KategorieUncategorized

Po-Weekendowe Cuda no76

Przecudne ubranka dla dziewczynek! Ta kurteczka jest wspaniała (1). Cena tylko trochę przytłacza, ale co tam – oczy cieszy! 🙂 Z Besmall.
Ogromnie podobają mi się te wieszaczki na biżuterię i powieszone na nich naszyjniki. Motywy gór są cudowne, a i domki z przyjemnością powiesiłabym na ścianie. No i te pastele… (2, autorstwa Shlomit Ofir). (a tak jeszcze tylko dopiszę, że wszystko mi się u tej pani podoba 🙂 ).
Jedno z bardziej apetycznych zdjęć produktowych jakie widziałam. Takie lodowe sandwicze to aż chce się zjeść. A ich smak i przez ekran czuć 🙂 Mógłby mi ktoś takie zrobić? 🙂 (3, Jenis)
Której z nas nie przydałby się taki organizer? Prosty, w drewnie, praktyczny. Tylko gdzie położyć, jak w łazience już nie ma miejsca… (4, lessandmore).
Przepiękne karty z monogramem do ściągnięcia! Idealne na Dzień Matki. A co najważniejsze – możemy sobie ściągnąć i wydrukować kartkę z dowolna literką! Cudne! (5 – Elegance and Enchantment
Jedni lubią sowy. Inni koty. Ja uwielbiam motyw lisków! Ta bluza mi się marzy! (6, ONE MUG A DAY)
Prosty, szybki do zrobienia, a jakże przyjemny i jak dobrze pielęgnuje! Puder do kąpieli rumiankowo-lawendowy. Trzeba przyznać, że butelka i etykieta również dodają mu uroku! (7 – Handmade Mood)
Kolejne świetne torby i plecaki. Z Moos Design (8).
I dziewiąteczka czyli nowości z Lili in the Garden 🙂 
Jest w końcu! Pierwsza z planowanych
wspaniałości! Przyjechała z dalekich Indii. Z magicznego Radżastanu!
Najpiękniejsza biżuteria jaką widziałam! W srebrze i srebrze pozłacanym
żółtym i różowym złotem. Z najpiękniejszymi naturalnymi kamieniami. Jak z
bajki! Na zdjęciu jest mały przykład, bo kolorów i kombinacji mamy więcej!
Jako, że to wszystko prawdziwe, musi jeszcze przejść przez urzędy, a
potem wyląduje sobie w sklepie i już mam nadzieję – na nowej stronie!
Podoba się?
A tymczasem zapraszam na nowości, które już są w sklepie (10). Między innymi takie zwariowane naszyjniki, które można nosić na milion sposobów! Wpadajcie —> Lili in the Garden!

Na koniec, polecam filmik, który nastraja niezwykle pozytywnie!

Bez zaklęty w olejku do twarzy

To moje ulubione kwiaty. Ich zapach nie może równać się z żadnym innym. Ich kolor, subtelność, delikatność i ulotność sprawiają, że są tak wyjątkowe. W bzach nie lubię jedynie tego, że tak krótko kwitną…

Dzisiaj polecam Wam więc bez, ale zaklęty w olejku do twarzy!

