NapisałaAdriana Sadkiewicz

Moje TOP 5 Sylveco

Markę Sylveco lubię po prostu! Za co dokładnie – pisałam już kilka razy. Streszczając i żeby się nie powtarzać – za świetne kosmetyki w dobrej cenie, w ładnych, prostych i czytelnych opakowaniach. Za przyjazny marketing. A najbardziej chyba, za tą sielską zielarską otoczkę, która została wprowadzona we współczesne realia i estetykę.
Miałam niedawno okazję wypróbować kilka produktów marki. O niektórych już Wam pisałam. Tym razem po prostu nie mogłam zdecydować się o czym napisać. Mam więc dla Was aż 5 wyjątkowych kosmetyków, które na ten moment stanową moje hity Sylveco. W każdym z nich można się zakochać. Każdy z pewnością zostanie ze mną na dłużej. Każdy polecam gorąco i z czystym sercem!

1.  Balsam myjący do włosów z betuliną

Szampon, który doskonale sprawdza się jako produkt 2w1, bo w zasadzie, nie potrzeba używać po nim odżywki. Z brzozą, miodem, masłem shea, olejem jojoba i olejkiem rozmarynem. Jest gesty, biały, niczym lotion do ciała. Nie pieni się szczególnie mocno, ale to akurat dobrze o nim świadczy. Wygładza, odżywia i oczyszcza. Pachnie bardzo subtelnie, rozmarynowo. Włosy po jego użyciu sa miękkie i przyjemne w dotyku. Cena: 26,21zł
2. Hibiskusowy tonik do twarzy
Kosmetyk niespodzianka! Jeden z ciekawszych, jakie miałam. Jest to gęsty, czerwony płyn, oparty na ekstrakcie z hibiskusa i aloesu. Uważam go za tonik genialny, bo nie tylko tonizuje, ale też dobrze oczyszcza skórę. Pozostawia miłe uczucie świeżości i ukojenia. Polecam, jako produkt uniwersalny, np. w podróży – zamiast zestawu żel+mleczko+tonik. Kosmetyk prawie nie pachnie, jest wydajny i praktycznie zapakowany.

Cena: 15,48zł

3. Rumiankowy żel do twarzy

Jeden z najlepszych żeli na co dzień. Do zmywania cery, nawet kilka razy w ciągu doby. Bardzo rumiankowy – olejek z tego kwiatu właśnie nadaje mu charakterystyczny zapach i wspaniałe właściwości łagodzące. Działa przeciwzapalnie i antyseptycznie. Kwas salicylowy złuszcza i lekko ściąga. Całość polecam do skór mieszanych, problematycznych, tłustych. W łagodny sposób oczyszcza, nie ingerując za bardzo.

Cena: 16,65zł

4. Arnikowe mleczko oczyszczające

Mleczko, które naprawdę dobrze zmywa makijaż! „Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o
działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym
procesy starzenia.” Daję go zawsze na wacik nieco więcej, aby pozostało mi na twarzy, jak delikatny krem. Doskonale ją nawilża i zmiękcza. Wystarcza na długo, ma lekką konsystencję, pachnie niezwykle subtelnie, ziołowo. No i działa!
Cena: 18,13zł
5. Łagodny żel do higieny intymnej
Mama, odkąd pamiętam, na wszystkie dolegliwości kobiece zalecała zawsze korę dębu. W końcu znalazłam żel, który do maminych mądrości nawiązuje. Znajdziemy w nim i ekstrakt z kory dębu i z… babki lancetowatej. Działa ona przeciwzapalnie, regeneruje, osłania. Do tego nieco kwasu mlekowego, dbającego o naszą florę bakteryjną. Żel, jak sama nazwa głosi, jest faktycznie bardzo łagodny. Myje, ale nie podrażnia, nie przesusza. Bardzo… komfortowy.
Cena: 16,48zł

Macie swoje typy na top 5 Sylveco? Może polecicie coś nowego?

Wszystkie znajdziecie na Sylveco.pl

Zauroczona: Lollia

Uwielbiam piękne opakowania! Pisałam Wam o tym nie raz! Wierzę, że każda kobieta zwraca na nie uwagę. Dlatego też jestem pewna, że całkowicie zrozumiecie moje ostatnie zauroczenie!
Nie mam pojęcie jakie są te kosmetyki, jak pachną, jak działają. Pomimo tego patrzę na nie i chcę je mieć. I to jest właśnie zaleta dobrego opakowania. Amerykańska marka Lollia zadziwiła mnie swoimi cudownymi wzorami, dbałością o szczegóły, ogromem pomysłów i wykorzystaniem możliwości, które nie przyszłyby mi do głowy (chyba…).

Odsyłam Was na stronę Lollia i poniżej – nacieszcie oczy!

