KategoriePrzepisy na kosmetyki

Cukiernia kosmetyczna -konkurs, prezenty, rabaty

Kochani, mam dla Was „słodką” niespodziankę!

Bardzo bym chciała, aby ta wiosna, która jakoś nas nie rozpieszcza, stała się dla Was cudownym, kreatywnym czasem tworzenia! I to jakiego tworzenia – kosmetycznego! Pod znakiem mojej Cukierni kosmetycznej!

A może już macie swój egzemplarz mojej książki? Może już eksperymentujecie i czarujecie w swoich kuchniach wszystkie te „smakowite” babeczki kąpielowe, lody mydlane, masełka do ciała, peelingi owocowe, itp? Pochwalcie się! Będzie mi ogromnie miło, jeśli podeślecie zdjęcia swoich dzieł!

 

Tymczasem w ramach niespodzianki przygotowaliśmy wraz z Wydawnictwem Publicat:

 

Konkurs

KONKURS na Facebooku, w którym do wygrania jest 5 egzemplarzy Cukierni kosmetycznej! Wpadajcie koniecznie —–>  TUTAJ!

Rabat 40%

40% zniżki na Cukiernię kosmetyczną! Rabat nie do przegapienia! Jest to zniżka łączna w sklepie Wydawnictwa Publicat – TUTAJ, naliczy się po wpisaniu kodu „cukiernia”. UWAGA zniżka obowiązuje tylko 10 dni, czyli do 3 maja 2017!

Prezenty!

Do pierwszych 25 zamówień Cukierni kosmetycznej w sklepie wydawnictwa, dodany zostanie prezent od patrona medialnego – sklepu BliskoNatury.pl! W zestawie znajduje się olejek ze słodkich migdałów, mydełko, bon rabatowy i zakładka do książki!

Zapraszamy na stronę sklepu – BliskoNatury.pl

 

Mam nadzieję, że podobają Wam się niespodzianki!

Zapraszam bardzo gorąco! Do wykorzystania przepisów z mojej książki, do modyfikowania ich według tego, co podpowiada Wam wyobraźnia, do wspaniałej zabawy!

 

 

Te poniższe babeczki – masełka do ciała zróbcie koniecznie!

Te poniższe ciasteczka to mydełka! I to naprawdę bardzo proste do przygotowania! Polecam!

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Musujące kąpielowe pralinki rozkwitające

A gdyby tak dodać wieczornej, relaksującej kąpieli szczyptę… magii? Bardzo polecam mój dzisiejszy pomysł na musujące kąpielowe pralinki! Co sprawia, że są tak wyjątkowe? Moi drodzy, one rozkwitają w wodzie!

No dobra, nie same pralinki, ale te urocze kuleczki, które do nich włożyłam. Jest to po prostu rozkwitająca herbata, która w wodzie ukazuje swe prawdziwe piękno – zamienia się w morski kwiat! Tak właśnie mi się kojarzy jej rozkwitły kształt, ale muszę tu też dodać, że sam proces rozkwitania jest fascynujący i obserwuję go zawsze z zaciekawieniem. No, a poza tym jest to przecież zielona herbata, która zaczaruje tę naszą kąpiel w mały herbaciany napar, zawierający przeciwutleniacze, więc dodatkowo pielęgnujący skórę.

Mamy więc magiczne musowanie, uwalnianie zapachu, ukojenie dla skóry i rozkwitanie. I teraz właśnie kąpiel staje się idealnym rytuałem!

Musujące kąpielowe pralinki rozkwitające

Składniki:

  • 100 g sody oczyszczonej
  • 50 g kwasku cytrynowego
  • 20 g skrobi ziemniaczanej
  • 50 ml oleju ryżowego (BliskoNatury.pl)
  • woda w spryskiwaczu
  • 5 ml olejku zapachowego lub eterycznego (użyłam różanego)
  • kuleczki herbaty rozkwitającej (herbaciarnie)

Do wykonania moich pralinek użyłam nieco większych niż standardowe foremek silikonowych na pralinki. Możecie oczywiście wykorzystać takie foremki, jakie akurat macie w kuchni, nawet zwykłe na muffinki – tylko wtedy nie wypełniamy ich w całości.

