Herbata w kosmetykach naturalnych

Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Ekoistka.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.ekoistka.pl!

Doskonale gasi pragnienie i stanowi świetny pretekst do spotkania. Od „zawsze” była pijana czarna – z cytryną, miodem, mlekiem lub sokiem malinowym. Uroki tej zielonej czy białej poznaliśmy w sumie niedawno, lecz już pozostały w naszych kuchniach na dobre. Herbata jest znana każdemu, bez względu na wiek czy pochodzenie. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z bogactwa jej zalet, i to nie tylko smakowych, ale także kosmetycznych!
Zacznę tym razem od legend… Jest ich kilka, a każda próbuje wyjaśnić, skąd herbata się wzięła. Wersja chińska mówi, że w trzecim tysiącleciu przed nasza erą cesarz Szen Jung wypoczywał pod drzewem dziko rosnącej herbaty, popijając przegotowaną wrzącą wodę. Podmuch wiatru wywiał mu kilka liści do dzbana, a nieświadom niczego cesarz spróbował zaparzonego napoju. Nowy smak go oczarował. Indyjska wersja legendy mówi, że mnich Bodhidharma postanowił medytować przez całe 7 lat, nie mrużąc ani razu oczu. Na dzień przed upływem tego czasu zaczęły mu się zamykać powieki. Postanowił zerwać kilka liści z nieopodal rosnącego krzewu i zacząć żuć. Natychmiast opuściło go zmęczenie i szczęśliwie dotarł do końca medytacji. Inaczej widzą to Japończycy, którzy uważają, że tenże mnich, nie chcąc, aby jego śluby zostały złamane, wyrwał sobie opadające powieki i rzucił je na ziemię. W tym właśnie miejscu wyrósł pierwszy krzew herbaty.

Faktem jest, że pierwsze wzmianki o herbacie pochodzą z Chin, gdzie była traktowana jako lekarstwo i środek wzmacniający. Z Chin przywędrowała do Japonii, a tam sztuka parzenia herbaty urosła do rangi ceremonii. Do Europy herbata trafiła w XVII wieku dzięki zamorskim wyprawom Holendrów. Kojarzona z popołudniowymi herbatkami Anglia poznała smak herbaty po Francuzach czy Niemcach. Na królewskim angielskim dworze rozpropagowała ją dopiero portugalska księżniczka Katarzyna Braganza, poślubiając króla Karola II w drugiej połowie XVII w. Herbata w tym czasie była napojem wyższych sfer ze względu na wysoką cenę. Wożono ją z Chin karawanami liczącymi nawet 300 wielbłądów. Transport stał się szybszy i tańszy dopiero po wybudowaniu kolei transsyberyjskiej.

Dzisiaj słowo „herbata” popularnie używa się do określenia nie tylko naparu z liści herbaty „właściwej” (tj. pochodzących z krzewu o nazwie Camellia sinensis), ale również do yerba mate czy rooibos’u, które pochodzą z zupełnie innych roślin. Trzema podstawowymi rodzajami herbat są herbata zielona, czerwona i czarna. Ta pierwsza posiada najniższy stopień fermentacji. Herbata czarna jest całkowicie sfermentowana, a czerwona (tzw. ulungi) tylko w części. Bywa, że do tej klasyfikacji dodaje się także herbaty białe. Są to liście niesfermentowane, a pozyskuje się je z nierozwiniętych pąków liściowych. 

Herbata od zawsze stosowana była nie tylko jako napój, ale doceniano także jej wartości kosmetyczne i lecznicze. Jest bogatym źródłem substancji o działaniu przeciwrodnikowym. Dzięki temu wykorzystuje się ją często w preparatach odmładzających. Duże znaczenie mają zawarte w herbacie zielonej ekstrakty glikolowe i alkoholowe. Zawartość polifenoli w herbacie może przekraczać nawet 10proc. tzw. suchej masy liści. Znajdziemy w nich także kofeinę, witaminę C i aminokwasy, do których zalicza się znana nam teanina. O składzie chemicznym i działaniu kosmetycznym herbaty decyduje stopień jej fermentacji. Herbaty mniej sfermentowane – zielone – zawierają więcej witamin, chlorofilu, kwasów organicznych i polifenoli.

