Feel good post wiosenny

Przesyłam Wam Kochani trochę dobrej wiosennej energii w poście, którego jedynym celem jest właśnie takie wiosenne doenergetyzowanie 🙂


Podrzucam więc kilka zdjęć rodem z Pinterestu (lub innych źródeł, jeśli się ich doszukałam) i zamykam Was w moim własnym śnie na jawie!

Lecimy w tę wiosnę???


Źródło: Pinterest
Źródło: Country Living / Brent Darby Photography
Źródło: Pinterest
Źródło: Pinterest
Źródło: Pinterest / Kalinina Michaila
Źródło: Pinterest
Źródło: Katie Daisy / Etsy
Źródło: Pinterest
Źródło: Asia Spettel / Etsy
Źródło: Pinterest

Kolorowe octy żywe i co to jest oxymel

Monikę Więckowską poznałam niedawno, w Lublinie. Przyszła z całym koszem pełnym tajemniczych buteleczek. Wyglądały jak jakieś magiczne eliksiry! A sama Monika jak dobra wróżka, która je tworzy i która od razu ujęła mnie swoją pasją i takim dobrym, nienachalnym przekazem, który to właśnie zachęcił do wgłębienia się w te wszystkie kolorowe płyny.

I tak od razu w zasadzie kupiłam co nieco. Monika dorzuciła mi w gratisie ocet z kwiatów czarnego bzu – powiedziała, że jest cudowny do lemoniad. I faktycznie wyczuła, że mi się spodoba – to teraz mój ulubiony. Wzięłam wtedy sama oxymel, bo coś tam już o tych kwaśno-słodkich miksturach wiedziałam, a czułam się troszkę gorzej. Zaaplikowałam sobie tego wieczoru to płynne złoto i doprawdy poczułam się lepiej. Nazajutrz skusiłam się na kolejne buteleczki. A kiedy wróciłam do domu, zapytałam Monikę czy nie zechciałaby, aby kilka jej słów o oxymelach znalazło się tutaj w Lili.

Bo przepadłam! Tak bardzo spodobał mi się sam oxymel (na zdjęciach jest już… nadpity, więc jest go mniej), ale też sól oxymelowa, którą Monika wytwarza z resztek po oxymelu. No i oczywiście octy. To jakaś czysta magia! Są aromatyczne, pięknie kolorowe, smakują wybornie i niosą ze sobą samo dobro dla naszych ciałek. Nauczyłam się też już pić wodę z łyżką octu, kiedy mam ochotę na coś nieco bardziej słodkiego. Zmniejsza to cukrowe skoki w organizmie. I właśnie tutaj ocet z kwiatów czarnego bzu sprawdza się wybornie. Malinowy jest cudowny w sałatkach. A ten z płatków róż… o nim na końcu. Bo oczywiście musiałam zastosować go kosmetycznie!

Ach, dodam jeszcze, że Monika zawsze podkreśla, że jej wyroby to samo dobro. Że są po brzegi wypełnione składnikami – albo kupnymi ekologicznymi, albo jej własnymi, zebranymi własnoręcznie. I to naprawdę czuć!

Jeśli macie ochotę na takie cuda, to zachęcam do kontaktu z Moniką – tel. 603 704 626, monika_wieckowska@o2.pl

A poniżej odkryjmy wspólnie magię oxymelów! Zapraszam na materiał o nich autorstwa Moniki.


Oxymel (oksymel) jest to tradycyjna mieszanina octu owocowego (najczęściej octu jabłkowego) i miodu wzbogacona różnymi dodatkami. Nazwa OXYMEL (z łac. Oxy – ocetMel – miód), wywodzi się z języka greckiego „oxymeli” i oznacza połączenie octu  (oxos) (łac. oxy – utlenione wino) i miodu (meli) (łac. mel). Każdy z tych dwóch podstawowych składników ma wiele prozdrowotnych właściwości i wzajemnie się wzmacnia. Mieszaninę miodu z octem można dodatkowo wzbogacić macerując w niej warzywa, owoce,  przyprawy i zioła o działaniu wspierającym zdrowie.