Tak formalnie rzecz biorąc to to nie jest bez a lilak. Małe zamieszanie kiedyś wynikło. Botanicy bowiem przekonani byli, że krzew spokrewniony jest z bzem czarnym. Oba mają gąbczasty rdzeń. Jak się jednak okazało, należą do dwóch różnych rodzin, ale powszechnie znana już nazwa pozostała.
Ponoć w romantycznej mowie kwiatów, bez oznacza zerwanie. Zupełnie nie rozumiem jak ktoś mógł wpaść na tak dziwny pomysł. Gdybym to ja dostała bukiet kwiatów bzu od młodego kawalera, prędzej pomyślałabym, że mnie jednak kocha 🙂 Znacznie bardziej podobają mi się wierzenia arabskie. Nie wiem czy wiecie, ale bez upodobali sobie aniołowie i często przebywają w cieniu ich kwiatów, wdychając ich słodką woń. Jeśli macie czyste serce i właśnie pod bzem napiszecie list do Boga, aniołowie zabiorą go od razu do nieba. Czy to nie piękne? Choć nie… jeszcze bardziej spodobał mi się fakt, że niegdyś dziewczęta przemywały sobie o poranku cerę rosą strząśniętą z kwiatów bzów. Pomagała im ona olśnić urodą wybranka serca. Takie to cudne kwiaty!
Zaklęte w olejku, czyli macerowane w nim. To kwiaty, które oddają wszystko co mają w sobie dobre. Wprawdzie z zapachem nie jest tak dobrze. Olejek, który dzisiaj zrobimy pachnie bardzo subtelnie. Jest jednak niezwykle pomocny w kilku kwestiach. Po pierwsze stosowany podczas masażu pleców, pomaga na bóle korzonkowe. Ale o tym nie dzisiaj. Dzisiaj kosmetycznie! Nasz olejek doskonale nadaje się do pielęgnacji cery trądzikowej. Z trądzikiem młodzieńczym i różowatym. Reguluje skórę przetłuszczającą się, problematyczną. Działa lekko antyseptycznie, wspomaga regenerację i łagodnie nawilża skórę. Pomoże odzyskać cerze blask i jędrność. I nie będzie to jedynie zasługa bzu, ale także oleju kokosowego, jojoba i z orzechów makadamia! Są to lekkie olejki, które szybko się wchłaniają i widocznie pielęgnują cerę. W nich właśnie zanurzyłam kwiaty bzu!
Do wykonania olejku przygotujcie
  • rozkwitnięte kwiaty bzu
  • 30ml oleju jojoba
  • 30ml oleju z orzechów makadamia
  • 30ml frakcjonowanego oleju kokosowego
Kwiaty możemy macerować w każdym z olejów osobno lub je połączyć. Do szklanego naczynia przekładamy kwiaty (same końcówki) i zalewamy je olejem tak, aby nie były za bardzo ściśnięte i żeby olej je całkowicie zakrywał. Naczynie zamykamy i odstawiamy w ciepłe, słoneczne miejsce na 1-2 dni. Co jakiś czas warto je przemieszać. Gotowe dokładnie przecedzamy, oleje łączymy i całość przelewamy do czystego pojemniczka. Stosujemy wieczorem, pod krem, jako serum. Aby przedłużyć zdatność olejów warto dodać odrobinę witaminy E lub olejku eterycznego (np. różanego lub geranium).

W roli głównej: Alteya Organics Organiczna woda z kwiatów rumianku

Kwiaty w głowie mi siedzą. Wyjść nie mogą. Bo i po co. Z kwiatami jest piękniej! Zapraszam Was więc dzisiaj na post kwiatowy! Naszą gwiazdą jest bowiem kwiatowa woda! A dokładniej Organiczna woda z kwiatów rumianku marki Alteya Organics.

Rumianek to jeden z najwspanialszych kwiatów, wykorzystywanych w pielęgnacji skóry. Jestem pewna, że i Wasze mamy i babcie używały go często. W różnej postaci. Zazwyczaj z kupowanych w sklepach zielarskich koszyczków rumianku, przygotowywało się napar, który wykorzystywany był zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Rumianek bowiem koi od środka i na zewnątrz. 
Kiedy Róża była mała często piła rumiankową herbatkę. Czasami kąpała się w rumianku. Niekiedy dodawałam po kropelce rumiankowego olejku do jej olejku do ciała. Bywa niestety, że rumianek uczula. Jak to zazwyczaj bywa z naturalnymi środkami. Jest jednak jednym z najbezpieczniejszych ziół, które mogą stosować już niemowlaki.
Rumianek w postaci wody kwiatowej to prawdziwe cudo! Zacznę może od tego, że moja Róża niedawno zraniła się w bardzo wrażliwym miejscu. Nie chciałam stosować tu niczego, co mogłoby ją zaboleć. Sięgnęłam więc po wodę rumiankową. Doskonale łagodzi drobne ranki i podrażnienia. Jak wszystkie hydrolaty ma lekkie działanie antyseptyczne i ściągające. W takich sytuacjach sprawdza się więc idealnie.
Właściwości wody zacytuję za producentem: „Polecana jest zarówno do suchej, dojrzałej skóry, jak i do wrażliwej i zanieczyszczonej. Pomaga w leczeniu trądziku, uczuleniach skóry, dermatozach, oparzeniach (także słonecznych), przy pękaniu naczyń krwionośnych, ranach, podrażnieniach (np. powodowanymi pieluchami u niemowląt).
Woda rumiankowa jest idealna po goleniu. Goi, regeneruje, uspokaja podrażnienia i stany zapalne, zmiękcza i nawilża skórę, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie (dzięki obecności m.in.: Chamazulenu, bisabololu), osłaniająco, kojąco oraz antydepresyjnie.
Hydrolat przynosi pomoc w egzemie, pokrzywce stanach zapalnych skóry (suchość skóry, swędzenie, zaczerwienienie).
Rumianek zastosowany w płukankach do włosów łagodzi podrażnienia skóry głowy i nadaje włosom jasny złocisty odcień.”
Taki właśnie jest rumianek. Ten w wersji bułgarskiej marki Alteya Organics jest po pierwsze ekologiczny, a po drugie zamknięty w uroczej buteleczce z piękną etykietą i z atomizerem. W przypadku wod kwiatowych spryskiwacz to idealne rozwiązania. Są one tak łagodne, że z przyjemnością stosuję je jako odświeżające mgiełki. Tą rumiankową – i do twarzy, i do ciała, i do włosów!
Woda pachnie subtelnie. Rumiankowo. Jest bezbarwana. Certyfikowana. A co najważniejsze – niezwykle uniwersalna i praktyczna. Może stanowić bezpieczny tonik. Odświeżenie w podróży. Środek pielęgnujący dziecięcą skórę. Płukankę kondycjonującą i rozjaśniającą do jasnych włosów. Nawilżacz do glinkowych i suchych maseczek. Plaster na podrażnienia, wypryski i drobne ranki. Polecam!