Właściwości kosmetyczne herbata zawdzięcza w głównej mierze zawartości właśnie polifenoli i kofeiny. Działa odmładzająco, łagodzi podrażnienia skóry i chroni ściany naczyń krwionośnych. Stabilizuje skórę tłustą i problematyczną. Wspominane często polifenole mają pozytywny wpływ na krążenie w okolicach skóry oraz działają przeciwzapalnie. Zawarte w herbacie taniny ściągają i poprawiają stan napięcia cery. Herbata wykazuje działanie przeciwobrzękowe, pomocne na wrażliwą skórę wokół oczu. Jest szczególnie polecana osobom z cerą z problemami naczyniowymi.

Spośród dostępnych na rynku kosmetyków naturalnych zawierających wyciąg z herbaty chciałabym polecić wam jak zwykle kilka. Marka La Clarée posiada serię kosmetyków opartych na oliwie z oliwek Oliv – zawarty jest w nich także ekstrakt zielonej herbaty. Szczególnie tu polecam La Clarée Antyoksydant oraz żel konturujący na okolicę oczu i ust. Fridge by yDe także proponuje nam krem wokół oczu 1.4 eye, w którym zielona herbata wzmacnia system odpornościowy i chroni komórki skóry przed wolnymi rodnikami. Sante zawarło białą herbatę w swojej serii Lotus&White Tea dla skóry bardzo wrażliwej, a Lavera w serii przeciwzmarszczkowej Faces My Age.

Zrób to sam(a)

Napar z zielonej herbaty bywa bardzo pomocny sam w sobie. Jeśli mamy zapuchnięte, przekrwione i przemęczone oczy, wystarczy wykonać kompresy z płatków bawełnianych zanurzonych w herbacie. Dodatek bławatka lub świetlika jeszcze wzmocni to działanie. Herbata taka jest również świetnym tonikiem do cery tłustej, problematycznej i naczynkowej. Należy przemywać nią twarz dwa razy dziennie. Przygotowany napar z herbaty dobrze jest także wlać do kąpieli. Skóra poczuje się dużo lepiej.

Dla pełnej blasku cery proponuję wykonanie maseczki z zielonej herbaty. Cztery łyżeczki liści należy zalać niewielką ilością wrzątku do zaparzenia. Do tego dodajemy łyżeczkę mąki ziemniaczanej i całość mieszamy. Papkę nakładamy na skórę na 15 minut, a następnie dokładnie zmywamy wodą.

Na koniec dodam jeszcze przepis na peeling herbaciany. Zaparzone i odcedzone, jeszcze mokre, liście herbaty, około 4 łyżeczki, mielimy na drobną miazgę w blenderze razem z łyżką płatków owsianych. Do tego dolewamy łyżeczkę oliwy z oliwek. Peelingiem delikatnie masujemy ciało przed kąpielą.