W misce mieszamy suche składniki, dolewamy do nich olej i olejek. Wyrabiamy całość ręką, niczym ciasto, co chwilę delikatnie spryskując wodą. Zależy nam tym razem na tym, aby tej wody była minimalna ilość – jej zawartość może spowodować delikatne odbarwienia pralinek przez herbatę. Nasza masa ma przybrać konsystencję piasku, z którego budujemy zamki na plaży, lub, inaczej mówiąc, po ściśnięciu jej w dłoni ma pozostać zwarty kształt.

Przygotowujemy foremki – ich ilość dostosowujemy do ich wielkości. Na spody przesypujemy niewielką warstwę masy. Ubijamy ją palcami. Na nią kładziemy po kuleczce herbaty, po środku, dookoła uzupełniając masą, którą ubijamy do takiego poziomu, aby część kuleczek wystawała. Całość odkładamy na kilka godzin do stwardnienia. Wyjmujemy z foremek i dodajemy 1-2 do kąpieli.

UWAGA kuleczki dobrze rozkwitają w bardzo ciepłej wodzie. Trochę to też trwa – najpierw pralinka zakończy musowanie, a dopiero po chwili, kiedy kulki dobrze namokną, rozkwitną.

 

 

Prosty kojący balsam monoi-aloes

Czy marzycie o tym, aby Wasza skóra w kilka chwil stała się niezwykle miękka, miła w dotyku, cudownie ukojona i odżywiona? A do tego wspaniale, całkowicie naturalnie pachniała jednym z moich ulubionych zapachów – olejem monoi czyli maceratem gardenii tahitańskiej w oleju kokosowym? Potrzebujecie silnego złagodzenia podrażnionej skóry i zapewnienia jej odpowiedniego poziomu nawilżenia?

Polecam dzisiejszy, baaaardzo prosty balsam, który pokochałam całkowicie! Tylko cztery składniki, tylko zmieszane, a efekt? Oszałamiający!

Zróbcie koniecznie!

Kojący balsam monoi-aloes

Składniki:

  • 20 g oleju monoi
  • 10 g żelu aloesowego (użyłam żelu 98 %  Equilibra, dostępnego w aptekach, nie jest to produkt w pełni naturalny, ma te 2% dodatków, ale jest jednak jednym z najlepszych i najlepiej dostępnych na rynku)
  • 10 g gliceryny roślinnej
  • 1 g mączki owsianej koloidalnej (mam z zielonyklub.pl) dla uzyskania odpowiedniej konsystensji

Całość ucieramy intensywnymi ruchami mieszadełkiem do uzyskania jednolitej masy. Powstaje szybko się wchłaniający, bardzo przyjemny w zapachu balsam o silnych właściwościach kojących i regenerujących.

Polecam!

 

Domowy miętowy tonik odświeżający

Już jakiś czas temu odkryłam jak świetnie na skórę działa mięta. Jak ją orzeźwia, jakby dodawała energii. Uwielbiam kosmetyki z dodatkiem olejku miętowego! Kiedy więc skończył mi się tonik, sięgnęłam po miętę w jej bardziej tradycyjnym wydaniu – suszoną, w torebkach do zaparzania!

Bardzo polecam Wam dzisiejszy tonik! Z kilku powodów. Po pierwsze, jest prościutki w wykonaniu, robi się go raptem chwilę. Co jest o tyle istotne, że nie tworzymy go w dużych ilościach, musimy więc cały proces twórczy dosyć często powtarzać. Poza tym składa się raptem z trzech ogólnodostępnych składników (no… z wodą to z czterech), które mają zbawienny wpływ na skórę. Mamy więc napar miętowy połączony z pełnym witamin, odżywczym, regenerującym miodem i kwaśnym (a tej kwasoty skórze trzeba!), zmiękczającym octem jabłkowym. Musimy tu jednak pamiętać, aby zadbać o odpowiednią jakość produktów – wybieramy dobry miód i prawdziwy, trochę mętny, ekologiczny ocet jabłkowy.

Tonik wspaniale odświeża skórę, dodaje jej blasku i genialnie tonizuje. Poprawia jej kondycję, koi i łagodzi podrażnienia. Pomaga się jej zregenerować. Bardzo polecam zwłaszcza do cery poszarzałej, zmęczonej i problematycznej, jestem jednak pewna, że każda skóra go polubi. Bo skóra lubi prostotę, naturalność, miętę, miód i ocet!

