KategorieMisz Masz

Kobiece radostki

Dzisiejszy wpis jest w pełni inspirowany jutrzejszym Dniem Kobiet!

Z tej bowiem okazji zebrałam Wam co nieco kobiecych radostek czyli wszystkich tych rzeczy, które, spójrzmy prawdzie w oczy, po prostu cieszą kobiety!

Znajdziecie coś dla siebie?



  1. Kartka pop-up „koperta” pełna kwiatów – na pewno wywoła uśmiech! / Rzeczownik
  2. Mobile Earrings – Kolczyki wykonane ze srebra oraz nieregularnych naturalnych pereł / KOPI
  3. FEMI Nawilżająca Śmietanka do demakijażu – pielęgnacja cery śmietanką zasobną w wodę różaną i olej z oliwek oraz wyszukane ekstrakty roślinne, przynosi łatwo osiągalne efekty szybkiego nawilżenia i wygładzenia skóry, łącząc niezwykłą skuteczność z przyjemnością, niezależnie od pory w jakiej się ją stosuje / FEMI
  4. Pierścionek wykonany ręcznie ze złota żółtego 8K (333), ozdobiony pięknym, naturalnym turmalinem / Dawid Pandel
  5. I kolejne kolczyki z perełkami / Zara
  6. NCLA Lakier do paznokci – Prima Ballerina / Organicall
  7. Eksplozja energetycznych kolorów – Szlafrok bambusowy PAPAYA DREAM / Yellow Meadow
  8. Piękne, eleganckie Czółenka na słupku / Marie Zélie
  9. Urocza torebka z koralikami / Zara
  10. Make Up! Naturalna pomadka i róż 02 z wyciągiem z borówki – czyli nowość Make Me Bio, wzbogacona olejkami z arganu, jojoby i malin – które odżywiają i zmiękczają usta / Make Me Bio
  11. PANTER SCARF – Apaszka z autorskim nadrukiem, zaprojektowanym przez Natalię Kopiszka – KOPI / KOPI
  12. Porcelanowy jednorożec imkadesign / Pakamera
  13. Blue Moon – Zestaw 7 bransoletek z kamieni półszlachetnych, pozłacanego srebrna z zawieszkami i chwostami / Mokobelle
  14. COCCOLE x C by COSIMA BORAWSKA Opaska czarno-srebrna / CLOUDMINE
  15. MÁDARA MULTIMASKING TREATMENT Zestaw maseczek / Biomania
  16. Poszewka z energetycznym haftem / H&M Home

Lili Love i walentynkowy szybki deser

Jak dzień miłości to dzień miłości!

I dzień małych miłostek-znalezisk też! W złoto-czerwonej odsłonie!

Znajdziecie coś dla siebie?

  1. Kolczyki Fucus III, Klara Kostrzewska / Pakamera
  2. Kartka “Terazzo” czerwona Suska & Kabsch / Rzeczownik
  3. Kartka “Terazzo” biała Suska & Kabsch / Rzeczownik
  4. Drewniany pojemnik / H&M Home
  5. Ceramiczna dłoń Krówka, Maison Fragile / Pakamera
  6. Zebra Mała, z serii Safari, Jakub Niewdana / PRAGALERIA
  7. Kolczyki Golden Basis / Parfois
  8. Broszka z kolekcji Nefro – NEB28 / Orska
  9. Talerz Muchomor 01 JAD / Cloudmine
  10. Urocza latająca świnka z różowej porcelany – ENDE ceramics / RZECZY SAME
  11. Tacka w kształcie paproci / H&M Home

No… to teraz pora na coś dobrego, prawda?



Walentynki spędzam w tym roku sama. Mąż daleko, jak to często z nim bywa. A jak się nie ma co się lubi, to się robi dużo szybkiego walentynkowego deserku i zaprasza na niego przyjaciół, prawda?

Podsyłam więc i Wam przepis na ekspresowy, przepyszny deser w klimacie walentynkowym!

Mamy tu sporo gorącej czerwieni, mamy truskawki, maliny, bezy i śmietanę! Czyli wszystko to, co w zasadzie lubi każdy! Szczypta lata w środku zimy!


Szybki walentynkowy deser

Składniki:

  • mrożone truskawki + cukier
  • śmietana 36% lub ubita 30% + nieco cukru pudru
  • maliny
  • bezy z dobrej piekarni (w Krakowie polecam bezy z Buszka!)