Woda z e-Fiore.

Zielono mi – przegląd zielony

Tak sobie siedzę od rana przy komputerze i co rusz zerkam przez okno. Dla ukojenia oczu. Bo tam zieleń wybujała! Świeża, soczysta, liściasta. Gdzieniegdzie poprzecinana bielą kwiatów kasztanowca i głębokim fioletem bzów. A skoro już ta zieleń tak wybujała to i post się zielony zrobił!
Zapraszam na mały zielony przegląd!

  1. Niesamowity zielony wieszaczek ze szklana listwą od OHHO GLASS, cena: 41,15zł
  2. Jedna z naszych ulubionych marek dziecięcych i jej mleczko do mycia skóry niemowląt i dzieci – Eco Bio Sense z Pierpaoli, ItalBioEco, cena: 29,99zł
  3. Alphanova Bebe Bobo przyjaciel na guzy- dla małych i dużych 🙂 Ale chyba bardziej dla małych! W trzech kolorach. A jak działa? Kosteczka po zamrożeniu, przyłożona do skóry, łagodzi obrzęki i guzy! BeeEco, cena: 38zł
  4. Jeden z moich agatów! W cudownym zielonym kolorze! Z kryształkami – tzw. druza i z pozłacanymi brzegami. Lili in the Garden, cena: 89zł
  5. Jaaaka cukiernica! Prosto z bajki! ArtMika, cena: 69zł
  6. Aloes zielony. Ukryty w żelu do ciała i twarzy Omia. Łagodzi i myje. BeeEco, cena: 37zł
  7. Blossom! Skin Blossom! Łagodne mleczko do demakijażu w bardzo dobrej cenie. EcoKraina, cena: 19,990zł
  8. Nie chcielibyście położyć głowy na świeżej trawie skąpanej w zachodzącym słońcu? Nic prostszego! Trawiasta-zbożowa poducha Wam pomoże 🙂 AT design, cena: 55,25zł.

Taki tam zwykły obiadek czyli polędwiczki po naszemu

No dobra. Może nie taki tam zwykły. Przyznam się bez bicia, że tak na co dzień nie jadamy. Czasem nas tylko natchnie. Raz mnie, raz mojego męża. Tym razem ja postanowiłam poszaleć. A wyszło tak pyszne… tak pyszne… że nawet nie wiem jak Wam to opisać!
Zrobiłam bowiem aromatyczną polędwiczkę nadziewaną serem owczo-krowio-kozim na lekko maślanych marchewkach i gruszkach, podawaną z pieczonymi ziemniaczkami i roszponką. 
Uf… Brzmi długo, ale tak naprawdę wszystko jest proste, a razem tworzy iście wspaniały obiad! Polecamy z Różyczką!