Naturalna pielęgnacja dzieci

Tym razem słowo o naturalnej pielęgnacji dzieci i niemowląt. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę jak wrażliwa i delikatna jest skóra maluszków. Warto zatem przestawić się całkowicie na naturalne łagodne preparaty, pozwalające zapobiec podrażnieniom, infekcjom i wszelkim innym problemom. Polecę wam dzisiaj kilka w pełni naturalnych produktów, pozwalających pielęgnować nasze pociechy w sposób ekologiczny, czysty i skuteczny.
Zacznę od najprostszego oleju ze słodkich migdałów. Olej jest szczególnie ceniony w aromaterapii jako olej bazowy ze względu na fakt, że praktycznie nie posiada zapachu, a jednocześnie niezwykle zmiękcza i odżywia. Łatwo wchłania się przez skórę i bardzo rzadko powoduje reakcje uczuleniowe. Jest tak łagodny, że poleca się go do pielęgnacji skóry niemowląt. Można go dodawać do kąpieli lub smarować ciałko. Stwierdzono nawet, że dzieci pielęgnowane w ten sposób w późniejszym wieku odznaczają się mniejszą skłonnością do alergii. Dodatkowo jest to jeden z najtańszych dostępnych olei bazowych na rynku!
Czysty olej słonecznikowy, jojoba i z owoców dzikiej róży w połączeniu z ekstraktem z nagietka zawiera ultradelikatny bezzapachowy olejek dla dzieci i niemowląt do ciała i kąpieli marki Balm Balm. Marka ta oferuje kosmetyki w 100% naturalne oraz w 100% organiczne, co jest potwierdzone certyfikatem Soil Association Organic. 
Wspomnę tu także o bezzapachowym balsamie dla dzieci Balm Balm.  Zrobiony z masła shea, olejków ze słonecznika, jojoba i nagietka oraz wosku pszczelego delikatnie połączonych ze sobą, tak aby stworzyć wyjątkowo delikatną, nawilżającą i odżywczą formułę balsamu dla niemowląt i dzieci. Doskonale sprawdza się u dzieci z atopowym zapaleniem skóry (AZS) i egzemą. Jest tak delikatny, że może być stosowany już od pierwszych dni życia dziecka, także jako balsam pod pieluszkę, na ciemieniuszkę lub do ochrony przed zimnem i wiatrem. 
Dużą popularnością cieszą się produkty do pielęgnacji dzieci marki Lavera. Szczególnie tu polecam serię Neutral Baby & Kinder, stworzoną do bardzo wrażliwej skóry. Kosmetyki są bezzapachowe i całkowicie bezpieczne. Jednym z nich jest Krem ochronny przeciw odparzeniom z naturalnym woskiem pszczelim.  Zabezpiecza wrażliwą skórę delikatnym filmem. Cynk i lanolina delikatnie pielęgnują i zapewniają naturalną ochronę wilgotności skóry. Olejki z rokitnika zwyczajnego i substancje kojące pochodzenia roślinnego działają łagodząco na skórę. Krem może być też stosowany przez chorych na atopowe zapalenie skóry bezpośrednio na ranę.
 Na koniec koniecznie muszę wspomnieć o aromaterapii dla dzieci! Warto pamiętać, że jej zalety możemy wykorzystywać także w przypadku dolegliwości naszych pociech. Jest jednak kilka bezwzględnych warunków, które należy przestrzegać. Po pierwsze nigdy nie stosujemy nierozcieńczonych olejków na skórę dzieci! Wyjątkiem jest tylko olejek lawendowy, którego bardzo małe ilości doskonale łagodzą wszelkie poparzenia, ranki, zadrapania czy ukąszenia.
Olejki zawsze starannie rozcieńczamy np. w oleju bazowym, jakim jest olej ze słodkich migdałów lub w szklance pełnotłustego mleka. Stosujemy ich też stosunkowo mniej, niż dla dorosłego człowieka. Zwracajcie na to uwagę, przygotowując olejek do masażu dla maluszka. Jeśli korzystamy z inhalacji, nigdy nie zostawiamy dziecka samego z wrzątkiem, a pojedyncza sesja może trwać nie dłużej niż kila sekund. Nigdy nie podajemy olejków doustnie i w żadnym wypadku nie stosujemy olejków uznanych za toksyczne! A co najważniejsze, nigdy nie leczymy poważnych chorób olejkami sami w domu bez konsultacji z lekarzem!
Jeśli maluszek jest blady, podrażniony, nadpobudliwy, nie śpi, itp. doskonale go wyciszy i złagodzi ciepła kąpiel z dodatkiem od dwóch do czterech kropli rozcieńczonego oleju lawendowego lub rumiankowego. W przypadku niemowląt do kąpieli dodajemy jedną kropelkę! Oba te olejki mają działanie kojące, łagodzące i uspokajające. Zniwelują zły nastrój, wybuchy gniewu, złagodzą ból i sprowadzą zdrowy sen. Regularne dodawanie tych olejków do kąpieli zapobiega wysypkom, ponieważ uniemożliwiają one rozwój bakterii na skórze. 
Zwłaszcza olejek rumiankowy uważany jest za typowy olejek dziecięcy. Zawdzięcza to swojej delikatności i całkowitemu brakowi toksyczności. Przydatny jest podczas ząbkowania, wysypek, dolegliwości i bólów brzucha, itp. Innymi polecanymi dla dzieci olejkami są różany, benzoesowy, mandarynkowy i miętowy (ale w bardzo małych ilościach, ponieważ może nadmiernie pobudzić).
W przypadku niemowląt kropelkę olejku możemy umieszczać na prześcieradle w łóżeczku, dzięki czemu dziecko może wdychać utleniający się olejek. Poleca się także kropelkę olejku lawendowego umieścić na piżamce niesfornego maluszka. Pozwoli to mu się uspokoić i zapaść w łagodny sen.