W literaturze oxymel nazywany bywa „octem miodowym”, „kwaśnym miodem”, „ognistym cydrem” (ang. fire cider, nazwany tak przez amerykańską zielarkę Rosemary Gladstar), „syropem ziołowym”, „najlepszym domowym antybiotykiem”, „starożytnym antybiotykiem”, „eliksirem zdrowia”, „tonikiem” lub „pikantnym syropem”. 


Historia „kwaśnego miodu”

Oxymel ma szacowaną tradycję medyczną od 2500 do 3000 lat. Dzięki temu jest jednym z najciekawszych naturalnych środków terapeutycznych. Oczywiście dawni uzdrowiciele znali miód i ocet, a także cenili ich właściwości lecznicze.  Z czasem założyli, że połączenie obu substancji w oxymelu będzie jeszcze skuteczniejsze. 

Prawdopodobnie oxymel jest efektem potrzeby niemarnowania żywności (dzisiejszego zero waste). Historia ponoć była taka, że w starożytnym Rzymie ktoś postanowił zepsute wino, czyli naturalny ocet, dosłodzić miodem, by dało się je wypić. W wyniku tego ratowania resztek wytworzył się naturalny roślinny antybiotyk.

Oxymel jest udokumentowany we wszystkich ważnych systemach medycznych, od Ajurwedy i tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM) po Unani (Medycyna unani lub Yunani to tradycyjna medycyna persko-arabska praktykowana w kulturze muzułmańskiej w Azji Południowej i współczesnej Azji Środkowej)  i medycynę klasztorną. Naturopaci tacy jak Hipokrates  z Kos (460-370 pne), Galen z Pergamonu (130-210 ne), Hildegarda z Bingen (1098-1179) czy Awicenna (Abu Ali al-Husain ibn Abdullah ibn Sina, 980-1037) opisywali  różne leki z oxymelem w swoich pracach.

Hipokrates i starożytni Grecy wytwarzali oxymel i używali go do wzmacniania osłabionych ludzi. W przypadku infekcji zalecano jego zażywanie w celu obniżenia gorączki i rozluźnienia śluzu. Rzymscy legioniści podobno nosili oxymel w swoich plecakach polowych jako środek wzmacniający, gdy szli na wojnę.

Starożytny grecki lekarz Hipokrates – ojciec współczesnej medycyny zalecał:

„Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a Twoje lekarstwo powinno być pożywieniem”.

W Persji i świecie arabskim oryginalny oxymel znany jest jako Sekanjabin (jeden z najstarszych irańskich napojów, wytwarzany z miodu i octu, czasami doprawiany miętą), a stosowanie tego kwaśnego miodu sięga czasów starożytnych. Jego nazwa wywodzi się od arabskiej wersji oryginalnego perskiego terminu serkangabin, będącego połączeniem perskich słów serkeh (ocet) i angebin (syrop, niegazowany, miód) i dosłownie oznacza ocet miodowy.  Perscy historycy postrzegają Sekanjabin jako prawdziwą kolebkę oxymelu.  Zakładają, że wczesne jego formy były używane już 4000 lat temu i dopiero później zostały przyjęte przez Greków i Rzymian. Perscy naukowcy skatalogowali i udokumentowali 1200 terapeutycznych wariantów oxymelu z Bliskiego Wschodu (na całym świecie są to tysiące).  Sekanjabin jest przygotowywany w tradycyjnej irańskiej medycynie ludowej poprzez gotowanie równych ilości miodu i octu na małym ogniu przez 15 minut. Od czasów starożytnych sekanjabin był używany z roślinami leczniczymi i ziołami do leczenia niektórych chorób. Stosowany do dziś zarówno jako wspomagacz zdrowia, ale jak również jako doskonały napój orzeźwiający.

W średniowieczu oxymel prawdopodobnie przywieziony został przez Krzyżaków z Bliskiego Wschodu do Europy. Średniowieczni farmaceuci mieli ponad 1000 przepisów na przyrządzenie oxymela.