Składniki
polędwica

  • ok 220 g wieprzowej polędwicy
  • 2 łyżki oleju + nieco do smażenia
  • sól
  • łyżeczka cynamonu
  • łyżeczka białego pieprzu
  • łyżeczka majeranku
  • ok 50g dobrego twardego sera o ostrzejszym smaku – wybrałam Ventero owczo-krowio-kozi

dodatki

  • 2 marchewki
  • 1 twarda duża gruszka
  • łyżeczka cukru
  • masło
  • ziemniaki
  • olej + sól
  • roszponka

  1. Zaczynamy od marynowania polędwicy. Mięso myjemy i przekładamy do miski, gdzie dokładnie nacieramy je olejem i przyprawami. Odstawiamy na 2-3 godziny w chłodne miejsce.
  2. Ziemniaki nacinamy tak, aby powstały cienkie paski, które jednak są razem złączone. Wsadzamy je do naczynia żaroodpornego plasterkami w górę. Każdego polewamy z góry olejem i solimy. Naczynie wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 200 stopni, na około 50-60 minut. Mają być miękkie i z wierzchu przyrumienione.
  3. Polędwicę nacinamy z boku, tworząc kieszonkę. Ser kroimy w niewielką kosteczkę i wsadzamy do mięsa. Całość zawiązujemy ciasno nitką. Rozgrzewamy patelnię z olejem. Kiedy już będzie gorący, wsadzamy mięso. Smażymy po 2 minuty z jednej i drugiej strony. Następnie przekładamy polędwicę do naczynia żaroodpornego i wsadzamy do piekarnika, do naszych ziemniaków, na ok. 25-30 minut. Pamiętamy aby ziemniaki i mięso pilnować osobno. Polędwica ma być przyrumieniona z wierzchu, a wewnątrz lekko różowa. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy mięso jest już gotowe, wyciągamy je na chwilę, przekrawamy w połowie, sprawdzamy i najwyżej wstawiamy do piekarnika na jeszcze chwilę.
  4. W między czasie obieramy marchewkę, a gruszkę przekrawamy na pół i wycinamy środek. Marchewkę kroimy w cienkie słupki i długości ok. 3-5 cm, a gruszkę w cienkie plasterki-półksiężyce. Całość przekładamy na patelnię z lekko już roztopionym masłem (około 2 łyżki). Przysmażamy przez 10 minut, co chwile mieszając. W trakcie posypujemy cukrem.  Marchewka i gruszka mają lekko zmięknąć i nabrać maślanego smaku.
  5. Polędwicę kroimy na 1,5 centymetrowe kawałeczki i ściągamy nitkę. Na talerzach układamy marchewkę z gruszką, na to kładziemy mięso, obok ziemniaczka. Całość dekorujemy świeżą roszponką.
  6. Smacznego!

Róża – mała zwariowana wariatka najpierw wyjadła całą roszponkę 🙂

 A tak wygląda najedzone, szczęśliwe dziecko 🙂

Po-Weekendowe Cuda no75

To są najładniejsze torby śniadaniowe, jakie widziałam! Z Kavalki (1)!
Większość obrazków – czy to plakatów, czy w formie rozwijanych płócien, czy printów w ramkach – no, większość obrazków z Blacklist (2) powiesiłabym u siebie. I zapełniła nimi całe ściany!
Wierzcie lub nie, ale ta suknia ślubna zrobiona jest z żywych roślinek (3)! Wygląda niesamowicie! Niestety nieco pogrubia, ale z pewnością wrażenie robi! StyleMePretty, zdjęcia: Lucy Davenport | Floral Design: Zita Elze.
Lody, lizaki czy bukiet kwiatów? Świetny pomysł na lody na patyku z jadalnymi kwiatami! Z Free People Blog (4).
Przepiękne plecaki na majówkę. Eleganckie, praktyczne, w cudownych kolorach! Z MUM AND CO (5).
A to znowuż chyba najładniejsze torby na aparat, jakie widziałam! Marki Ciesta (6). Oj, marzy mi się…
Trochę zwariowane, ale na wiosnę chyba takich nam potrzeba! Geterki wzorzyste! Tukany mnie zabiły! BGLAM (7).
Na koniec kilka nowości z Lili in the Garden. Moich ulubionych. Ale szykujcie się! Wkrótce pojawią się cuda najprawdziwsze!!
Tymczasem coś dla romantycznych kobiet (8) i najcudowniejszych córeczek (9). Zapraszam! Pojedyncze sztuki!

Facebook