Piękne zdjęcia maluszków pochodzą ze strony http://www.iriscreationsphotography.com/. Warto zajrzeć!
Informacje o aromaterapii pochodzą z “Aromaterapia od A do Z czyli poradnik leczenia zapachami” Particia Davis – bardzo polecam!

Wellness – moda czy styl życia?

Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Woma-News.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.woman-news.pl!

Pojęcie „wellness” coraz częściej pojawia się w prasie i telewizji. Standardem są już hotele Wellness & SPA. Mało kto jednak wie, czym dokładnie jest to „wellness”?

Tak w skrócie, jest to słowo używane do opisu zjawiska cywilizacyjnego, jakim jest dążenie do możliwie najdłuższego zachowania młodości, zdrowia i pogody ducha. Pochodzi ono od dwóch angielskich słów: „well being” czyli dobrego samopoczucia oraz „fitness”. Tłumaczy się je ogólnie jako dobrostan.

Sama filozofia „wellness” ma bardzo długą, sięgającą XVII wieku historię. Pojęcie „wellness” pojawiło się wtedy w języku staroangielskim. Od początku swego istnienia oznaczało stan współistnienia dobrego zdrowia i samopoczucia człowieka.

We współczesną definicję wpisano jego obecnie najistotniejszą własność – harmonię duszy i ciała. Wellness oznacza świadomość własnego zdrowia, poczucie odpowiedzialności za jego stan i, co najważniejsze, konieczność podejmowania działań, których celem jest poprawa i zachowanie sprawności fizycznej i dobrego nastroju. Działania te z kolei muszą sprowadzać się do takich czynności i zabiegów, które są odczuwalne jako radosne, przyjemne i komfortowe, zarówno w odniesieniu do ciała jak i psychiki człowieka.

Filozofię wellness stworzył amerykański specjalista od medycyny prewencyjnej dr Halbert Dunn w 1959 roku. Twierdził on, że ciało i umysł powinny pozostać w równowadze. W ciągu kolejnych dziesiątek lat w Stanach Zjednoczonych doszło do powstania ogólnokrajowego ruchu przy udziale lekarzy i naukowców zajmujących się ochroną zdrowia, którego celem mianowano popieranie odpowiedzialności każdego człowieka za własny zdrowy tryb życia. W latach 80-tych wellness utożsamiano z bardzo dynamicznie rozwijającym się ruchem fitness. Szczególną uwagę zaczęto zwracać na wygląd i kondycje fizyczną, które stały się synonimem sukcesu. To z kolei doprowadziło do wzrostu stresu i konieczności życia pod presją. Zaczęto szukać możliwości uzyskania równowagi fizycznej i psychicznej.

Dziś wellness znaczy więcej niż tylko fitness. Ten światowy megatrend to styl życia, który ma zapewnić dobre samopoczucie oraz wzmocnić harmonię pomiędzy ciałem, duchem i umysłem. Jest wielowymiarowy, obejmuje elementy: duchowe, emocjonalne, intelektualne, fizyczne, kulturalne, społeczne, a także otoczenie i środowisko. Ma budować trwałe wartości i pozytywne odbieranie świata. W przeciwieństwie do wielu innych kampanii zdrowia koncepcja wellness nie apeluje do rozsądku, lecz do uczucia. Przyjemność i radosne samopoczucie to, obok odpowiedzialności własnej, fundamentalne składniki tej filozofii. Często pomijany jest także bardzo ważne element wellness – rozwój duchowy i mentalny, opierający się na samorealizacji oraz nieustannym doskonaleniu własnego umysłu. Wellness kojarzony jest z luksusem, zamożnymi sferami społeczeństw, szczególnie krajów wysoko rozwiniętych, oraz z podnoszeniem jakości życia poprzez znaczne nakłady finansowe.