Domowy miętowy tonik odświeżający

Składniki:

  • torebka mięty do zaparzania
  • wrzątek
  • łyżeczka dobrego miodu
  • 15 ml octu jabłkowego ekologicznego

W kubeczku zalewamy miętę wrzątkiem i odkładamy do zaparzenia i ostudzenia. Do szklanki przelewamy około 80 ml naparu, ocet oraz dodajemy miód. Całość dokładnie mieszamy i przelewamy do butelki o pojemności 100 ml. Nie tworzymy od razu większych ilości, tonik bowiem musimy wykorzystać do tygodnia i najlepiej przechowywać w lodówce.

Tonikiem na waciku przemywamy twarz rano i wieczorem przed nałożeniem kremu.

 

 

DIY Kosmiczne mydełka

Zabieram Was dzisiaj w daleką podróż! Polecimy w kosmos, odwiedzimy mgławicę Lili! A to wszystko za sprawą cudnych mydełek!

Kiedy tylko zobaczyłam w internecie coś podobnego, wiedziałam, że i sama je zrobię! I Wam bardzo polecam stworzenie tych magicznych, kosmicznych mydełek. Wyglądają obłędnie, a robi się je doprawdy niezwykle prosto!

Kosmiczne mydełka

Składniki:

  • Szczypta fantazji i dobrego humoru
  • dowolne foremki
  • mydlana baza glicerynowa – ilość dopasowana do wielkości foremek
  • „kosmiczne” barwniki do mydeł – ja użyłam dwóch odcieni niebieskiego, fioletowy, zielony i czerwony
  • brokat – użyłam Arctic Silver Glitter z Kolorowka.com
  • ulubiony olejek eteryczny lub zapachowy – użyłam cudne mango z ZielonyKlub.pl
  • opcjonalnie – alkohol izopropylowy w spryskiwaczu

Jak już skompletujemy wszystkie składniki, zwłaszcza dobry humor, zabieramy się do działania!

  1. Szacujemy ilość potrzebnej nam bazy mydlanej do wielkości foremek. Bazę kroimy na kostkę mniej więcej 2×2 cm. Przekładamy ją po równo do tylu ceramicznych miseczek, ile mamy barwników w „kosmicznych kolorach” lub według naszych preferencji – jeżeli zależy nam, aby dominował kolor fioletowy, w tej jednej z miseczek musi się znaleźć najwięcej bazy.
  2. Wkładamy pierwszą miseczkę do kąpieli wodnej lub mikrofali. Czekamy aż baza się roztopi, ale nie dopuszczamy do wrzenia (w mikrofali krótka chwilka). Wyciągamy miseczkę i sprawnie dolewamy do niej nieco olejku zapachowego ( u mnie po kilka kropli na kolor – intensywność zapachu musi nam odpowiadać), kilka kropelek barwnika (zazwyczaj wystarczy niewielka jego ilość, aby zabarwić bazę, kolor dopasowujemy do własnych potrzeb – jeśli uznamy, że jest za mało kolorowy – dodajemy kolejną kropelkę barwnika) oraz dosypujemy brokat (jego ilość także dopasowujemy do potrzeb – ja dodawałam około pół łyżeczki na kolor). Całość szybko mieszamy i przelewamy do przygotowanych foremek małą ilość – tak, aby utworzyć jedynie „plamę” koloru na spodzie. Odstawiamy resztę mydła – wykorzystamy ją do kolejnych warstw.
  3. Tak samo przygotowujemy kolejne kolory mydła i po kolei przelewamy do foremek, aby stworzyć nieregularne warstwy. Będą na bieżąco twardnieć. Warto spryskiwać je na bieżąco delikatnie alkoholem izopropylowym, który zapobiega powstawaniu bąbelków.
  4. Jeśli któryś z odstawionych na chwilę w miseczce kolorów stwardnieje – ponownie roztapiamy go w mikrofali lub kąpieli wodnej i przelewamy do foremek.
  5. Ostatnią warstwę warto wylać w całości, jednolicie, aby spód mydełek był gładki.
  6. Tak przygotowane mydełka odstawiamy na godzinę do całkowitego stwardnienia.
  7. Mydełka wyciągamy w foremek i cieszymy się nimi! Jeśli są przygotowane na prezent lub do późniejszego wykorzystania, obwijamy je folią spożywczą.

Proste, prawda?

A skoro już jesteśmy w kosmosie, przygotowałam Wam też księżycowy konkurs!

Zapraszam na —> Facebook!

Nie przegapcie – mam dla Was cudowną księżycową biżuterię z muszli (sama noszę te księżyce i uwielbiam!).

