowe cukrowe posypki i zaczynamy wyrabianie masy na serniczki!

 

Serniczki kąpielowe jednorożce

Składniki na 10 szt.:

  • 250 g mleka w proszku
  • 10 ml olejku zapachowego – wybrała olejek tropicana (Zielonyklub.pl)
  • 60 ml roztopionego masła shea / ok. 30 g
  • 60 ml roztopionego masła kakaowego / ok.30 g
  • 100 ml oleju z pestek winogron
  • cukrowe posypki, rogi i uszy
  • papilotki na pralinki
  • szczypta brokatowej miki

Do dużej miski przesypujemy mleko, dolewamy olejek zapachowy i wszystkie tłuszcze. Wyrabiamy masę do konsystencji miękkiej pasty. Jeśli uznamy, ze jest zbyt twarda, można dolać nieco oleju. Masę przekładamy do papilotek tak, aby wystawała z nich w postaci niewielkiej górki. W środek każdego serniczka wbijamy róg, po bokach uszy, całość dekorujemy posypkami (polecam za pomocą pęsety). Na koniec posypujemy całość miką, aby ładnie pobłyskiwało. Odstawiamy do stwardnienia na 2 godziny.

Po jednym serniczku wrzucamy do wanny z ciepłą wodą. Zamieni nam on zwykłą kąpiel w odżywczy, mleczny, nawilżający i relaksujący zabieg.

UWAGA Należy pamiętać o wyłowieniu wykałaczki!

 

 

Zobacz też

>> POZOSTAŁE LILI PRZEPISY <<

Przepis na puszyste masełko herbaciane do ciała z maliną i bławatkiem

Wiecie dobrze, że uwielbiam proste pomysły, łatwe przepisy i szybkie efekty. Uwielbiam też, jeśli wychodzi z tego jest coś całkowicie genialnego! Tak będzie i teraz! Od dłuższego czasu bowiem cieszę się pewnym wspaniałym puszystym masełkiem do ciała, które z łatwością przyrządzicie w domu. Wasza skóra będzie wdzięczna! Bardzo wdzięczna! Zwłaszcza w taką smutną jesień, jaką teraz mamy, pełną chłodu i wiatru na zewnątrz, a suchego powietrza w domach. Z takim masełkiem każde domowe SPA stanie się luksusowym przeżyciem.

Ale do rzeczy! Nasze masełko jest masłem herbacianym, jest bowiem pełne tego wspaniałego, niwelującego procesy starzenia się skóry dobra, które nam właśnie zielona herbata oferuje. To też ona nadała mu ten lekko zielony kolor! I zapach, cudny zapach. No, może nie ona sama… Postanowiłam bowiem stworzyć masełko z gotowej mieszanki herbacianej, w której poza liśćmi herbaty znajdują się także maliny, płatki bławatków, jabłka i hibiskus. Jest też trochę aromatu, który jest wyczuwalny w masełku i zupełnie nie trzeba dodatkowo go aromatyzować. Mamy więc owocowo-kwiatowo-herbaciane cudo oparte na maśle shea i oleju jojoba. Takie połączenie gwarantuje nam doskonałą pielęgnację ciała, odżywienie, regenerację i ochronę.

Zadbałam o to, żeby masło było bardzo puszyste, dzięki czemu łatwo się je nabiera i szybko się roztapia. Bardzo polecam wmasować go w całe ciało, ale uwaga – tuż po kąpieli, na wilgotną, ale osuszoną skórę. Wtedy działa najlepiej. Warto też mieć je zawsze pod ręką – do rąk, do spierzchniętych ust, na buzią dzieci, które wychodzą na mróz. Jest po prostu totalnie wielofunkcyjne i zwyczajnie – praktyczne.

Ach, masełko zaliczam do grona innych maseł opartych na shea, na które przepisy znajdziecie w mojej Cukierni kosmetycznej! Mamy tam masło truskawkowe, waniliowe i kawowe. Boskie!

 

 

Puszyste masełko herbaciane do ciała z maliną i bławatkiem

Składniki:

  • 100 g masła shea rafinowanego (BliskoNatury.pl)
  • 25 ml oleju jojoba (BliskoNatury.pl)
  • 20 g zielonej herbaty z malinami, jabłkiem, bławatkiem i hibiskusem (mieszanka Big-Active, w marketach)

 

 

 

Wszystkie składniki przekładamy wo ceramicznej miseczki, którą wkładamy do kąpieli wodnej.