Zdjęcia Lollia

Po-Weekendowe Cuda no83 + konkursy

Pisałam Wam kiedyś, jak bardzo zauroczona jestem blogiem STILL (1). Zaglądam tam czasem, żeby nacieszyć oczy. I Wam bardzo polecam. Zawsze naturalnie, czysto i pięknie!
Przepiękne uczesanie (2)! Do głowy by mi nie przyszło, żeby w ten sposób wykorzystać trzy spinki! Z Mane Massage.
Jedna z moich ulubionych blogerek, która mieszka na Kefalonii, była ostatnio świadkiem ciekawego zjawiska – woda przybrała niesamowity fluorestencyjny kolor. Oj…. ależ chciałabym to zobaczyć… (3) Cocorrina.
Do zrobienia! Idealny naszyjnik na lato! Z A Pair & a Spare (4).
Cudowny wieszaczek do pokoju małego odkrywcy! Z mapą skarbów! Z MerryMeetMe z Pakamery (5) 
A do kompletu trzeba koniecznie dodać zwierzaczkową pościel Makalulu – też z Pakamery (6).
Uwielbiam wiszące talerze i próbówki jako wazony. Jak kiedyś będę miała więcej miejsca w kuchni, zrobię sobie taką dekorację! Autor Javier Peña Ibáñez (7).
Magda z My Pink Plum (8) znowu przeszła sama siebie i stworzyła dla nas wszystkich cudne etykietki na dżemy! Zamierzam wykorzystać!
Mam dla Was dwie bardzo ważne wiadomości! Otóż zapraszam Was do dwóch konkursów, w których możecie wygrać biżuterię z Lili in the Garden!
Pierwszy znajdziecie na blogu Arsenic, który właśnie obchodzi drugie urodziny! Jego autorka postarała się o fantastyczne nagrody! Przy okazji polecam wgłębienie się w samego bloga – mnóstwo wiedzy podanej w przystępny sposób! Wpadajcie TUTAJ!

Na drugi konkurs zapraszam na fanpage Lili na Facebooku!  ——> TUTAJ!

A co nowego w sklepie? Masa pięknych kamyczków!!! Zapraszam do Lili in the Garden!

.

Podpatrzone: Mgiełka orzeźwiające tymianek & cytryna

Weekend zapowiada się wspaniale. I dobrze,bo to w końcu pierwszy weekend wakacji! Wypatrzyłam więc coś prostego i mocno orzeźwiającego! Zajrzymy dzisiaj do Poppy Haus i zrobimy mgiełkę na upalne dni!
Najprostsze pomysły są zawsze najtrudniejsze do wymyślenia… Wyobraźcie sobie siebie w ogrodzie, lipcowe południe, żar z nieba się leje, pot z głowy. Środek lata! Co wtedy robicie? Sięgacie do lodówki po mgiełkę i orzeźwiacie się w jednej chwili!
Autorka Poppy Haus pomyślała o cytrynie i tymianku. Połączenie kuszące i pachnące. Dodała nieco gałązek ziela i plasterków cytryny do butelki z atomizerem, całość zalała wodą i tyle! Butelkę wkładamy do lodówki, a kiedy trzeba wyjmujemy i chłodzimy się naturalnie.
Od siebie tylko dodam, że z cytrusami należy jednak nieco uważać i nie wystawiać na działanie promieni słonecznych pokropionych np. cytryną miejsc – grożą nam odbarwienia. Jeśli więc nie planujecie siedzieć w cieniu, postawcie na zioła i kwiaty! 

Od siebie mam jeszcze dwie propozycje mgiełkowych mieszanek! Poniżej!

Pomysł i pierwsze zdjęcie z Poppy Haus.

Bajecznie w sypialni

A gdyby tak dodać nieco baśni do naszego życia? Nieco koloru i marzeń sennych? Gdyby tak wszystkie je zaprosić do sypialni? Dzisiaj mam ochotę na przestrzeń bajeczną. Dzisiaj chcę zasnąć magicznie! Gdybym dzisiaj sie urządzała, to stanowczo w podobnym stylu!

  • Skrzynia-kufer z krain dalekich na całkiem swojska pościel – Guido
  • Szklane pojemniczki na biżuterię – Live Beautifully
  • Sekretarzyk-toaletka – do pisania ważnych spraw i pudrowania noska – Kare Design
  • Narzuta pasująca – Bon Prix

W roli głównej: Lavera puder brązujący w kamieniu słoneczny brąz

Tego mi brakowało. Takiej gwiazdy w mojej torebce lub na półce w łazience. I już jej z rąk nie wypuszczę. Przed Wami dzisiaj Lavera puder brązujący w kamieniu słoneczny brąz!
Przyznam się, że do tej pory nie używałam bronzerów. Róże, a i owszem, ale nic brązującego. I to był  błąd, bo moja blada, słowiańska cera o taki właśnie puder brązujący się prosi. Ten od Lavery spełnił wszystkie moje oczekiwania.
Zacznę od opakowania, bo warte jest tego. Zależy mi zawsze aby kosmetyk był nie tylko skuteczny, ale także estetycznie opakowany. Lavera się postarała. Pojemniczek jest elegancki i nowoczesny. W środku znajdziemy dwa poziomy – górny z pudrem i dolny z gąbeczka i praktycznym lusterkiem. Idealnie do noszenia na co dzień, pod ręką.
Co zaskakuje, to piękny, subtelny, kwiatowy zapach pudru! Ale w sumie i to nie jest aż tak ważne. Ważne, że jest to kosmetyk mineralny, bezpieczny i delikatny. W jego składzie znajdziemy, poza miką, także organiczne oleje, m.in. jojoba, arganowy, z rokitnika, rydzowy, kokosowy, oliwę oraz masła shea i kakaowe. Do tego dodano ekstrakt z lukrecji, malwy, róży i kwiatów lipy. Aż niesamowite!
Na powierzchni pudru gołym okiem widać błyszczące drobinki. To one nadają lekkiego słonecznego blasku skórze. Puder dobrze podkreśla kości policzkowe i matuje. Nie wysusza za bardzo. Doskonale wtapia się w cerę.
Czego chcieć więcej? 🙂

Puder z Biokram.

Na koniec nadstawiam Wam policzek – słabo widać, ale co tam 🙂

Facebook