 

Wypróbuj inne Lili przepisy na kosmetyki! Zobacz, jak ich wiele i jakie to proste

–> LILI PRZEPISY

Zorganizuj Warsztaty Kosmetyki Naturalnej w swojej firmie!

—> LILI GARDEN

Zapisz

Zapisz

Przepis na owsiano-tymiankowy krem myjący

Zakochałam się w tym pomyśle! I doprawdy uwielbiam ten kremik. Możecie nazywać go też pastą, nie jest bowiem kremem standardowym, ale niewątpliwie ma jego konsystencję. Czym więc jest krem myjący?

Jest niezwykle przydatnym kosmetykiem do codziennej, poranno-wieczornej pielęgnacji skóry, zwłaszcza delikatnej, ale też podrażnionej, tłustej i problematycznej. Jest to połączenie cudownego oleju owsianego z niezwykle delikatną białą glinką i mączką owsianą. Biała glinka i mączka są polecane do łagodnego, ale skutecznego oczyszczania cery. Świetnie absorbują sebum i zanieczyszczenia. Ostatnio często spotykam się w internecie ze sposobem na oczyszczanie twarzy samą glinką, rozrobioną z wodą lub hydrolatem. Przyznam, że próbowałam, nie było źle, ale znacznie lepiej całość się spisywała, kiedy dodałam nieco czegoś tłustszego.

Chciałam też bardzo wypróbować mączkę owsianą koloidalną, o której słyszałam same dobre rzeczy.  Zacytuję: „posiada właściwości kojące, regeneracyjne, ochronne. Łagodzi objawy uczulenia i alergii zmniejszając swędzenie i zaczerwienienie, głównie za sprawą awenantramid, związków, które mają silne właściwości antyalergiczne, antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Ma naturalne działanie oczyszczające, normalizuje wytwarzanie sebum, pochłania nadmiar tłuszczu i bród ze skóry. Przywraca naturalną równowagę pH skóry. Zmniejsza utratę wody przez skórę, również zastosowana preparatach suchych. Promuje wytwarzanie kolagenu w skórze i poprawia skuteczność ochrony przed wolnymi rodnikami. W efekcie skóra jest zdrowsza i młodsza a zmarszczki ulegają wygładzeniu.”

Połączyłam więc najłagodniejszą z glinek z koloidalnym owsem, a o konsystencję kremu zadbał olej owsiany. Był to mój pierwszy raz z tym olejem i wiem już, że mogę go Wam bardzo polecić. Olej świetnie pielęgnuję skórę, bardzo mocno ją koi, ma ponoć wysoką biozgodność ze skórą. Posiada właściwości nawilżające, przeciwzapalne i przeciwalergiczne. A do tego, jak to olej, pozwoli nam usunąć z twarzy wszystko to, co tłuste i zbędne.

Całość wspomogłam jeszcze cudownym aromatem olejku tymiankowego. Bardzo go ostatnio lubię, czasami aplikuje kropelkę na ubranie sobie i Róży, aby odetkać zatkany nos i ułatwić oddychanie. Ma piękny zapach, już ziołowy, a jeszcze taki jakiś… słodki. Nasz krem myjący wspomoże swoimi właściwościami antyseptycznymi i antyoksydacyjnymi. Polecany jest do pielęgnacji cery problematycznej i trądzikowej. No, samo dobro!

Owsiano-tymiankowy krem myjący

Składniki:

  • 25 g mączki owsianej koloidalnej (ZielonyKlub.pl)
  • 20 g białej glinki
  • 30 ml oleju owsianego (mój z BliskoNatury.pl, wkrótce się tam pojawi)
  • 3 kropelki olejku tymiankowego

Mączkę, glinkę i olej łączymy w miseczce i ucieramy do uzyskania jednolitej konsystencji. W między czasie dolewamy olejek tymiankowy. Dokładnie wymieszany krem przelewamy do wyparzonego słoiczka.

Jak używać takiego kremu? Codziennie, rano i wieczorem, bierzemy nieco kremu na dłoń, lekko rozrabiamy z wodą do uzyskania konsystencji emulsji i myjemy nią twarz delikatnie masując. Warto pozostawić go na skórze przez chwilę, aby wchłonęła naturalne dobro, a następnie zmywamy całość wodą. Tutaj warto też sięgnąć po łagodny żel myjący, np. rumiankowy Sylveco i nim dokończyć oczyszczanie. Dopiero tak dokładnie oczyszczoną i już przyjemnie nawilżoną buzię przemywamy tonikiem i nakładamy na nią krem.

Facebook