Nic więcej – bo po co! Proporcje dopasujcie po prostu do własnych potrzeb.

Truskawki wrzucamy na patelnię i smażymy na konfiturę przez około 15-20 minut, dodając cukru do smaku (mają pozostać lekko kwaskowe) i mieszając co chwilę. Odkładamy do ostudzenia.

Śmietanę ucieramy lub ubijamy z niewielkim dodatkiem cukru pudru (do smaku).

Do pucharków lub szklanek przekładamy świeżą konfiturę z truskawek, polewamy ją śmietaną, dekorujemy bezami i malinami.

Pycha!


Zauroczona: Suter Design & Co.

A już myślałam, że wyrosłam z tamborków..

Kilka lat wisiały na ścianie w starym mieszkaniu. Lubiłam je bardzo. Nic specjalnego – kilka kółek z kolorowymi tkaninami i koronkowymi serwetkami. Lubiłam je, ale nie zabrałam ich przy przeprowadzce. Już myślałam, że z nich wyrosłam.

A tu takie cudo pojawiło się pewnego dnia na ekranie mojego komputera!

Wracam więc do tamborkowej miłości ze zdwojoną siłą! W pełni bowiem i całkowicie zauroczyły mnie nadmorskie wyszywane widoczki autorstwa Fenny Suter z Suter Design & Co.!

Przyznajcie, że Fenny jest ogromnie utalentowana. Potrafi tak wspaniale uchwycić moment letniego szczęścia i przenieść go na płótno za pomocą igły! Magia!

Wszystkie jej dzieła, nawet te nie nadmorskie, mają w sobie coś dobrego. Coś, co koi, coś, co uspokaja. Piękne są, po prostu piękne.

Zachwyćcie się więc tą wyszywaną sztuką tak samo jak ja. Nacieszcie oczy. Wyobraźcie je sobie na Waszych ścianach. Mam nadzieję, że na któreś faktycznie trafią!

Wszystkie znajdziecie na stronie Suter Design & Co.


Trzy polskie marki, które warto znać

Trzy marki, wokół których nie da się przejść obojętnie.

Trzy marki, które potrafią zauroczyć od pierwszej sekundy.

Trzy polskie marki, które warto znać!

I wszystkie trzy bardzo w stylu Lili! Botaniczne wręcz, roślinne, takie jak uwielbiam. Zupełnie różne, ale mają coś wspólnego.

To coś!

Poznajcie je!

1.

WHITE POCKET

Marka najwspanialszej pościeli, która już kilkukrotnie pojawiała się w Lili Ot, choćby na co dzień gości w naszej sypialni (zobaczcie TUTAJ). Jednakże przy okazji ostatnich nowości, musiałam znowu ją Wam pokazać! Nowe wzory z eukaliptusami i mandarynkami znowu bowiem skradły mi serce. W paprociach to już od dawna jestem zakochana! Wszystko oczywiście z najlepszych materiałów – takich, w których aż chce się spać.

“Uwielbiamy rzeczy zaskakujące, kolorowe i jedyne w swoim rodzaju.
Tworzymy produkty, dzięki którym możesz zmienić swoją domową przestrzeń i wyrazić siebie. Staramy się, żeby nasze wzory były wyjątkowe i zachwycające.
Wszystkie nasze produkty są projektowane, drukowane i szyte w Polsce. Współpracujemy z lokalnymi szwalniami i zakładami krawieckimi. “

Więcej znajdziecie na White Pocket.


2.

BUJNIE



Kwietniki inne niż wszystkie!

Nawiązujące do kwietnikowej klasyki, ale jakże współczesne. Każdy z takich kwietników może stać się wyjątkową ozdobą domu. Jak wspaniale musi być tworzyć domową dżunglę w takim towarzystwie. Kiedyś, jak być może będziemy mieli dom, zrobię sobie specjalny roślinny kąt i powsadzam tam właśnie takie małe dzieła sztuki.