 

 

Czekamy aż masło się rozpuści, a potem przez około godzinę, na najmniejszym ogniu, macerujemy tłuszcze w zielonej herbacie, co jakiś czas całość mieszając.

 

 

Po tym czasie odcedzamy płynne masło przez sitko lub gazę i przelewamy do wysokiego naczynia. Kiedy ostygnie, miksujemy je przez ok. trzy minuty. Pozostawiamy ponownie na chwilę, aż zacznie twardnieć i ponownie miksujemy. Czynność powtarzamy 2-3 razy, dzięki czemu masło będzie puszyste. Gotowe przekładamy do wyparzonego słoiczka.

 

 

Polecam!

A po inne Lili-przepisy na kosmetyki zapraszam TUTAJ!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Najlepsze jesienne słodkie balsamy do ust

W zeszłym tygodniu prowadziłam jedne z bardziej niezwykłych warsztatów w całej mojej warsztatowej historii. Nie były to bowiem takie zwyczajne warsztaty, uczestnikami nie byli pracownicy firm podczas wyjazdów integracyjnych czy spotkań służbowych, ani też osoby zwyczajnie zainteresowane tematem. Były to dwie serie warsztatowe podczas prezentacji nowej kolekcji zegarków SWATCH dla dziennikarzy modowych z najlepszych krajowych magazynów!

Takie warsztaty zamykam w mojej osobistej zakładce z napisem „premium”. Wszystko musiało być idealne, eleganckie i pozbawione jakiegokolwiek brandingu. Trzeba też było włożyć nie lada wysiłku z zainteresowanie tematem zabieganych dziennikarzy, którzy zazwyczaj dysponowali niewielką ilością czasu, a i zegarki musieli obejrzeć, porozmawiać z przedstawicielami marki i popróbować smakowitego cateringu.

Na szczęście wszystko udało się wspaniale. Dzień był niezwykle intensywny, ale szalenie satysfakcjonujący!

 

Tymczasem mam dla Was przepis, który zaproponowałam także uczestnikom warsztatów. Zrobimy dzisiaj coś całkowicie genialnego, a niezwykle prostego – miodowy i czekoladowy balsam do ust!

Balsamy do ust pojawiają się w Lili dosyć często, ale jeśli nie wiecie, od którego zacząć – zacznijcie od tych! Są genialne na jesień! Smakowite, mega odżywcze, regenerujące i pięknie pachnące. Wasze usta je pokochają!

 

 

Najlepsze jesienne słodkie balsamy do ust / miodowy lub czekoladowy

na 2 słoiczki 15 ml

Składniki:

  • 1 łyżka masła shea rafinowanego
  • 1 łyżka masła kakaowego
  • 1 łyżka wosku pszczelego bielonego
  • 20 ml wybranego oleju (polecam z pestek winogron, ryżowy, ze słodkich migdałów, z pestek moreli, brzoskwini lub jojoba)
  • 1 łyżeczka płynnego miodu – do balsamu miodowego
  • lub 1 kostka ciemnej czekolady – do balsamu czekoladowego
  • 10 kropelek olejku zapachowego (ja do czekoladowego dodałam mango (MEGA!) do miodowego zieloną herbatę z granatami)

 

Do zlewki lub miseczki przekładamy masła, wosk i olej oraz czekoladę. Przekładamy do kąpieli wodnej, mieszając co chwilę, aż do całkowitego roztopienia i połączenia się tłuszczów. Ściągamy z podgrzewacza. Jeśli wybraliśmy miód, dodajemy go teraz i sprawnie mieszamy. Dolewamy olejki zapachowe i ponownie mieszamy. Całość przelewamy do dwóch słoiczków. Balsamy odstawiamy do stwardnienia.

Przepis na bombonierę kuleczek-pralinek kąpielowych

Któż z nas nie lubi otwierać pudełeczka z czekoladkami? Hmm? Ja uwielbiam (niestety…)!