Oxymel używany i ceniony w starożytności, średniowieczu został w międzyczasie zapomniany. We współczesnym świecie sprawdzone receptury przekazywane z pokolenia na pokolenie coraz częściej były zastępowane wysoko przetworzonymi produktami.

Obecnie wraz z modą na zdrowe żywienie i zdrowy styl życia ludzie coraz częściej wracają do wypróbowanych i przetestowanych naturalnych środków, które można samemu przygotować. Moda na oxymel na świecie powróciła pod koniec lat 70. XX wieku dzięki cenionej, amerykańskiej zielarce Rosemary Gladstar, która miksturę octu, miodu i warzyw nazwała „ognistym cydrem”. Gladstar w swoim autorskim przepisie na oxymel wykorzystała również jeżówkę, kurkumę i inne pikantne przyprawy oraz składniki o działaniu prozdrowotnym, aby dodatkowo wzmocnić smak, aromat i cenne właściwości oxymela.

W Europie od 2008 r. szerokie badania nad oxymelem prowadzi austriacka ekspertka w dziedzinie ziołolecznictwa Gabriela Nedoma, założycielka internetowej akademii w zakresie fitoterapii, autorka wielu książek, w tym „Das große Buch vom OXYMEL: Medizin aus Honig und Essig” (Wielka księga o oxymelu. Lekarstwo z miodu i octu). Jej pionierska praca była ważnym impulsem do renesansu oxymela we współczesnych czasach, zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych. Opracowała ona ponad 100 nowych receptur na oxymel.  Przekazuje  ona podstawy o oxymelu na kursach, seminariach i wykładach, a w ostatnich latach była inspiracją dla tysięcy ludzi do „medycyny oxymelowej”. 

W Polsce oxymel powrócił stosunkowo niedawno, ale od kilku lat staje się coraz bardziej popularny i znany. Można go zrobić samemu w domu lub kupić dobrej jakości gotowy produkt. Osobiście zrobiłam swój pierwszy oxymel w 2018 roku i od tamtej pory zawsze jest w mojej spiżarce. Za każdym razem modyfikuję jego skład w zależności od potrzeb, pory roku i dostępnych składników sezonowych. Mikstura miodu i octu nie przestaje mnie zadziwiać swoją wszechstronnością. 

Oxymel jest obecnie bardziej aktualny niż kiedykolwiek i dostarcza wielu odpowiedzi na problemy zdrowotne naszych czasów. Efekt końcowy zależy tylko od naszej wiedzy, wyobraźni i dostępności do dobrej jakości ekologicznych składników.


Właściwości:

Oxymel jest prawdziwą bombą odpornościową: działa wspomagająco zarówno w czasie przeziębienia i grypy, jak i w higienie dnia codziennego, w profilaktyce wielu chorób i wsparciu dobrego samopoczucia.

Pozytywne działanie oxymelu opiera się na synergicznym działaniu miodu i octu naturalnego („żywego”, np. jabłkowego lub innego owocowego czy ziołowego). W sumie ponad 200 składników  skoncentrowanych jest w oxymelu, co sprawia, że jest on złożonym i potężnym lekiem naturalnym. Miód i ocet zawarte w oxymelu charakteryzują się również doskonałą tolerancją i biodostępnością.  

Miód zawiera ponad 180 składników, w tym 20 rodzajów cukrów prostych, aminokwasy, enzymy, olejki eteryczne, polifenole, flawony, garbniki, witaminy B1, B6 i C. Farmakologicznie miód ma działanie rozgrzewające, tonizujące, kojące, wykrztuśne, antyseptyczne, przeciwutleniające, przeciwbakteryjne, mineralizujące, gojące rany, przeciwzapalne, uspokajające, poprawiające koncentrację i trawienie, pobudzające prace mózgu.

Ocet żywy, naturalnie fermentowany, niepasteryzowany to naturalny probiotyk pozytywnie wpływający na florę bakteryjną naszych jelit. Octy z naturalnej fermentacji zawierają polifenole, mikroelementy oraz związki bioaktywne. Dzięki nim octy wspomagają podnoszenie odporności, mogą wspomagać regulowanie poziomu cukru, mają działanie przeciwutleniające, przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, wspomagające odchudzanie (przyśpieszają spalanie tkanki tłuszczowej i trawienie) oraz obniżające ciśnienie i poziom cholesterolu. Dodatkowo zawsze ocet będzie miał właściwości surowca, z którego został wykonany.