“Bujnie to studio projektowe i manufaktura specjalizująca się w designie roślinnym.
Cechą charakterystyczną naszych projektów jest minimalistyczna, czysta forma i precyzyjne ręczne wykonanie. Nasze produkty tworzone są tak, aby skupiać uwagę na roślinie i umiejętnie eksponować jej piękno. Oprócz cech funkcjonalnych ważna jest dla nas estetyka i to, aby projektowane elementy wyposażenia, stanowił elegancką, graficzną ozdobę każdego wnętrza.
Założeniem naszej pracy jest to, aby ułatwić i uatrakcyjnić wprowadzanie i organizowanie zieleni w domu, biurze i przestrzeni miejskiej. Projektujemy w zgodzie z filozofią biophilic designu, w centrum naszej pracy stawiając człowieka i jego potrzebę obcowania z naturą na co dzień.”

Więcej znajdziecie na stronie Bujnie.


3.

SOWL

No jak, no powiedzcie mi jak, można nie zakochać w takich pokrowcach na laptopa?

I to jeszcze marka szyje te cudne pokrowce dokładnie na wymiar naszego komputera! I jeszcze można dodać personalizowany haft!

Wszystkie pokrowce, które są stanowczo najpiękniejszymi produktami marki, są bardzo kobiece i eleganckie. Podobają mi się roślinne materiały, które znajdują się w środku i głębokie kolory tkanin zewnętrznych.

Ach, i jeszcze bardzo podoba mi się logo!

“SOWL to ręcznie wykonane z unikatowych włoskich oraz hiszpańskich tkanin akcesoria i torby. Produktem flagowym marki jest etui na laptopa, szyte na miarę na każdy rodzaj urządzenia. Akcesoria SOWL wykonane są z ogromną dbałością o każdy szczegół, dzięki czemu ich jakość utrzymana jest na najwyższym poziomie.

Marka tworzy krótkie, limitowane, znikające bezpowrotnie kolekcje uzupełnione o złote dodatki prosto z Francji. Połączenie włoskiej jakości i stylu z hiszpańskim temperamentem oraz francuską elegancją dają efekt niepowtarzalnej synergii.”

Więcej znajdziecie na stronie SOWL.

Girly things

Nie wiem jak Wy, ale ja zamiast pełni nowej energii, wkraczam w ten 2019 rok w raczej nostalgicznym nastroju. Może to kwestia przeziębienia, może to ta ponura pogoda za oknem, może pustka pozostała po cudnych Świętach i Sylwestrze? Ciężko mi się zebrać w sobie i ruszyć, wejść w codzienną rutynę, głowa chwilo nie tworzy pomysłów, a wszystkie “zeszłoroczne” gdzieś mi umknęły…

Może to też dlatego, że szykują się zmiany i to do nich próbuję się aktualnie pozytywnie nastawić? Od poniedziałku będę znowu chwilowo bemężna, choć tym razem nieco inaczej niż do tej pory, bo przez 3 miesiące mąż będzie daleko, ale jednak w kraju. I na weekendy będzie do nas przyjeżdżał. Niemniej jednak, znowu trzeba się będzie przestawiać na całkiem inny tryb codzienności.

Ażeby więc marazm nie dopadł mnie zupełnie, żeby jakoś rozruszać blog w ten Nowy Rok, żeby się zmotywować i doenergetyzować, postanowiłam zacząć ten całkiem nowy sezon poświąteczny wpisem nieco innym niż poprzednie.

Wpisem dziewczyńskim, dobrym, kolorowym, którego zadaniem jest stworzenie dobrej energii, chęci do działania i przywrócenie kreatywnej myśli w mojej głowie.

Bo wiem dobrze, że jak już się raz zacznie to potem przestać nie można!

Oto więc totalnie dziewczyński post motywacyjny!


Ostatnie zachwyty x3

Zapraszam tym razem na nieco inny wpis z serii “x3”. To znaczy, będą oczywiście trzy rzeczy, ale tym razem w wersji: z życia wzięte. A dokładniej będą to moje ostatnie zachwyty! No… trzy z nich 😀

Wiecie już chyba dobrze, że cierpię na nieuleczalną chorobę wpadania w zachwyty. Nie wszyscy to rozumieją, mi samej czasem trudno to zaakceptować. Ale muszę przyznać, że takie emocje dodają życiu barw. Zachwycam się nieustawicznie moją córką, zachwycam się mądrym spojrzeniem mojego psa, zachwycam się promieniem słońca przechodzącym przez liście jesiennego drzewa. Potrafię przystanąć na ulicy i zapatrzyć się w wiosenne kwiaty lub gwieździste niebo. Nie no… jestem pewna, że tak macie, co?

Zachwycam się też pięknymi rzeczami! A mam to szczęście, że moimi zachwytami mogę się dzielić z Wami, co, swoją drogą, jest właśnie formą zachwycania się!