Znacie moją szaloną miłość do słodyczy kosmetycznych. Takich bombonier wypełnionych wszelakimi kąpielowymi „słodyczami” zrobiłam już masę! Zamarzyła mi się jednak teraz nieco inna. Prostsza w formie, ale równie kusząca. Uwodząca pięknym zapachem i pastelowymi kolorami bombonierka pełna musujących kuleczek. Elegancka, ale i uroczo słodka.

I tak ją zrobiłam!

Ach, muszę się Wam jeszcze do czegoś przyznać. Bo o ile od dawna wszelkie babeczko-pralinki musujące robię i robić uwielbiam, o tyle od tradycyjnych form kul trzymałam się z daleka. Jejuniu, jak ja ich nie znosiłam! Toż wzbijałam się na wyżyny cierpliwości, żeby skleić te dwie połówki, żeby się trzymało. Ile ja przy tym nerwów zjadłam…

Aż tu przypadkiem całkiem niedawno odkryłam na nie sposób! Tak prosty, że aż genialny. Od teraz mogę lepić kuleczki niemal maszynowo!

Jaki to sposób? Otóż jak już połączycie dwie połówki foremki wypełnionej Waszym „ciastem” troszkę na wyrost, oczyścicie brzegi i mocno ściśniecie przez chwilę, zaczynacie opukiwanie… Czyli kilka razy, z każdej strony kulki, uderzacie nią o blat. Tak jakby delikatnie wymykała Wam się z rąk. Puk, puk, puk tu, i kolejne puki z drugiej strony. Potem ściąganie foremki, nadal delikatne, ale jednak sprawne, idzie już bez problemów! Kulkę odkładacie do wyschnięcia i zabieracie się za kolejną. I kolejną! Takie to proste!

 

Kolorowe kuleczki-pralinki kąpielowe

Składniki / na 15 szt.:

  • 300 g sody oczyszczonej
  • 150 g kwasku cytrynowego
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • 40 g soli morskiej drobnoziarnistej
  • 100 ml oleju z pestek winogron
  • woda w spryskiwaczu
  • 5 ml olejku zapachowego lub eterycznego (dodałam olejek „lody kokosowe”)
  • mała foremka na kule kąpielowe
  • 2/3 tabliczki białej czekolady
  • kolorowe cukry do dekoracji ciast

 

W misce mieszamy suche składniki. Dolewamy olej i olejek, kilka razy spryskujemy całość delikatnie wodą i wyrabiamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Lepimy kule według sposobu, który opisałam powyżej. Każdą gotową odkładamy w spokojne miejsce na tackę i zabieramy się za kolejną. Kule odkładamy na noc do stwardnienia.

Nazajutrz przygotowujemy kolorowe cukry – przesypujemy je do kilku miseczek. Roztapiamy czekoladę w kąpieli wodnej. Każdą kulkę zanurzamy do maksymalnie połowy w czekoladzie, a następnie w kolorowym cukrze. Odkładamy do zastygnięcia – najlepiej każdą do osobnej papilotki papierowej lub silikonowej, żeby spokojnie stała pionowo. Po około 2 godzinach przekładamy do wspólnego pudełeczka.

Jedną – dwie kule wrzucamy do kąpieli – będą musować, uwalniać zapach i przyjemnie pielęgnować skórę.

  

 

Pomysł na paletkę do policzków – róż, rozświetlacz i bronzer

Przychodzę dziś do Was z pomysłem na kosmetyk i genialny i praktyczny! Zrobimy sobie bowiem uroczą paletkę delikatnych kosmetyków, które dodadzą każdemu Waszemu makijażowi dodatkowe 100 punktów na atrakcyjności! W bardzo prosty sposób, bazując na masełku shea, wosku pszczelim i łagodnym oleju ryżowym z dodatkiem kolorowych mik, stworzymy pustynno-słoneczny bronzer, delikatny niczym pyłek wróżki rozświetlacz i iście różany róż do policzków. Odrobina każdego z tych cudów, delikatnie wmasowana w skórę, doda jej blasku, pięknie ją rozświetli i pozostawi wrażenie świeżości.

Wasze policzki będą Wam wdzięczne! Ale nie tylko one!  Każdy kolor możecie wykorzystać jako cienie do powiek lub błyszczyk do ust. Muszę też wspomnieć, że dodałam do nich olejku lawendowego, dzięki czemu wsparliśmy paletkę o dodatkowe właściwości pielęgnujące, regeneracyjne i antybakteryjne, a naszym zmysłom zagwarantowaliśmy ukojenie. Super, prawda?