W zależności od tego, jaki efekt zdrowotny chcemy osiągnąć, możemy stosować oxymel powstały na bazie różnego rodzaju ziół i warzyw z dodatkiem różnych rodzajów octów żywych i różnymi rodzajami miodu (weganie mogą użyć syropu z agawy zamiast miodu).

Oxymel ma działanie antybakteryjne, antyseptyczne, odtruwające, wzmacniające odporność (immunostymulujące), regenerujące, regulujące metabolizm, mineralizujące, przeciwzapalne, przeciwdepresyjne, antyoksydacyjne.

Oxymel jest łatwy w przygotowaniu, bezpieczny w użyciu i łatwy w dozowaniu. To doskonała alternatywa do nalewek z użyciem alkoholu –  sporządzanie bezalkoholowych nalewek ziołowych.

Zioła i przyprawy oxymelowe:

W zależności od pory roku i indywidualnych potrzeb możemy skomponować swój oxymel z różnymi dodatkami –ziołami, warzywami, owocami i przyprawami.

Oto kilka przykładów:

  • Oxymel na drogi oddechowe: szałwia, tymianek, oregano, mięta, lukrecja, dziewanna,  babka lancetowata, miodunka, hyzop, chrzan, imbir
  • Oxymel dla układu odpornościowego: imbir, kurkuma, dzika róża, cytryna, czosnek, cebula, chili, rokitnik, czarny bez, jeżówka, geranium, malina, aronia
  • Oxymel na przeziębienie i gorączkę: kwiat lipy, kwiat czarnego bzu, dzika róża, liście maliny, geranium, tymianek
  • Oxymel jako kuracja wiosenna: młode pędy pokrzywy, bluszcz pospolity, stokrotki, mniszek lekarski, pędy sosny
  • Oxymel na menopauzę: koniczyna czerwona, nagietek, krwawnik pospolity, szałwia, trawa cytrynowa, melisa
  • Oxymel na odpoczynek i dobry sen: lawenda, ziele dziurawca, rumianek, werbena cytrynowa, trawa cytrynowa, melisa, szyszki chmielu, kozłek lekarski, geranium
  • Oxymel na migrenę: złocień maruna, imbir, krwawnik, rumianek, melisa, lawenda, geranium, goździki, werbena cytrynowa
  • Oxymel jako letnie orzeźwienie: mięta, melisa, werbena cytrynowa, trawa cytrynowa, bazylia cytrynowa
  • Oxymel na dobre trawienie i niestrawność: mięta, rumianek, melisa, koper włoski, rozmaryn, szałwia, imbir, kurkuma,  kolendra, kozieradka, mniszek, piołun, cynamon, bazylia, ostropest
  • Oxymel na serce i układ krążenia: głóg (zarówno kwiaty jak i owoce), ziele serdecznika, kozłek lekarski, aronia, dzika róża, czosnek, miłorząb japoński, melisa,
  • Oxymel na drogi moczowe i nerki: żurawina, nawłoć, pokrzywa, liść brzozy, macierzanka,  natka pietruszki, jarzębina, czarny bez, jałowiec, kwiat wrzosu, kwiat bzu czarnego, kwiat kocanki, skrzyp
  • Oxymel świąteczny (Christmas Oxymel): laska cynamonu, imbir, kurkuma, goździki, anyż, wanilia, cytrusy

Oczywiście wyżej wymienione zioła i inne składniki stanowią listę otwartą, dodatków może być mnóstwo. Możemy użyć jednego zioła lub łączyć po kilka. Należy tylko pamiętać, aby używać ziół, które znamy i jesteśmy pewni, że nam nie zaszkodzą. Poza tym muszą to być surowce zbierane w czystej okolicy lub kupione bio.