Oto trzy z moich ostatnich zachwytów. Reszta czeka w kolejne na następny post!

 

 

Na początek – cudowny lampion Green Dragonfly Natural Candles!

 

Pokazywałam Wam go już na Facebooku i Instagramie. Jest jednak tak wyjątkowy i tak wspaniale umila mi jesienne wieczory (puste ostatnio, bo mąż daleko), że zasługuje na szczególne miejsce i tu, na blogu! To jedyny w swoim rodzaju lampion wykonany przez Hanię z Green Dragonfly, ręcznie! Zaklęta jest w nim letnia łąka, która będzie mi towarzyszyć całą zimę. Wystarczy w środku zapalić tea lighta, przyciemnić światła, a łąka ożywa. Cała się rusza, jakby przelatywały przez nią pszczoły. Kwiaty zdają się mówić – głowa do góry, dobre czasy powrócą, łąki zakwitną. I od razu zdaje się być przyjemniej.

Hania organizuje u siebie także warsztaty, zarówno takie świecowe, jak i kosmetyczne – bardzo polecam – Hanna Sobkowska!

A lampiony znajdziecie na Green Dragonfly!

 

 

 

Terminarz na 2019 – Make It Count – „morze”

 

Kolejny mój zachwyt jest ze mną raptem od… wczoraj! Choć zachwyciłam się nim… no… ze dwa dni wcześniej! Kiedy to zobaczyłam te urocze kalendarze na Facebooku jednego z  moich ulubionych sklepów – Rzeczownik, który, swoją drogą, często w Lili gości w moich kolażach. Najpierw spodobała mi się okładka – dokładnie takie morskie klimaty i złote litery bardzo lubię. Choć muszę Was zachęcić do pooglądania innych terminarzy z tej serii, bo wszystkie piękne.

Kiedy jednak zobaczyłam środek – przepadłam!

Jestem analogowa, nie lubię ani programów, ani aplikacji do zarządzania czasem. Niestety też z żadnym kalendarzem nie udało mi się do tej pory zawiązać głębszej przyjaźni. Działam po prostu w zeszycie lub na kartkach.

Ten tu jednak, jest jakby stworzony dla mnie! Po pierwsze każdy miesiąc zaczyna się planem miesięcznym z jakimś super obrazkiem. Po drugie – mamy rozkład tygodniowy! Po lewej, kartka jest podzielona na dni tygodnia, po prawej – pozostaje pusta, do zapisania jej własnymi notatkami. I dokładnie o to mi chodziło! Dokładnie!

Zastanawiałam się więc jakoś… dobę! Do kupna zmotywowały mnie urodziny Rzeczownika i ich aktualna promocja z darmową wysyłką (szczegóły na ich FB). Skorzystajcie koniecznie!

I teraz tak leży mi na biurku. Albo go sobie przeglądam. Albo patrzę na niego. Czeka bowiem na grudzień (zaczyna się już w grudniu!), na pierwsze zapiski!

Terminarz dostępny w sklepie Rzeczownik.

 

 

Kolorowe kieliszki F&F Home

 

Nie wiem czy to normalne, zachwycać się kieliszkami… I to jeszcze takimi po prostu – z Tesco. Ale nie mogę się oprzeć!

Bo wiecie, nie miałam wcześniej ładnych kieliszków. Nie widziałam do tej pory takich, które faktycznie chciałabym mieć lub nie kosztowałyby majątku. Trzymaliśmy więc z mężem taki ot, najprostsze, najtańsze, które sukcesywnie się wybijały. Na nowe mieszkanie przyjechałam ostatecznie z… jednym kieliszkiem! Ostatnim… Przyjaciołom podawaliśmy wino w angielskich filiżaneczkach (wyszperanych na starociach – cudne!).

Aż, całkiem niedawno, odkryłam te tu oto – kolorowe, szalone kieliszki! Ba, ombre! I jeszcze tanie! Wzięłam czym prędzej!

Całkiem możliwe, że nie tylko mi się tak spodobały, bo jak byłam kolejnym razem na zakupach w Tesco, pozostało jedynie ostatnie jedno opakowanie. Cóż, może dołożą!

I wiecie co? Z takimi kieliszkami to nawet wina nie trzeba pić – wystarczy sobie na nie patrzeć 😀

 

Facebook