Tymczasem filozofia ta dostępna jest dla ogółu, jako odnajdywanie wewnętrznej harmonii między ciałem, duchem i umysłem, również poprzez codzienne czynności. Wellness jest pojęciem holistycznym, ponieważ należy postrzegać człowieka jako całość. Istotne znaczenie w tej koncepcji ma szacunek do samego siebie. Jest to troszczenie się o własne życie, dokonywanie potrzebnych zmian i podtrzymywanie motywacji. Łączy się także z wprowadzeniem pozytywnych relacji z przyjaciółmi i rodziną. Oznacza świadomość własnych wyborów i harmonijne dążenie do osiągnięcia celów życiowych. Ma także niwelować nadmierne dążenie do profesjonalizmu, przybierające takie ekstremalne formy jak pracoholizm czy anoreksja.

Należy zauważyć, że nie można mówić o „modzie na wellness”, gdyż moda cechuje się sezonowością i niestałością, a wellness, jako chęć zachowania zdrowia i pogody ducha, jest ponadczasowy. Kwestionowany bywa moment zakorzenienia się wellness w społeczeństwach zachodnich, jednak o tym, jak poważne jest to zjawisko, świadczy fakt, iż zainteresowała się nim Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), postrzegając zdrowie nie jako brak choroby, ale szereg czynników fizycznych, mentalnych i społecznych mających wpływ na nasze życie. Pojęciem wellness zajmują się także uniwersytety na całym świecie, m.in. Uniwersytet w Buffallo w Stanach Zjednoczonych, dla którego jest to proces poszukiwania właściwych narządzi i sposobów ich wykorzystywania, dla uczynienia siebie zdrowszym i szczęśliwszym człowiekiem.

Należy zauważyć, że wellness nie jest ani produktem ani usługą. Jest to sztuka życia z szacunkiem dla niego i poczuciem radości. Większość produktów rynku wellness ma charakter bardzo powierzchowny. Brakuje im solidnych naukowych fundamentów. Są krótkotrwałe i często pozbawione treści, zwłaszcza te, pod których etykietą „wellness” nic się nie kryje: płatki do mleka wellness, kosmetyki wellness, sery wellness.

Zwróćmy zatem uwagę nie tylko na zewnętrzna, komercyjną warstwę tego pojęcia. W dobie chorób cywilizacyjnych proponuję spojrzeć na siebie, swój organizm i otaczający świat jako na jedność i nauczyć się harmonijnej koegzystencji. Zacząć żyć w stylu wellness. Zadbajmy o siebie, własny rozwój i własne ciało. Może w ten sposób odnajdziemy drogę do prawdziwego spokoju i szczęścia…

Zakosztuj indonezyjskiego SPA w domu!

Dziś, w Dniu Kobiet, chciałabym zachęcić wszystkie Panie do odrobiny indonezyjskiej rozkoszy:) Taki egzotyczny rytuał zrobicie same we własnym domu! Może to być także prezent dla ukochanej osoby… Polecam przenieść się myślami na plaże Bali w aromacie jaśminu i ylang ylang!

–  Zaczynamy od peelingu! Będziecie potrzebować:

  • 2 łyżki zmielonego ryżu
  • 1 łyżka zmielonej kurkumy
  • 1 łyżka zmielonej kory sandałowca lub (bardziej dostępne) 1 łyżka zmielonej laski cynamonu
  • 3 krople olejku eterycznego z jaśminu
Wszystko umieszczamy w moździerzu, dodajemy kilka kropli wody i ucieramy na papkę. Następnie nakładamy ją na całe ciało, pozwalamy się chwilę wchłonąć i wykonujemy peeling ciała. Bierzemy prysznic.

  Po peelingu nacieramy całe ciało NATURALNYM JOGURTEM.