Receptura i domowa produkcja

OXYMEL = ocet naturalny + miód + zioła+ warzywa (owoce) + przyprawy

W zależności od tego, jaki efekt zdrowotny chcemy osiągnąć, możemy stosować oxymel powstały na bazie różnego rodzaju ziół, przypraw, owoców i warzyw. Nie ma jednego przepisu na oxymel, są ich setki, a nawet tysiące i każdy będzie dobry. Ważne są tylko dobrej jakości składniki, najlepiej ekologiczne i każdy może przygotować dla siebie oxymel w domu.

Ocet użyty do oxymelu powinien być naturalny, żywy, niepasteryzowany (na pewno nie może to być ocet spirytusowy). Może to być ocet jabłkowy, z kwiatów bzu czarnego, geranium, tymianku, szałwii, malin czy inny, zrobiony samodzielnie w domu lub kupiony dobrej jakości bio.

Miód koniecznie naturalny, najlepiej ekologiczny, np. lipowy, spadziowy, gryczany, tymiankowy, akacjowy, malinowy, nawłociowy, taki jaki lubimy i mamy.

Reszta to dodatki wzmacniające moc oxymelu (przykłady wyżej w punkcie „zioła i przyprawy oxymelowe”).

Prześledziłam wiele przepisów na oxymel z różnych stron świata. Zaobserwowałam, że  stosowane są różne metody maceracji i proporcje octu i miodu.  Na zachodzie stosuje się więcej miodu, a mniej octu, proporcje są tu najczęściej takie, że daje się 2 części miodu i 1 część octu (ale są też przepisy nawet 5:1 i więcej na rzecz miodu). Tu z reguły maceruje się wszystko razem, tzn. od razu łączy się miód z octem i pozostałymi składnikami.

W Polsce z reguły odwrotnie, dodaje się więcej octu i mniej miodu (ja najczęściej daję 30%-40% miodu). Można zrobić bardziej lub mniej słodki oxymel (w przypadku uczulenia na miód i wegan można dodać syrop z agawy). Wszystko zależy od naszych preferencji smakowych i zdrowotnych. U nas najczęściej spotyka się przepisy z maceracją składników na samym occie i dopiero po odcedzeniu składników stałych łączy się płyn z miodem.

Każdy sposób jest dobry, przecież na świecie są tysiące przepisów na oxymel.

/// Materiał ukazał się w magazynie Gotuj w stylu eko.pl nr 25 LATO 2023 oraz na stronie GotujwStyluEko.pl

Raz jeszcze podrzucam namiary na Monikę: tel. 603 704 626, monika_wieckowska@o2.pl

Wracając do moich pomysłów… Jak myślicie, co pierwsze zrobiłam po powrocie do domu? Podpowiem, że wykorzystałam do tego ocet z płatków róży….


Taaak, zrobiłam sobie oczywiście najprostszy pod słońcem i stanowczo jeden z najlepszych – różany tonik!

Używam go już jakiś czas i stwierdzam, że jest genialny! Wspaniale odświeża i przywraca skórze blask. I tak ładnie przygotowuje ją do przyjęcia kremu lub olejku. Pachnie nieco różanie, nieco octowo. Wykorzystałam bowiem tutaj poza octem Moniki także wodę różaną czyli hydrolat z róży damasceńskiej. Mamy więc podwójnie różane ukojenie!

Tonik podwójnie różany

Składniki:

  • 20 ml octu z płatków róży
  • 80 ml hydrolatu różanego

Całość przelewamy do buteleczki ze spryskiwaczem. Tonikiem przemywamy twarz rano i wieczorem po uprzednim jej oczyszczeniu, a przed nałożeniem kremu. Polecam także spryskiwać nim włosy, jak mgiełką octową.


Pssssst…. Więcej dobra od Moniki niebawem!

Na koniec – nie jest to reklama, a raczej polecenie i zaproszenie do współpracy, wynikające czysto z mojego zachwytu 🙂

Wiosenny podwieczorek

Wiecie dobrze, że jedną z moich pasji jest wyszukiwanie pięknych rzeczy. I oczywiście dzielenie się moimi znaleziskami z Wami. Dodaje mi to zawsze dobrej energii i chęci do… w zasadzie do wszystkiego.

