4 dziury w brzuchu

No i mam cztery dziury w brzuchu.

W piątek miałam operację. Technicznie rzecz biorąc zabieg wykonywany laparoskopowo, teoretycznie nic poważnego. W moim odczuciu była to jednak duża operacja, usypiano mnie, ze wszystkich stron podłączono różnego rodzaju rurki. Przez dobę byłam totalną dętką, nie mogącą się ruszać – ze względu na osłabienie i te okropne rurki. Przez tę do intubacji, której na szczęście nie pamiętam, do teraz ledwo mówię i boli mnie gardło. No i mam te cztery nieszczęsne, bolące dziury w brzuchu…

Los był dla mnie na tyle łaskawy, że po raz pierwszy doświadczyłam tego typu hospitalizacji (poza oczywiście porodem, który przyznam, wspominam lepiej, ale mogę być nieobiektywna, przez te całe endorfiny, które się po nim wydzielają). Jestem straszną panikarą, zwłaszcza w przypadku ran wszelkich, krwi i tego typu horrorów, było więc to dla mnie ogromne przeżycie. Mogę je zakwalifikować, jako najgorszą dobę w życiu.

Niesamowitym jest, jak bardzo nasze ciało jest kruche. Jak bardzo nie jest nasze. Jaki mały mamy na nie wpływ, kiedy coś się w nim zepsuje. I jak bardzo zależymy w takich przypadkach od innych. Całą swoją godność, cały wstyd, którego uczono nas od małego, trzeba w takiej sytuacji odłożyć na bok i zdać się na pomoc zupełnie obcych ludzi. Nagość i intymność przestają cokolwiek znaczyć. Leżysz tylko taka słaba, nie mogąc ręki podnieść, pozycji zmienić, po telefon sięgnąć. Wykonujesz polecenia, odsłaniasz się kiedy trzeba, lub ciebie odsłaniają, coś podłączają, coś zmieniają, coś wycierają. I tylko czekasz, żeby to się już skończyło, żeby twoje ciało, znowu było twoim ciałem. Żeby znaleźć się w bezpiecznym domu, daleko od tego całego szaleństwa.

Przeraża mnie to. Do teraz. A to tylko zabieg taki, co to po dobie cię już wypisują.

Muszę Wam też powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem pracy pielęgniarek (w szpitalu Św.Rafała w Krakowie). Są tak cudowne, tak kochane, tak w tym wszystkim ludzkie i delikatne. Nie byłam tam długo, ale to dzięki nim czułam się lepiej i pewniej. I bardzo im za to, także tutaj, dziękuję.

Drodzy moi Czytelnicy, jeżeli jesteście akurat w podobnej sytuacji, na krótko lub, nie daj Boże, na dłużej, życzę Wam z całego serca dużo siły. Bardzo dużo siły i spokoju ducha. Oby to minęło, oby wszystko dobrze i szybko się skończyło. Bądźcie dzielni, bardzo Was gorąco pozdrawiam!

Facebook