–  W tym czasie przygotowujemy kąpiel – do wanny wody dodajcie kwiaty róży, jaśminu i ylang ylang oraz kilka kropel ulubionego olejku eterycznego. W kąpieli zrelaksujcie się przez kilknaście minut.

  Przygotujcie mieszankę olejów

  • 2 łyżki roztopionego oleju kokosowego
  • 2 łyżki olejku ze słodkich migdałów
  • po dwie krople olejku ylang ylang i jaśminowego

Mieszanką olejów nasmarujcie całe ciało i na chwilę spokojnie usiądźcie z filiżanką owocowej herbaty. Niech się całość wchłonie, a na skórze pozostaną egzotyczne aromaty kwiatowe!

Mmmmmmmmmmm….. Szkoda tylko, że to nie Bali:)

Róża w kosmetykach naturalnych

Materiał stworzony przeze mnie dla portalu Ekoistka.pl i wykorzystany dzięki uprzejmości właścicieli:) Zapraszamy na www.ekoistka.pl!

Symbol kobiecości. Kwiat subtelny, delikatny, ale także silny, z kolcami. Róża ma wiele odmian, lecz zawsze pozostaje oznaką piękna. Co takiego w niej jest, że od wieków uznawana jest za doskonały afrodyzjak, kosmetyk i lekarstwo? Dzisiaj poznamy tajemnice róży, które pomogą nam nie tylko zadbać o cerę, ale także o relacje z najbliższą osobą.

Uważa się, że to róża była pierwszym kwiatem, z którego wydestylowano olejek eteryczny około X wieku w Persji. Jego autorstwo przypisuje się wielkiemu arabskiemu lekarzowi Awicennie, choć prawdopodobnie był to po prostu wypadek przy pracy. Różę w tych czasach wykorzystywano jako składnik alchemicznych eksperymentów, skierowanych na przemianę metali w złoto. Być może jeden z takich eksperymentów skończył się właśnie tak aromatycznie.

Olejek różany należy do najdroższych na świecie. Spowodowane jest to ogromną ilością płatków różanych (oraz pracy ludzkiej) potrzebnych do wyekstrahowania jednej kropli olejku. Dokładniej, są to wielkości na poziomie: 4 tony płatków na 1 kg olejku! Jest on jednak bardzo skoncentrowany i niewielkie ilości wystarczają, aby w pełni docenić wagę jego zalet. Do produkcji olejku wykorzystuje się najczęściej trzy odmiany róż: różę stulistną, różę damasceńską i różę francuską. Za najlepszy i najdroższy olejek uważany jest ten produkowany z róż bułgarskich.

Róża jest kwiatem bardzo kobiecym i taki też jest olejek różany. Oddziaływuje bowiem leczniczo na kobiece drogi rodne, a zwłaszcza na macicę. Oczyszcza, reguluje i tonizuje. Pomocny jest w przypadku osłabienia mięśni macicy, skłonności do poronień, reguluje cykl miesięczny i zmniejsza krwawienie. Do tego jest łagodnym i skutecznym antydepresantem. Szczególnie poleca się go w kłopotach emocjonalnych powiązanych ze sferą intymną kobiet. Sprawia on, że kobieta potrafi się otworzyć, rozluźnić i wydobyć na wierzch własne pragnienia. Ta właściwość olejku znana była już od wieków – uważany jest on za doskonały afrodyzjak.

Olejek różany jest także cenionym produktem do pielęgnacji cery. Świetnie sprawdzi się w przypadku cery suchej, wrażliwej i starzejącej się, ale poleca się go właściwie do każdego rodzaju skóry. Tonizuje i ściąga naczynia włosowate. Ta jego właściwość sprawia, że usunięte zostają zaczerwienienia spowodowane rozszerzonymi naczynkami. Kuracja przynosi bardzo dobre efekty, ale wymaga sporo czasu.

O wiele łatwiej dostępna jest woda różana. Jest to hydrolat powstały w wyniku destylacji parą wodną kwiatów róży. Posiada dokładnie te same właściwości co olejek, ale w znacznie bardziej rozrzedzonej formie, co czyni ja bezpieczną i łatwą w użyciu. Sprawdzi się świetnie jako tonik do przemywania twarzy lub odświeżająca mgiełka. Ma działanie kojące, lekko antyseptyczne i tonizujące. Polecana zwłaszcza do pielęgnacji skóry wrażliwej, jest na pewno dobrym uzupełnieniem każdej kosmetyczki.