Takie to miłe po prostu.

I za to jestem wdzięczna Wam i sobie – za ten mój blog, za Lili. Bo mam taką moją kolorową przestrzeń, która wspiera mnie na co dzień.

Ale dość już z tą wdzięcznością, wróćmy do dzisiejszego tematu.

Dzisiaj bowiem zapraszam Was na już wiosenny podwieczorek. Pełen kwiatów i radosnych barw.

Oto co ostatnio znalazłam!

  1. Kwiatowa zastawa – miski, miseczki i filiżanki / Flying Tiger
  2. Szklane mieszadełko do koktajli 2-pak / H&M Home
  3. Bawełniany obrus z falbanką / H&M Home
  4. Solniczka i pieprzniczka Crispi / Sklum
  5. Bawełniana poduszka na krzesło / H&M Home
  6. Miska Flower &k Amsterdam / Westwing
  7. Zestaw słomek RIJO szklanych różowo-zielonych / Homla
  8. Ręcznie wykonana miseczka Poppy ByOn / Westwing
  9. Koc – pomarańczowe kwiaty / Mumla
  10. Kubek SALVA ręcznie malowany turkusowy / Homla
  11. Kubek SALDANA w kwiaty / Homla
  12. Kubek SALVA ręcznie malowany różowy / Homla
  13. Komplet talerzy śniadaniowych z porcelany Boavista &k Amsterdam / Westwing

W roli głównej: Weleda różana

Kto zna markę Weleda?

No, ja to już nawet nie pamiętam kiedy ją poznałam. W czasach mocno przeszłych. I tak, kiedy dostałam propozycję wypróbowania różanych kosmetyków marki, przystałam na nią chętnie. Aby właśnie powrócić trochę do wszystkich tych początków… Bo Weleda była, kiedy jeszcze inne marki nawet nie kiełkowały w głowach swoich twórców jako pomysły. Przynosiła nam nowe – cały nieznany jeszcze świat naturalnej pielęgnacji, której dopiero wszyscy się uczyli…

A jak tam Weleda ma się teraz?


A wygląda na to, że bardzo dobrze. Że pozycję ma ugruntowaną, przynajmniej w krajach niemieckojęzycznych, do których przynależy. I z którymi tak bardzo się kojarzy. Znam trochę marek z tamtych rejonów, byłam nawet kiedyś w Austrii na wyjeździe studyjnym i mam wrażenie, że w świecie naturalnej pielęgnacji te marki mają wiele wspólnych czynników wyróżniających je z gamy kosmetyków z innych krajów. Mają podobne filozofie, stawiają na podobne składniki, pachną nawet nieraz podobnie (naturalnymi olejkami), ale też na przykład stawiają na alkohol w składzie, dosyć wysoko, jako naturalny konserwant, co gdzie indziej jest różnie odbierane. Wtedy jednak w Austrii (a była to inna marka, zaznaczam) pani z pełnym oddaniem tłumaczyła, że to najlepsza i bezpieczna opcja. Cóż, jak to zwykle bywa, w każdym przypadku trzeba po prostu kosmetyk sprawdzić i upewnić się czy nasza skóra go lubi czy nie.


W moje ręce trafiły trzy bardzo różane kosmetyki i przyznam, że ucieszyły mnie bardzo. Stały się bowiem powiewem wiosny w tej końcówce zimy. Zimy, która dała się we znaki mojej skórze i zdecydowanie potrzebowała regeneracyjnej kuracji.

A zapewniły mi ją – Wyładzający krem na noc z dziką różą (znajdziecie go TUTAJ), Wygładzająca 7-dniowa kuracja z dzikiej róży w ampułkach (TUTAJ) oraz Aroma Shower Love Pielęgnujący kremowy płyn pod prysznic (TUTAJ).