Ach, taki piękny pojemniczek na paletkę zakupiłam w sklepie indyjskim. Warto tam czasem dla takich skarbów zajrzeć! I koniecznie potem, przed użyciem, porządnie umyć i wyparzyć!

 

 

Paletka do policzków

Składniki / na dwie paletki:

  • 15 g masła shea rafinowanego
  • 10 g wosku pszczelego bielonego
  • 10 ml oleju ryżowego
  • 20 kropelek olejku lawendowego
  • pół łyżeczki miki / pigmentu Stare złoto
  • pół łyżeczki miki / pigmentu Snowflakes
  • pół łyżeczki miki / pigmentu Płatki róż (wszystkie miki z ZielonyKlub.pl)

W kąpieli wodnej roztapiamy masło i wosk. Dolewamy olej, mieszamy i ściągamy z ognia. Dolewamy olejek lawendowy i całość sprawnie przelewamy po równo do 3 osobnych miseczek. Dwie z nich warto pozostawić na malutkim ogniu w kąpieli wodnej, aby za szybko nie stwardniały. Do trzeciej dodajemy pierwszą mikę, energicznie mieszamy i przelewamy do pojemniczków. Czynność powtarzamy z pozostałymi tłuszczami i mikami. Paletki odstawiamy na pół godziny do stwardnienia. Całość oprószyłam miką Snowflakes, dla ładnego efektu 🙂

Aby nadać twarzy promienny wygląd, lekko masujemy palcem wybrany kolor, aż jego ciepło roztopi tłuszcz i pozwoli nabrać produkt na dłonie. Rozmasowujemy go równomiernie w palcach i delikatnie wklepujemy niewielką ilość w skórę.

 

Przepis na buraczkowy balsam do ust z miodem i masłem shea

Jest cudowny! Pozostawia wspaniale miękkie, delikatne, nawilżone i gotowe do całowania usta. Ma idealną konsystencję, silne właściwości odżywcze, regeneracyjne i pielęgnujące i bardzo delikatny kolor z… buraczka! Tak! Dzisiaj zrobimy genialny balsam do ust z prawdziwych buraków!

Utopiłam bowiem kawałek buraczka w ciepłych tłuszczach, aby zebrać z niego tę piękną, ciepłą, buraczkową barwę. Oddał jej sporo i skończył swój żywot niestety w koszu na śmieci. My za to z Różą (bardzo mi pomagała) cieszymy się dzięki niemu pięknymi ustami.

Balsam jest delikatny, delikatnie słodki i pięknie pachnie truskawkowym smoothie – to jedyne odstępstwo od pełnej naturalności, no ale JAK TO PACHNIE! A poza tym ten zapach świetnie współgra z kolorem. I powoduje potrzebę nakładania balsamu na usta co chwilę!

Bardzo polecam!

Buraczkowy balsam do ust z miodem i masłem shea

Składniki:

  • 20 g masła shea rafinowanego
  • 10 g wosku pszczelego bielonego
  • 20 ml oleju z pestek winogron
  • 1 łyżeczka płynnego miodu
  • 2 plasterki obranego buraka
  • 2 ml olejku zapachowego Truskawkowe Smoothie (ZielonyKlub.pl)

 

 

W kąpieli wodnej roztapiamy wosk i masło shea. Dolewamy olej i wrzucamy do tego pokrojone w dużą kostkę buraczki. Całość macerujemy na małym ogniu przez ok. 30 minut, co jakiś czas mieszając. Kiedy burak odda już trochę barwnika (będzie unosił się na spodzie), ściągamy całość z ognia. Wybieramy buraczki i wyrzucamy. Do tłuszczy dodajemy miód i olejek zapachowy. Całość mieszamy i przelewamy do wyparzonego, suchego pojemniczka (ten ze zdjęć pochodzi ze sklepu indyjskiego). Odstawiamy na chwilę (barwnik będzie cały czas na spodzie). Kiedy tłuszcze zaczną mętnieć, oznacza to, że twardnieją. Mieszamy je wtedy intensywnie patyczkiem lub wykałaczką, aż do pełnego stwardnienia. Dzięki temu balsam będzie miał jednolity kolor.

 

Facebook