W naszym kraju w celach leczniczych, kosmetycznych i kulinarnych hoduje się dziką różę (Rosa canina L.). Rośnie ona u nas w pobliżu wiejskich dróg, zarośli i lasów, zatem warto czasem zebrać i wysuszyć płatki róży i jej owoce. Te ostatnie zbierane są w sierpniu i wrześniu i od razu suszone. Owoc róży jest niezwykle bogatym źródłem witaminy C, ale obecne są tu także witamina P, K, E, z grupy B i prowitamina A oraz bioflawonoidy, karotenoidy, garbniki, cukry, pektyny i kwasy organiczne (cytrynowy i jabłkowy). To właśnie z owoców dzikiej róży pozyskuje się olej, który zawiera witaminę E, sterole i nienasycone kwasy tłuszczowe. Stosuje się go w stanach zapalnych skóry, oparzeniach i trudno gojących się ranach. Warto zauważyć, że witamina C pochodząca z tych owoców jest 3-5-krotnie bardziej aktywna w organizmie niż jej syntetyczny odpowiednik, właśnie ze względu na towarzyszące jej flawonoidy i kwasy organiczne.

Dzika róża ma działanie nawilżające, zmiękczające i wygładzające naszą skórę. Jest to wynikiem właśnie jej składu, a w głównej mierze zawartości kwasów owocowych. Przyczyniają się one do rozluźnienia komórek naskórka w warstwie rogowej. Dzika róża będzie pomocna w przypadku zmian trądzikowych i potrądzikowych. Polecana jest szczególnie do cery tłustej. Dzięki obecności witaminy A i kwasu askorbinowego, dzika róża rozjaśnia skórę i zapobiega powstawaniu plam pigmentacyjnych.

Spośród kosmetyków naturalnych, zawierających róże chciałabym wam tym razem w szczególności polecić sama wodę różaną. Znajduje się ona w ofercie m.in. marki Florame czy manufaktury Lavea. Zalety róży wykorzystuje ponadto Lavera – w dwóch wersjach. W serii Faces są to produkty do pielęgnacji cery z dziką różą, a jako Body SPA pod nazwą Rose Garden kryją się cudnie pachnące balsamy do ciała, wody toaletowe czy sole i żele do kąpieli. Warto także wspomnieć o marce Logona i jej serii do cery suchej z dziką różą. Na bazie wody różanej powstały kremy fridge by yDe – 1.2 water coat i 1.3 faceguard. Polecam ponadto wspaniale pachnący peeling solny Rose z płatkami róż marki Salco au Naturel.

Zrób to sam(a)

Tym razem zachęcam was do romantycznych uniesień. Aby stworzyć różaną kąpiel wystarczy dodać kilka kropelek olejku różanego do wanny wody. Doskonale sprawdzą się tu także świeże lub suszone płatki róży oraz dwie szklanki tłustego mleka.

Warto udoskonalić codzienny krem do pielęgnacji twarzy – zwłaszcza, jeśli macie problemy z rozszerzonymi naczynkami lub chcielibyście rozjaśnić cerę. Do kremu dolejcie dwie krople olejku różanego i delikatnie je wmieszajcie. Prawdziwy olejek jest bardzo drogi, ale ze względu na to jak małe ilości są wam tu potrzebne – warto zainwestować!

Na koniec polecam tonik różany na bazie octu. Garść suszonych płatków róży zalejcie 200 ml octu owocowego i w szklanej buteleczce odłóżcie na dwa tygodnie w suche, ciemne miejsce. Po tym czasie odcedźcie ocet i rozcieńczcie go wodą różaną w proporcji 1 do 3. Takim tonikiem przemywajcie twarz rano i wieczorem. Warto także dodać dwie łyżki octu do kąpieli – wyrówna on odczyn pH skóry i zmiękczy wodę.

Facebook