Zacznę od ampułek, bo wyglądają najbardziej intrygująco. Z początku zastanawiałam się czy to aby na pewno jest sens rozdzielać ten olejek (bo to jest olejek właśnie) do szklanych pojedynczych ampułek. Czyż nie lepiej po prostu dostarczyć go w jednym opakowaniu? Z biegiem jednak używania zauważyłam, że taka forma sprzyja choćby temu, aby codziennie stworzyć sobie rodzaj pielęgnacyjnego rytuału. Takiej chwili do zatrzymania i poświęcenia jej na delikatny masaż olejkowy. Mamy też tu pewność, że codziennie dostarczamy skórze tę samą ilość kosmetyku i jest on odpowiednio czysty. Wystarczy zatem opanować otwieranie tych szklanych ampułek i działamy!

W składzie znajdziemy same naturalne oleje i olejki, ale w głównej mierze jest to olej z nasion organicznie uprawianej róży rdzawej. Taka mieszanina ma przywracać skórze blask i elastyczność, a zapach róży damasceńskiej ma zapewniać zmysłom uczucie równowagi. Muszę potwierdzić te słowa, jak i to, że bardzo polubiłam te wieczorne rytuały. Tydzień takiego zatrzymania bardzo dobrze wpłynął na stan mojej cery, która faktycznie zmaga się ostatnio z dużym stresem (nie tylko zima, a jeszcze szpitale…). Skóra jest mięciutka i coraz jakby bardziej wiosenna. Ale może to także zasługa naszej drugiej gwiazdy czyli…

Czyli wygładzającego kremu na noc, który stosowałam w zasadzie równolegle z kuracją ampułkową. Jest to treściwy, gesty kremik, który w niedużych już ilościach nadkładałam na skórę na zakończenie mojego pielęgnacyjnego rytuału. Miał za zadanie dopełnić całość i pomóc olejkom się wchłonąć. Choć tu też przyznaję, że czasem skóra pozostawała mocno natłuszczona, a wtedy spryskiwałam buzię jeszcze woda różaną i lekko ja osuszałam.

Krem jest jednym z tych, które mają działać jak regenerujący plaster na zmęczoną skórę. Lekko, ale przyjemnie i naturalnie pachnie, znowuż – różą. Stanowi też rodzaj kontynuacji pielęgnacji ampułkowej – mamy tutaj bowiem w składzie ten sam olej z nasion dzikiej róży. Bardzo polecam w tych zimnych okresach, kiedy to faktycznie wieczorem warto zaaplikować buzi takie treściwe remedium, aby rano poczuć miękką i wypoczętą skórę.


Na koniec… miłość…. Czyli kremowy płyn pod prysznic Love. I wierzcie mi lub nie, ale już samo patrzenie na niego na półce pod prysznicem sprawia, że gęba się uśmiecha, a miłość doprawdy wypełnia. A przynajmniej ja tak mam 🙂 Ale może to też być efektem działania połączenia olejków eterycznych z róży, jaśminu i ylang ylang, które samo w sobie jest miłośnie intensywne i euforyczne. W każdym razie sam płyn jest takim jakby myjącym mleczkiem, które otula, koi i ciałko i zmysły i po prostu – dobrze oczyszcza. Widzę go jako prezent dla kogoś, kto potrzebuje trochę ciepła. No i oczywiście – dla nas samych! Aby po całym dniu, wrócić do siebie po takim prysznicu.


Wszystkie dzisiejsze kosmetyki znajdziecie na stronie Weleda.

Wpis jest wynikiem bardzo miłej współpracy z marką Weleda.

3 marki z pięknym designem

Wiecie dobrze, jak bardzo lubię zachwycać się pięknymi rzeczami. I jak bardzo doceniam dobry design – zwłaszcza w przypadku opakowań. Śledzę, poszukuję i cieszę oczy. Kupujemy bowiem właśnie oczami, prawda? Aby docenić sam produkt, musimy najpierw przyciągnąć uwagę klienta. Czemu by nie zrobić tego w piękny sposób?

Mam dzisiaj dla Was przykłady marek, których opakowania/etykiety mnie zachwyciły. Odkryłam je, polubiłam i niosę w świat. Choć uczciwie dodaję, że o ile zewnętrze mnie zachwyca, o tyle wnętrza jeszcze nie znam. Dzisiaj jednak zachwycamy się designem!


FLAGOLIE

Marka, która tutaj u nas, w Krakowie, widoczna jest prawie wszędzie. A przynajmniej ja mam takie wrażenie. 🙂 Prężnie się rozwija i doprawdy przyjemnością jest śledzenie jej nowych projektów i odnajdywanie ich w okolicznych sklepach.

Zwróćcie uwagę zwłaszcza na piękne szkła, w których zamknięto świece. A także na projekt The Goddess czyli nową kolekcję świec Flagolie we współpracy z Modern Witchcraft.

Więcej na stronie Flagolie. Zdjęcia pochodzą ze sklepu marki.


LEAF LITURGY

Czyli herbata w doprawdy niebanalnych puszeczkach!

„Wierzymy, że herbata nie jest nudna, a świat herbaty jest złożony i ekscytujący, w swojej różnorodności przypominający świat wina czy kawy. W świecie herbaty również mamy kolor, gatunki i regiony, a sposób parzenia ma wpływ na wydobycie smaku z liści. Nie jesteśmy jednak herbacianymi purystami, którzy będą promować ograniczenia i konserwatywne podejście. Herbata towarzyszy nam codziennie, musi więc dobrze smakować, przedstawiać najwyższą jakość i odpowiadać upodobaniom pijących.”

Brzmi dobrze, prawda? To teraz zachwyćcie się ilustracjami i całymi puszkami!

Po więcej zajrzyjcie na stronę Leaf Liturgy. Zdjęcia pochodzą ze sklepu marki.


PACAMA

Przykład na to, że prosty w zasadzie pomysł może być tak zachwycający. I uniwersalny. Ale też bardzo praktyczny.

Marka Pacama oferuje kawę, herbatę, kakao i czekolady. Jak sami piszą…

Wierzymy, że kawa łączy ludzi i pokolenia. Przy pełnej filiżance spotykamy się z sąsiadami, rodziną, przyjaciółmi, czy drugim rodzicem. Uczymy również nasze dzieci, jak ważny jest ten czas z bliskimi w zabieganym, pełnym napięcia świecie.

Ziarna importujemy tylko od sprawdzonych dostawców. Współpracujemy z plantacjami z najlepszych kawowych regionów na świecie. Celujemy w kawę z najwyższej półki, by chwile przy ulubionym trunku były maksymalnie wyjątkowe. Dbamy również o ich różnorodność, w naszej ofercie znajdziecie kawy z różnymi nutami i dużą gamą intensywności aromatów.

Mnie zachwyca i koncept i oczywiście – grafika.

Po więcej zajrzyjcie na stronę Pacama. Zdjęcia pochodzą ze sklepu marki.

Kształty organiczne

Mam dzisiaj dla Was garść inspiracji wnętrzarskich w kształtach czy strukturze… organicznej.

Ewidentnie od jakiegoś czasu idziemy w tym kierunku i muszę przyznać, że ten trend bardzo przypada mi do gustu. Jest naturalnie, jest inaczej. Jakby dom miał ożywać. Tak trochę z innego świata.

Zobaczcie, co znalazłam tym razem!


  1. Regał Zacun / Westwing
  2. Lampa wisząca ażurowa bambusowa marki Bloomingville / sfmeble.pl
  3. CHAPPSY wazon dekoracyjny / Jotex
  4. Marble – Wielobarwne Dywan Wełniany / Rugvista
  5. Półka ścienna z tworzywa sztucznego Wonky &k amsterdam / Westwing
  6. NEJLIKA wazon dekoracyjny / Jotex
  7. PEBBLES wazon – duży / Jotex
  8. BLOWFISH wazon – okrągły / Jotex
  9. Ceramiczna lampa stołowa / H&M Home
  10. Bawełniana narzuta brązowa z frędzlami HK Living / Eye on design
  11. Świecznik RAMINA Bloomingville / Eye on design
  12. Metalowa półka ścienna w dwupaku / H&M Home
  13. Asymetryczny wazon z kamionki / H&M Home
  14. Metalowy stolik / H&M Home

Facebook